Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Borek Kamiennoręki
Pierwszy z cyklu artykułów o „Wojnie o Brodę”
 21-01-2005, 15:36
 Cino
 3856 x przeczytano

     W roku 871 datowanym według kalendarza Khazadów jeden z najsilniejszych klanów trudniących się wojaczką świętował narodziny pierwszego potomka swojego przywódcy. Sigrid Lawowłosa urodziła swojemu mężowi, Hergarowi Odważnemu, syna. Nazwano go Brok. Przy drugim porodzie Sigrid zmarła z powodu komplikacji, kolejnego syna także nie dało się odratować. Przez tak wielkie nieszczęście Brok stał się jedynym potomkiem rodu, jakim władał Hergar Odważny. Ojciec całą swoją miłością obdarzył syna.

     Po narodzinach Hergar zaprzestał osobiście dowodzić niedużą armią, cały swój wolny czas poświęcił na edukację potomka. Starał się wpoić mu całą wiedzę, jaką posiadał w zakresie taktyki, rodzajów uzbrojenia, historii, prawie każdą wolną chwilę spędzali razem w bibliotece, bądź też na naukach fechtunku. Ojciec nie szczędził złota na syna, który wyszkolony został przez najlepszych fechmistrzów z Karak Azul we władaniu każdą bronią, jednak ulubionym orężem młodego Broka stał się topór dwuręczny i na naukę władania tym właśnie rodzajem uzbrojenia poświęcał najwięcej czasu.

     W wieku 80 lat Borek wyruszył u boku swojego ojca na wchód, klan najął swe usługi krasnoludzkiemu królowi Karaz Ankor, Fimburowi Żelazne Warkocze, synowi samego Hargrima Topora na Orki. Doskonałe wyszkolenie młodego Broka już w pierwszej bitwie zaowocowało śmiercią 3 orków. Po solidnych teoretycznych podwalinach nadszedł czas na praktykę. Brok zamiłował w walce i od tej pory uczestniczył w prawie każdej wyprawie wojennej swojego klanu. Lata mijały, broda Broka stawała się coraz dłuższa a jego umiejętności bojowe rosły, stawał się coraz szybszy i bardziej opanowany a jego ciosy coraz bardziej precyzyjne i śmiertelne. Ciężkie zbroje zakupione przez ojca wiele razy obroniły pierś młodego jeszcze Broka przed zranieniem, jednak kilka razy odniósł poważne rany, raz obawiano się, że umrze, jednak silny organizm Broka przezwyciężył uszkodzenia ciała. Z czasem otrzymał pod swoje dowództwo setkę krasnoludów, jego błyskotliwe manewry taktyczne wprawiły w zdumienie najstarszych klanowych strategów. Podwładni ufali swojemu młodemu dowódcy. Było wiadomo, że oprócz tego, że jest zaciętym wojownikiem, jest także doskonałym strategiem i dowódcą.

     Przydomek „Kamiennoręki” Borek dostał podczas jednej z wielu bitew toczonych przeciwko goblinoidom. W czasie walki jeden z potężnych ciosów zerwał z ręki krasnoludzkiego dowódcy zbroję, sama ręka została jednak nietknięta. Bohater w wirze walki nie miał czasu na jakąkolwiek reakcję, walczył dalej pozbawiając żywota z tuzin orków, kiedy to zabłąkana strzała trafiła Boreka w napięty, wielki niczym bochen khazadzkiego chleba biceps, po czym odpadła nie wyrządzając żadnej szkody, jak by trafiła w kamień. Nie wiadomo, czy była tępa, czy parszywy ork za słabo naciągnął cięciwę, fakt stał się jednak faktem. Od tej chwili Borek otrzymał przydomek „Kamiennoręki”, nadany z resztą jak najbardziej słusznie.

     Borek był bardzo opanowany, ani razu nie cofnął się przed wrogiem dając przykład męstwa swoim żołdakom, a stał zawsze w pierwszym szeregu. Jego zimna krew i determinacja w dążeniu do celu powodowały, że zawsze osiągał to, czego chciał. Jeżeli Borek postanowił coś osiągnąć, to z osiągał to. Był średniego wzrostu o typowej budowie krasnoludzkiego wojownika, jedynie nad wyraz okazałe barki były wyróżniały go ponad zwykłego wojaka. Jego broda i włosy były barwy gasnącej, ciemnej lawy, zapewne odziedziczone po matce. Twarz miał surową, o ostrym, męskim wyglądzie, z której nigdy nie można było wyczytać jego stanu ducha, okazywał emocje tylko wtedy, kiedy tego chciał, nigdy nie wykrzywił się w grymasie bólu. Walczył jednosiecznym, masywnym, oburęcznym toporem, zawsze zakuty w zbroję kryjącą każdy cal jego ciała. W czasie walki najbardziej ufał sile swojego ciosu, któremu żaden pancerz nie mógł się przeciwstawić; o finezji można zapomnieć, tylko szpicle machają mieczykami, aby to ładnie wyglądało, jak by nie wiedzieli, do czego naprawdę służy broń. Walczył mało efektownie, ale nadzwyczaj efektywnie.

     Tuż przed wybuchem Wojny o Brodę Hergar Odważny został zamordowany przez podstępne elfy. Zginął, gdy patrolował wraz ze swoją zbrojną świtą szlaki handlowe. Oddział rozbił się na noc, wystawiono wartowników. Elfy zaatakowały w typowy dla siebie sposób. Najpierw po cichutku, od tyłu wybiły strażników, następnie podcięły gardła ojcowi Boreka wraz z jego najbliższa obstawą. Od chwili dostarczenia złych wieści wraz z toporem ojca Borek znienawidził elfią rasę, chwytając oręż Hergara obiecał sobie zabić tysiąc elfów, aby odkupić tę śmierć. Ogłoszenie wojny stało się dlań możliwością zemszczenia się.

     Na początku Borek wraz ze swoim klanem wyruszył pod Wdowi Róg, aby bronić go przed zastępami armii elfów. Przeznaczenie chciało, ze w czasie bitwy na swej drodze napotkał niejakiego Salendora, elfiego generała, unikającego każdego z jego śmiertelnie niebezpiecznych ciosów. Utarczka tarła do zachodu słońca, obie armie zaprzestały wojaczki i przypatrywały się swoim walczącym dowódcom. W końcu walczący odskoczyli od siebie, łakliwie łapali powietrze, opierali się o swoje oręża. Mięśnie protestujące piekącym bólem odmawiały już posłuszeństwa. Tym razem nie udowodnili, kto jest lepszy. Obie armie korzystając z chwili przerwy zaczęły się cofać. Dowódcy niechętnie, zmuszeni przez swoje zmęczone ciała również zrezygnowali z walki. Bitwa została nierozstrzygnięta.

     Borek i Salendor spotykali się wielokrotnie w czasach Wojny o Brodę, stoczyli ze sobą wiele bitew, poniżej opisano kilka z nich.

     W czasie II bitwy o przełęcz Złamanego Topora Borek wraz ze swoimi najdzielniejszymi oddziałami ukrył się w górach czekając aż cała kolumna wojsk elfów przejdzie, aby móc zaatakować jej tyły tuż przed bitwą. Tworząc kolejny front na słabiej bronionych tyłach zrobiłby nieduże zamieszanie na głównym froncie, byłaby to doskonała okazja do ataku dla głównych sił krasnoludzkich. Cierpliwość krasnoluda opłaciły się, kilkanaście mil za elfią strażą tylną poruszał się sam Saledor wraz ze swoją świtą. Po raz drugi Borek ze swoimi wojownikami nie został wykryty. Tuż przed bitwą Borek zaatakował od tyłu otwierając drugi front, jednak Saledor jakimś cudem przewidział posunięcie swojego osobistego wroga, dzięki kilku zręcznym manewrom nie pozwolił wyrządzić dużych strat na tyłach armii. Borek wycofał się, aby nie tracić krasnoludów. Bitwę i tak wygrały krasnoludy.

     Innym razem Saledor przedostał się wraz ze swymi zdradzieckimi braćmi poza teren bitew, aby szerzyć chaos na zapleczu armii krasnoludzkich. Ślepy los chciał, aby śmiertelni wrogowie spotkali się i tym razem. Długousi zwiadowcy donieśli Saledorowi o regimencie stalokruszców prowadzonych przez samego Boreka. Borek wracał z rodzinnych gór, gdzie kurował się po ciężkich ranach. Saledor chciał zagłębić się jeszcze dalej poza linię frontu, jednak chęć zemszczenia się na swoim prywatnym wrogu wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. Na czele swoich kilkudziesięciu wojowników zaatakował niespełna trzydziestu odzianych w ciężkie zbroje krasnoludzkich stalokruszców. Nie docenił jednak twardości krasnoludzkiej stali. Wojownicy bronili się przez kilkadziesiąt minut. Okoliczne pagórki porozrywane gołą skałą okazały się doskonałym terenem do obrony. Nawoływania o pomoc nie pozostały bez odpowiedzi. Na zew z koziego rogu przybyły dwa regimenty krótkobrodych strzegących karawan. Saledor musiał się wycofać.

     Po raz ostatni spotkali się w czasie bitwy o Athel Maraya. Tchórzliwe elfy ukryły się za murami miasta, jednak potężne, krasnoludzkie machiny oblężnicze wyłamały masywne dzwi otwierając drogę armiom krasnoludzkim do zdobycia miasta. W mieście chmura elfickich strzał zgęstniała, co jednak nie powstrzymało żelaznego potoku, jaki powoli i nieustępliwie wlewał się do miasta. Wtedy to znad morza nadleciało pół tuzina smoków ujeżdżanych przez elfy, śmiercionośny ogień, którym ziały, dziesiątkował armię Khazadów. Oczy Boreka i Saledora spotkały się, miasto trawione już było przez smoczy ogień. Elfy wolały podpalić miasto, niż oddać je w ręce zwycięzców. Runęli na siebie z szybkością błyskawicy, za ich ciosami wzrok nie zdołał nadążać. Byli jeszcze bardziej doświadczeni niż podczas spotkania za pierwszym razem. Każdy z gradów ciosów był parowany bądź unikany. A miasto ciągle płonęło. Niedobitki elfiej armii ewakuowały się statkami na swoją wyspę. Krasnoludzkie armie również zaczęły się wycofywać, widząc zwycięstwo. Zawziętość khazadzkiego bohatera jak i nieustępliwość elfiego odpowiednika nie pozwalały wycofać się choćby na krok. Oboje wiedzieli, że być może jest to ostatnia okazja, kiedy mogą się spotkać, starali się ją wykorzystać. Walczyli tak, kiedy wokół nich tańczyły płomienie, w końcu zasłona z ognistej ściany nie pozwalała dłużej obserwować walki. Zmagali się, dopóki nie dosięgnęły ich płomienie.


Redakcja: Derbeth

Informacje dodatkowe:
 

Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witaj na stronie Komandorii Warhammera!
Jeśli chcesz przysłużyć się Cesarzowi, zgłoś się do dowódcy w celu zyskania kolejnych wskazówek!
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie




Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 57

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3510820
Dziś gości: 6
Ten miesiąc: 800
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 87