Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
  
Jack Frost i jego kruk
 24-12-2007, 00:11
 Hipiss
 5158 x przeczytano

Now, as the last broad oak leaf falls, we beg, consider this:
There’s some who have no coin to save for turkey, wine or gifts.
No children’s laughter round the fire, no family left to know.
So lend a warm and a helping hand –
Say Jack Frost and the Hooded Crow.

- The Jethro Tull

Kiedyś, jeszcze przed wojną, był taki dziwny zwyczaj. Trochę o nim czytałem, trochę opowiedział mi ojciec, zanim odszedł. Przychodziła zima i wszystko się zmieniało: świat z szarego, brudnego, smutnego, pełnego fabrycznych kominów przeistaczał się w cudowną, barwną krainę, gdzie wszyscy na jakiś czas zapominali o swoich problemach i przez kilka dni byli naprawdę szczęśliwi. Na ulicach pojawiały się kolorowe światełka – były ich tysiące, przypominały gwiazdy na niebie. Gdy papa opowiadał mi o tym wszystkim, oczy zapełniały mu się łzami – nie sądziłem, że coś takiego jest w ogóle możliwe. Wtedy też zapragnąłem przeżyć to samo, co on, jednak Tornado nigdy nie zabrało mnie w tamto miejsce, w tamten czas… i pewnie nigdy tego nie przeżyję.

Potem miałem jeszcze okazję obejrzeć parę przedwojennych pocztówek, na których – prócz zaśnieżonych krain i dziwnych białych postaci z rondlem i marchewką na twarzy, był jeszcze jeden facet. Był gruby, miał długą i białą brodę, czerwone, nieco obciachowe wdzianko. To nieważne, widać nie przeszkadzało mu to, ciągle się śmiał i rozdawał ludziom prezenty. Dzieci go uwielbiały. I wtedy, pewnego dnia nagle mnie olśniło. My, ludzie pokolenia Molocha jesteśmy strasznie tępi i ślepi. Nie wracamy do przeszłości, ale – o dziwo – to przeszłość wraca do nas. Może nie jest już taka sama, ale widzę w tym wszystkim minione, szczęśliwe lata. Jack Frost i jego kruk, słyszałem o nim tyle opowieści, tak bardzo mnie to dziwiło, ale… posłuchaj.

Gdy przychodzi zima, wszyscy ludzie w tym przeklętym kraju zdają się zapadać w zimowy sen. Kto jest w stanie w tym trzaskającym mrozie podróżować, podróżuje sam, bo nikogo więcej na szosach nie ma. Mutanci też nie wytrzymują temperatury. Maszyny? To jest ich słabość, zimą mamy spokój. Jest jeden tylko, którego możesz spotkać – o ile masz wyjątkowe szczęście. To właśnie Jack Frost… A zatem, wszyscy udajemy się do naszych domostw, schronień, gdziekolwiek, byleby to przeczekać. Niektórzy rozpalają sobie ogniska, niektórzy łączą siły, bo w grupie łatwiej jest przeżyć. Pomagają sobie. I wtedy przychodzi on, nieco posępny, potężny, opatulony brązowym futrem jakiegoś jelenia albo renifera. Jego broda jest dosłownie zamarznięta, ale on zdaje się tym nie przejmować. Widać, że jest zmęczony, że dzisiejsze czasy nieco go przytłaczają, ale uśmiecha się do wszystkich zebranych, przynosi im prezent: ciepło. Gdziekolwiek by to nie było, wokół robi się jaśniej, przyjemniej. Śnieg na zewnątrz zamiast morderczego zagrożenia staje się cudownym obrazem, a lekkie i puszyste płatki z gracją fruwają w powietrzu. Jack Frost siedzi razem z nimi jeszcze jakiś czas, napawa się ich szczęściem, a potem odchodzi w tą najcudowniejszą z nocy, może zmierza do innych, może znika na dobre, by pojawić się następnego roku. Może to zwyczajnie wymysł wariatów, którym od zimna zaczęły pojawiać się przed oczami dziwne zwidy. Jakie jest moje zdanie na ten temat?

Ja wierzę, że Jack Frost istnieje. Wierzę, że to ten sam facet, którego widziałem na pocztówkach. Wierzę, że pewnego razu zawita i do mnie, a ja będę mógł zadać mu pytanie. Wiem, będę wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. To chwila, na którą warto czekać cały następny rok. Warto przez ten czas tłuc się z maszynami i mutantami, trzeba przetrwać do kolejnej zimy i czekać na niego. Ja widzę w tym sens… widzę w tym sens dla nas wszystkich, dla ludzi, którzy już dawno utracili nadzieję. Cholera, tak naprawdę to wszyscy po cichu liczymy, że go spotkamy, wszyscy znamy o nim opowieści. Wszyscy wiemy, że Jack Frost i jego kruk to ten duch, który sprawia, że na kilka chwil zapominamy o wszystkim złu, a na niebie widzimy tysiące kolorowych gwiazd. Przechadzam się czasem po ruinach miast i oczyma wyobraźni dostrzegam dziesiątki szczęśliwych rodzin, które kiedyś tędy przechodziły. Widzę sklepowe wystawy, w które wpatruję się z dziecięcym wytęsknieniem. I gdzieś tam, w oddali dochodzi mych uszu dźwięk małych dzwoneczków i śpiewy tak cudowne, jakby były to pieśni samych aniołów. Małe dzwoneczki. Ciągle je słyszę.

Redakcja: Hendley

Informacje dodatkowe:
 

Komentarze:


 
24-12-2007, 13:36 | Hendley | Komentarzy w sumie: 266
Bardzo nastrojowy, klimat wprost niesamowity. Dobra robota, Hipiss


 
24-12-2007, 01:51 | Kuszak | Komentarzy w sumie: 9
Świetny tekst. Wesołych Świat.



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy w Bunkrze - stronie poświęconej Neuroshimie. Prosimy o opanowanie i stosowanie się do zaleceń obsługi Bunkra - od tego zależy Wasze bezpieczeństwo.

***
 
Pamiętaj! Bunkier wciąż potrzebuje nowych ludzi! Ludzi zdolnych, zdecydowanych i wytrwałych! To możesz być właśnie Ty!

***
 
Dowództwo Bunkra przypomina o nieustającej potrzebie wyrażania konstruktywnych opinii za pośrednictwem Komentarzy.
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie