Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
  
I szwadron kapitana Coopera
 14-10-2006, 10:34
 dudziak
 4260 x przeczytano

W dzisiejszych czasach dobry transport to podstawa. Zasadniczy problem z samochodami jest taki, że psują się, nie wjadą wszędzie i żrą paliwo. A paliwo jest dziś drogie, lepiej sprawdza się koń. Wprawdzie żreć też musi, ale żywność dla konia łatwiej dziś dostać i jest tańsza niż paliwo. Trzeba też o niego dbać, wiadomo, to nie samochód, który wystarczy zaparkować pod knajpą. Niejeden mieszkaniec Zasranych Stanów dawno docenił już zalety tego zwierzęcia. Mało kto jednak wpadł na to, aby koń pomagał w walce z Molochem. Właściwie tylko jeden gość, kapitan Cooper.
 
Historia
Kapitan Brian Cooper urodził się i dorastał w Teksasie. Jak wiadomo, tamten rejon nie oberwał tak solidnie, więc okolica jest dość czysta. Ludzie mają się tam całkiem nieźle, podobnie jak zwierzęta. Młody Brian, syn farmera uwielbiał konie. Potrafił spędzić na ich grzbiecie całe dnie. Dodatkowo młody był nie w ciemię bity, potrafił szybko wyciągać wnioski. Obserwując jakie problemy mają mieszkańcy jego okolicy z mutantami, wpadł na pomysł sformowania konnego oddziału do walki z nimi. Słusznie kalkulował, że jeźdźcy wjadą w miejsca niedostępne dla samochodów i są bardziej mobilni od pieszych. Dodatkowo pozwoli to oszczędzić paliwo. W wieku lat osiemnastu Brian przedstawił swoje wnioski większej ilości osób, prawie wszyscy się z nim zgodzili. Sformowano pierwsze, ochotnicze oddziały przeganiające mutantów z okolicy. Kilka lat później, przyszły kapitan postanowił utworzyć grupę konnych najemników. Ot, taki sobie wymyślił sposób na życie cwaniak. Zebrał sporo chętnych i dobrze dawali sobie radę. Żyli z opłat miejscowych, którzy zamiast samemu narażać życie, woleli płacić w zamian za ochronę przed mutantami, dzikusami, gangerami. Wtedy żołnierze Coopera byli raczej słabo wyposażeni. Lekkie uzbrojenie, strzelby, pistolety. Czasem coś cięższego. Każdy miał też przy sobie jakąś broń białą, na wypadek gdyby doszło do starcia bezpośredniego. O ile z mutantami raczej tego unikano, to chętnie wpadano nocą do obozu gangerów, tnąc ich maczetami i siekierami. To właśnie wtedy Cooper wypracował swoją taktykę, która podobna była raczej do wojny szarpanej. Atakował nocą, znienacka. Zaskoczeni przeciwnicy długo się nie bronili, a jeśli tak, to Cooper szybko się wycofywał. I następnej nocy robił to samo. W dzień organizował pułapki, wystawiał snajperów. Z reguły działał małymi grupami, co pozwalało męczyć tak nawet zmotoryzowanego wroga.
 
Gdy Cooper’owi strzeliła trzydziestka, był już całkiem słynny. Wypracował niejedną taktykę, a jego ludzie byli doświadczeni, jak mało kto. Wtedy właśnie usłyszał o nich Posterunek. Stwierdzili, że byłby to ciekawy eksperyment więc wysłali Cooper’owi ofertę. W zamian za dołączenie do nich i walkę z Molochem, ma uzyskać dostęp do nowoczesnej broni, wyposażenia i opieki medycznej. Jednym słowem chcieli go wynająć. Kapitanowi było już ciasno w Teksasie, podobnie jego doświadczonym ludziom. Chciał spróbować czegoś innego. Przyjął więc ofertę i tym samym jego oddział został I szwadronem kapitana Coopera, a on sam stał się oficerem. W Teksasie zostawił kilku zaufanych ludzi i świeżych rekrutów. Chciał nadal chronić swoją okolicę i mieć bezpieczną przystań w wypadku, gdyby coś złego się stało. Dlatego ci, którzy zostali mieli za zadanie utworzyć II szwadron.
 
Podróżowali przez całe Zasrane Stany i w końcu dotarli. Przez kilka miesięcy przechodzili szkolenie w zakresie walki z maszynami. Wcześniej nigdy nie mieli z nimi do czynienia. Do tego dzielili się swoimi doświadczeniami, które w połączeniu z doświadczeniami posterunkowców dały ciekawe efekty i nowe taktyki. Ludzi Coopera doposażono w cięższy sprzęt i niebawem byli gotowi  na pierwszą misję.
 
Taktyka
Rezultaty były pozytywne. Co prawda dość lekko uzbrojeni konni nie mogli ścierać się w walnych bitwach z wieloma robotami, ale świetnie nadawali się do wojny podjazdowej. Przekradali się na tyły i niszczyli odłączone od reszty pojedyncze maszyny, albo transporty z amunicją i paliwem dla robotów. Podkładali miny na najczęściej przez Molocha uczęszczanych trasach, albo zarzucali większe zgrupowania robotów granatami i ostrzeliwali, poczym wycofywali się. W razie czego zawsze mogli wycofać się w teren na którym cięższe maszyny sobie nie radziły. Mają już upatrzonych kilka takich kryjówek, gdzie nic ciężkiego za cholerę nie wjedzie. W dodatku okazało się, że Moloch średnio radzi sobie z tropieniem koni. Ślady kopyt interpretuje po prostu jako zwierzęta, nie wiąże z nimi tego iż ktoś załatwił mu niedawno kilka maszynek. Przynajmniej na razie tak jest, wiadomo, Moloch potrafi się uczyć.
 
Organizacja
Oddział kapitana Coopera liczy na tę chwilę 110 ludzi. Z reguły nie działają całym szwadronem, a dzielą się na mniejsze grupy. Takim łatwiej się przemknąć. Grupy takie są z reguły czterdziestoosobowe. Zastępcą dowódcy jest porucznik Swift. Straszny z niego choleryk, menda i łajza. Potrafi zgnoić żołnierza za najmniejszą plamkę na mundurze. Wkoło zdycha się z braku wody, żywności, leków, Moloch wciąż naciera a on dba o czystość oporządzenia.
Ale już nie raz wyciągał swoich ludzi z opresji, potrafi dowodzić. I dlatego Cooper trzyma go na stanowisku. Sam kapitan też do łagodnych owieczek nie należy, w końcu to Teksańczyk. Dość porywczy, często nie zgadza się z tym, czego wymagają jego dowódcy. Dba o swoich ludzi i nie da posłać ich na pewną śmierć. Stąd między nim, a Posterunkiem wybuchał już nie jeden konflikt. Póki co wszystkie udało się zażegnać.
 
Wyposażenie
Ludzie Coopera z racji koni nie są zbyt ciężko uzbrojeni. Większość dysponuje lekką bronią, dobrą na pomniejsze maszynki. Każdy za to ma sporo granatów. To właściwie ich ulubiona broń. Dość lekka i łatwa w transporcie, a wyrządzająca sporo szkód. Kilku ludzi ma nawet granatniki. W skład każdej drużyny, liczącej 15 osób, wchodzi jeden do obsługi ckm-u lub wyrzutni rakiet. Realnie zwiększa to ich siłę ognia. Jest także kilku saperów, specjalizujących się w uprzykrzaniu życia Molochowi. Mają miny, które podkładają tam gdzie często przemieszczają się jakieś maszynki. Czasem podkładają zdalnie detonowane ładunki wybuchowe, które z ukrycia, w odpowiednim czasie detonują. Każdy członek oddziału ma swojego konia o którego zobowiązany jest dbać. Prócz tego mają też zawsze ze sobą sporo luzaków, na których transportuje się wspomniane wcześniej miny, amunicje, cięższe wyposażenie no i, oczywiście, żywność, jeśli szykuje się dłuższa wyprawa.
 
Pomysły na przygody
  • Żołnierze kapitana Coopera mogą być oczywiście typowym czynnikiem ratującym BG życie, kiedy ci wplączą się w coś paskudnego, a ty akurat nie chcesz ich zabijać. Ot, w odpowiednim momencie przybywa kawaleria.
  • Bo pewnej wyjątkowo nie udanej akcji, stan szwadronu drastycznie zmalał. Zginęło też sporo koni. A im potrzebne są najlepsze, nie wychudłe i chore szkapy. Najlepsze rumaki są teraz w Teksasie. Nie ma rady, trzeba kogoś wynająć aby je dostarczył. Chodzi oczywiście o BG, którzy pewnie połakomią się na gamble w amunicji, elektronice i medykamentach. Tym czasem wszystko okazuję się wcale nie takie proste. Pognać tyle koni wcale nie jest łatwo, zwłaszcza jak ktoś się na tym nie zna. Może to być pomysł nawet na kilka sesji. Najpierw mozolne wybieranie najlepszych koni, odkrywanie oszustw handlarzy (chcieli opchnąć chore koniska). Potem droga przez pół Stanów, odganianie się od mutków, gangerów i takich, co też by chcieli mieć piękne konie (jakiś kolekcjoner z Vegas?).
  • Cooper często wykłóca się z oficerami Posterunku. Tym razem to coś więcej niż zwykła kłótnia. Przełożeni chcieli jego ludzi posłać na niemal samobójczą misję. Kapitan się sprzeciwił, doszło do ostrej wymiany zdań. Atmosfera w obozie jest gęsta. Żołnierze Coopera i ci z Posterunku dotąd dobrze się dogadywali, teraz wyraźnie stronią od siebie. Czasem obrzucają się wyzwiskami, doszło do kilku bójek. Narazie nikt nie zginął. Kapitan zagroził, że razem ze swoimi ludźmi porzucą służbę. Postawił wygórowane warunki, które trzeba spełnić, aby pozostał. Sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Najdrobniejszy incydent może doprowadzić do wybuchu otwartej
    i niekontrolowanej agresji. Jak w tym momencie zachowają się BG? Jeśli jeden z nich to żołnierz Coopera, a drugi wierny jest pozostałym oficerom Posterunku?
  • Sytuacja jak powyżej. Gracze dostają zadanie, zlikwidować Coopera jak najszybciej. Tak, aby wyglądało to na wypadek. Kapitan zrobił się zbyt samodzielny, po przypadkowej śmierci jego ludzie powinni podporządkować się Posterunkowi. MG możne tu nawet wprowadzić swego rodzaju konflikt między Graczami. Część z nich otrzymuje to zadanie (o czym mówisz im przed sesją), a część jest podwładnymi kapitana. Ci z zadaniem zabicia, mogą spróbować wykorzystać tych drugich, aby dotrzeć do ofiary.

Redakcja: Hipiss


Informacje dodatkowe:
 

Komentarze:


 
14-10-2006, 11:39 | Hendley | Komentarzy w sumie: 266
Swift przypomina mi troche porucznika ze Starship Troopers. Swoją drogą niedawno leciało w TV...
Tekst spoko;-)



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy w Bunkrze - stronie poświęconej Neuroshimie. Prosimy o opanowanie i stosowanie się do zaleceń obsługi Bunkra - od tego zależy Wasze bezpieczeństwo.

***
 
Pamiętaj! Bunkier wciąż potrzebuje nowych ludzi! Ludzi zdolnych, zdecydowanych i wytrwałych! To możesz być właśnie Ty!

***
 
Dowództwo Bunkra przypomina o nieustającej potrzebie wyrażania konstruktywnych opinii za pośrednictwem Komentarzy.
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie