Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Czarny Legion
08-10-2007, 18:36 | 3646 x przeczytano | Islam Gerej III
Schwarze Legion
„Daj Boże sto lat wojny”
 

Barczysty rudzielec zerwał się z zapadłego pod własnym ciężarem wyra. Na odgłos stukania, choć bardziej na miejscu było by powiedzieć walenia w drzwi sięgnął po leżący na chwiejącym się stole sztylet.

- Kto? – nie na wiele wysilił się zaspany mężczyzna lokując się przy futrynie. Przezorny zawsze ubezpieczony – pomyślał mocniej zaciskając niewielkie ostrze.

Odgłos maltretowanego drewna ucichł a po drugiej stronie odezwał się nie mniej ochrypły głos.

- Kontrahent.
 

Na szybko podreperowanym stole Jorg rozłożył mapę oraz kilka zabazgranych stronic papieru. Jednocześnie wydzierał się na swoich podwładnych, by szybciej przynosili wino oraz jadło. Nie, nie… bynajmniej nie dla nowo przybyłego, po prostu zbliżała się pora śniadania. Naprzeciwko ulokował się więc już młody, aczkolwiek poznaczony kilkoma bliznami facet. Sądząc po ubiorze i ekwipunku (który, rzecz jasna,. odebrano mu na wstępie) nie zaliczał się ani do klasy inteligencji ani dyplomackich magnatów.

- Ładny tasak – rzucił nalewając wino do cynowych kielichów Bergsen, adiutant Jorga.

Młody wysilił się tylko na uprzejme skinięcie głowa, po czym butnie odezwał się do Jorga.

- Potrzebuję ochrony!
- Idź do straży miejskiej…
- Dobrej ochrony.
- Nie idź do straży miejskiej.

Neutralni obserwatorzy (o ich brak ludzie Jorga też się postarali) mogliby w tym miejscu stwierdzić, że rozmowa toczona jest na wyżynach kultury oraz erudycji. Gospodarze siłą przejętego domu mieli jednak opanowane arkana selekcji zleceń oraz spławiania niechcianych klientów. Na ostatnią uwagę Jorga młody roześmiał się, pochwalił dowcip i znów spoważniał.

- Jeśli tylko się tam zaciągnięcie to wpadnę do tych, pożal się Boże, panów rycerów. Sprawa wygląda tak: mam coś do przewiezienia i spodziewam się że nie tylko mi na tym CZYMŚ zależy. Mało tego, możliwe, że i punkt docelowy nie będzie mile nas przyjmował… Wasza w tym głowa, by też miło nas nie wspominali. A jak widzicie, na miłosiernego darczyńcę nie wyglądam, a i z racji młodego wieku chciałbym jeszcze trochę dziewic posmakować…

- Ilu i ile? – przerwał wywody Jorg podsuwając czystą kartę swemu gościowi.

W tym samym momencie odesłał swoją świtę do sąsiedniego pokoju – zaczęła się ta część dyskusji, która powinna być prowadzona w cztery oczy. Zdziwiony, nabazgrał jakieś kulfony, starając się ukryć swój analfabetyzm. Po kilku próbach i złamaniu pióra, walnął prosto z mostu.

- Wszystkich za dobrą cenę.

Kurna, ile razy ja już to słyszałem? Dzieciaki boją się trzech opryszków i sądząc, że mogą zaoferować „dobrą cenę” chcą całego legionu… Czarnego Legionu. W myślach Jorg kalkulował, na ile wycenić usługi swoich żołnierzy… Inflacja, widmo przyszłej wojny oraz susza, której skutki odczuwamy do dziś… Tak, to wszystko należy wliczyć w cenę.

- Wszystkich? – upewnił się pograżony w liczeniu Jorg.

Znów odpowiedzią był tylko jednoznaczny ruch głową.

-  48 000 koron… Chociaż nie, arkebuzerzy wołają ostatnio o większy żołd… 52 000.

Hat trick, już trzeci raz Jorg musiał oglądać kiwająca się głowę nieznajomego. Powariował, czy grzybków się nawpieprzał – zastanawiał się w myślach. Za tyle monet, to ludzie sobie zamki wystawiają, inni przez dziesięć lat z całą rodziną żyją jak królowie a ten tu z miejsca na najemników wykłada.

- Chłopcze, – zaczął pobłażliwie Jorg – zaczyna mnie martwić twój stan psychiczny. Czy ty aby na pewno pod właściwy adres trafiłeś?

- Daję 60 000 i kończymy tę zabawę w domowe przedszkole, ciekawe czy twoi ludzie byliby tacy zadowoleni jakby się dowiedzieli, że gardzisz taką ofertą.

 

Tydzień zajęła mobilizacja całego Czarnego Legionu, osławionych w bojach landsknechtów, którzy porzucili oficjalną służbę na dworze władcy i zaczęli parać się prywatnymi porachunkami. Licząc stan wszystkich kompanii w tej małej armii, służyło prawie pięciuset doświadczonych wiarusów. Do tej pory jeszcze nigdy wszyscy nie wzięli udziału w jakiejś akcji razem. Przeważnie klienci chcieli kompanię, 50 zbrojnych było im aż nadto. Dlatego interes kwitł, w całej okolicy Jorg zorganizował punkty dowodzenia poszczególnymi kompaniami, gdzie porucznicy bez wiedzy władzy centralnej mogli podejmować się małych i szybkich zadań. Jak chwalą się sami wojacy z Czarnego Legionu, każdy z nich ma za sobą przynajmniej dziesięć takich akcji. Czy to zajazd, obrona majętnego staruszka przed goblinami, czy poskromienie zapędliwego maga. Tych ostatnich nie lubią i nie ma co się dziwić, bo cała ich siła opiera się na bitce, a nie pierdzeniu jakimiś błyskawicami i jęzorami ognia.

 

Ale może usystematyzujemy i poukładamy całą wiedzę, jaką zdobyliśmy o Czarnym Legionie w ciągu ostatniego roku. Naczelne dowództwo sprawuje nad nimi Jorg Witalny, były kondotier z czasów wojny z Chaosem. Co ciekawe, w oddziale służy też jego syn (zastępca dowódcy zwiadu), który pomału zyskuje sławę nie mniejszą niż przed laty miał jego ojciec. Kilka tygodni temu wraz z dwunastoma członkami zwiadu związał walką cały oddział krasnali, nim przybyli pozostali landsknechci. Przygwożdżeni ogniem z arkebuzów brodaci górnicy wycofali się do swoich jaskiń. Oprócz syna Jorga z akcji wróciło tylko trzech członków zwiadu, w tym jeden w ośmiu kawałkach.

 

W skład armii wchodzą pikinierzy (główna siła każdej kompani), halabardnicy, miecznicy oraz osłaniający swoich kompanów arkebuzerzy. Niektóre kompanie utrzymują nadal kilku zbrojnych w kuszę… broń skuteczną, ale nie mogąca się już równać z arkebuzem. Obserwując ich „zbiórkę” na błoniach koło Villagrande odnotowaliśmy pikinierów w liczbie trzystu, halabardników oraz najemników zbrojnych w 2 metrowe flambergi po 50 oraz niecałe 100 strzelców. Sekret ich zwycięstw w walce tkwi w błyskawicznym natarciu zwartej masy pikinierów, którzy osłaniani na skrzydłach przez arkebuzerów wdeptują w ziemie każdego przeciwnika. Jeśli bitwa się przeciąga, a wróg łatwo nie ustępuje, nacierają pozostali żołnierze… Halabardnicy, gdy przychodzi stawać przeciw jezdnym, miecznicy zaś do utarczek z piechurami oraz… większymi stworami. Z relacji naocznych świadków obserwujących bitwę dwóch kompani z hordą trolli, da się wnioskować, że te monstrualne kupy tłuszczu nie mogły nawet zbliżyć się do zwartej falangi błyszczących grotów. Minusem całej formacji jest niestety brak kawalerii, której nie mogą rekompensować nawet lotne kapralstwa arkebuzerów, które często samodzielnie wygrywały niejedno starcie. W ich rękach, ta broń to już nie jest prymitywna rusznica z krasnoludzkich warsztatów. To celne i potężne ręczne działo. Do walnej bitwy ustawiają się w tak zwane batalie, a zawsze jest ich 3. Główna, najliczniejsza złożona głównie z pikinierów, którzy wykonują frontalne natarcie. Druga, ustawiana po skosie na prawo od poprzedniej, złożona głównie ze strzelców oczyszczająca przedpole i zajmująca się harcami. Trzecia, najmniej liczna, zwana „batalią straceńców” rozpoczyna bitwę, obchodząc pozycje wroga i uderzając na flanki bądź tyły. Jej zadaniem jest związanie przeciwnika przy sobie, dając czas pozostałym bataliom na atak. To tutaj służą najbardziej doświadczeni landsknechci, to znowu tutaj działa wspomniany już zwiad. Oj nikt przy zdrowych zmysłach nie prosiłby o przeniesienie do „straceńców”. Natomiast o ten przydział codziennie męczą podwładni Jorga. Popaprańcy…

 

Tym razem musi chodzić o coś poważniejszego. Nie licząc kilku przeglądów i wspólnych biesiad nigdy nie stawali do walki wszyscy. Nigdy też nie zabierano wozów z prowiantem (licząc głównie na siłę barków oraz „dobroć” okolicznych chłopów), które teraz prowadzone są w środku kolumny. A może to nie ich wozy… W końcu więcej na nich drabin i lin niż mięsiwa…

 

- Grajcie na larum, wróg u bram! – tylko tyle zdołał wykrzyczeć zdyszany wartownik wpadając do komnaty dowódcy straży miejskiej. W tym samym czasie, wachmistrzowie na wszystkich odcinkach muru wydawali pierwsze rozkazy.

- Zamknąć bramy!
 
 

Pomysły na przygody

 

- Drużyna naraża się lokalnemu merowi, ten nie lubiąc babrać się czarną robotą, jak zwykle wynajmuje kompanię Czarnego Legionu. BG na szczęście dowiadują się od okolicznych pastuchów, kto dowodzi wysłaną przeciw nim kompanią. Wychodzi na jaw, że przyjdzie zmierzyć się z krewniakiem jednego z graczy… A może wszystko zakończy się polubownie?

- Dzień targowy, więc do Brucknefeld zajechali też i nasi milusińscy. Jak wnioskować można z powyższej historii, miasteczko to najprawdopodobniej jest celem lokującego się już pod murami Czarnego Legionu. Jeszcze jest czas, żeby uciec, może jednak BG lubią wojenne klimaty oraz głośny szczęk oręża?

- A jednak doigrali się, okoliczni wieśniacy nie mogli już zdzierżyć wiecznej zachłanności członków VI kompani „Unsweight” w ich okolicy. Ciągłe napaści, rabunki, gwałty oraz zabójstwa w biały dzień spowodowały nieopisany przypływ agresji ze strony chłopów. Zbierając się w liczne kupy znieśli w ciągu kilkunastu minut cały oddział. Nie była to bitwa, nie obowiązywały wtedy żadne zasady, nie dawano też sobie pardonu. Na drugi dzień pole rzeźni obserwują BG, tylko od ich decyzji zależy, czy landsknechci zostaną pomszczeni (oczywiście samemu sprawiedliwości wymierzać nie będą, ale mogą przecież ruszyć, aby zawiadomić pozostałe siły Jorga) lub też pomóc w ucieczce sprawcom napaści. Nie ma wątpliwości, zaczyna się zabawa w partyzanta…

 
Autor: Łukasz „Islam Gerej III” Wrona
Redakcja: Michał „Wiewiór” Musiał

Informacje dodatkowe:
 

 
Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.