Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
  
Szczur - recenzja
 28-12-2007, 23:31
 Hendley
 5172 x przeczytano

To był maj – chyba. Za to na sto procent mieliśmy wtedy rok 2002. Kubik (Q-big przyp. red.) miał wtedy coś do roboty, więc musieliśmy umówić się we trzech. Po lekcjach zatem wpadł do mnie Art (baran666 przyp. red.) i Kusza (Kuszak przyp. red.). Ten pierwszy przyniósł podręcznik do Neuroshimy – wówczas jeszcze ładniutki i pachnący nowością. Nie zastanawialiśmy się, kto poprowadzi pierwszą rozgrywkę. Ważne było tylko, kto kim będzie grał. Spośród tych wszystkich profesji do wyboru, wzrok każdego z nas zgodnie zatrzymał się tylko na jednej z nich – na Szczurze. Co chwilę padał jakiś komentarz w stylu „ej, zobacz tą cechę – mocna jest, nie?” albo „o rany, jakie ten Szczur ma wyjechane sztuczki!”. Poza tym taki Szczur to przecież naturalny element świata przedstawionego, który może robić wszystko, którego nic nie ogranicza. Krótko mówiąc – same zalety. Ale jak przyszło co do czego, to na kartach postaci można było znaleźć Wojownika Autostrady, Najemnika i Montera. Ani śladu Szczura. Pozostało jedynie mieć nadzieję, że kiedyś Szczur przestanie być tylko cieniem pośród ruin albo cuchnącą przeszkodą na środku chodnika. Mógł to zmienić ktoś z grających albo dodatek profesyjny – taki jak ten ostatnio opublikowany na łamach Orbitala.

Do Szczura podszedłem z mieszanymi uczuciami. Umówmy się, Szczur to nie jest materiał na bohatera. Takim kimś nigdy się nigdzie nie zajdzie, nie zdobędzie się prawdziwej sławy, nie wyrobi stylu. Nie dla Szczura wielkie czyny. Szczur to skrawek tła. Z drugiej jednak strony pozostawał cień wątpliwości – a nuż dodatek przełamie ten stereotyp? Może Szczur to rzeczywiście grywalna i zajmująca postać, oferująca nie mniej niż inni mieszkańcy postapokaliptycznego świata? Może... Jak to wyszło? Czytaj dalej.

Kim właściwie jest Szczur? Jak zostaje się Szczurem? Jak taki Szczur żyje? Co myśli o swoim losie? Czego może oczekiwać od życia? Pytań można zadać wiele, wstępniak jednak skutecznie udziela odpowiedzi na większość z nich. Poznajemy wszelkie możliwe oblicza Szczura, we wszystkich czterech kolorach – od menela, przez poszukiwacza aż po grajka. Jak widać Szczur Szczurowi nierówny.

Mechanika – jedna z moich ulubionych części – to następny rozdział dodatku. Nowe cechy z pochodzenia – nie zbyt mocne, raczej pomagające poradzić sobie w dość codziennych sytuacjach, czyli najważniejszych dla Szczura. Nowe cechy z profesji – dwie całkiem różne, obie ciekawe, jedna raczej fabularna, druga czysto mechaniczna. Do tego wyważone Sztuczki i garść charakterystycznych dla Szczurów chorób, a na zakończenie szczurzy formularz. Słowem jest wszystko, co być powinno. Trzeba jednak wspomnieć, że taka Cecha jak „Dom na kółkach” dość znacznie przewyższa w swym działaniu pozostałe.

Mały rozdzialik poświęcono także sprzętowi, rzecz jasna temu improwizowanemu. Blaszki w zastępstwie śrubokrętów, metalowe pręty i łuki zamiast wiertarek i znaki drogowe w miejsce łopat – to chleb powszedni Szczura. Do tego ceny brzmiące „Szkoda gadać” lub „Czy mam ci przypominać, że to jest złom, za którego nic nie dostaniesz?”. Jest klimacik. Szkoda tylko, że wszystkiego uzbierało się tak mało, w dodatku pisanie o niektórych rzeczach w sposób „no, to ważne, musisz to mieć, to sobie jakoś zrób” wydaje mi się być nieco zbędne.

Na zakończenie zostaje jeszcze half-survival, czyli tajniki radzenia sobie w mieście. Szkoła półprzetrwania obejmuje naukę szperania w ruinach, żebraniny na ulicy, a nawet opowiadania historii i gry aktorskiej. Autor zamieścił tu także kilka godnych uwagi Szczurów miejsc i osobistości, jak na przykład Metalstock – miejsce szczurzych imprez albo Jospeh Grant, uczący bezdomnych dumnego zawodu mechanika.

Tyle mniej więcej zostało zamieszczone na 26 stronach. Dodatek jak najbardziej udany, choć bez szczególnych rewelacji. Pojawiło się kilka – w mojej ocenie – zgrzytów, jak niemal kompletny brak wielkich liter, parę rażących błędów ortograficznych („...to nie znaczy, że świat rzuci ci się do stup...”) czy nieco dziwaczna interpunkcja. To oczywiście drobiazgi, które jednak nie powinny umknąć uwadze redaktora, którego tu najwyraźniej zabrakło.

Redakcja: Kornel „Hipiss” Bielawski

Informacje dodatkowe:
 

Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy w Bunkrze - stronie poświęconej Neuroshimie. Prosimy o opanowanie i stosowanie się do zaleceń obsługi Bunkra - od tego zależy Wasze bezpieczeństwo.

***
 
Pamiętaj! Bunkier wciąż potrzebuje nowych ludzi! Ludzi zdolnych, zdecydowanych i wytrwałych! To możesz być właśnie Ty!

***
 
Dowództwo Bunkra przypomina o nieustającej potrzebie wyrażania konstruktywnych opinii za pośrednictwem Komentarzy.
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie