Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
  
Wildest Dreams
 01-08-2007, 20:29
 Hendley
 4148 x przeczytano

And I just feel I can be anything
That I might ever wish to be
And fantasize just what I want to be
Make my wildest dreams come true
 
- Iron Maiden Wildest Dreams
 
*
Uliczka była pusta. Jedynie wiatr smętnie wył w zniszczonej bocznicy. Na samym środku alejki stał żołnierz. Lustrował okolicę, wodził wzrokiem po ciemnych zakamarkach, nasłuchiwał. Czuł, że coś zaraz może się wydarzyć. Z lewej strony niespodziewanie dobiegł głośny szmer. Lufa karabinu automatycznie podążyła za wzrokiem żołnierza w stronę starej kamienicy. Nie, to tylko spadła jakaś obluzowana cegła – widać po wzbitym z ziemi kurzu. Żołnierz odetchnął z ulgą. Chociaż ten samotny patrol niczym nie różnił się od dziesiątek innych, na jakie dotąd poszedł, to jednak pamiętał, że w obliczu maszyn nigdy nie można stracić czujności i być zbyt pewnym siebie.
 
Wiatr nagle zawiał mocniej. Uliczkę wypełnił miły, ciepły podmuch powietrza, męczącą ciszę przerwało delikatne skrzypienie metalu i szelest kurzu i różnych, walających się tu i ówdzie śmieci. Do stóp mężczyzny podleciał jakiś skrawek papieru. Żołnierz oparł kolbę karabinu o ziemię i schylił się po zniszczoną kartkę. To była okładka starej książki albo komiksu. W nikłym świetle dawało się dostrzec sylwetkę jakiegoś potężnego wojownika siedzącego na masywnym tronie. Żołnierz przez chwilę wpatrywał się w obrazek, po czym zamknął oczy i zamyślił się.
 
Zobaczył siebie samego siedzącego na takim właśnie tronie. Obok stała jego broń, oparta o poręcz siedziska. Żołnierz wyraźnie nad czymś myślał. Jedną dłonią podpierał głowę, w drugiej zaś trzymał niewielki kulisty przedmiot. Patrzył w bezruchu na podłogę, gdzie nic nie miała prawa rozproszyć jego uwagi.
 
W pomieszczeniu znajdowali się także inni ludzie, też wojskowi. Kilkunastu szeregowców, jeden sierżant i jeden kapitan. Dwaj ostatni spoglądali co i rusz na żołnierza na tronie, czekali aż ten coś zrobi. Pozostali zupełnie jakby bali się podnieść wzrok, nerwowo rozglądali się po pokoju, szukając czegoś na czym można by skupić spojrzenie.
 
Kiedy mężczyzna na tronie nagle się wyprostował, wszystkie oczy skierowały się właśnie na niego. Wokół panowała totalna cisza, nie dało się słyszeć nawet czyjegoś oddechu. Żołnierz najpierw spoglądał gdzieś w dal, poza to pomieszczenie, po czym momentalnie zwrócił się w stronę trzymanego w dłoni przedmiotu. To była głowa Łowcy, pospolitego piechura Molocha. Żołnierz jakby panicznie wodził oczami we wszystkie strony, coś bezgłośnie szeptał. Nagle zamarł. Wstał i wypuścił z rąk część maszyny, która potoczyła się po podłodze w stronę olbrzymiego stosu utworzonego z podobnych elementów, metalowych głów, kończyn i elektronicznych podzespołów.
 
Razem z żołnierzem podnieśli się wszyscy, którzy dotąd siedzieli. Niektórzy zaczynali się lekko uśmiechać. Wiedzieli, że to dobry znak – mężczyzna znał już odpowiedź. Znalazł rozwiązanie zagadki i wiedział, co należy teraz zrobić, by to wszystko nareszcie zakończyć. Raz i na zawsze.
 
Mężczyzna złapał za karabin. Sprawnym ruchem rygla władował do komory nowy nabój. Minął wszystkich stojących dookoła. Kiedy przechodził przez próg pomieszczenia, powiedział tylko jedno słowo: Idziemy...
 
**
 
Materac wydał z siebie serię dziwacznych dźwięków. Równocześnie to samo zrobił leżący na nim mężczyzna, ubrany w ciężki roboczy strój, gumowce i skórzany kaptur z goglami. Powoli usiadł przesuwając dłońmi po całej twarzy, jakby sprawdzając, czy wciąż jest w jednym kawałku. Czuł się fatalnie – bolały go mięśnie i stawy, pod czaszką coś niemiłosiernie głośno łupało. Liczył na to, że ktoś zaraz zapyta go o samopoczucie i poda butelkę z wodą, tak jak to zwykle miało miejsce po imprezie w Detroit, czy gdzieś tam. Niestety, nic takiego się nie zdarzyło. Po pierwsze, był w tym domu zupełnie sam. Po drugie, od Detroit dzieliło go mniej więcej 500 mil. Po trzecie zaś, atmosfera w tej okolicy była wyjątkowo mało imprezowa.
 
Mężczyzna w końcu przestał przecierać oczy i zdecydował się je otworzyć. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Wewnątrz panował lekki półmrok. Nie dostrzegał jeszcze wyraźnych konturów otoczenia, ale kilka rzeczy do niego dotarło. Na przykład to, że materac leżał na gołej ziemi. Więc albo podłogę zasypał piasek, albo ostatni właściciel nie pokusił się na taki luksus jak podłoga.
 
Ciekawe, która może być godzina pomyślał mężczyzna. Wstał i natychmiast oparł się rękami o ścianę – nogi bolały tak samo, jak cała reszta. Kiedy szedł, wciąż powoli i nie całkiem stabilnie, przypominał sobie wydarzenia minionej nocy. Nocny patrol... alarm... ewakuacja posterunku... nowe rozkazy... kilku innych saperów... Tak, powoli kształtował się jasny obraz tego, co wydarzyło się zaledwie kilka godzin temu. Jakiś żołnierz z patrolu zameldował przez radio o czymś dziwnym – co też to mogło być? Nieważne. W każdym razie saperzy mieli po prostu zaminować wskazany sektor miasta i wysadzić go po zakończeniu ewakuacji. Akcja przebiegała sprawnie, kiedy nagle...
 
Ręka mężczyzny straciła oparcie. Tutaj znajdowało się okno, tyle tylko że zasłonięte przez stertę szmat i gałganów. Mężczyzna zaczął je powoli rozgarniać, aż w końcu poczuł, że dłonie wyszły już na drugą stronę. Wystarczył jeden płynny ruch, by odsłonić jedyne w pomieszczeniu okno. Jasny snop światła zakłuł w oczu. Mężczyzna odwrócił głowę na bok i powoli otworzył oczy szybko mrugając. Spojrzał na zewnątrz. Zobaczył...
 
Miasto. Mieli zaminować wskazany sektor miasta. Ale kiedy oddział był mniej więcej w połowie roboty, wpadli w zasadzkę zastawioną przez maszyny. Tylko on jeden przeżył. I pamiętał o rozkazach. Kiedy mijał zejście do starego systemu ścieków, poczuł zapach metanu, który pewnie gromadził się tam przez wiele lat. Wtedy wystarczyło już tylko podłożyć ładunki w odpowiednim miejscu, by jednym ruchem przełącznika zmieść z powierzchni ziemi całą dzielnicę, a może nawet i całe miasto.
 
Krajobraz niczym nie różnił się od wielu innych miejsc – resztki ścian i zwały gruzów wystawały spośród piasku pustyni – najwyraźniej w nocy przeszła tędy burza piaskowa.
 
Pustkowie... Moje pustkowie...
 
***
 
W okolicy było tylko ich dwóch. Obaj byli najlepszymi snajperami, jakich widziała ta zasrana armia. Tkwili teraz na dachu dawnego domu towarowego. Mnóstwo przestrzeni i piękny widok na całą okolicę.
 
Po biegnącej równolegle do ich ściany budynku ulicy przemykał jakiś człowiek. Nie miał na sobie munduru i nie wyglądał na kogoś z tutejszych. Krótko mówiąc nie miał tu czego szukać.
Strzelec z bujnymi dredami na głowie, obserwował przybłędę przez celownik swojego wiernego Springfielda. Nieznajomy szedł sobie jak gdyby nigdy nic. Jakby nie wiedział o toczącej się dookoła wojnie, o żołnierzach, o maszynach i całej górze innych zagrożeń. Tym lepiej, idioty nie będzie nikomu szkoda...
 
Nagle jednak nieznajomy zatrzymał się. Zaczął się nerwowo rozglądać dookoła, jakby zorientował się, że coś jest nie tak. Błyskawicznie odwrócił się i zaczął uciekać. Kluczył, raz po raz skakał to na lewą stronę ulicy, to znów na prawą. Zupełnie jakby miało ci to coś dać... Mężczyzna odbiegł już dość daleko, ulica wkrótce kończyła się wpadając w większą przecznicę. Między skrzyżowaniem a domem towarowym było jakieś 400 metrów.
 
Strzelec wyczekał aż przybłęda skręci w przecznicę. Wtedy nacisnął spust. Kula poleciała dokładnie tam, gdzie chciał i uderzyła prosto w głowę nieznajomego. Drugi mężczyzna siedzący na dachu zapytał: Znudzony?
Taa...
 
****
 
Do budynku wkroczył sierżant. Minę miał dość ponurą. Rozejrzał się po wnętrzu. Na podłodze gdzieś w kącie spał Spyro. Jimmy siedział z kolei przy stole, z głową wtuloną w poduszkę swoich dredów. Przy tym samym stole drzemał także, odchylony na krześle, Vince.
 
Chłopaki, wstawajcie. Mamy robotę...
 
Redakcja: Hipiss

Informacje dodatkowe:
 

Komentarze:


 
10-08-2007, 03:18 | Kuszak | Komentarzy w sumie: 9
Ja jestem Jimim. I chciałbym zauważyć że on by tak nie zrobił. Tekst powstał na skutek wizji Spyro. Szczerze mówiąc nie podoba mi się ten sen mojej postaci. Ale fajnie że pojawiła sie w artykule.



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy w Bunkrze - stronie poświęconej Neuroshimie. Prosimy o opanowanie i stosowanie się do zaleceń obsługi Bunkra - od tego zależy Wasze bezpieczeństwo.

***
 
Pamiętaj! Bunkier wciąż potrzebuje nowych ludzi! Ludzi zdolnych, zdecydowanych i wytrwałych! To możesz być właśnie Ty!

***
 
Dowództwo Bunkra przypomina o nieustającej potrzebie wyrażania konstruktywnych opinii za pośrednictwem Komentarzy.
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie