Slaider 01

Slider 02

Slider 03

Slider 04

Slider 05

Slider 06

Slider 07

Slider 08
Ostatnia wola pana Strzeleckiego
29-09-2006, 16:44 | 4725 x przeczytano | Mol
W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Ja, generosus Jan Strzelecki h. Jastrzębiec, syn śp. Andrzeja Strzeleckiego i śp. Marii z Pogorzelskich Strzeleckiej, pewności, czy rany odniesione wygoić się uda, nie mając, dyktuję rękodajnemu swemu, panu Markowi Lewonowiczowi, co następuje:

Stało się bowiem tak, żeśmy z imć Lewonowiczem do karczmy zajechali, co się zowie „Na rozdrożu”, tam gdzie gościniec z Lubaczowa do Bełza z traktem z Zamościa się spotyka. A pustawo w niej było, aleśmy jednak obaczyli szlachetkę w kącie siedzącego, tośmy do niego zaraz się dosiedli, by i było do kogo gębę otworzyć. A pokazało się, że to imć Jan Czajkowski, przyjezdny z wołyńskiego, do Lublina w jakowyś tam swoich sprawach zmierzający, z którym bym drugi raz nie siadł do stołu, gdybym zaś wiedział, kto zacz. Bo jakeśmy już zdrowo, jak obyczaj nakazuje, spotkanie swoje opili, a wielce politycznie o sprawach kraju całego pomówili, to i do rozmowy o rodzinach naszych przyszło, bo przecie tak między szlachtą jest, że się Sarmaci znają. Boć sobie ów Czajkowski przypomniał, że ma krewnego, dalekiego co prawda, pod Lubaczowem. No to ja zaraz pytam, któż to taki. A on mi rzecze, że Jacek Jęczycki. No tegom się nie spodziewał, bo się mnie z początku Czajkowski zacnym kawalerem zdawał. To mu mówię, że ów Jęczycki to jest łotr, a nikt nie wie lepiej tego ode mnie, który jestem na nieszczęście swoje jego sąsiadem. No i tak prędko doszło do zwady, bo się owa przybłęda Czajkowski na mnie w końcu z szablą rzucił, czemu ja niewinien i się bronić musiałem, ale też widać, że ta sama jego krew co Jęczyckiego. I na to czeladź nasza przybiegła, jego i moja, do zwady przyszło niemałej, która też się moich victorią skończyła, bo pachołków mam dobrych. Uciekł wróg, jak zając zmykał, ale ja sam rany odniosłem.

Tak więc teraz we wspomnianej karczmie będąc, a kto wie czy nie u kresu żywota, choć Żyd rany opatrzył, czekając na księdza, co z Sakramentami Świętymi ma przybyć, duszę Bogu oddając, wolę ostatnią swą dyktuję:

Primo, pochowan być pragnę na cmentarzu przy kościele farnym w Lubaczowie, gdzie też i ojciec mój i matka spoczywają. Ciało swoje ziemi oddaję, które, jak mówi Pismo, w proch się obróci, duszę zaś grzeszną, ale nieśmiertelną, Bogu jak się rzekło powierzam.

Secundo, co powyżej napisano o zdarzeniu z Czajkowskim, do ksiąg ma trafić grodzkich, jako protestacja przeciw niemu, a jeszcze i żądam by go katu za to wydano, że mnie ów rzekomy szlachic, bo jakże to, tak się prawdziwemu urodzonemu przecie nie godzi, napadł niczym zbój, a ja niewinny się bronić musiałem. Ale to już sprawiedliwości Rzeczypospolitej powierzam, a jeśli umrę, to nadto Boskiej.

Tertio, zapisuję swą wieś Strzelce w powiecie Lubaczowskim z dworem, gospodarstwem, karczmą, całym dobytkiem, chłopami i inwentarzem, etc., etc. siostrze swojej, Annie Czepielskiej, żonie JWP Marka Czepielskiego z Ćwikłowa w ziemi buskiej.

Skoro też zemrę od ran przez imć Czajkowskiego zadanych, nakazuję i tuszę, że to spełnione zostanie, ścigać mego zabójcę czy to sądem, czy zwłaszcza osobiście, a więc pomsty srogiej czekam i z Królestwa Niebieskiego, a i z samego piekła wyczekiwać będę.

A jeszcze spadkobiercom swoim przykazuję, by sąsiada mego, Jacka Jęczyckiego z Jęczycy, z którym mam proces, z torbami puścili jak najprędzej, boć to przecie szelma jakich mało co łże, że to jemu się owa karczma należy, com ją właśnie zapisał mej siostrze. Przecie widać, że moja, skoro nią rozporządzam i hajduków tam mam, co jej przed sąsiadem strzegą, a furda jego pretensje. Przeto jest sprawa założona i będziem się sądzić, bo to niby jego było, ale ja mówię, że na mojej ziemi, co jest prawdą najprawdziwszą. I jeszcze o to, że mi karbowego kazał obić, imć Skrońskiego, co z czeladzią moją przegnał sługi jego, gdy o kopce graniczne była zwada. A dodać się winno, że Jęczycki go przy niedzieli wracającego z kościoła napadł, co jest przeciw Bogu grzechem i kara go nie minie sprawiedliwa.

I jeszcze Mości Lewonowiczowi zapisuję karego konia swojego zwanego Wichrem, na którym tu przybyłem, z rzędem całym i przykazuję, by mu nadto JWP Czepielski wypłacił ze szkatuły mojej we dworze pieniądza gotowego dziesięć dukatów. A to jest nagroda za zacną i wierną służbę, którą u mię odbył, a co też dalej pocznie ze sobą, to niech już sam decyduje.

Tu się podpisuję, raz jeszcze modlitwy do Boga wznosząc o pomoc w tych ciężkich terminach, amen.
Jan Strzelecki h. Jastrzębiec

* * *

Dniało. Marek Lewonowicz, opuściwszy już godzinę wcześniej alkierz, siedział w karczmie przy stole nad na wpół opróżnioną szklanicą węgrzyna, a Żydowi tylko co chwila dolewać kazał. Pan Strzelecki zasnął dawno w gorączce osłabiony wielce odniesionymi ranami i choć trudno było ocenić, czy dychać będzie, czy zemrze, jego rękodajny przepić postanowił część spadku od razu. Czekać już sił i cierpliwości przy łożu nie miał, księdza tam przeto zostawił, który obiecał czuwać przy chorym.

Wychylił szklanicę do końca i już miał karczmarza wzywać, gdy z alkierza posłyszał dźwięk, jakby ktoś, pewnie pleban, ze stołka na ziemię spadł. Może przysnął i przewrócił się nagle? Bo cóż by go tak poruszyło? Lecz wtem z hukiem drzwi do owego pomieszczenia się otworzyły, a w nich stanął imć Strzelecki, niemal w pełni sił, choć z łbem owiniętym bandażem. Podparł się w boki i zakrzyknął:

- O szelmo! Ja ducha Bogu oddaję, a waść miast przy mnie czuwać, uciech zażywasz? Tyle byś miał przyzwoitości, by na mnie zaczekać! Wina! – na te słowa zlękniony karczmarz zaraz podbiegł do szlachcica i pełną czarę bez słowa mu wręczył.

Strzelecki wypił, mlasnął, mruknął słów kilka o parszywych trunkach, po czym rzekł:
- No cóż tak patrzysz, panie Lewonowicz, jakbyś upiora obaczył? Każ siodłać konie, do stu diabłów, jeszcze ja się temu łajdakowi Czajkowskiemu odpłacę!

Autor: Łukasz "Mol" Pleśniarowicz
Redakcja: Michał "MMochocki" Mochocki 

Informacje
 
 

 


 
02-10-2006, 16:58 | Mol | Komentarzy w sumie: 187
Kto wie? ;)
Póki co był pomysł i forma nieco nietypowa - i tekst gotowy :)


 
02-10-2006, 15:28 | AntoniodeBellial | Komentarzy w sumie: 10
Cóż to za ciekawy tekst Mości Panie Pleśniarowicz? Czyżby zapowiedź książki, którą chcesz napisać?


Skomentuj
Nie posiadzasz uprawnień by dodawać komentarze.