Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Heroes & Generals

Jeśli tak jak ja lubisz klimat II wojny światowej to koniecznie zainstaluj tę grę! Jestem pewien, że się na niej absolutnie nie zawiedziesz.

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Mass Effect #2 - recenzja (X360)
12-02-2010, 15:00 | 4462 x przeczytano | ARTUT

Szczerze muszę przyznać, że mało kręcą mnie kosmiczne klimaty. Oprócz uniwersum Gwiezdnych Wojen, StarCrafta i Żołnierzy Kosmosu nic nie jest w stanie przykuć mojej uwagi. Na myśl o Star Trek czy innych gwiezdnych sagach dostaję dreszczy obrzydzenia. Dlatego z pewną taką nieśmiałością zacząłem przyjmować kolejne doniesienia o Mass Effect #2. Kosmiczne wybuchy, czy wizg międzyplanetarnych silników jonowych, które odbijają się głośnym echem w próżni, przyprawiają mnie raczej o uśmiech politowania. Do tego wszystkiego humanoidalne rasy, które sprawnie posługują się językiem angielskim, nawet jeśli mają mordy wielkie jak u słonia, kilka rzędów zębów niczym u rekina i wyraz „twarzy” jak u szympansa. Jako wisienka do tortu pozostają jeszcze głupkowate nazwy i imiona. Ich twórcy mają zwykle mylne wrażenie, że im trudniej je wymówić tym bardziej są one „w pytę”.

Ciężko jednak uznać BioWare za popeliniarzy. Z ich zręcznych paluszków wyszły takie hity jak Dragon Age: Początek czy choćby niezrównane Wrota Baldura. Dlatego muszę przyznać, że bez obrzydzenia oglądałem kolejne filmiki dostępne w sieci, które zapowiadały premierę Mass Effect #2. Nie śliniłem się i nie jęczałem z zachwytu. To nie był tytuł, na który czekałem z wypiekami na twarzy. No i spotkała mnie prawdziwa niespodzianka.

Mass Effect #2 to mimo wszystko dość typowa gra cRPG z elementami akcji. Naszym głównym zadaniem jest zwiedzanie kolejnych lokacji, z widokiem w trybie kamery wiszącej za plecami głównego bohatera. To oczywiście najlepsze rozwiązanie, bo jesteśmy w miarę pewni, że nasze pośladki są bezpieczne i nikt nie zajdzie nas do tyłu. Żeby tego nie było mało, w trakcie walki możemy sobie postrzelać w trybie FFP czyli z widoku pierwszoosobowego. Czytelników tej recenzji już teraz chciałbym przeprosić, że mogą czuć się momentami tak, jakbym traktował ich jak idiotów i tłumaczył najbardziej oczywiste sprawy, jednak uznałem, że nazwiemy ten tekst „Megarecenzją” bo lepiej to wygląda na stronie głównej portalu. Megarecenzja powinna być długa, a z racji tego, iż nie chcę streszczać fabuły muszę jakoś nabić objętość tekstu. Stąd już teraz powinniście przygotować się na elementy łopatologii i popisów elokwencji.

Jak na każdą szanującą się grę cRPG przystało, twórcy nie zapomnieli o rozbudowanych dialogach. I tak w trakcie rozmowy z bohaterami niezależnymi mamy do wyboru kilka opcji dialogowych. Oczywiście wybór tego, co powie nasz bohater ma zwykle duże znaczenie. Mamy możliwość maglowania naszych rozmówców, możemy także szybko i zwięźle wyciągać potrzebne nam informacje. Znaczenie ma także to, czy gramy postacią prawą czy też egoistyczną, o czym napiszę nieco później. Miłośników długich dyskusji, ciętych ripost i pokręconych tekstów jednak zmartwię. Owszem przytrafiają się w tej grze, jednak nie są raczej na porządku dziennym. Pod tym względem ME2 przegrywa trochę na ten przykład z grą Fallout #3, w której mogliśmy często (kolokwialnie mówiąc) „pieprznąć jak łysy warkoczami”. Nie mówię jednak, że jest źle, ale mogło być lepiej. Aż wyć mi się chciało gdy w jednej z rozmów z piersiastą „Mirindą” (bo tak ochrzciłem naszą wierną partnerkę) nie pojawiła się opcja „pokaż cycki bejbe”. Oczywiście czasem BioWare zafunduje Wam coś grubego jak np. „uciekając przed wami muszę uważać, by nie potknąć się o ciała wrogów, których rozwaliłem po drodze”.

Duży wpływ na dialogi i samą rozgrywkę ma oczywiście wybór cech głównego bohatera. W Mass Effect #2 jest on okrojony dość poważnie i fanatycy skrupulatnego rozdzielania punktów na umiejętności pokroju „jedzenie lodów czekoladowych srebrną łyżeczką” mogą być zawiedzeni. Początkowo też czułem niedosyt, jednak po jakimś czasie zrozumiałem, że wyszło to grze tylko na lepsze. Oczywiście w miarę rozwoju bohatera i zdobywania punktów doświadczenia możemy rozdzielać sobie pulę na ulepszenie umiejętności i mocy. Jest ich dosłownie kilka, ale to w zupełności wystarcza.

Wiadomą sprawą jest to, że możemy sobie personalizować naszego dzielnego komandora. Jak na dobrą grę cRPG przystało, możemy wybrać różne kolorki i rodzaje ubranek głównego bohatera. Wbrew pozorom sprawia to dużo zabawy. Żeby nie było tego mało, możemy sobie urządzać naszą przytulną kajutę, kupując modele statków kosmicznych, kupując rybki do akwarium czy nawet puszczać nastrojową muzyczkę.

Dużo zabawy mamy także przy wyborze i unowocześnianiu naszego ekwipunku. Do wyboru oddano szeroki wachlarz urządzeń, którymi możemy skrzywdzić wszystkich złych ludzi, napotkanych obcych i atakujące nas galaretowate sześciany. W trakcie zwiedzania kolejnych lokacji możemy znajdować nowe uzbrojenie, surowce niezbędne do produkcji nowoczesnych zabawek i technologie pozwalające na stworzenie czegoś prawdziwie wypasionego. Pistolety, karabiny szturmowe, strzelby, granatniki, rakietnice, snajperki… dla każdego coś miłego.

Duże znaczenie mają także fantastyczne moce, którymi dysponują niektórzy bohaterowie. Początkowo straszliwie krzywiłem się na „magię”, ale w miarę dewastowania kolejnych wrogów zrozumiałem swój błąd. Moce są fajowe i zwiększają taktyczność pojedynków.

Skoro już jesteśmy przy walce to należy wspomnieć o fakcie, że nasz bohater nie musi przemierzać świata samotnie. Mamy możliwość zebrania kilkuosobowej drużyny, z której możemy zaprosić na wycieczkę dwóch dodatkowych kowbojów. Samotrzeć (jak mawiali starożytni Sarmaci) biegamy sobie zatem po wnętrzach kosmicznych baz, statków, kolonii czy starożytnych budowli i demolujemy przeciwników.

Motyw drużyny okazał się bardzo smakowity. W miarę poznawania jej członków często mogą się zmieniać nasze sympatie i antypatie. Oczywiście nasze „ziomki” też zdobywają doświadczenie i możemy rozwijać ich umiejętności oraz decydować czym będą rozmazywać po ścianach flaki napotykanych wrażych hord.

Mógłbym tak pisać jeszcze bardzo długo i wyliczać wiele aspektów gry, takich jak kosmiczna turystyka i odkrywanie nowych planet czy poszukiwanie surowców. Czas jednak wspomnieć coś o fabule.

No właśnie… fabuła. Byłbym skończonym baranem gdybym o niej pisał ze szczegółami. Nie traktujcie tego broń Boże jako wygodnictwo. Powinniście poznać ją jednak sami. Osoby, które grały w pierwszą część z pewnością szybko się odnajdą i zaaklimatyzują. Ci, którzy zaczęli swoją przygodę z Mass Effect od części drugiej także szybko powinni połapać się o co chodzi.

Początkowo stroiłem trochę fochy wysłuchując historii o tym, że ludzkość jest zagrożona, że trzeba ją ratować, i że obce rasy chcą nam zrobić krzywdę tłukąc się między sobą. Niby to już było i niby strasznie to oklepane. Jednak BioWare podeszło do tematu bardzo interesująco i gdy mijały kolejne godziny przy grze, historia stopniowo zaczęła mnie wciągać. Bezsprzecznie muszę przyznać, że Mass Effect #2 w przeciwieństwie do wielu innych gier, staje się w miarę mijającego czasu co raz ciekawsza i co raz bardziej wciągająca. Gdy po około 30 godzinach dość szybkiej gry (bez eksploracji wszystkich lokacji i przy wykonywaniu tylko tych najważniejszych misji) zbliżałem się do wielkiego finału z wywalonym jęzorem i wielgachnymi oczami. Oj warto zagrać w tę grę, by przeżyć takie zakończenie! Dawno żadna gra aż tak bardzo nie wgniotła mnie w kanapę. Jest epicko, nadęto, pompatycznie i twórcy smakowicie zapowiadają część trzecią. Uczta dla każdego gracza!

Wspomnieć trzeba także o muzyce, która świetnie tworzy klimat gry. Jest naprawdę dobra, choć nie wydaje mi się by zajęła miejsce na moim komputerze, przeznaczone dla hitów z Homeworld, Kronik Czarnego Księżyca czy Icewind Dale. Jest dobrze, ale szału nie ma.

Na koniec zostawiłem sobie temat lokalizacji i gry aktorskiej. EA zebrało ekipę dość typową dla gier komputerowych. Jest legendarny Jacek z Klanu, Joasia Jabłczyńska i „pan, którego nazwiska nie znam, ale jego głos występuje w każdej polonizowanej grze komputerowej”. Swoistym hitem miało być zatrudnienie do jednej z ról Maćka Maleńczuka. Muszę przyznać, że zagrał całkiem nieźle, choć jego dialogów jest tak naprawdę niewiele. Z pewnością jednak jego udział nie jest moim zdaniem powodem, by zdejmować z radości majtki przez głowę. Jest jeszcze Sonia Bohosiewicz, Mirosław Zbrojewicz i Łukasz Nowicki w roli głównej. Ci troje bardzo się udali. Widać, że mają dobry warsztat i świetnie sobie radzą. Szalenie podobał mi się również głos Legiona. Baaardzo klimatyczny. Podsumowując sprawę polskiego wydania, trzeba przyznać, że EA stanęło na wysokości zadania.

Mass Effect #2 to pozycja bardzo udana! Miłośników cRPG gorąco zachęcam do gry. Nawet jeśli uważają, że ten tytuł jest nie dla nich, to powinni dać mu szansę. Śmiem twierdzić, że nie będą tego żałować! BioWare stanęło na wysokości zadania i stworzyło tytuł naprawdę bardzo silny. ME2 nie jest dla mnie produkcją przełomową czy legendarną, choć prawdę mówiąc niewiele by brakowało, bym zaczął poważnie o tym myśleć. Jestem jednak pewien, że chętnie sięgnę po wszelkie dodatki do tej gry, a już z pewnością zacieram łapki w oczekiwaniu na część trzecią. Póki co wracam do gry, bo po wielkim finale, mamy możliwość dalszej eksploracji świata i wypełniania misji, o których zapomnieliśmy bądź nie mieliśmy na nie wcześniej czasu. Normandia czeka…


Autor: Artur „ARTUT” Machlowski
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski

Dziękujemy dystrybutorowi Electronic Arts za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Tytuł: Mass Effect #2
Gatunek: RPG / Akcja
Kategoria wiekowa: od 18 lat
Wersja językowa: polska
Wydanie: premierowe


Informacje dodatkowe:
 
Producent  
Wydawca  
 EA
Dystrybutor  
Premiera  
 Styczeń 2010
Cena  
249.90 PLN
 

Ocena:
 
Ogólna
95%
 
Ocena końcowa: 95%
 

Wady i zalety:  
 
+ niesamowicie wciąga
+ sporo lokacji, jest co pozwiedzać
+ świetny design mundurów i logotypu Cerberusa
+ duża liczba bohaterów i wiele dialogów

 
 
- dość ograniczona interakcja ze środowiskiem i otoczeniem
- gra nie jest legendarna, a można było się po niej tego spodziewać
- grafika nie zrzuca czapki z głowy

 

 
Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.