Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
Ravnica oczyma Areda #2
 16-03-2008, 19:54
 Ared
 3250 x przeczytano

Przekroczyłem mury miasta. To, co ujrzałem, było całkowicie inne od tego, co zostawiłem za sobą – za murami. Wszędzie było zielono, rosły drzewa. Pięły się w górę, jak najbliżej słońca. I pomimo, iż drzew było naprawdę dużo, światło dzienne docierało tutaj bez problemów. Dopiero po chwili wpatrywania się zauważyłem, że nie spostrzegłem, iż przeszedłem przez bramę. Dwa wielkie drzewa, niczym wieże obronne, rosły i pilnowały wejścia. A przede mną? Las, rozciągający się zarówno wszerz jak i wzwyż. Wielkie, pokryte zaroślami budowle pięły się w górę i już z dołu widać było, że na prawie wszystkich piętrach budowli rosną inne drzewa. Od niewielkich po zajmujące nawet całe piętra ogrody, można tu było znaleźć wszystkie możliwe gatunki drzew i roślin. Miasto żyło. A przynajmniej sprawiało takie wrażenie. Słychać było śpiew ptaków, szum wiatru, dźwięki wydawane przez przeróżne zwierzęta, czasami śpiew i muzykę elfów. Ale poza moimi towarzyszami nie widziałem tutaj ani jednego elfa, czy innej istoty. Miasto wydawało się być opuszczone. W miarę przemieszczania się między drzewami za swoimi przewodnikami dostrzegłem niezwykłe zjawisko. Był to zapewne wytwór czarów, ale rozglądając się wokół nie zobaczyłem fundamentów żadnej z budowli! Wszędzie były drzewa, gdzie się nie spojrzało. Mimo to, nie pytałem o nic, gdyż byłoby to w złym guście, jak sądzę. Szliśmy tak przez długi czas. Na koniec dotarliśmy do pałacu. O dziwo, ten miał fundamenty, brama była wielka. Drewniana, pięknie zdobiona i, o dziwo, otwarta. Ruszyliśmy więc przeróżnymi korytarzami i schodami w górę…


Tym, co najbardziej rzucało mi się w oczy, były okna. Nie było w nich żadnych witraży, szyb czy innych zdobień. Nie było nic. Okna były, ale zrobione tak, aby do budynku wpadało jak najwięcej światła i powietrza z zewnątrz. Wędrując na coraz wyższe piętra powoli zacząłem dostrzegać mieszkańców miasta. Elfy snujące się niczym cienie. Jednocześnie cicho i prawie niezauważalnie, a zarazem szybko i gwałtownie niczym wiatr, pewne tego, co robią, czy też co zamierzają robić. Nikt nie zwracał na nas uwagi. Chyba jedynie nasi przewodnicy. Mieszkańcy nie pokazali po sobie ani trochę, że jesteśmy tu nieproszeni. Można rzec, że byliśmy dla nich jak wiatr. Jest, bo jest, ale nie zwraca się nie niego aż tak wielkiej uwagi. Gdy wyszliśmy na jakiś plac położony wysoko nad dolną częścią miasta, ujrzałem, iż mimo wszystko miasto ciągnie się dalej w górę. Mogłem też lepiej przyjrzeć się zagajnikom i ogrodom posadzonym w przeróżnych częściach budowli. Niektóre drzewa, co mnie bardzo zaskoczyło, wyrastały nawet ze ścian wież, co moim zdaniem było lekką przesadą. Ale kto zrozumie zamiłowanie elfów do roślin? Na tej wysokości można było także dostrzec, że wrażenie z dolnej części miasta o tym, iż miasto jest wymarłe, było całkowicie mylne. Miasto naprawdę żyło. Wszędzie było widać spacerujące elfy i przedstawicieli innych ras. Po niebie latały przeróżne ptaki, gdzieniegdzie można było dostrzec inne stworzenia. Miasto tętniło życiem. Czasami nawet aż za bardzo. Mimo ogólnego spokoju zdarzały się przeróżne waśnie i pojedynki między przedstawicielami różnych ras i klas.


Ogólnie, po mieście można było poruszać się bardzo swobodnie, głównie pieszo. Choć, jeśli chciało się przedostać, powiedzmy, na drugi jego koniec, miało się wygodniejszy środek transportu. Większość tak podróżujących korzystała ze sterowców, które kursowały między wyznaczonymi punktami, a czasami w różne inne miejsca. Nawet poza granice miasta. Niektórzy korzystali z pomocy latających wierzchowców. Oczywiście głównie ci, których było na to stać, potrafili dosiąść takiego wierzchowca, czy też mieli na tyle odwagi.


Miałem okazję przedostać się sterowcem na jedne z najwyższych pięter pałacu. Widok z niego był oszałamiający. Tam nawet blask słońca wydawał się inny. Piękniejszy niż można to w jakikolwiek sposób opisać. Promienie słońca przedzierały się tam przez korony drzew rosnących na szczytach budowli, a także na dwóch górach, które rosły od strony zachodu. Pomiędzy zielonymi stokami, pełnymi przeróżnych strumieni i wodospadów. Przedzierał się wielobarwny blask, a także szum wiatru i śpiew wody.


Jak usłyszałem potem, druga strona Bliźniaczych Szczytów jest zupełnie inna. Sucha, wypalona i ciemna. Niezależnie od tego, gdzie znajduje się słońce. Tam zawsze jest cień. Właśnie tam – wewnątrz jednej z gór – ma swą siedzibę Savra, Królowa Golgari.

I jak również się dowiedziałem, tam, po drugiej stronie, znajduje się druga, mroczniejsza część elfiego miasta. Miejsce, którego wystrzegają się praktycznie wszyscy podróżni, a zarazem miejsce, przez które trzeba przejść, by móc dostać się na audiencję do królowej. Zanim jednak opowiem, co mnie tam czekało, wspomnę o paru innych obiektach znajdujących w tej części miasta. Chodzi mi o domy mistrzów gildii. Ponad miasto wyrastają dwie potężne budowle, wywyższające się ponad wszystkie inne. Przynajmniej z początku myślałem, że są to budowle. Jak się później okazało, są to drzewa. Z czasem zauważyłem, że wewnątrz nich jest pień, a szczyt jest zwieńczony wielką koroną gałęzi i liści. Są to właśnie siedziby dwóch z pięciu mistrzów magii panujących Golgarią. Informacja ta dla nowoprzybyłych ambasadorów i przeróżnych politycznych wysłanników powinna być bardzo istotna, ponieważ mistrzowie nie opuszczają nigdy swoich siedzib. Tak samo jak Savra nie opuszcza pałacu. Zdarza się to tylko raz na jakiś czas, gdy dochodzi do zebrania rady. Mistrzowie wtedy wraz z Savrą spotykają się na jednym ze szczytów i tam obmawiają sprawy związane z królestwem. Zdarza się to jednak nadzwyczaj rzadko ponieważ zazwyczaj rozmawiają ze sobą za pomocą myśli i swych posłańców.


Ale nie czas dyskutować o polityce. Czas ruszać do drugiej części miasta. Na drugą stronę Bliźniaczych Szczytów. Do miasta nekromantów…


Autor: Piotrek "Ared" Miściur
Redakcja: Michał „Wiewiór” Musiał


Informacje dodatkowe:
 

Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy w terminalu Militarnej Sieci Valkiria. Wszystkim rekrutom przypominamy o obowiązku rejestracji swych danych w celu podjęcia służby w siłach zbrojnych MSV.

Życzymy owocnej służby!!

* * *
Zaciągnij się do jednostki lub zostań jej dowódcą!

* * *

Szukasz kontaktu z V-Sztabem? Napisz do nas: kontakt[at]valkiria.net

* * *

Wrogą propagandę należy zwalczać! Do tego najlepiej nadaje się rakieta naprowadzana VX456.

* * *


Gdy zostaniesz ranny na polu bitwy, pamiętaj by wzywać Podsystem Medyczny tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia wszystkich funkcji życiowych. Nieuzasadnione wezwania będą karane!

* * *

W przypadku utraty łączności z Terminalem Głównym nie zapominaj o Podręcznym Zestawie Samobójczym!

* * *










Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

$$5#3... transmisja przerwana...





Na służbie:
Żołnierze: 1
Filipas
Cywile: 22

Statystyki wizyt:
Wizyty: 2874497
Dziś gości: 8
Ten miesiąc: 5977
Rekord gości: 2237
Gości wczoraj: 167
Copyright © 1998-2017 Valkiria Network | Development by Damian Szymański Entertainment
kontakt z redakcją | formularz kontaktowy | nota prawna | bannery i logo | pomoc