Star Wars: Complete saga

Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
     
 
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Nowa Nadzieja - recenzja książki
Oh, oh - The maker!
 12-06-2005, 23:10
 Lughard
 3657 x przeczytano

Gdyby C-3PO dowiedział się, kto jest autorem książki pt. Nowa Nadzieja, rzekłby z pewnością: Oh, oh. The maker! I nie miałby tu wcale na myśli panicza Anakina, lecz głównego Twórcę wszystkiego, co z Gwiezdnymi Wojnami związane. Tak, tak, nie mylicie się. Nie kto inny, jak George Lucas, alfa i omega Star Wars, napisał to małe dziełko. Wszyscy winniśmy mu cześć i oddanie za to, że stworzył Gwiezdną Sagę, za to, że dał początek nowej rzeczywistości, która nieprzerwanie od dekad fascynuje miliony ludzi na całym świecie. W tym kontekście nie śmiem go nazwać inaczej jak wizjonerem i postacią wybitną. Po przeczytaniu Nowej Nadziei dodam jeszcze tylko, że Lucas jest... kiepskim pisarzem.

Nie będę ukrywał, że książka Mistrza rozczarowała mnie. Zdaję sobie wprawdzie sprawę, że literatura Star Wars nie należy generalnie do tych z najwyższej półki. Jednakże, jeśli Lucas osobiście firmuje produkt własnym nazwiskiem, to chyba można oczekiwać, że będzie to dzieło na najwyższym poziomie. Niestety w przypadku książki Nowa Nadzieja nie wszystko było tak piękne i wspaniałe.

Zacznijmy jednakże od fabuły. Książka przedstawia bardzo ściśle historię, którą znamy z IV Epizodu. Mamy więc pustynną Tatooine, Alderaan, księżyc Yavin IV i lśniącą metalicznym blaskiem Gwiazdę Śmierci. Spotykamy także naszych ukochanych bohaterów, z Luke'iem, Benem Kenobim, księżniczką Leią i Hanem Solo na czele. Razem z nimi uczestniczymy we wszystkich przygodach, jakie znamy z filmu George'a Lucasa. Czytając Nową Nadzieję odnosimy dziwne, acz niezmiernie przyjemne wrażenie, jakbyśmy to wszystko już gdzieś widzieli i przeżywali... Za fabułę szacowny autor otrzymuje ode mnie duży plus.

Przejdźmy jednak do kilku negatywnych refleksji na temat książki, a pozytywy zostawmy na koniec. Może w ten sposób nie stracimy dobrego humoru (i mniemania o G.L.). Na początek muszę poddać krytyce dosyć przeciętny styl Lucasa. Autor wielokrotnie na siłę wciska nam pseudo ambitne, naszpikowane wyszukanym i przy okazji strasznie sztucznym słownictwem, zdania, chcąc nam zaimponować potoczystym językiem i elokwencją. W efekcie nie wychodzi to na korzyść książce, a utrudnia tylko lekturę.

Bardzo poważną wadą książki są fatalne, w porównaniu z filmową Nową Nadzieją, dialogi. Co prawda, wiele kwestii ściśle odpowiada kinowemu pierwowzorowi, jednakże bohaterowie wyrażają się częstokroć w sposób pokrętny, niezrozumiały i zupełnie nieprzystający do bardzo udanych dialogów z Epizodu IV.

Na pewno winę za taki stan rzeczy ponosi w pewnej mierze tłumacz - Piotr W. Cholewa, który niestety, jak to często wśród translatorów Star Wars bywa, nie czuje gwiezdnowojennego klimatu. Wiele ze stosowanych przez niego sformułowań budzi bardzo poważne zastrzeżenia. Ocena jego pracy jest w tym przypadku o tyle łatwa, że mamy doskonały wzorzec porównawczy, jakim jest tłumaczenie Epizodu IV na język polski. Widocznie jednak pan Cholewa nie zapoznał się z nim wystarczająco wnikliwie, bądź też chciał być oryginalnym i przetłumaczył wszystko po swojemu. Moim zdaniem wpłynęło to niekorzystnie na książkę, uważam bowiem, że translacja w Universum Star Wars powinna być możliwie spójna. W przypadku Nowej Nadziei nie było to zadanie specjalnie trudne. Niestety nie sprostano mu.

Nie można jednak całą winą obarczyć tłumacza. Ewidentne są także uchybienia ze strony autora. Koronnym przykładem jest tutaj, w mojej ocenie, bardzo słabo skonstruowana postać Obi-Wana. W filmie jego język jest stosunkowo prosty, jednak w swej świetlistej istocie oddaje on doskonale mądrość sędziwego Mistrza Jedi. W książce zaś Ben Kenobi wyraża się bardzo niejasno, stosuje mnóstwo niedopowiedzeń, co jest fatalnym zabiegiem w kreacji tego bohatera. Ponadto nieudany język wielu dialogów wpływa destruktywnie na klimat książki i odziera postacie ze swoistego magnetyzmu, czyniąc je szarymi i niezbyt interesującymi.

Na szczęście wraz z rozwojem fabuły, gdy bohaterowie dostają się w wir wydarzeń, dzieło Lucasa nabiera pewnych rumieńców. Po prostu - im mniej jest gadania, a więcej akcji, tym książka staje się bardziej interesująca. Nową Nadzieję czytało mi się już naprawdę nieźle od momentu dotarcia bohaterów na Gwiazdę Śmierci. Muszę nawet przyznać, że bitwa o Yavin jest w książce dużo ciekawiej i plastyczniej skonstruowana niż w filmie. To w zasadzie jedyny odnotowany przeze mnie przypadek, w którym to dzieło literackie przewyższyło swój filmowy odpowiednik.

Niewątpliwą zaletą książki jest fakt, że zawiera ona swoistą skarbnicę wiedzy, która znacząco poszerza spektrum E IV. George Lucas zaznajamia nas m.in. z nazwiskami generałów Rebelii czy informacjami na temat księżyca Yavin IV. Nowa Nadzieja spełnia zatem doskonale zasadnicze zadanie, spoczywające na wszystkich książkach Star Wars. Jest po prostu doskonałym uzupełnieniem dla filmowej fabuły.

Ponadto, oprócz wielu interesujących dla fanów gwiezdnej Sagi wiadomości, Lucas raczy nas również kilkoma nowymi scenami, których nie mieliśmy okazji zobaczyć w filmie. Mam tu przede wszystkim na myśli spotkanie Luke'a ze znajomymi w Anchorhead. Wówczas poznajemy młodego Skywalkera z nieco innej, bardziej wyluzowanej strony.

Na jaką ocenę zasługuje więc książka George'a Lucasa? Z czystym sumieniem mogę jej wystawić, w szkolnej skali, mocne trzy. Nie mniej, ale i nie więcej. Po przeczytaniu Nowej Nadziei dochodzę bowiem do wniosku, że jest to dzieło bardzo przeciętne. Lucas wykonał po prostu rzemieślniczą robotę, dosyć solidnie, ale bez polotu. Książkę można więc śmiało przeczytać dla poszerzenia wiedzy o uniwersum Star Wars, jednak, jeżeli poszukujecie lektury ambitniejszej, na wysokim poziomie literackim, to Nową Nadzieją niestety się tylko rozczarujecie. Niech Moc będzie z Wami.


Komentarze:


 
24-06-2005, 12:27 | dzick | Komentarzy w sumie: 60
czytałem ksiązkę pod tym tytułem podpisana nazwiskiem Lucasa. Tylko, że to było już dosyć dawno więc nie wiem czy chodzi w recenzji o tę samą książkę czy o jakieś nowe wydanie. Ale nie ważne. Z książki nic już nie pamiętam, pewnie mi się podobała bo byłem gnojem bez gustu ;) ale recka jest dobra. Zazwyczaj piszę, że artykuł mi się nie podobał, bo ostatnio właściwie nic mi się nie podoba, ale ten tekscik nie budzi zastrzeż(rz)eń.


 
13-06-2005, 19:43 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
...zgadzam się z Lughardem. Książka jest pisana pod scenariusz i bladziutko wypada na tle filmu.


 
13-06-2005, 19:12 | Lughard | Komentarzy w sumie: 213
Ja nie wiem, co było pierwsze. Zdaje się w tej materii na Sharna;)

Co zaś się tyczy samej recenzji, Ibrachimie, dokonuję po prostu siłą narzucającego się porównania. W mojej ocenie nie sposób pisać o tej książce nie odwołując się do filmu. Możecie się oczywiście z tym niezgodzić. Ja jednakże uzałem tą formułę za trafną i uzasadnioną.


 
13-06-2005, 18:55 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
...że odwrotnie. To książka została oparta na scenariuszu. Zresztą nie ma w niej nic więcej niż miało być pierwotnie w filmie (z tym, że część scen - np: Luke z Biggsem na stacji Tosche - została wycięta).


 
13-06-2005, 17:40 | Ibrachim | Komentarzy w sumie: 219
Czy książka była wydana przed nakręceniem filmu czy po? Bo mi się wydaje, że przed nakręceniem. A tutaj Lughard piszesz tak, jakbyś narzekał na to, że w książka powinna być pisana tak jak scenariusz do filmu. Jednak scenariusz był oparty na książce a nie odwrotnie...


 
13-06-2005, 15:19 | dudziak | Komentarzy w sumie: 427
przed sobą książkę "Nowa nadzieja". Autorstwa Georga Lucasa, choć też wydawało mi się, że to nie jego. Ale jednak ;)


 
13-06-2005, 06:33 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
... Nowa Nadzieja nie została napisana przez inego autora (albo Briana Daley'a, tego od przygód Hana Solo w Sektorze Wspólnym albo przez Alana Deana Fostera, tego od "Spotkania na Mimban")? Tak przynajmniej obiło mi się kiedyś o czy lub uszy. Lucas tylko firmował książkę swoim nazwiskiem, gdyż i tak została napisana na podstawie jego scenuriusza.



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy na stronie Polish Star Wars Fans' Center.

Always a pleasure to meet a Jedi.

Zarejestruj się, aby poznać tajniki Mocy!


Zapraszamy do lektury najnowszych artykułów:

Wektor #1
The Force Unleashed Ultimate Sith Edition
Dziedzictwo Mocy #7: Furia
Dziedzictwo #5: Ukryta świątynia

May the Force be with You!
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie




Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 62

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3454851
Dziś gości: 89
Ten miesiąc: 16730
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 147