Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
Wizyta w mieleckiej fabryce COBI - relacja
Już na powitanie fabryka COBI sprawia bardzo dobre wrażenie. Łatwo ją rozpoznać po ogromnym logo umieszczonym nad wejściem oraz po kilkunastu autach oklejonych reklamami firmy z wizualizacjami różnych zestawów.
 25-10-2017, 10:24
 ARTUT
 456 x przeczytano

LEGO to moja ulubiona zabawka z dzieciństwa. Namiętnie kolekcjonowałem zestawy z serii średniowiecznej i pirackiej. Masę frajdy sprawiała mi budowa oryginalnych modeli, które wkrótce potem demontowałem, by łączyć je z innymi, tak by stworzyć coś znacznie większego i całkowicie mojego. W ten sposób powstawały wielkie (w moim mniemaniu) zamki i średniowieczne miasta. Każda wizyta na wystawie LEGO, które w czasach mojego dzieciństwa były organizowane w rodzinnym Krakowie średnio raz do roku, kończyła się gorączką. Chciałem więcej klocków, chciałem budować większe modele…

W końcu z klocków wyrosłem (wiem, że to zabawnie brzmi, bo czy da się z tego wyrosnąć?) i znalazłem sobie inne pasje i zainteresowania. Od kilku lat mocno interesuję się historią II wojny światowej. Stąd trochę za namową kolegi, trochę dla zabawy i trochę z nostalgii za dzieciństwem, kilka miesięcy temu złożyłem model samolotu Messerschmitt Bf 109 E wydany przez polską firmę COBI z Mielca. No i się stało! Uśpione na kilka lat hobby przerwało solidną tamę i rozlało się na dobre. Teraz w moim mieszkaniu wylądowało kilkanaście samolotów oraz kilkadziesiąt czołgów i innych pojazdów z II wojny światowej. Zachwycony jakością ich wykonania, precyzją, różnorodnością klocków i wzorów zestawów, buduję właśnie makietę bitwy pod Monte Cassino. Oczywiście całkowicie złożoną z klocków COBI.

Naturalnie gotowałem się w środku z ciekawości, jak to wszystko powstaje, oraz jak wygląda proces projektowania i produkcji. Mój niesamowity urok osobisty pozwolił mi zdobyć zaproszenie na ekskluzywną wizytę w fabryce COBI w Mielcu. Wraz z trzema kolegami z redakcji Valkiria Network: Cezarym, Filipem i Konradem wyruszyliśmy na wycieczkę.

Zapraszam do obejrzenia wideorelacji w serwisie YouTube:

COBI posiada niewielkie biuro w Warszawie, gdzie stacjonuje głównie dział marketingu i dział handlowy oraz gdzie mniej więcej połowę czasu pracy spędza założyciel, prezes i właściciel firmy Pan Robert Podleś. W podkarpackiej fabryce w Mielcu (na północny zachód od Rzeszowa) mieści się pozostały, w zasadzie najważniejszy trzon firmy, czyli dział projektowy, produkcja i magazyn.

Mielec nie jest najlepiej skomunikowany z resztą Polski, więc nasza wyprawa z Warszawy była dość karkołomna, tym bardziej że musieliśmy zrezygnować z wyprawy samochodem. Zerwaliśmy się więc wcześnie rano by pociągiem o 5:50 wyruszyć do Tarnobrzega, stamtąd autobusem na dworzec PKS w Tarnobrzegu, gdzie przesiedliśmy się do busa, który dowiózł nas do Mielca. Po sześciu godzinach podróży stanęliśmy przed bramą fabryki.

Już na powitanie fabryka COBI sprawia bardzo dobre wrażenie. Łatwo ją rozpoznać po ogromnym logo umieszczonym nad wejściem oraz po kilkunastu autach oklejonych reklamami firmy z wizualizacjami różnych zestawów. Wprawne oko znawcy dojrzy, że niektóre samochody muszą mieć już za sobą kilka solidnych lat służby, bo można na nich zobaczyć jeszcze reklamy starych, wyprzedanych już modeli (m.in. Grunwald 1410 czy Rzymianie i Barbarzyńcy).

Hol główny, w którym mieści się recepcja, od razu daje mocno do zrozumienia, gdzie jesteśmy. Wielkie logo firmy, umieszczone na ścianie jest złożone z klocków COBI. Obok można zobaczyć wielkiego pingwina z klocków, kosz z mixem oraz wystawkę wybranych modeli z różnych serii.

Na początek powitała nas przemiła pani z recepcji, która po chwili przekazała nas pod opiekę Pani Dyrektor Marty Pająk, która była naszym przewodnikiem. Po zaopatrzeniu się w odzież ochronną wyruszyliśmy na zwiedzanie.

Zaczęliśmy od końca, tj. od rampy załadunkowej, gdzie na samochody dostawcze ładowane są gotowe produkty do wysyłki. Akurat natrafiliśmy na transport ogromnego ekspozytora z makietą zawierającą modele z serii II wojna światowa. Mimo opakowania go w solidną i nieco matową folię udało nam się wypatrzyć w środku wiele ciekawych szczegółów i rozwiązań (m.in. podwieszenia modeli samolotów). Nie udało mi się wypatrzeć żadnej naklejki adresowej, ale spróbuję się dowiedzieć, gdzie będzie można podziwiać to cacko.

Kolejnym etapem zwiedzania był magazyn wysokiego składu. Tu na aż pięciu (!!!) piętrach przechowywane są palety załadowane kartonami z gotowymi zestawami. Czuliśmy się trochę jak w magazynie Świętego Mikołaja. Oczywiście wszystkie półki mają swoje oznaczenia kodowe, każda paleta jest opisana symbolem, a adresowanie miejsca przechowywania jest zautomatyzowane jak w każdym nowoczesnym magazynie. Powierzchnia tego budynku robi ogromne wrażenie. Na jego końcu znajduje się taśmociąg, który dostarcza gotowe, zaklejone kartony z klockami. Przejmuje je pracownik, który składa pudełka na palecie, a następnie dzięki specjalnej maszynie przypominającej trochę karuzelę, okleja całą załadowaną paletę specjalną folią. Tak zapakowane klocki trafiają na odpowiednią półkę, gdzie czekają na odbiór.

Kolejną częścią fabryki na naszej drodze okazała się hala maszyn produkujących klocki. Szczerze mówiąc, spodziewałem się tam ogromnego hałasu i zapachu palonego plastiku oraz walających się po podłodze połamanych czy nieodlanych do końca klocków. Oczyma wyobraźni widziałem smutnych, spracowanych ludzi, ubrudzonych smarami, opakowanych w hutnicze stroje przypominające zbroje płytowe. Nic bardziej mylnego! Trafiliśmy do wręcz sterylnej hali, gdzie między równo ustawionymi maszynami odlewającymi klocki, krążą uśmiechnięte i dowcipkujące ze sobą panie.

Żeby tego było mało, w zasadzie każda z pracownic była dobrze ubrana, świetnie uczesana i uśmiechnięta. Niby to fabryka, a czuć było naprawdę przyjemną atmosferę, daleko różną od warszawskich, korporacyjnych małych piekiełek, stworzonych w stołecznych biurach, w których gnieżdżą się rozczochrane wiedźmy obrażone na cały świat. Wróćmy jednak do samej produkcji. Przez przezroczyste szybki, można było zajrzeć do każdej maszyny, gdzie w specjalnych formach odlewane są klocki, które po chwili wypadają do pojemnika zbiorczego, z którego przesypywane są do foliowych worków, opisywane specjalnym kodem i posyłane do magazynu części.

Kolejnym etapem zwiedzania był magazyn form. Tam na półkach czekają formy klocków, które w zależności od zapotrzebowania trafiają do maszyn. Każda forma odpowiada za inny element. Każda opisana jest też w widoczny sposób czarnym markerem.

W naszej wycieczce, kolejnym etapem była hala produkcji form. Tam pracownicy produkują formy do klocków oraz przygotowują je do pracy.

Po przejściu przez kolejne drzwi zachciało mi się płakać. Trafiliśmy do magazynu części i półproduktów, gdzie na paletach i w wielkich pojemnikach składowane są osobno, poszczególne klocki i elementy, a także gotowe, zgrzane foliowe paczki ze zgrupowanymi elementami. Na widok olbrzymiego pojemnika załadowanego w całości karabinami czy dużymi płytkami konstrukcyjnymi, chciało mi się wyć z żalu. Gdy zobaczyłem potężny wór z jednakowymi figurkami żołnierzy to już kompletnie się załamałem ;) To było trochę tak, jakby wpuścić lisa do kurnika, ale wcześniej uwiązać go na smyczy. Muszę kiedyś zaproponować zarządowi firmy COBI organizację konkursu, w którym zwycięzca będzie miał jedną minutę na szabrowanie tego magazynu z opcją zabrania tylu klocków ile będzie w stanie unieść :D Mam nadzieję, że uda mi się wygrać w tym konkursie ;)

