Star Wars: Complete saga

Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
     
 
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Star Wars, Episode III - Revenge of the Sith
Saga is complete
 19-05-2005, 23:05
 Craven
 4492 x przeczytano

Saga is complete




W maju 2005 roku Lucas zakończył ważny rozdział historii kina, który rozpoczął w maju 1977 roku, dokładnie 28 lat temu. To nie powinno ulegać wątpliwości. Inną kwestią jest ocena tegoż rozdziału. Nie podejmę się jej w tym tekście, bo mam go poświęcić nie całej Gwiezdnej Sadze, a jedynie trzeciemu epizodowi. A i tego nie mam zamiaru jednoznacznie ocenić. Oglądając i wielbiąc Gwiezdne Wojny od małego, po prostu mam pewną blokadę, która nie pozwala mi spoglądać zbyt surowym okiem na te filmy. Świadomy licznych wad, tak nowych jak i starych części, uwielbiam je. Podobne zjawisko nastąpiło podczas premiery Zemsty Sithów - jest tu masa rzeczy, które najchętniej bym zmienił, przerobił, pokazał inaczej. Mimo tego, film jest wg mnie po prostu rewelacyjny. Kolejna część, klamra dopinająca Sagę, która od kilkunastu godzin stanowi dla mnie wielką całość. Od początku do końca.




Chyba dość tego uzewnętrzniania się tytułem wstępu. Jednak było ono konieczne, żebyście zrozumieli, w jaki sposób odbieram i oceniam ten film. Zacznę od tego, że Zemsta jest dokładnie takim filmem, jakiego się spodziewałem – bardzo dobrym, wręcz świetnym, ale nie pozbawionym wad. Jeśli nie widzieliście filmu, bez lęku możecie czytać dalej – w przeciwieństwie do kilku głupkowatych recenzentów, którzy film oglądali wcześniej, postaram się nie zdradzić niczego, co nie jest wszystkim wiadome i oczywiste (owszem, choć każdy przeciętny widz dokładnie wie, do czego dąży fabuła i co będzie w filmie, to jednak po drodze są rzeczy, które mogą zaskoczyć. Zacznę od wymienienia wad i wylania kilku żalów, jakie można czuć do twórców trzeciego epizodu.



Każdy, kto zna Gwiezdne Wojny, wie jak wiele wątków musiało znaleźć wyjaśnienie w finale nowej trylogii. Sam chyba najbardziej obawiałem się tego, w jaki sposób Lucas pomieści taki ogrom w ciągu ponad 120 minut filmu. Do tego jeszcze zapowiadano różne wytwory próżności filmowców, jak na przykład w pełni generowany komputerowo generał Grievous. Pomieścił wszystko, choć zgodnie z moimi przewidywaniami czasem musiał się spieszyć i dokonać pewnych skrótów. Niestety trudno to usprawiedliwiać, ponieważ po obejrzeniu filmu można dojść do wniosku, że nie brakuje w nim również kilku dłużyzn. Niektóre ujęcia i sekwencje wydają się zbyt długie, podczas gdy inne zaś – za krótkie. Istotnie, przewijająca się przez liczne recenzje negatywna opinia o dialogach i aktorstwie częściowo się sprawdza. Hayden w kilku miejscach naprawdę nie był wstanie zrobić nic poza wyrecytowaniem tekstu, a niektóre dialogi irytowały, czasem bardzo amerykańskimi wstawkami o demokracji, kiedy indziej były po prostu kiepskie. Do tego pojawiło się kilka elementów, wcześniej w Gwiezdnych Wojnach nieobecnych – dziwnie się czułem widząc na ekranie wysysanych w próżnię ludzi, albo statek zapalający się przy wchodzeniu w atmosferę planety.
Główny wątek filmu to oczywiście upadek Anakina Skywalkera i zarazem powstanie Lorda Vadera. Wspólnymi siłami, Hayden Christensen oraz George Lucas ów najważniejszy wątek zrealizowali po prostu przeciętnie. Anakin czasem ma nietypowe jak na wizerunek z Ataku Klonów opory, kiedy indziej bardzo ekspresowo (tu przerywam by nie zdradzić zbyt wiele)... Brakuje w nim konsekwencji. Można tu umówić się, że to kwestia wewnętrznych rozterek głównego bohatera, ale dla mnie to jedynie niedoróbka filmu. Poza tym jest jeszcze wiele innych irytujących drobiazgów, których nie będę przytaczać. Na koniec tej „listy zażaleń” do Zemsty Sithów powiem o tym, co mi się nie podobało w pojedynkach – tych jak wiadomo w finałowym epizodzie nie brakuje. Osławiony Generał Grievous, który był jednym z głównych motorów napędowych kampanii reklamowej filmu, jest trochę rozczarowujący (choć oczywiście świetnie narysowany) – szczególnie dla tych, którzy kojarzą go z animowanych Wojen Klonów. Podobnie mieszane uczucia żywię wobec Mace Windu, który jako mistrz Jedi prezentuje się świetnie, ale w walce robi miny nasuwające na myśl jedynie Bad Mother Fu***ka. No i wreszcie to, co było wiadome już 28 lat temu, ale dopiero teraz pojawiło się na ekranie – pierwszy pojedynek między Obi-Wanem Kenobim i Lordem Vaderem. Trzy miesiące treningu, wiele opowieści i obietnic – może przez to jestem również trochę zawiedziony. Walka ta okazała się być zwykłą rąbaniną na miecze świetlne. Nie tak widowiskowa, jak pojedynek z pierwszego epizodu, nie tak epicka, jak zapowiadano, i pozbawiona takich emocji, jak walki z klasycznej trylogii – zupełnie bez słowa.




Ale właśnie mówiąc o tym pojedynku mogę przejść do zalet. Jedną z nich, paradoksalnie, jest właśnie on. Bo choć może nie idealny, to jednak ten moment stanowi kluczowe wydarzenie dla całej sagi. Do tego, o ile skrzyżowanie ostrzy nie jest rewelacyjne, to początek tego konfliktu i makabryczne, pełne dramatyzmu, uderzające emocjami zakończenie, należy do największych zalet Epizodu III. Jeśli mowa o jego uczestnikach, chociaż Anakin nie poraża aktorstwem, to Obi-Wan (a raczej Ewan McGregor) spisuje się równie dobrze (a może nawet lepiej), co w Ataku klonów. Wraz ze świetną charakteryzacją, prezentuje się rewelacyjnie, starzejący się Jedi rzuca spojrzenia prawdziwie starego człowieka. Podobnie kolejną wspaniałą postacią jest kreowany przez Iana McDiarmida Imperator, on najbardziej ze wszystkich bohaterów sagi zyskał na prequelach. Mocno zaskoczyło mnie ujawnienie się oblicza Sidiousa, do tego głos, który znaliśmy najlepiej z klasycznej trylogii, wypełniający kinową salę, te same wyrazy twarzy – to wszystko niezapomniane przeżycie. No właśnie – emocje. Może nie rozpłakałem się, jak to rzekomo zrobił Steven Spielberg, jednakże trudno mi zaprzeczyć, że Zemsta Sithów to film pełen przeżyć. Smutkowi towarzyszy poczucie bezsilności i świadomość nieuchronnych strasznych wydarzeń. Zniszczenie Zakonu Jedi, do którego podziw zbudowały dwa filmy, oraz gorzki finał wojny to jedne z bardziej poruszających motywów. Bardzo atrakcyjne okazało się rozpoczęcie filmu. Odstaje ono stylem od reszty, ale to udany zabieg. Na początku skumulowano sporo humoru i akcji właściwej Gwiezdnym Wojnom. Rzekłbym wręcz, iż mocno zalatuje to stylem Indiany Jonesa. Tak jak w przypadku wad, jest jeszcze wiele innych małych przyjemności dla widzów, rozprowadzonych po ponad dwóch godzinach filmu, które mam nadzieję odkryjecie sami.




Nie muszę tu chyba wspominać o kolejnej wspaniałej ilustracji muzycznej Johna Williamsa, w której nie zabrakło miejsca zarówno dla sprawdzonych motywów, jak i dla nowych świetnych utworów. Również wydaje mi się, że nie ma potrzeby mówienia o efektach specjalnych – są takie, jakie powinny być w Gwiezdnych Wojnach.


Po przeczytaniu spisanych powyżej wrażeń, jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, sami musicie ustalić jak należałoby go ocenić, bo ja zgodnie z zapowiedzią nie wystawię mu punktowej oceny. Wychowany na Gwiezdnych Wojnach od małego, seans Zemsty Sithów mogę wręcz nazwać niezwykle osobistym wydarzeniem. Akceptując wady filmu, z przyjemnością wybiorę się na niego drugi, i prawdopodobnie kolejne razy. A potem znajdzie się na półce razem z resztą Kompletnej Sagi Gwiezdnych Wojen, niosąc z sobą wiele miłych wspomnień i lekką nutkę melancholii... Bo nie będzie już więcej prawdziwych Gwiezdnych Wojen (w końcu seriale czy kreskówki to coś zupełnie innego).




Komentarze:


 
23-07-2005, 23:39 | dzick | Komentarzy w sumie: 60
chciałem napisać komentarz do recenzi gwiezdnych wojen juz dawno, zaraz po obejrzeiu filmu ale wtedy byłby on znacznie mniej obiektywny. Zreszta czekałem na recenzję jakiegos vkowego ważniaka ;)
troche rozzalony jestem faktem, że są tu aż 3 arty i wszystie opisuja o filmie pozytywnie. (nawet tu choc nie ma ogólnej oceny)

Film wybitnie mi się nie podobał i zarzuty przedstawie w skróconej wypunktowanej formie:
-scena bitwy kosmicznej rozpoczynajaca film to porazka. Nie widać zeby bohaterowie stosowali jakakolwiek taktyke. Lasery zielone i czerwone smigają ze wszystkich stron a statki sa rozproszone. W czwartym epizodzie przynajmniej piloci stosowali jakies formacje, co przynajmniej dało się poznać po słychac było komunkaty. Tutaj chaos, pstrokata papka i kicz bazarowy.
-Grevious to kolejna lucasowa maskotka dla dzieci. Kto jeszcze filmuje czarny charakter chodzący zgrbiony z reka załozona za plecy. I porusza się jak z parodii. Scena w której ucieka z wybuchajacego statku w kapsule ratunkowej, podsmiewujac się w stylu : "He He pora sie uratować he he" rozwala klimat. Ogólnie taki Jar Jar x2.
-Dłuzyzny, jak słuznie zauważył Craven dłużyzny sa w filmie. Wciąż powtarzana ta sama panorama "bąbla" senatu na coruscant nie robi żadnego wrażenia i krajobrazy też ogladałem obojetnie bo miałem swiadomość że to wszystko zostało zrobione komputerowo. Po prostu grafika komputerowa już nie szokuje, od kiedy filmowcy przy nakładach pienięznych mogą zrobić co im sie podoba. A film momentami jest tak nudny że odwracałem się od ekranu i patrzyłem ilu ludzi na widowni tez ziewa.

a miało być skrótowo i nie wyszło :P
pewnie jakbym miał sie czepiać to znalazłbym więcej wad ale nie chce mi się myśleć nad taką szmirą (mam pozytywny zwyczaj zpominania rzeczy durnych).
Dodam jeszcze, że w jednym zdaniu recki autor sobie przeczy:

chociaż Anakin nie poraża aktorstwem, to Obi-Wan (a raczej Ewan McGregor) spisuje się równie dobrze

na chłopski rozum nie poraża czyli nawet jesli nie gra źle to jednak nie gra dobrze ;P.
jeśli Hayden nie gra dobrze to jak McGregor może grać równie dobrze?

nawias który juz opusciłem się nie liczy :P



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy na stronie Polish Star Wars Fans' Center.

Always a pleasure to meet a Jedi.

Zarejestruj się, aby poznać tajniki Mocy!


Zapraszamy do lektury najnowszych artykułów:

Wektor #1
The Force Unleashed Ultimate Sith Edition
Dziedzictwo Mocy #7: Furia
Dziedzictwo #5: Ukryta świątynia

May the Force be with You!
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie




Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 52

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3515689
Dziś gości: 26
Ten miesiąc: 2323
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 114