Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Mael Karez
 30-06-2007, 11:34
 Q-big
 4879 x przeczytano

Uderzenie orka było tak potężne, że wylądowałeś pod ścianą, niemal trzy metry dalej. Ocaliłeś życie tym blokiem, ale twój stary topór nie wytrzymał ciosu. Teraz trzymałeś w ręku tylko rozerwany trzonek. Przeciwnik się zbliżał, chwyciłeś więc pierwszą rzecz na jaką natrafiła twoja ręka. Nagle poczułeś istną lawinę emocji. Nienawiść, gniew, desperacja i niepohamowana rządza krwi. Nie było to przyjemne doświadczenie. Kiedy się otrząsnąłeś, zauważyłeś, że stoisz w bojowej pozycji a w ręku trzymasz przepiękny dwuręczny topór. Broń nie do opisania znanymi ci słowami. Skąd w kupie starego, pordzewiałego i zniszczonego oręża, wzięło się coś takiego, nie miałeś pojęcia. Nie zdążyłeś jeszcze ogarnąć natłoku myśli, gdy topór rzucił się do cięcia i rozłupał orkowi czaszkę.
 
Broń, którą chciałem przedstawić jest realnym artefaktem w kampanii, którą prowadzę. Bohaterem powyższego opisu był właśnie jeden z moich graczy. Ta siekierka, jest tematem całego wątku, który się ciągnie już drugą kampanię. Piszę ten komentarz, żeby pokazać, że nie jest to propozycja czysto teoretyczna, że była już wypróbowana i się sprawdziła. Tyle słowem wstępu. Zacznijmy od kwestii fabularnej. W jej imię, krótka historyjka.
 
Wiele lat temu żył w Górach Krańca Świata, pewien krasnoludki wojownik. Był prostym choć bardzo dumnym żołnierzem. Nazywał się Dereck. Nie siał strachu wśród wrogów, nie prowadził swoich ludzi z pieśnią na ustach, nie stawiano mu kolejek w barach i nikt nie wychwalał jego odwagi. Był po prostu jednym z wielu, częścią zbiorowego bohatera jakim w pieśniach jest krasnoludzka rasa. Wiódł powoli swój żołnierski żywot i w pewien dziwny sposób był nawet szczęśliwy. Brał udział tylko w niewielkich potyczkach z goblinami i pod dobrym dowództwem zwykle wszystko kończyło się dobrze. Jednak pewnego dnia cały jego świat został wywrócony do góry nogami. Zdarzyło się, że nowy wódz orków zdołał skrzyknąć bandę większą i straszniejszą niż te, z którymi miał do czynienia Dereck. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, orkowie zastawili pułapkę na krasnoludzką armię w Przełęczy Dwunastu Skał. Tego dnia bogowie-przodkowie opuścili swoich synów. Młody żołnierz był świadkiem jak wszyscy jego przyjaciele, dowódcy i w ogóle wszyscy, których znał, zostali zmasakrowani. Straszliwa to była rzeź. Nie było tam bohaterstwa, nie było patosu, nie było piękna. Była krew, krzyki, płacz i wszechobecna śmierć. To była bitwa, o której szybko się zapomina. Któż przecież chciałby pamiętać o druzgocących klęskach? W ten oto sposób ćwierć tysiąca krasnoludów postradało życia bezimiennie i nikt się nie zatroszczył nawet o ich pochówek. Dereck? Dereck niestety przeżył. Nie zatłukli go w walce, nie zatłukli i potem. Zielonoskórzy wzięli do niewoli tylko kilku żołnierzy. Całą resztę dobijali, palili i ograbiali. Przyozdabiali sobie pancerze i tarcze makabrycznymi trofeami, a wszystko to na oczach jeńców. Czemu tych kilku pozostawili przy życiu? Aby się bawić, torturować, a i tak na końcu zabić. Niewiadomo jak Dereckowi udało się uciec. Wiadomo, że udało się tylko jemu. Już nigdy nie był taki sam. Traumatyczne przeżycie zmieniło go. Stał się brutalnym, wulgarnym zabijaką. Nie odszedł z wojska, lecz jego podejście do wojny zmieniło się. Zawsze pchał się na pierwszy szereg, zawsze wyrywał do szarży. Jego niesubordynacja kosztowała go wiele kar, on jednak nie przejmował się tym. Nienawiść do zielonoskórych była zbyt wielka. Wtedy właśnie złożył specjalne zmówienie. Był nim dwuręczny topór, piękniejszy i wspanialszy niż jakiekolwiek dzieło krasnoludzkiego rzemiosła, jakie dane mi było oglądać. Prace nad nim trwały rok i był ponoć wzmacniany przez samych kowali runów. Wykucie go kosztowało majątek i nikt nie wiedział skąd Dereck miał te pieniądze. Powiadano, że sam w pojedynkę odbił z rąk goblinów, stary skarbiec. Tak zyskał kompana, który długie lata służył mu w walce.
 
I oto pewnej zimy pustka w sercu krasnoluda zaczęła się żarzyć i płonąć. Powodem tego była kobieta. Dobra krasnoludka, służąca jako felczer. Niedługo się znali, ale wojownik, który więcej przelał krwi niż miał włosów w brodzie, zakochał się. Zakochał się tak bardzo, że dla tej poczciwej kobiety obudził w sobie starego Derecka. Uznał, że dość ma gór, orków, goblinów i niekończącej się wojny. Kiedy Sigrid, bo tak jej było na imię, zgodziła się wyjść za niego, opuścili góry, a kiedy dała mu syna i córkę, postanowili osiedlić się z dala od zielonoskórych i z dala od kraju, który kosztował go tyle łez. Zamieszkali daleko na zachodzie Imperium, na wybrzeżu, w niewielkim miasteczku. Dereck znalazł w końcu należny mu spokój i tu jego historia powinna się skończyć. Nie skończyła się jednak.
 
Życie zadało mu kolejny cios. Straszliwszy i boleśniejszy niż za pierwszym razem. Na wioskę spadło nieszczęście. Czarny okręt przywiózł bezwzględnych łupieżców, a wraz z nimi ogień, cierpienie i śmierć. Nie ma słów na opisanie okropieństw mających miejsce tego dnia. Dereck bronił swojego domu tak zacielcie, że elfy, bojąc się konfrontacji, podpaliły budynek. Krasnolud został przywalony belką, i nie mogąc się ruszyć, patrzył jak pękają drzwi i jak korsarze wchodzą do środka. Patrzył w oczy swojej ukochanej i swoich dzieci, gdy mroczne postacie podrzynały im gardła w zemście za kompanów powalonych przez krasnoluda. Jego zaś zostawili, aby spłonął razem z domem. Wiedzieli, że nie mógł się ruszyć, powiesili więc ciała jego rodziny tuż przed nim i odeszli. Dereck w jakiś sposób wyszedł z tego cało. Ale powiedzieć, że przeżył, jest kłamstwem. Dereck umarł. Została tylko rozpacz i fanatyczna chęć zemsty. W jakiś dziwny sposób, jego stary topór przetrwał pożar w idealnym stanie. Krasnolud zabrał towarzysza i poprzysiągł korsarzom straszliwą śmierć. Długo trwało zanim dowiedział się kim dokładnie byli napastnicy, gdzie ich szukać i jak się do nich dostać. Były to czasy gdy wielka euforia panowała wśród marynarzy z powodu odkrycia nowego świata. Takiej okazji właśnie szukał. Opuścił na zawsze Stary Świat i popłynął do młodej wówczas kolonii Skeggi. Gdy tam dotarł, miał już ścięte, pofarbowane włosy, wytatuowane ciało i ręce ozdobione złotymi bransoletami. Zbudował sobie chatkę i ani myśląc, o przejmowaniu się sprawami osadników, po prostu ruszył w dżunglę. Nikt nie wie, jak to zrobił, ale znalazł okręt, który zniszczył jego życie. Dopadał załogę po kolei. Jednego za drugim. Podróże, które odbył wykraczały daleko poza możliwości śmiertelnika. Szedł dalej dlatego, że nie było już w nim życia, była tylko nienawiść. Ale w końcu wypalił się. Pewnego dnia wrócił do Skeggi. Skonał trzeciej nocy. Z słów jakie wypowiadał przed śmiercią dało się tylko wywnioskować, że zostało trzech. Trzech korsarzy uniknęło kary.
 
Po Derecku pozostała tylko jego broń, którą nazwał Mael Karez, co w języku krasnoludów znaczy Łza Rozpaczy. Co dalej stało się z owym toporem nikt nie wie. Ponoć wrócił do Starego Świata. Pewne jest natomiast, że zachował w sobie część duszy swojego właściciela i kiedyś będzie chciał dokończyć jego dzieło.
 
Twój topór zatrząsł się z podniecenia gdy zbliżały się elfy. Podobnie jak kiedyś, podczas bitwy z orkami, wyrywał się do walki, ale tym razem ciężko ci go było utrzymać w pozycji. Wiedziałeś, że nienawidził zielonoskórych, ale przy mrocznych elfach wpadł dosłownie w furię. Po raz kolejny przed oczami pojawił ci się obraz płomieni a w głowie dźwięczały pełne wściekłości wrzaski […] Zanim zdążyłeś dobrze się przygotować, topór wystrzelił w przeciwnika i jednym uderzeniem posłał korsarza za burtę.
 
Teraz trochę zagadnień mechanicznych, bo mimo, że spłycają one magiczny przedmiot, są mniej lub bardziej niezbędne, gdy pojawiają się rzuty i testy.
 
  • Łza rozpaczy to mistrzowsko wykonany dwuręczny topór. Dodaje dodatkowe 5% do trafienia, jest druzgoczący i powolny.
  • Broń jest oczywiście magiczna, więc co za tym idzie, rani istoty odporne na zwykłą broń. Poza tym jest niezniszczalny.
·        Topór nienawidzi zielonoskórych. Daje to dodatkowe +5% do trafienia plus zasady nienawiści z pierwszej edycji (które uważam, za trochę bardziej udane), czyli: zielonoskórzy dostają 1 ranę więcej, a bohatera nie można zmusić do ucieczki.
·        Topór wpada w furię przy mrocznych elfach. Tutaj znowu skłoniłem się do pierwszej edycji: +1 do obrażeń dla druchii, -1 do obrażeń, które otrzymuje właściciel, niepodatność na strach i grozę
·        Nienawiść i furię odczuwa przede wszystkim topór. Właściciel nie jest więc zmuszony to bezmyślnego atakowania i może się bronić.
·        Gdy broń skosztuje jakiekolwiek krwi (czyli po pierwszym trafieniu w walce), do końca potyczki traci właściwość powolny.
 
Może się wydawać, że broń jest przegięta, ale wierzcie mi, że wcale taka nie jest. A nawet jeśli okaże się trochę za mocna, to w końcu artefakt, nie? Zrobiłem ten przedmiot pod postać kumpla i pod kampanie, które im prowadzę i tam sprawdza się świetnie. Jeśli chodzi o użycie go w sesjach, to myślę, że możliwości jest sporo. U mnie Dereck nawiedza właściciela snami pełnymi ognia, nienawiści i innymi podobnymi skrajnymi emocjami. Oprócz oddźwięku na psychice bohatera, kolejną wadą jest to, że Dereckowi zależy głównie na wykończeniu pozostałych trzech elfów i będzie robił wszystko aby do tego doprowadzić. Tak naprawdę, największą frajdą tego wątku było powolne poznawanie możliwości topora i jego historii. Im bardziej to się rozciągnie, tym większą otoczkę tajemnicy ma ten artefakt. Poza tym, topór jest niemal żywy. Pozwala to na budowanie napięcia przed starciem. Czasem zadrży, czasem sam rzuci się do ataku, czasem przekaże właścicielowi jakiś ładunek emocjonalny. Proponuję także, aby w czysto mechanicznej walce, raz czy dwa razy zrobić trafienie czysto fabularne, w jakiś efektywny sposób powalające przeciwnika. Sprawi to, że przedmiot będzie mniej przewidywalny i nie taki stricte podlegający zasadom., a przez to bardziej odpowiadający naturze magii w WFRP.
 