Kolejnym etapem było archiwum, gdzie przechowywane są egzemplarze wyprodukowanych modeli (firma według obowiązujących przepisów musi je przechowywać minimum 10 lat). Oczywiście na półkach rozstawione są tylko najnowsze produkcje, bo reszta przechowywana jest w magazynie. W tym pomieszczeniu także odbywa się kontrola jakości, gdzie wyrywkowo sprawdzane są gotowe produkty. I tu bardzo mnie zaskoczyło to, że na półkach zauważyłem modele, których nigdy wcześniej nie widziałem w ofercie COBI. Co więcej, wcale nie wyglądały na niezapowiadane jeszcze nowości. Naliczyłem tych modeli co najmniej kilkanaście. Co to takiego? O tym napiszę nieco później.



Następnym przystankiem była hala, w której konfekcjonowane są produkty. Tam specjalne maszyny według określonego wzoru pakują je i zgrzewają w woreczki. Proces jest w pełni zautomatyzowany i w zasadzie wyklucza błędy w pakowaniu. Specjalna maszyna waży każdy woreczek i w przypadku jakiejś anomalii odrzuca go do sprawdzenia. Stare indiańskie przysłowie mówi, że 99% reklamacji dotyczących braku jakiegoś elementu w paczce zwykle jest nieuzasadnione (głównie dlatego, że ktoś po prostu zgubił lub nie zauważył, celowo lub nie jakiegoś elementu). Nie wiem jak te statystyki wyglądają w COBI, ale sądzę, że bardzo podobnie.



Na tym etapie produkcji udało mi się trochę zabłysnąć przed Panią Dyrektor, która nas oprowadzała, ponieważ szybko zidentyfikowałem, że właśnie trafiliśmy na moment zgrzewania woreczków do nowego modelu wozu strażackiego. Po szybkiej weryfikacji okazało się, że miałem rację. Nasza przewodniczka spojrzała na mnie z tak dużym uznaniem, że przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zaproponować by w nagrodę na chwilę wpuściła mnie samego do magazynu elementów na szaber, uzbroiwszy wcześniej w duży worek ;) Ostatecznie zdecydowałem, że przyjdę tam jednak w nocy, z większym workiem i kolegami, albo zrobię potężny podkop ;)

A tymczasem trafiliśmy do strefy pakowania woreczków i instrukcji do pudełek. Przy specjalnej maszynie, która podaje kartoniki, sympatyczne panie pakują ręcznie gotowe woreczki do środka. Zaproponowano nam nawet, żebyśmy sami spróbowali, ale woleliśmy niczego nie popsuć :D


I tym razem mocno zaskoczyła nas totalnie wyluzowana i radosna atmosfera. Pracujące tam panie i młode dziewczyny zachowywały się tam tak, jakby się dobrze bawiły, ale jednocześnie precyzyjnie wykonywały swoje zadania. Zwykle w telewizji, gdy oglądałem materiały z produkcji przy taśmie, było widać tam smutnych, starych, zmęczonych i spracowanych ludzi. O zdjęciach z chińskich fabryk nie chcę nawet wspominać. Tam w obozach pracy ludzie za miskę ryżu całe życie pracują i żyją w skandalicznych warunkach. Nie spodziewałem się nadzorców z pałkami w fabryce COBI, ale mimo wszystko wyobrażałem sobie to wszystko trochę inaczej. Bardzo się cieszę, że nie miałem racji. Wytłumaczono nam zresztą, że fabryka jak większość zakładów w Polsce ma specjalne certyfikaty, normy, kontrole i przepisy, które wymagają odpowiednich warunków pracy.

Wracając do samego procesu. W tym miejscu kartony są zaklejane, pakowane do kartonów zbiorczych i odsyłane na taśmociąg, który zawozi je do magazynu, w którym byliśmy na początku wycieczki.



W sąsiednim pomieszczeniu znajduje się strefa konfekcji zeszytów. Tam panie przy dużych stołach, pakują wydania zeszytowe takie jak choćby Samoloty II wojny światowej. Akurat trafiliśmy na moment składania numeru 37 czyli samolotu Heinkel He 111 część 6/7.

