Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
25-03-2009, 11:24 | 7114 x przeczytano | Hipiss

Ostatnio miałem okazję spotkać się z kilkoma grami kooperacyjnymi. Zaznaczam przy tym, że nie jestem ani wybitnym znawcą, ani wybitnym fanem planszówek. Przeważnie korzystam z pokaźnych zasobów znajomych, którzy większość swoich pensji wydają właśnie na gry planszowe. A ja? Raczej nie. Owszem, na swojej półce mam kilka tytułów. A do mego skromnego zbioru parę dni temu trafiło Ghost Stories, które do teraz, po intensywnym graniu (nawet samemu), kopie mnie po tyłku, tak mocno, że nie mogę siedzieć.

Ghost Stories opowiada o grupie mnichów, taoistów, którzy bronią ważnej dla całego świata wioski. Na tutejszym cmentarzu bowiem zakopano wieki temu urnę z prochami potężnego Wu-Fenga. Ten jednak nie przestał istnieć. Czekał i knuł, planował zemstę. Co gorsza, odkrył miejsce ukrycia urny i teraz nasyła na wioskę całe rzesze innych duchów, by ostatecznie samemu uderzyć i odebrać swoją własność. Zadaniem mnichów jest skuteczne przepędzanie duchów, dotrwanie do spotkania z Wielkim Złym i ostateczne pokonanie go. Prościzna.

W Ghost Stories wszyscy gracze współpracują ze sobą, nie ma zdrajcy (jak np. w potężnym Battlestar Galactica), a jedynym przeciwnikiem jest gra. Ostatecznie zatem albo wszyscy wygrywamy albo wspólnie ponosimy porażkę, w konsekwencji której świat nigdy więcej nie ujrzy świtu, a wszystkie dzieci nie dożyją dorosłości. Z jednej strony jest to plus – nikt nie poczuje się pokrzywdzony (świetna gra dla nerwusów i ludzi, którzy z jakichś powodów nie potrafią przegrywać). Nie odczujemy tu jednak smaku prawdziwej rywalizacji. Gra nie będzie się wściekać, gra nie będzie z zapartym tchem śledzić wydarzeń na planszy. Nie zaskoczymy jej jakimś nieprzewidzianym, wymyślnym ruchem. Nie zobaczymy grymasu na jej twarzy. Dziwne, żeby gra w ogóle miała jakieś grymasy. Mnie, osobiście, całkowita współpraca bardzo odpowiada. Inaczej nieco sprawa wygląda, gdy do stołu zasiada mniej graczy lub tylko jedna osoba. Emocje jakby nagle opadają, a sama gra staje się o wiele trudniejsza. Wymyślanie zasad dla mniejszej ilości graczy się tutaj nie sprawdziło. Gra traci na uroku.

Na czym to jednak polega? Przyznam szczerze, że instrukcja, zarówno angielska, jak i polska sprawy nie ułatwia. Pojawia się kilka nieścisłości, które – owszem – da się logicznie rozwiązać samemu, ale chyba wszyscy wolelibyśmy otrzymać produkt bez takich otwartych furtek. Czasem trzeba przyjrzeć się symbolom na planszy, porównać je ze sobą, przemyśleć… Samą planszę tworzy dziewięć płytek przedstawiających różne lokacje, po których będziemy się poruszać i prosić jej mieszkańców o pomoc lub dokonywać egzorcyzmów. Mamy tu, na przykład chatkę czarownika, który chętnie pomoże nam pozbyć się wyjątkowo natrętnego ducha, jednak żąda za to wysokiej ceny. Mamy świątynię buddyjską, herbaciarnię i parę innych ciekawych miejsc. Do tego każdy z graczy ma pod swoją opieką planszę, na której będą pojawiać się duchy. Zjawy zapełniają plansze bardzo szybko i nie można sobie pozwolić na marnowanie ruchów. Do tego należy sprytnie wykorzystywać nadzwyczajne zdolności taoistów (każdy z nich ma do wyboru jedną z dwóch możliwych opcji) i rozsądnie decydować, czy podjąć się egzorcyzmów, czy może skorzystać z pomocy mieszkańców. Trzeba ciągle planować, dyskutować, rozważać. Może okazać się, że konieczne będzie poświecenie się jednego z taoistów po to, by reszta mogła dotrwać do ostatecznej konfrontacji. Jednak nawet martwy mnich może dzielić się swą mądrością z żywymi, a jeśli żywi znajdą na to chwilę czasu, to mogą trupa odkopać na cmentarzu. Serio!

Po rozegraniu kilku partii okazuje się, że każda rozgrywka wygląda inaczej – zależy to przede wszystkim od ułożenia kart duchów w talii. Nie ukrywam, że dużą rolę odgrywa tutaj losowość, jednak to właśnie ona dodaje smaczku. Nie dość, że duchy w talii mogą się układać w różne, niejednokrotnie bolesne „kombosy”, to do samego końca nie jesteśmy pewni, z jaką inkarnacją Wu-Fenga przyjdzie nam się zmierzyć (jest ich łącznie dziesięć). Do każdej partii należy zatem podchodzić indywidualnie, konieczne będzie ciągłe opracowywanie nowej taktyki. Dla jednych może się to okazać sporym minusem, bo jakże o porażce czy wygranej może decydować jeden rzut kością? No właśnie, w tym sztuka, by nie dać duchom takiej sposobności… a w chwili, gdy gra okazuje się już zbyt prosta, możemy przejść na wyższy poziom trudności. I nagle okazuje się, że zamiast jednej inkarnacji okropnego Wu-Fenga, będziemy mieli aż trzy! To już zadanie dla prawdziwych twardzieli. Zaznaczę tylko, że początkujący mogą mieć duże problemy nawet na najłatwiejszym poziomie. Ghost Stories jest grą trudną i wymaga zdobycia pewnego doświadczenia, pewnych umiejętności.  Zapewniam jednak, że pierwsze zwycięstwo będziecie długo wspominać.

Prócz walorów rozrywkowych, Ghost Stories ma jeszcze jedną, znaczącą zaletę. Gra prezentuje się wspaniale! Rysunki przedstawiające poszczególne lokacje czy duchy autentycznie powalają, cieszą oko bardziej niż golusieńki ARTUT. Sharn przebija jedynie niektóre karty. Plansze są grube i trwałe, szybko się nie zniszczą. Figurki buddy, mnichów i upiorów również stoją na wysokim poziomie, nie odstraszają wyglądem, brak na nich obciachowych nadlewów. Jedyną wadą jest to, że w pudełku nie ma żadnych przegródek. Najlepiej razem z grą od razu zaopatrzyć się w woreczki strunowe, by żetony nie leżały luzem.

W Ghost Stories zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Przyciągnęła mnie piękna oprawa graficzna i solidne wykonanie. Ponadto typ gier kooperacyjnych, w których trzeba ze sobą współpracować, całkowicie do mnie przemawia i jestem pewien, że przede mną jeszcze dziesiątki partii, nim odłożę grę na półkę. Jestem również przekonany, że do tej gry będę wracał z radością. Nie sposób się przy niej zmęczyć. Pozycji nie polecam jedynie zajadłym wrogom gier kooperacyjnych. Reszta śmiało!



Autor: Kornel „Hipiss” Bielawski
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski
 
Tytuł: Ghost Stories
Projektant: Antoine Bauza
Wydawnictwo: Repos Production
Czas gry: ok. 60 minut
Liczba graczy: 1-4
Wiek: od 12 lat

Informacje dodatkowe:
 
Cena  
129.95 PLN
 

Ocena:
 
Ogólna
100%
 
Ocena końcowa: 100%
 

 


 
25-03-2009, 17:25 | Wiewiór | Komentarzy w sumie: 942
Jeśli gierka jest naprawdę w porządku, to spokojnie mógłbym za nią dać 130 złotych. Przy dzisiejszych cenach, jak napomknął Hipiss, zaporówkę dla mnie stanowi jakieś 160-170, a są takie tytuły, za które beknąć trzeba i 250 złotych.

Co do samej gry, to, pomimo że nawet raz na oczy jej nie widziałem, to recenzja budzi pewne skojarzenia z Arkham Horrorem (kooperacja między graczami, oczekiwanie na finałową konfrontację -> co prawda w AH od początku wiadomo, kogo trzeba pocisnąć, ale Przedwiecznych jest chyba z 6 czy 8, więc nudy nie ma), który totalnie mnie uwiódł. Jeśli będę miał okazję, to z chęcią zagram!


 
25-03-2009, 17:20 | Mol | Komentarzy w sumie: 187
Sharn przebija niektóre karty ubrany czy golusieńki? ;P
Muszę przyznać, że idea gier kooperacyjnych do mnie przemawia, chętnie bym w coś takiego zagrał, a jak dotąd nie miałem okazji...


 
25-03-2009, 16:06 | Hipiss | Komentarzy w sumie: 650
W dobie megafajnie wydanych planszówek taka cena zdaje się być normą, bywają przecież droższe gry...


 
25-03-2009, 11:31 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
Hm. Wygląda fajnie. I można grać samemu od biedy. Tylko ta cena :(


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.