Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
26-12-2007, 12:19 | 4446 x przeczytano | Damrok
- Ślady prowadzą tutaj - stwierdził Duncan wskazując ruchem podbródka wioskę. Ponad blaszanymi i azbestowymi dachami górował budynek starej stacji benzynowej z warsztatem. Wyglądałoby to na miasto duchów, gdyby nie blade smużki dymu z kominów. Pośród błota i wyjałowionej słońcem oraz kwaśnymi deszczami ziemi, szare konstrukcje zdawały się wsiąkać w tło, jakby bały się pokazywać światu. Jeremiah ukląkł i przeczesał palcami ziemię.
- Popiół – stwierdził - Popiół i piach.

- Nocleg? - stary rolnik o niezdrowej cerze i zniszczonych pracą na nieurodzajnej glebie rękach patrzył na przybyszów z dozą niechęci i strachu. Duncan siłą woli powstrzymywał się przed zasłonięciem rękawem nosa. Odór bijący z ust starucha był nie do wytrzymania.
- Tak. Gdzie tu można znaleźć nocleg? Pytam po raz piąty! - warknął zdenerwowany łowca czarownic. Wieśniak zbladł.
- Panie, ja nie wiem...
- Daj spokój - wielki jak niedźwiedź Jeremiach odsunął równie wysokiego acz chudszego łowcę czarownic - Mamy żywność, bimber i benzynę - powiedział patrząc staruszkowi prosto w oczy- Chcemy w zamian za to się przespać...
- O panie! Tak od razu trzeba było! - radośnie zakrzyknął staruszek a Jerry skrzywił się od wydobywającego się z ust szybciej niż słowa odoru - U mnie chatka wolna...
Duncan niemal zawył we frustracji i miał ochotę rwać z głowy włosy. A miał co rwać, gdyż czarny warkocz sięgał mu do łopatek.
- Skup się, staruszku - Jeremiach był czasami ostoją cierpliwości- Czy u ciebie zatrzymał się niedawno, dzień temu może, młody motocyklista?
- Nie!- żachną się rolnik - U mnie byle łachmyta nie sypia!
- A u kogo sypia - Duncan dostrzegł światełko nadziei - Był tutaj taki? Zatrzymał się na nocleg?
- Nocleg? - staruszek spojrzał na Duncana bladymi, pomału zjadanymi jaskrą oczami. Łowca czarownic westchnął zmęczony.
- U kogo spał. Niższy ode mnie, drobny blondyn na Harleyu.
- U dziwki.
- I wszystko jasne - mruknął.
- Która to konkretnie? - spytał niezrażony Jeremiah. Mimo wyglądu blondwłosego niedźwiedzia bywał anielsko cierpliwy. Gdy jednak nerwy mu puszczały sięgał po strażacki topór, który nosił na plecach lub też karabin maszynowy przewieszony przez ramię. Chętniej po topór. Nie zużywał amunicji
- No dziwka!- stwierdził tonem opowiadania rzeczy żałośnie oczywistej staruszek- Dziwka, co to chłopa nie ma a dzieciaka ma! Taka ona!
- Chłopa nie ma a dzieciaka ma? Z jakimś przyjezdnym? - spytał z czystej ciekawości Duncan
- No wiadomo, że nie! Z synem Jonsona się puściła, taka ona!- staruszek sie rozsierdził- Chłopaka mu zbałamuciła, dziwka jedna!
- Doskonale, też tak uważam, ale gdzie ona mieszka? - Jeremiah zaczynał mówić jednostajnym tonem, co Duncan rozpoznawał jako zapowiedź masakry
- O tamoj, w stacji benzynowej! Ma trochę śmieci na wymianę, ale głupia jest i puszcza się na prawo i lewo.
- Dzięki.- stwierdził Duncan rzucając paczkę papierosów dziadkowi. Odchodząc cieszyli się, że staruszek nie miał sprawnych nóg by ich dogonić i ciągnąć by to u niego w domu spali. Jeremiah sapał jak czołg na samą myśl o ponownym kontakcie z tępotą dziadka.

