Star Wars: Complete saga

Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
     
 
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Star Wars: Wojny Klonów - recenzja
 27-09-2008, 20:33
 Sharn
 6813 x przeczytano

Od samego początku coś w powietrzu zapowiadało nieszczęście. Po ogólnej euforii, kiedy wyszło na jaw, że pojawi się serial Wojny Klonów zrealizowany w całości komputerowo i zostanie on poprzedzony premierą kinową, każdy szanujący się fan czekał na ten dzień z utęsknieniem. Toż to Gwiezdne Wojny! Niestety, premiera polska opóźniła się o całe 42 dni, do tego na ekranach pojawiła się tylko wersja dubbingowana. No, ale cóż – toż to Gwiezdne Wojny, więc nie wolno się zrażać. Kolejnym znakiem zwiastującym tragedię była kiepściutka promocja. Praktycznie żadnych reklam, podgrzewania atmosfery, dawkowania napięcia. Na dokładkę nie pokuszono się o seans z czwartku na piątek o godzinie 00:01, tak, aby dać fanom trochę „radochy”. Trudno, toż to Gwiezdne Wojny i nic nie zepsuje mi zabawy! Na film można było przyjść już rano, bez kolejek po bilety, bez tłumu wypełniającego salę kinową. Ja dotarłem na ostatni seans w Multikinie o 22:30. Niestety okazało się, że stare, darmowe zaproszenie straciło ważność, więc trzeba było wyłuskać z chudego portfela 22 PLN. Ale co tam, toż to Gwiezdne Wojny i koszty nie grają roli. „Dotuptałem” do sali, zasiadłem wygodnie, jak i pozostałe… bodajże 9 osób – czyżby to nie były Gwiezdne Wojny?!

Dalej też nie było kolorowo. Po reklamach i wygaszeniu świateł, zamiast fanfar i logo 20th Century Fox, przestrzeń ekranu wypełnił znaczek Warner Bros. Niby wiedziałem, że tak będzie, ale jednak pozostawiło to jakiś niesmak, że to przecież nie tak, że TA bajka zaczyna się od utworu Alfreda Newmana z 1954 roku. Na szczęście kolejne plansze przywróciły mi wiarę – LucasFilm i „Dawno, dawno temu…”. Nie na długo. Nie dość, że zabrakło pochylonych napisów sunących w górę ekranu, a zamiast nich ujrzeliśmy obrazy z różnych zakątków galaktyki, gdzie toczą się bitwy Republiki z Separatystami, a miły lektor starał się nas wprowadzić w temat, to jeszcze jedna rzecz przykuła moją uwagę – muzyka! Wątek przewodni praktycznie ten sam, ale jakby skoczniejszy. Na dokładkę do moich uszu doleciała nazwa – Zewnętrzna Rubież, która przez tyle lat funkcjonowała jako Zewnętrzne Rubieże (nagle z liczby mnogiej zrobiła się pojedyncza). Ale i to przełknąłem. Postanowiłem dać się porwać fabule…

Galaktyka ogarnięta jest wojną. Republika z rycerzami Jedi i armią klonów toczy zaciekłe bitwy z Separatystami, którzy wystawiają do walki niezliczone zastępy droidów. Obie strony szukają sojuszników, by przechylić zwycięstwo na swoją stronę. Pojawia się możliwość dogadania się z Huttami, kontrolującymi właśnie Zewnętrzne Rubieże. Syn Jabby został porwany, więc jeśli Jedi pomogą go odnaleźć dojdzie do porozumienia. Oczywiście na tę misję Rada Jedi wysyła Anakina Skywalkera, któremu dodatkowo przydziela pod opiekę młodziutką padawankę - Ahsokę Tano. Chcąc, nie chcąc, przyszły Vader będzie musiał sprawdzić się w roli nauczyciela i stawić czoła kolejnym niebezpieczeństwom. A te czyhają na każdym kroku – oprócz rzeszy robotów trzeba będzie zmierzyć się z Hrabią Dooku oraz jego ulubienicą - Asajj Ventress…

Brzmi ciekawie? Ano, może trochę. Gorzej wychodzi w praniu. Ekran aż kipi od spektakularnych pojedynków, sztuczek Jedi, wspaniałej szermierki na miecze świetlne, ale nie samą walką człowiek żyje. Jedynie dzieciaki mogą być zachwycone nieustanną naparzanką. Relacje pomiędzy bohaterami są płytkie, wątek Rycerzyka i Smarka (bo tak do siebie zwracają się Anakin z Ahsoką) to jedna wielka kpina. Małolata się wymądrza, nauczyciel zgrywa wielkiego mistrza, tak, jakby ktoś zupełnie zapomniał, że Skywalkerem powinny targać silne emocje, z którymi prowadzi wewnętrzną walkę. Fabuła została odarta z magicznej, niepokojącej otoczki i rozterek głównego bohatera. Wydaje się być poprawnym aż do bólu. Gdzie ta młodzieńcza nuta szaleństwa, niesforności i gniewu? Zamiast tego mamy kilka gagów rodem z zabawnych kreskówek Disney’a.

Kiepsko wypada także Obi Wan w roli mediatora. Brak głębszego potraktowania tej postaci i jej relacji właśnie z Anakinem. Nie przemawia do mnie także wątek z porwaniem syna Jabby. To oślizłe małe coś jest obrzydliwe i wywołuje tylko lekkie uśmieszki politowania. Hrabia Dooku i Darth Sidious też nie odgrywają zasadniczej roli w fabule, tak jakby starano się umieścić ich tam na siłę. Generał Grievous w ogóle się nie pojawia, ale w sumie to już się czepiam, bo nie można upchać wszystkiego w jednym filmie.

Jedyne, co może cieszyć to postać Asajj Ventress. Przynajmniej tutaj twórcy postarali się i da się wyczuć od niej mrok. Jest nieco niepokojąca i tajemnicza. Nadrabia za całą resztą bohaterów, sącząc powoli jad w tę namiastkę intryg, którą nam zaserwowano.

Graficznie Wojny Klonów wypadają tak sobie. Zależy, co się komu podoba. Całkiem niezła animacja, chociaż czasami można zauważyć sztuczność w ruchach postaci. Niestety kwadratowa kreska i rysy twarzy, jakby wyrzeźbione przez szalonego artystę nie przyprawiają mnie o estetyczne uniesienia.

Muzyka, jak już wspomniałem, wywołuje lekki zgrzyt. Niby temat starwarsowy przewija się przez cały film, ale jakby nieco inny. Na dokładkę pojawiają się od czasu do czasu arabskie dźwięki, które nijak nie pasują mi do Tatooine. Co z tego, że dużo piasku, ale Sahara to to nie jest. Na dobicie, utworowi zagranemu przez bithańską orkiestrę daleko do nieśmiertelnego i wpadającego w ucho Cantina Band. W moim odczuciu Kevin Kiner się nie spisał.

Od kiedy w Nowej Nadziei padły słowa Obi Wana o Wojnach Klonów, fani zastanawiali się jak to było, jak wyglądało. Każdy marzył, żeby się dowiedzieć, poznać historię. Niestety już pierwsze trzy części nakręcone przez Lucasa uświadomiły miłośnikom Star Wars, że nikt nie liczy się z ich zdaniem. Chociaż dostaliśmy trylogię w miarę do przełknięcia, pomijając Jar Jar Binksa i inne takie, to liczyliśmy na więcej. Niestety książki też nie stanęły na wysokości zadania. Kolejną nadzieją był właśnie serial, ale jeśli zaczyna się w taki sposób, to już na wstępie jest u mnie przegrany. Mimo to, i tak kupię wydanie DVD Wojen Klonów i skompletuję wszystkie odcinki, bo żyję tym światem od 1982 roku, kiedy pierwszy raz poszedłem na Imperium Kontratakuje. Czasami jednak Moc podpowiada mi, że ktoś doi mnie z kasy, np. wtedy, gdy głosu Anakinowi użycza Jacek z Klanu. Amen.

 
Autor: Marcin „Sharn” Byrski
Redakcja: Michał „Wiewiór” Musiał 
 
Tytuł: Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów
Tytuł oryginalny: Star Wars: The Clone Wars
Rok produkcji: 2008
Produkcja: Singapur , USA
Gatunek: Animacja , Przygodowy , Sci-Fi
Reżyseria: Dave Filoni
Scenariusz: Henry Gilroy, Steven Melching
Muzyka: Kevin Kiner
Obsada (głos): Samuel L. Jackson, Grey DeLisle, Anthony Daniels, Matt Lanter, Tom Kane, Corey Burton, Ian Abercrombie, Ashley Eckstein, Matthew Wood, Christopher Lee, James Arnold Taylor, Dee Bradley, Nika Futterman, Catherine Taber, Kevin Michael Richardson
Czas trwania: 98 min.

Informacje dodatkowe:
 
Dystrybutor  
Premiera  
 26.09.2008
 

Ocena:
 
Ogólna
30%
 
Ocena końcowa: 30%
 

Komentarze:


 
06-10-2008, 10:57 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
A nie przypadkiem Atak Klonów? No, ale tymi wąskimi oczkami mogłeś nie zauważyć różnicy w napisie :P


 
02-10-2008, 08:46 | Coswort | Komentarzy w sumie: 57
nie wiem o czym rozmawiacie, ja dziś mam rezerwację w silver screenie na późna godzinę właśnie na wersję z napisami.

Oglądałem Wojny Klonów z nowej trylogii z dubbingiem i już wtedy powiedziałem nigdy więcej dubbingowanych Gwiezdnych Wojen!


 
29-09-2008, 06:31 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
właśnie bojkot miał także wpływ na ogólną ocenę. Bez klimatu to nie Gwiezdne Wojny ;]

Dubbing też nie jest największą bolączką tej produkcji - chociaż jestem zagorzałym przeciwnikiem podkładania głosu, ale w animowanych filmach to aż tak nie razi.

I tak mam wrażenie, że nie oddałem w recenzji wszystkiego, co mi leży na wątrobie odnośnie tego czegoś. Będę musiał obejrzeć jeszcze kilka razy (ale już nie w kinie - szkoda kasy), żeby poukładać sobie wszystko na trzeźwo w głowie. Póki co, mam poczucie zdradzenia, wydojenia i kilka innych terminów, które nie nadają się do napisania publicznie.


 
28-09-2008, 13:23 | Craven | Komentarzy w sumie: 1722
Dzięki Sharn. Teraz już nie mam wyrzutów sumienia, że zbojkotowałem dubbing.


 
27-09-2008, 21:32 | Ardelin | Komentarzy w sumie: 189
Kiedy zobaczyłam pierwsze dubbingowane zapowiedzi tego filmu, to powiedziałam sobie w duchu "I have a bad feeling about this". Rany, okazuje się, że złe przeczucia nie były bezpodstawne. No cóż. Trzeba będzie powlec się do kina i przekonać się na własnej skórze.



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy na stronie Polish Star Wars Fans' Center.

Always a pleasure to meet a Jedi.

Zarejestruj się, aby poznać tajniki Mocy!


Zapraszamy do lektury najnowszych artykułów:

Wektor #1
The Force Unleashed Ultimate Sith Edition
Dziedzictwo Mocy #7: Furia
Dziedzictwo #5: Ukryta świątynia

May the Force be with You!
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie




Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 53

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3515691
Dziś gości: 28
Ten miesiąc: 2325
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 114