W drodze do kolejnej strefy moje czujne oko wypatrzyło prawdziwy rarytas. W kącie hali znalazłem odstawiony i chyba trochę zapomniany ekspozytor z makietą modeli z serii Rzymianie i Barbarzyńcy. W środku był trochę zdemolowany, bo część budowli się rozsypała, ale i tak prezentował się świetnie. Trochę szkoda, że ta seria nie jest już kontynuowana i choć stare wersje figurek, których nie ma już w sprzedaży kompletnie mi się nie podobały, to chętnie bym zobaczył jej wznowienie z nowymi figurkami i nieco odświeżonymi zestawami. Kto wie… może ten ekspozytor czeka w zapomnieniu na czas, gdy firma COBI otworzy własne muzeum klocków? Szczerze mówiąc, wcale bym się nie zdziwił, gdyby prędzej czy później to się wydarzyło.

Kolejnym punktem wycieczki była hala malowania klocków. To tam nakładane są nadruki na klocki i figurki. To chyba najcięższa praca w całej fabryce, bo mimo miłej atmosfery i przyjemnych warunków pracy, należy każdy element ustawić w specjalnej formie, gdzie nakładany jest na niego nadruk. Następnie element trzeba wyjąć i odłożyć do zeschnięcia i sięgnąć po następny. To bardzo precyzyjna i chyba dość mozolna praca. Trzeba przyznać, że COBI coraz częściej rezygnuje z naklejek na rzecz nadruku na klocki. To się chwali, bo nadruki od COBI są bardzo czytelne, trwałe i ich jakość bije na głowę chińskie produkty. Zresztą większość maniaków COBI woli nadruki niż naklejki. Wychodząc z tego pomieszczenia, zauważyłem regał zastawiony wielkimi workami główek czekających na nadruki. To chyba najtrudniejsze elementy do pomalowania.


Zwiedzanie fabryki COBI było dla całej naszej ekipy redakcyjnej wielką atrakcją, ale najlepsze i tak zostawiono dla nas na koniec, bo… trafiliśmy do działu produkcji ekspozycji! To tam składane są modele do ekspozytorów, a także modele specjalne na wystawki (między innymi duże figury, których nie ma w sprzedaży). Tam było jak w raju :D

Całe pomieszczenie zastawione jest pojemnikami z klockami, z których wesołe panie składają całe modele, które są od razu sklejane specjalnym klejem. Dzięki temu nie rozsypują się w transporcie. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że te pracownice mają “najlepszą pracę na świecie” bo zajmują się… bawieniem się klockami :) To oczywiście mocna przesada, bo podobnie jak w branży gier komputerowych pracownicy działu testów zajmują się… graniem w gry i ich testowaniem. Jest to jednak mozolna i uciążliwa praca i mimo dobrych humorów i wesołej atmosfery to nie są przysłowiowe pączki u cioci.

Widok stołu zastawionego pirackimi okrętami, które po sklejeniu się suszą, robił niesamowite wrażenie. Tymczasem obok, dwie urocze panie składały ogromny model promu kosmicznego. Dużym zaskoczeniem było to, że nie dysponowały żadnymi schematami a jedynie wzorem w postaci małego modelu, który przy użyciu linijki przeskalowywały do dużych rozmiarów. Te panie naprawdę znały się na rzeczy i zapewne niejeden Cobimaniak chętnie by się z nimi zamienił.

Przedostatnim etapem zwiedzania była wizyta w dziale projektowym. To tam wymyślane są i opracowywane nowe modele. Naszym zdaniem to zdecydowanie najbardziej wymarzona praca, jaką można było sobie wymyślić w fabryce COBI. Niestety na wejściu ze zrozumiałych przyczyn poinformowano nas, że nie wolno nam tam nagrywać ani robić zdjęć, oraz zachować dyskrecję i nie informować o szczegółach, które tam zobaczymy. Dostaliśmy zgodę na tylko jedną fotkę, tylko w pierwszym pomieszczeniu, ale to i tak pod warunkiem, że zasłonimy opracowywane modele.

Tu zatrzymaliśmy się na dłużej, bo ciężko było nas przegonić. Bardzo sympatycznych panów projektantów zasypałem prawdziwym gradem pytań, które od dawna mnie nurtowały. Oczywiście w międzyczasie łypałem wzrokiem na prawo i lewo rozglądając się za nowościami. Była ich CAŁA MASA zarówno na biurkach, w formie złożonych modeli, jak i na ekranach komputerów i wydrukach przypiętych na ścianach. Jeśli przynajmniej połowa z nich zostanie wyprodukowana, to jestem przekonany, że COBI podbije świat! O niektórych z nich Prezes firmy wspomniał w niedawno publikowanym wywiadzie. Przede wszystkim chodzi o nową serię na licencji gry wideo World of Warships, czyli okręty wojennie. I nie będą to zwykłe łódeczki z kilkuset elementów a ogromne morskie potwory. Gdy zobaczyłem je na żywo, aż ciarki przeszły mnie po plecach. Są PRZEPIĘKNE!!! Żeby tego było mało, pojawi się oczywiście kultowy okręt ORP Błyskawica i niemiecki U-Boot. Zobaczymy również modele z I wojny światowej oraz obszerną serię aut z PRLu. Jedyne co mnie zmartwiło to fakt, że na razie COBI nie planuje serii z pociągami sterowanymi. A szkoda, bo bez zastanowienia bym się nimi zainteresował.

Wracając jednak do samego projektowania. Oprócz oczywiście zwykłego składania klocków na stole, w całym procesie duży udział mają komputery i projektowanie modeli w 3D. Duże znaczenie ma też dostępność nowych klocków. Oczywiście preferowane są nowe projekty, w których używane są dostępne już klocki. Jednakże projektanci mogą także zamawiać produkcję zupełnie nowych klocków. W procesie projektowania są one drukowane na drukarkach 3D w półprzeźroczystym piaskowym kolorze. Widzieliśmy takich wydrukowanych klocków całkiem sporo, co oznacza, że newykluczone, iż wkrótce trafią one do produkcji. Warto dodać, że z COBI współpracują też projektanci zewnętrzni. Firma też otrzymuje często różne ciekawe wzory wymyślone i opracowane przez społeczność fanów. Wiele z nich trafia później do wydania.

Drugie pomieszczenie działu projektowego przypomina trochę skarbiec Watykanu. Tam na stołach i regałach rozstawione są najnowsze prototypy. Oczywiście nie mogę konkretnie napisać, co tam zobaczyłem, ale oświadczam Wam, że wiele z tych modeli to prawdziwe arcydzieła i mam nadzieję, że szybko trafią do sprzedaży. Ponieważ nie chwaląc się za bardzo, całkiem nieźle orientuję się w ofercie COBI wypatrzyłem sporo rarytasów. I tu nieco się zdziwiłem, bo okazało się, że wiele modeli (część z nich widziałem w archiwum firmy) nigdy nie trafiło i nie trafi do zwykłej sprzedaży, gdyż zostały wyprodukowane na zamówienie konkretnego klienta (oczywiście w odpowiednio dużym nakładzie). Takim przykładem mogą być modele statków wycieczkowych i promów, które są sprzedawane wyłącznie w sklepach na tych właśnie statkach jako pamiątkowy gadżet i nie są dostępne w innych miejscach.

Z żalem musieliśmy opuścić dział projektowy. Szczerze mówiąc chętnie bym tam posiedział jeszcze bardzo długo. Z wrażenia zapomniałem zapytać, czy i kiedy zostaną opracowane modele husarzy i kiedy pojawią się figurki niemieckich strzelców górskich i spadochroniarzy z okresu II wojny światowej, na których bardzo liczę. Nie wspominając oczywiście o moim ulubionym samolocie transportowym JU-52, który z chęcią zobaczyłbym w mojej kolekcji.

Ostatnim etapem wycieczki była wizyta w sali konferencyjnej, gdzie mieliśmy spotkać się z założycielem, właścicielem i prezesem firmy, Panem Robertem Podlesiem. Tam pożegnaliśmy się z przesympatyczną Panią Dyrektor Martą Pająk, która o firmie COBI i procesie całej produkcji wie naprawdę bardzo wiele.

Pan Prezes okazał się również bardzo miłym i otwartym człowiekiem. Całą firmą zajmuje się z prawdziwą pasją i ma ogromny wpływ na wiele procesów. Żywo interesuje się wszystkimi projektami i aktywnie w nich bierze udział. Mogłoby się to wydawać oczywiste, ale spotykałem często w swoim życiu prezesów browarów, którzy nie pili alkoholu, czy wydawców gier, którzy w gry nie grają.

Oczywiście z uwagi na napięty harmonogram nie mogliśmy za długo zawracać głowy Panu Prezesowi. Udało się nam jednak przeprowadzić z nim krótki wywiad, który znajdziecie w naszej relacji wideo załączonej do tego artykułu. Nie mogło się też obyć bez pamiątkowej fotki.

Z żalem musieliśmy opuścić fabrykę COBI w Mielcu. Wycieczka była naprawdę niesamowita. Największym zaskoczeniem dla mnie było to, że spodziewałem się brzydkich zapachów, bałaganu i hałasu, a zastałem czasem wręcz sterylne pomieszczenia, wszechobecny porządek i nowoczesne maszyny. Spodziewałem się smutnych, zmęczonych pracowników, a zastałem roześmianą gromadkę mega sympatycznych ludzi.

Warto dodać, że w zasadzie cała produkcja COBI jest umiejscowiona w Mielcu. Żadne jej procesy nie są zlecane zewnętrznym, zagranicznym firmom, a w szczególności nic nie jest produkowane w Chinach, gdzie wiele konkurencyjnych firm przenosi swoją produkcję w celu obniżenia kosztów i zwiększenia swoich marż. A to, w jakich warunkach i jakim kosztem jest to produkowane w Azji już nikogo nie obchodzi.

Dlatego bardzo mocno kibicuję COBI w dalszym rozwoju i podbijaniu kolejnych rynków. Ich klocki aktualnie są dystrybuowane nie tylko w Europie, ale także m.in. w Stanach Zjednoczonych. Bardzo się cieszę, że polska firma była w stanie tak bardzo się rozwinąć i ostro deptać po piętach swojemu największemu konkurentowi - firmie LEGO. Zagospodarowanie niszy jaką były historyczne klocki konstrukcyjne, jak widać było strzałem w dziesiątkę! Duński gigant wielokrotnie próbował uniemożliwić produkcję i sprzedaż polskiemu konkurentowi. COBI o ile mi wiadomo, wygrało jednak wszystkie spory sądowe. Warto pamiętać, że kupując klocki COBI dajemy zarobić polskiej firmie i te pieniądze zostają w naszym kraju.

 

Artur "ARTUT" Machlowski

 

P.S.

W drodze powrotnej mieliśmy przyjemność wracać busem z mega sympatyczną ekipą pracowników, którzy właśnie skończyli swoją zmianę. Niewiele brakowało a zostalibyśmy zeswatani z ich córkami :) Pozdrawiamy serdecznie nasze przyszłe teściowe! ;)

 

Serdecznie dziękujemy firmie COBI a w szczególności Pani Katarzynie Nawrockiej, Pani Dyrektor Marcie Pająk i Panu Prezesowi Robertowi Podlesiowi za zaproszenie i pomoc przy realizacji tego materiału.


Informacje dodatkowe:
 

Komentarze:


 
25-10-2017, 10:57 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4646
Muszę przyznać, że nie mogłem się doczekać tej wycieczki. Jestem ogromnym fanem klocków COBI i bardzo chciałem zobaczyć jak wygląda ich produkcja i cały proces projektowania. Niestety nie wszystko mogliśmy pokazać w tej relacji (m.in. prototypy nowych projektów).



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy w terminalu Militarnej Sieci Valkiria. Wszystkim rekrutom przypominamy o obowiązku rejestracji swych danych w celu podjęcia służby w siłach zbrojnych MSV.

Życzymy owocnej służby!!

* * *
Zaciągnij się do jednostki lub zostań jej dowódcą!

* * *

Szukasz kontaktu z V-Sztabem? Napisz do nas: kontakt[at]valkiria.net

* * *

Wrogą propagandę należy zwalczać! Do tego najlepiej nadaje się rakieta naprowadzana VX456.

* * *


Gdy zostaniesz ranny na polu bitwy, pamiętaj by wzywać Podsystem Medyczny tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia wszystkich funkcji życiowych. Nieuzasadnione wezwania będą karane!

* * *

W przypadku utraty łączności z Terminalem Głównym nie zapominaj o Podręcznym Zestawie Samobójczym!

* * *










Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

$$5#3... transmisja przerwana...

Nowości w V-Sklepie




Na służbie:
Żołnierze: 1
lfullfull
Cywile: 30

Statystyki wizyt:
Wizyty: 2952416
Dziś gości: 73
Ten miesiąc: 5988
Rekord gości: 11493
Gości wczoraj: 214