Młoda, na oko dwudziestoletnia dziewczyna podała przybyszom gotowaną rzepę w zamian za nieco benzyny. Przepłacili, ale trudno. Właścicielka, zwana dziwką, była niedożywiona, brudna a w jej oddechu łatwo było usłyszeć pierwsze stadia zwapnienia płuc. Dzieciak na jej ręku był malutki i wyglądał bardzo mizernie. Całą tę sklepo- knajpę prowadziła sama, bez niczyjej pomocy. Mimo to było zadziwiająco czysto i schludnie. Nie mogła sobie pozwolić na fuszerkę. To śmierć dla niej i dziecka.
- Powiedz, zatrzymywał się tutaj anioł piekieł? - spytał Duncan żując rzepę - Niższy ode mnie, blond włosy, związywał bandaną...
- Był u mnie, jakiś dzień temu. Młody chłopak, uśmiechnięty, nawet chwilę z dzieckiem się pobawił, mogłam posprzątać...
dlatego tu tak błyszczy”
- W którą stronę odjechał?
- Na północny wschód. Jakiś wasz znajomy?
- Gonimy skurwiela od kilku miesięcy - stwierdził Jeremiah i przełknął ostatnią porcję gotowanej rzepy. Dziewczyna dorzuciła jeszcze bulion na rzepie do popicia, którego ostry aromat unosił się ze stalowego kubka.
- Ciężko wam teraz będzie. Zwiał nie wiadomo gdzie.
- A zachowywał się w jakiś sposób dziwnie? - spytał Duncan wiedziony zawodową ciekawością
- Poszedł nie wiadomo po co do lasu.
- Lasu? - przybysze spytali jednocześnie
- Tak, jak się wyjdzie z tej strony to trzeba iść kilka minut i już się jest...
Do Duncana dotarło, że są bardzo daleko od Arkham więc te kilka rachitycznych drzewek tutejsi mogą postrzegać jako las. Dziecko wydarło się nagle ale dziewczyna zakołysała je na ręku czule nucąc piosenkę i całując raz po raz w łysą główkę. Po chwili chłopczyk uspokoił się i zasnął. Duncan sięgnął do kieszeni po zwiniętą flagę West Coast Choppers i podał ją lulającej dziecko dziewczynie.
- Weź. Łatwo z tego zrobić nosidełko. Ulży ci i będziesz miała ręce wolne. Na nas czas - skinął głową do Jeremiaha - Czas obejrzeć ten wasz lasek.

- Skurwiel ma nie lada tupet - stwierdził łowca czarownic oglądając prowizoryczny krąg, ustawiony ze straszących kłami zbrojenia betonowych odłamków. Na samym środku stał głaz narzutowy, w całości pokryty rdzawą powłoką zaschniętej krwi. Truchła królików i psów walały się po okolicy strasząc poderżniętymi gardłami rozwartymi w parodii uśmiechu.
- No to pięknie. Musi być lepszy niż obaj sądzimy - Jeremiah ukląkł i przyjrzał się ziemi. Piasek w wielu miejscach zeszklony, ślady spalenizny na zewnętrznych kawałach betonu, niższe gałęzie drzew połamane.
- Masz jakiś pomysł, co chciał osiągnąć skoro po prostu odjechał na harleyu? Mógł zwiać w inny sposób, miał warunki.
- Widzę. Popatrz - Duncan wskazał na stojącą obok głazu klepsydrę przewiązaną czarną wstążką.
Jeremiah nie odpowiedział. Za pomocą gałęzi, którą akurat miał pod butem sięgnął po antyczny czasomierz. Duncan w tym czasie założył rękawiczki, najpierw gumowe, a na nie grubsze, wełniane. Dopiero z tak zabezpieczonymi rękoma przyjrzał sie prostej konstrukcji obracając ją w palcach. Przez przewężenie przewiązana była czarna, oddarta od większej płachty wstążka. Wykończenie brzegów wyglądało znajomo
- Flaga- mruknął łowca czarownic - Rozumiesz coś z tego?
- Znam się na tym równie dobrze co ty, bracie - stwierdził Jerry, choć na pierwszy rzut oka widać było, że braćmi nie są. Wyglądali jak niedźwiedź i jeleń, jeden wielki, drugi znacznie drobniejszy, o długich kończynach.
- I tak się nie dowiemy - mruknął Duncan siadając na ziemi przy chrzęście zeszklonego piachu- Oddałem flagę tej dziewczynie. Żal mi jej jak cholera, tak swoją drogą - łowca czarownic wyciągnął fajkę i nabił tytoniem. Dobrym, przedwojennym z wojskowych magazynów. Po chwili waniliowo-wiśnowy aromat rozszedł się w powietrzu. Podał fajkę Jerremu
- Mnie też. Skurwiel jej dziecko zrobił, zabawił się, nie chce wziąć odpowiedzialności a ona wszystkiemu winna. Dobrze, że jej dałeś trochę benzyny, może kupi maluchowi trochę odżywek. Wyglądał naprawdę mizernie.
- Daj spokój - Ducnan splunął - Na mój gust dziecko nie przeżyje zimy. Wracamy - stwierdził i objął się rękami - Nawet już teraz robi się zimno.

-Czujesz? - Jeremiah pociągnął nosem
-Coś się przypala - odpowiedział łowca czarownic ze zdzwiweniem
-Nie coś - stwierdził Jerry czując dreszcze spływające wzdłuż kręgłosłupa - Ktoś! Biegiem!
Rozchlapując szare, popielate błoto ciężkimi butami łowca czarownic i badacz przeszłości pobiegli do miasteczka, którego szarość została rozświetlona płonącym na samym środku stosem. Wieśniacy otoczyli ogień wymachując cepami i widłami oraz drąc się na całe gardło. Swąd przypalanego mięsa był nie do zniesienia, drapał w gardło i gryzł w oczy. Z dala od tłumu leżała w kałuży wsiąkającej w szarą ziemię krwi właścicielka zajazdu. Na jej głowie na podobieństwo groteskowego, szkarłatnego kwiatu wyrastał wielki krwiak. Jeremiah ogromnymi susami dopadł leżącej i sprawdził tętno.
Pokręcił ponuro głową. W sercu Duncana zapłonął ogień jaśniejszy i gorętszy niż całe ognisko. Już wiedział, co za maleńki kształt przypalał się w ogniu.
- Który z was to Jonson?! - krzyk łowcy czarownic przerwał natychmiast dantejską scenę zabawy wieśniaków. Kikadziesiąt par oczu zogniskowało się na Duncanie a nienawiść z nich bijąca była wręcz namacalna. Nienawiść i strach. Przed grupę wyszedł brzuchaty, zaniedbany mężczyzna.
- Ja.
- A który to twój dzieciak? - łowca czarownic potrafił tak szeptać, by trzęsły się góry.
- Ja - ryży wyrostek o nieczystej cerze i prostackich rysach stanął obok swojego ojca. Duncan zmierzył ich obu wzrokiem strzelając kostkami palców.
Słychać było tylko gwizd pięści, trzaśnięcie kości i nieprzytomne sapnięcie młodzieńca wpadającego w ognisko, w którym palił się mały kształt. Po chwili również starszy mężczyzna leżał na ziemi trzymając się za wgnieciony w twarz nos. Włosy i koszula młodego Jonsona zapaliły się, lecz ten leżał ogłuszony. Kilka kobiet zemdlało, choć podczas dantejskich scen sprzed kilku sekund nic takiego nie miało miejsca. Ci, którzy nie rzucili się by wyciągać młodego Jonsona podchodzili do łowcy czarownic z ogniska z wzniesionymi cepami, nożami i rurkami ...
Powietrze rozdarła krótka seria. Wieśniacy się cofnęli na widok Jeremiaha z zasilanym taśmowo karabinem maszynowym, z lufy którego dymiło.
- Którykolwiek go dotknie, a zmasakruję was wszystkich - wycedził przez zęby.

Koła przerabianego wielokrotnie i w wielu miejscach łatanego jeepa nieprzyjemnie terkotały o asfalt. Spokojny, miękki głos Norah Jones sączył się z głośników nadając pustynnemu krajobrazowi zrujnowanych stanów nieco przyjemniejszy, odrobinę nostalgiczny klimat. Duncan patrzył jak w świetle reflektorów przesuwają się resztki autostrady międzystanowej i rozmyślał.
- Jerry... - łowca czarownic postanowił w końcu przerwać milczenie - Mam prośbę.
- Słucham cię
- Powiedz mi, że to była jakaś klątwa. Że to wszystko przez tę chustę.
Jeremiah milczał. Spokojny, miękki głos Norah Jones zlewał się monotonnym chrobotem jazdy. Po chwili towarzysz łowcy czarownic odezwał się bez przekonania, wpatrzony w odległy punkt gdzieś na horyzoncie.
- Tak. To wszystko przez tę chustę.

Redakcja: Hendley

 


 
28-05-2008, 18:03 | OZZman | Komentarzy w sumie: 7
Kawał dobrej roboty!
Czekam na kolejne opowiadanie.


 
26-05-2008, 20:10 | STRYKER37 | Komentarzy w sumie: 3
Połączcie obydwa projekty. Cthulhushima ma lepszą mechanikę szaleństwa, ale przed opowiadaniem chylę czoło!


 
14-03-2008, 10:50 | Left | Komentarzy w sumie: 9
Nie rozumiem dlaczego do tej pory nie skomentowano opowiadanka.
Jest ciekawie napisane. Widać, że autor wie co robi choć osobiście zrobiłbym kilka rzeczy trochę inaczej ale to kwestia gustu.
Twórcy gratuluję pomysłu i czekam na coś nowego.


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.