Redakcja: Hipiss

Informacje dodatkowe:
 

Komentarze:


 
02-07-2007, 14:43 | Wiewiór | Komentarzy w sumie: 942
Niezły tekścik. Właściwie to podzielam zdanie dudziaka, z tym, że nie byłbym tak surowy w ocenie. Art jest średni, ale z naciskiem na dobry ;]


 
01-07-2007, 23:33 | Hendley | Komentarzy w sumie: 266
"Oryginalność" I "świeży". Czy mnie razi? Chyba żartujesz?! O niczym innym nie marzyłem! Ta broń zmieniła mój światopogląd - przedtem uznawałem tylko miecze.
PS. Sorry, jeśli niepotrzebnie przeczytałem. Przypominam Ci jednak, że już sporo się o tej broni dowiedziałem w grze. Poza tym musisz brać poprawkę na to, co zapamiętałem z tego tekstu i z tego, co zapamiętałem z opowieści BNów ;-)


 
01-07-2007, 12:50 | Q-big | Komentarzy w sumie: 57
Masz rację, że mechanicznie to nic odkrywczego. Tak samo jak łuk dla elfa, albo młot dla kapłana Sigmara. Ale twrząc ten topór miałem na uwadze dwie sprawy:
1-krasnoludzki topór na gobliny jest logiczny. Magia w broni nie bierze się znikąd a fakt, że krasnoludy walczą głównie toporami i głónie przeciw goblinom mówi sam za siebie. Chciałem więc, zamiast silić się na orginalność (która mogłaby skończyć się czymś idiotycznym), wyjść na przeciw konwencji. Czyli wziąc stary pomysł-topór na gobliny, i potraktować go nieco inaczej niż tradycyjne "+2/+5 goblins" bo tak.

No i druga rzecz, że jest to broń pod postać gracza (która walczy toporem) i pod kampanię (w której drużynka walczyła z Krasnoludami przeciw Goblinom). Więc mam po prostu nadzieje, że ta sztampowość nie razi mojego fightera.

Ale mimo wszysto dzięki, za komentarz. Następnym razem pomyslę nad czymś świerzym :)


 
30-06-2007, 19:43 | dudziak | Komentarzy w sumie: 427
Opisane dosyć solidnie i nie mam tu większych uwag. Sam topór wywołuje we mnie uczucie deja vu bo nie dość, że krasnoludzki topór to jeszcze obowiązkowo daje plusy przeciw goblinom. To już było i to nie raz. Na pochwałę zasługuje rozbudowana historia tej broni, bo twórcy przedmiotów często olewają sprawę i piszą byle co.

Ogólnie rzecz biorąc tekst na średnim poziomie, z jednej strony dopracowany, z drugiej trochę wieje sztampą.

ps. Skoro to debiut - witamy na pokładzie. ;)


 
30-06-2007, 12:24 | Q-big | Komentarzy w sumie: 57
Niech to jasna cholera, miałem nadzieję, że zdąże zabronić Ci tego czytać! No cóz, trudno, wprowadzimy kilka zmian :)


 
30-06-2007, 11:49 | Hendley | Komentarzy w sumie: 266
Stary... nie wiem, co powiedzieć. Ten topór jest... niesamowity. Dzięki niemu poczułem to, co odczuwa każdy porządny fighter - rzeczywiście kocham swoją broń i zrobię wszystko, by nie wpadła w niepowołane ręce. Dzięki! ;-)



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witaj na stronie Komandorii Warhammera!
Jeśli chcesz przysłużyć się Cesarzowi, zgłoś się do dowódcy w celu zyskania kolejnych wskazówek!
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie




Na służbie:
Żołnierze: 1
jwomenjacket
Cywile: 55

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3451521
Dziś gości: 148
Ten miesiąc: 13400
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 145