Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
  
Caroline
 24-12-2007, 00:14
 Hendley
 3974 x przeczytano

Znam taką dziewczynę, Caroline jej na imię. Szkoda mi jej, bo naprawdę fajna z niej babka. Ale dziewczyna miała pecha w życiu. Nie wiem, czy to wypadek, czy po prostu „tak się sprawy potoczyły”. Grunt, że jest jak jest, czyli raczej nie wesoło. Posłuchaj.

Caroline pochodzi z południa. Nie wiem skąd dokładnie, bo z zasady nie lubię Teksańcow, to i niespecjalnie się orientuję w tamtych rejonach. Nie lubię ich, bo są dziwni. Tym bardziej zastanawia mnie, jak ktoś taki jak Caroline może być właśnie stamtąd. Bo widzisz, ta dziewczyna ma jedną prawdziwą pasję – chemię. Opowiadała mi kiedyś, że jak miała bodajże sześć lat i ledwie jeszcze umiała czytać, to znalazła egzemplarz tablicy Mendelejewa i tak bardzo ją to zafascynowało, że zaczęła szukać i uczyć się. Odgrzebywała stare podręczniki ze szkół, rozmawiała z lekarzami, sama usiłowała robić jakieś doświadczenia. Zaczynało się jak zwykle od totalnych pierdół jak wytrącanie osadu soli czy zbudowanie prościutkiego destylatora... Nie, z tego co wiem, to nie zaczęła realizacji swoich zainteresowań od produkcji bimbru, raczej oczyszczała wodę do dezynfekcji czy coś. W każdym razie, z czasem hobby weszło w bardziej zaawansowane stadium rozwoju i zaczęło przynosić bardziej wymierne korzyści. Kiedyś przykładowo udało się jej wytworzyć kwas do akumulatorów i tym samym wprawić w ruch ciągnik jej ojca i kilka innych maszyn. Ludzie, chociaż nadal podchodzili do tej „sztuki” z dużym dystansem, zaczynali jednak doceniać pracę nastoletniej wówczas Caroline. Po jakimś czasie lokalne źródła wiedzy się wyczerpały, a jej było mało. Dlatego wyjechała. Zwiedziła kawał świata w poszukiwaniu wiedzy. Z tego co wiem, dotarła aż do farmaceutów w Miami i speców na froncie. Poświęciła nauce sporą część swojego życia i pewnie niewiele mniejszą część zdrowia i energii, ale wiem, że w końcu była szczęśliwa. Znalazła swojego Grala. Nieważne...

Na tym historia się nie kończy. Przeciwnie, dopiero się zaczyna. To tak jak w bajce - przyszła już dobra wróżka i spełniła największe marzenie, ale teraz nadeszła chwila triumfu złej wiedźmy. Widzisz, Caroline... no cóż, uzależniła się od Tornado. Jak już wspomniałem, nie wiem jak do tego doszło. Możliwe że wpadła na czarną chmurę gdzieś na pustkowiach, ale równie dobrze mogła po prostu chcieć dowiedzieć się, jak to jest. A może to jakieś doświadczenie? Nie wiem. Jak by nie było, po Tornadzie przyszły inne prochy. W przeciwieństwie do wielu innych ćpunów, Caroline potrafi w pewnym stopniu sama zaspokajać swoje potrzeby, ale wierz mi, że to w niczym nie pomaga. Wpędza się w nałóg coraz głębiej, chyba głębiej nie można. Dziś już nie jest tą samą co kiedyś osobą, tylko nawiedzoną narkomanką opętaną wizją zsyntetyzowania Tornado, jak wielu innych świrów. Z tym tylko, że ja osobiście myślę, że może się jej to kiedyś udać. Ta babka ma niesamowity zapał, czego najlepszym dowodem jest fakt, że robi to, co robi. Dysponuje bezcenną dziś wiedzą i niejeden mafioso z Vegas albo nawet magnat z Federacji dał by wszystko, byle by dorwać w swoje łapska kogoś takiego jak ona. Wyobrażasz sobie, jaką władzę miał by w dłoni ktoś, kto umiał by sam tworzyć Tornado? Ja sobie nie wyobrażam...

Szkoda mi Caroline, naprawdę szkoda. Chciałem jej kiedyś pomóc, ale zwyczajnie nie potrafię. Rodzina, dom, to, co wiąże się z przeszłością, z tą dawną Caroline w przydużych rękawicach na dłoniach i pękniętych goglach na czole, to wszystko nie ma dla niej żadnego znaczenia. Umarło, przepadło, odeszło w niepamięć. Nie wiem, czego by potrzeba, żeby pomóc tej dziewczynie przejrzeć na oczy i samej sobie pomóc. Jeśli nie zaćpa się na śmierć, to padnie z wycieńczenia. Jeśli nie zastrzeli jej wynajęty przez jakiegoś bonza zawodowiec, to zadźga ją brudnym nożem jakiś skurwiel, który nawet nie będzie miał pojęcia, jak ważną być może osobę zabił...

Jak sobie o tym myślę... Praca, jedzenie, praca, proszki, sen. A potem znowu praca, jedzenie, praca... Można oszaleć! Coś takiego może wykończyć człowieka skuteczniej niż banda najebanych Hell Angels. To jak podróż przez pustynię. Niby cały czas idziesz, ale końca tej wędrówki nie widać. Zżera się ból, zmęczenie, pragnienie i upał, ale leziesz dalej, bo wiesz, że jeśli się zatrzymasz, to już po tobie.

I jeszcze, kurwa, ten debil, który powiedział, że w dzisiejszym świecie spece mają się świetnie. Dureń...

Redakcja: cOnan Barbarian

Informacje dodatkowe:
 

Komentarze:


 
24-12-2007, 13:34 | Hendley | Komentarzy w sumie: 266
Tutaj mamy, moi drodzy, znakomity przykład współpracy: Conan zapodał pomysł, ja napisałem, potem Conan zredagował. Wprawdzie wizja jednego i wykonanie drugiego pokrywają się minimalnie, ale co tam... ;)



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy w Bunkrze - stronie poświęconej Neuroshimie. Prosimy o opanowanie i stosowanie się do zaleceń obsługi Bunkra - od tego zależy Wasze bezpieczeństwo.

***
 
Pamiętaj! Bunkier wciąż potrzebuje nowych ludzi! Ludzi zdolnych, zdecydowanych i wytrwałych! To możesz być właśnie Ty!

***
 
Dowództwo Bunkra przypomina o nieustającej potrzebie wyrażania konstruktywnych opinii za pośrednictwem Komentarzy.
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie