Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Talisman: Magia i Miecz - recenzja
10-01-2009, 22:10 | 8489 x przeczytano | ARTUT

Kto nie słyszał o kultowej grze planszowej Magia i miecz, która za czasów Polski Rzeczpospolitej Ludowej biła wszelkie rekordy popularności. Były to czasy, w których nikt nie musiał przejmować się prawami autorskimi i licencjami. Jeśli ktoś miał ochotę wydać jakąś grę, którą kupił na zachodzie mógł to robić bez przeszkód. W ten właśnie uroczy sposób na naszym rynku pojawił się prawdziwy hit planszowego fantasy. Pamiętam jak dziś, gdy rodzice kupili dwa pudełka w sprzedaży przedpremierowej żebym ja miał swoją i brat swoją. Taka praktyka zwykle zapobiegała konfliktom między nami (ograniczających się do okładania się poduszkami i duszenia).

Magia i miecz była czymś absolutnie wyjątkowym jak na tamte czasy. Była pięknie wydana, w solidnym pudełku, z porządną planszą i równo wyciętymi kartami. Zupełnie odbiegała od gier z głupimi zasadami i błędami drukarskimi, okraszonymi debilnie dobranymi kolorami, których pełno było w sklepach z zabawkami i składnicach harcerskich.

To była prawdziwa legenda! Nie było wtedy kilkudziesięciu programów telewizyjnych, nie było komputerów w każdym domu, a w kinie wyświetlano głównie bajki animowane. To były powody, dla których Magia i miecz była genialną alternatywą spędzania wolnego czasu i przynosiła wiele frajdy. Pamiętam jak całymi dniami graliśmy z kolegami wymyślając nowe zasady i karty. Przez pewien czas graliśmy nawet w coś, co można przyrównać do dzisiejszych gier bitewnych. Stworzyliśmy także grę ekonomiczną i klona współczesnych gier fabularnych. I to wszystko przy użyciu naszej ukochanej planszówki.

Z dużą radością, ale i niepokojem przyjąłem do wiadomości informację o nowej edycji Magii i miecza. To, że miała zostać wydana po polsku oczywiście bardzo mnie ucieszyło, ale mając w pamięci starą reedycję pod koślawym tytułem Magiczny miecz aż mnie otrzepało. Ktoś kiedyś popełnił wznowienie, które wołało o pomstę do nieba. Paskudna plansza i karty były okraszone nieporadnymi grafikami i kretyńskimi kolorami. Aż zadrżałem...

Na szczęście potwierdzono ostatecznie, że Talisman: Magia i Miecz będzie wierną kopią anglojęzycznego wydania. I tak też się stało.

Krakowskie wydawnictwo Galakta wypuściło na rynek produkt bardzo dobry. Wydany jest identycznie jak zachodni pierwowzór. Solidne i estetyczne pudełko zawiera porządne karty, figurki, żetony, pionki i twardą, rozkładaną planszę. Gdy to wszystko się rozłoży aż się człowiekowi „micha cieszy”. Wracają dawne wspomnienia, które jednocześnie uatrakcyjnia wizja urokliwej nowej edycji. Niestety gra tania nie jest, bo kosztuje prawie 150 PLN, ale z uwagi na fakt, że może w nią grać od 2 do 6 osób (a nawet i więcej), a wydanie, oprócz pięknej oprawy pozwala mieć nadzieję, że będzie nas bawić przez wiele miesięcy a nawet lat, to można podjąć taki wydatek.

Zasady praktycznie się nie zmieniły. Gracze losują sobie bohatera, w którego rolę się wcielają. Ich zadaniem jest „dopakowanie” postaci, zwiedzanie krain i dostanie się w końcu do miejsca gdzie zdobędą koronę władzy – magiczny artefakt, który pozwoli panować nad całym znanym światem. W międzyczasie trzeba zdobywać ekwipunek, eksterminować potwory i, w miarę możliwości, utrudniać życie innym graczom. Reguły są na tyle łatwe, że do gry można zaprosić znajomych, którzy nigdy nie mieli styczności z planszówkami. Testowałem Talisman na wielu przyjaciołach płci obojga. Wszyscy byli zdecydowanie zadowoleni i bawili się bardzo dobrze.

Z pewnością (przynajmniej dla mnie) dużym atutem jest losowość w grze. Duże znaczenie ma szczęście przy wyciąganiu „przygód”. Ciągle w użyciu krążą kości. Przyznam, że nie przepadam za grami, w których uczestnicy w skupieniu głowią się jak tu uzbierać punkty lub współczynniki. Czasem nie można tego uniknąć w Talismanie, ale na szczęście zdarza się to bardzo rzadko.

Dla zwykłego gracza najnowszy produkt Galakty z pewnością może być ideałem. Doświadczeni weterani planszowych rozgrywek mogą doszukać się jednak drobnych wad. Na pewno jedną z nich jest wielkość kart. Wszystkie przygody, czary, elementy ekwipunku itp. są wydrukowane na maleńkich kartonikach. Niby zajmują one mniej miejsca na stole, ale czasem trzeba wytężać wzrok by je odczytać. Przyczepić można się też do tego, że figurki mają identyczny kolor i rodzaje podstawek (z wyjątkiem ropuch). Przez to czasem elf może pomylić się np. z wróżką, bo mają podobne gabaryty. Udało mi się znaleźć też kilka drobnych błędów i literówek, ale to przytrafia się nawet najlepszym.

Czuć pewien niedosyt w porównaniu do starej edycji gry np. konfrontując liczbę kart przygód i liczbę postaci, które możemy wybrać. Przy większej liczbie graczy przygody „przewijają” się bardzo szybko. Nie mamy też dużego wyboru na początku rozgrywki. Do dyspozycji mamy tylko 14 bohaterów. Ale za to zamiast kartonowych „mieszków złota” otrzymujemy piękne plastikowe monety a współczynniki oznaczamy sympatycznymi pionkami. Nowością są także „żetony losu”, które pozwalają na ponowny rzut kostką, jeśli za pierwszym razem wynik nas nie satysfakcjonuje.

Ogólnie przyznać trzeba, że nowa edycja Talismanu jest produktem udanym. Dziwi może trochę brak zaangażowania wydawcy w promocję gry. Zapewne wyszedł z założenia, że nowa Magia i miecz sama się sprzeda. Z pewnością jest w tym wiele racji, ale kontakt z mediami Galakta ograniczyła chyba do minimum.

Bardzo dziwne jest także to, że w instrukcji nie wspomniano w ogóle, kto jest autorem tłumaczenia. Czyżby ktoś bał się wiernych fanatyków, których w naszym kraju, bądź co bądź, nie brakuje?

 
Autor: Artur „ARTUT” Machlowski
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski

Nie dziękujemy wydawnictwu Galakta za udostępnienie egzemplarza do recenzji. Sami musieliśmy go sobie kupić! :P

Tytuł: Talisman: Magia i Miecz
Opracowanie gry: Robert Harris
Uzupełnienia projektu gry: John Goodenough i Rick Priestley
Redakcja: Mark O’Connor, Sam Stewart i Jeff Tidball
Opracowanie graficzne: Kevin Childress, Mark Raynor, Brian Schomberg i Wil Springer
Grafika planszy i okładki: Ralph Horsley
Pozostałe grafiki: Massimiliano Bertolini i Jeremy McHugh
Liczba graczy: 2-6

Informacje dodatkowe:
 
Wydawca  
Premiera  
 Grudzień 2008
Cena  
149.90 PLN
 

Ocena:
 
Ogólna
90%
 
Ocena końcowa: 90%
 

 


 
12-01-2009, 08:58 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4706
Wiesz jak na tamte czasy, to wydanie było idealne...


 
11-01-2009, 05:56 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
W lutym urodziny, to już wiem co chcę na prezent.

A swoją drogą nie zgodzę się z jedną rzeczą - to pierwsze wydanie nie było takie idealne. Sfera wypuściła, owszem, twardą, porządną planszę, ale z rogami zachodzącymi na siebie jak puzzle. Kartony były nieco powyginane i powodowało to odstawanie części planszy do góry i ogólnie wkurzało strasznie. Poza tym postaci w podstawowej wersji były robione z cienkiego papieru i wypadały z tych plastikowych podstawek.

Ja bym się nie czepiał koloru figurek, bo wyglądają tak, jakby wołały "pomaluj mnie" - wtedy będzie łatwo rozróżniać kto jest kto. I zaliczyłbym to jako plus a nie minus.

Ale fakt, faktem, że gra była kultowa i każdy, jeśli jej nawet nie miał, to grał w nią na okrągło z kolegami. Niestety mój egzemplarz, pożyczany wielokrotnie nie dotrwał do czasów współczesnych.


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.