Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Warszawski Caern Chwały (Dom Niezapisanych Imion)
 10-05-2001, 21:07
 kastor.krieg
 3403 x przeczytano

Nieprzyjemny brzęk przypadkowo potrąconej puszki po sardynkach rozniósł się echem po zaułku. Karcące spojrzenia siedzących wokół płonącego kubła na śmieci padły na nieostrożnego szczeniaka. Ten uśmiechnął się przepraszająco i położył tuż poza kręgiem światła. Nieco połamana skrzynka zaskrzypiała cicho, gdy siedzący na niej chłopak poprawił elegancki, lecz lekko już postrzępiony płaszcz i wyciągnął dłonie ku ciepłu płomieni. Ogrzawszy je nieco rozejrzał się po wpatrzonych w niego osobach. Odchrząknął, by po chwili podjąć na nowo przerwaną opowieść.
- "Jak wam przed chwilką mówiłem, miałem dotrzeć do Warszawy" - zadziwiająco mocny głos młodzieńca natychmiast przykuł uwagę pozostałych - "Polecono mi bym zgłosił się w tamtejszym caernie. Do miasta dotarłem pociągiem, kiepskiej klasy, ale zdołałem dostać się do wagonu restauracyjnego, więc przynajmniej nie głodowałem. Wysiadłem na dworcu w centrum. Duży kundel szwendający się po okolicy nie mógł się spodobać strażnikom kolei, ale po krótkiej gonitwie w podziemiach zgubiłem ich i wydostałem się na powierzchnię.
Doczłapałem do najbliższego przystanku autobusowego by choć odrobinę zorientować się w planie miasta. Żebyście widzieli tych wszystkich ludzi, a trochę ich tam było, jak to w godzinach szczytu, jakie miny robili na widok wielkiego "psa" czytającego z wywieszonym ozorem rozkład jazdy" - pokręcił głową uśmiechając się szeroko - "Zdecydowałem się wsiąść do jednego z autobusów by dojechać nim pod wskazany adres. Autobus wkrótce podjechał i po chwili byłem już w drodze.
Mimo tłoku miałem wokół siebie dobry metr wolnej przestrzeni, chyba z powodu zaschniętych plam na futrze. Podrapałem się po karku tylną łapą i godnie wymaszerowałem z autobusu na docelowym przystanku. Poczułem dziwny zapach od którego zakręciło mi się w nozdrzach. Kichnąłem od serca i wciągnąłem ów zapach mocniej. Tak pachniały miejsca przepełnione chwałą Gai, ale skąd taki zapach miał się tam znaleźć? Przecież znajdowałem się w samym centrum miasta. Podreptałem niepewnie ku widocznej w oddali otwartej przestrzeni. Na jej skraju przysiadłem i węsząc dookoła zdałem sobie sprawę że caern jest gdzieś w pobliżu. Ze zdumieniem spostrzegłem że cała otwarta przestrzeń wyłożona była nieco wytartym kamieniem, tak jakby chodziło tędy wiele osób, choć obecnie, w środku dnia jedynie kilka osób błąkało się po tym ogromnym placu.
Postanowiłem przestrzegać zasad dobrego wychowania i przedstawić się skoro znalazłem się tak blisko caernu. Mój skowyt nie przyciągnął jednak niczyjej uwagi, zupełnie jakby caern nie był strzeżony. Ruszyłem więc ku niewielkiemu budynkowi w dalszej części placu. Miał otwartą strukturę, poprzetykaną kratami z wielkim zniczem i tablicami w centralnej części. Czułem wyraźnie, mimo że wszelka logika temu przeczyła, że właśnie to miejsce jest sercem caernu.
Obchodziłem cały budynek kilkakrotnie by odszukać choćby skrawek glifów świadczących o obecności Ludu w tym miejscu, nie znalazłem jednak nawet pojedynczego znaku Wędrowców jakich pełno było w innych częściach miasta. Zasiadłem w pewnej odległości przed budynkiem wpatrując się w nieustannie płonący znicz. Właśnie odbywała się zmiana wart. To niesamowite i być może niewiarygodne, ale wartę przy tym caernie pełnili ludzcy żołnierze! Od jednego z nich poczułem wprawdzie znajomy zapach, ale nie miałem pewności czy na pewno był Krewniakiem, równie dobrze mógł mieć dużego psa.
Nagle poczułem dotyk dłoni na swym karku. Odskoczyłem jeżąc sierść i powarkując wściekły sam na siebie że dałem się tak głupio podejść. Przede mną stał wysoki mężczyzna o śnieżnobiałych włosach ubrany w jasny prochowiec i półbuty. Uśmiechał się wyrozumiale, a jego niesamowicie białe oczy błyskały czerwonawymi tęczówkami. Pachniał jak jeden z Ludu.
Wreszcie miałem okazję dowiedzieć się o co właściwie chodzi i gdzie trafiłem. Minęła jeszcze chwila nim się odezwał. Nie wiedzieć czemu na dźwięk jego miękkiego i ciepłego głosu przeszły mnie ciarki. Zupełnie jakby coś jeszcze za nim się kryło, jakaś tajemnica? Wiem, wiem że brzmi to kretyńsko, jak z tandetnej nowelki. Ale tak to właśnie odebrałem. Wróćmy jednak do sedna sprawy...
Przedstawił się jako Albin, Mistrz Opowieści tutejszego caernu. Zgodził się odpowiedzieć na każde z moich pytań, przedtem jednak miał zaprowadzić mnie do swej ulubionej knajpy na warszawskim Powiślu. Po krótkiej przebieżce Umbrą stanęliśmy przed drzwiami "Karczmy Słupskiej". Momentalnie rozpoznałem w niej rozsławianą w licznych opowieściach międzywojennego dwudziestolecia "Sielankę", najgorszą mordownię Czerniakowa, a zapewne i całej lewobrzeżnej Warszawy. Wkroczyliśmy do zasnutego tytoniowym dymem i oparami wnętrza mijając leżącego niemalże w progu pijanego człowieka. Główna sala knajpy zastawiona była lepiącymi się ławami i niedobitkami krzeseł, jedynie boczne rzędy ław pod oknem litościwie zaopatrzono w przepierzenia. Właśnie między tymi przepierzeniami ulokowała się jedyna dwójka klientów, para obwiesiów o twarzach nie skażonych myślą głębszą niż stojące przed nimi brudne szklanki. Rozparci na ławach bezmyślnie wpatrywali się w widoczną za pokrytą zaciekami szybą ulicę. Albin wskazał mi zapraszającym gestem jeden ze stołów ustawionych między przepierzeniami. Mimo wszechobecnej woni tytoniu i niedopranych plam piwa to ponure lokum dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Nie żebym czuł się tam całkowicie bezpiecznie, widziałem przez chwilę okrytą łachmanami groteskową postać, którą w innych okolicznościach uznałbym za jedną z kanałowych Pijawek, ale miałem świadomość że nie spotka mnie w tym miejscu nic gorszego niż to, co mogłoby mnie czekać na ulicy. Usiłując nie przykleić się na dobre do stołu poprosiłem Albina o wyjaśnienia.
Najpierw opowiedział mi kilka mniej lub bardziej koloryzowanych legend o "Sielance" z dwudziestolecia międzywojennego, z akcentem na dużą ilość "tulipanków", taniego alkoholu i kozackiego sposobu traktowania życia. Wydawał się być tym mocno zafascynowany. Muszę przyznać że i mnie wciągnęły apaszowskie historie, zwłaszcza gdy wskazywał powiązania z historią Ludu. Lecz w końcu musiałem mu zadać pytanie o miejsce w którym go spotkałem.
Powiedział mi, że caern ten jest jedynym w swoim rodzaju Caernem Chwały. Nazwano go Domem Niezapisanych Imion, choć ludzie nazywają go Grobem Nieznanego Żołnierza. Zdecydowano o takiej jego postaci w dowód uznania dla poświęcenia ludzkich żołnierzy w minionych konfliktach, w których udział brała również społeczność garou. Teren wokół caernu zadedykowany jest Tkaczce, by Duch Miasta nie odczuwał tej otwartej przestrzeni jako wyrwy w jednolitej strukturze otoczenia. Ludzie bardzo często odwiedzają to miejsce, prawdopodobnie dla wszechobecnej atmosfery chwały i wspomnień minionych lat.
Dowiedziałem się również, że dla nich teren ten ma prawdopodobnie dodatkowe znaczenie emocjonalne, od którego pochodzi nadana przez nich nazwa. Przypomina im o przeszłych konfliktach, o cierpieniu z nimi związanym, o tych którzy oddali swe życia i nie zostali zapamiętani. Dlatego właśnie, by uhonorować wspomnienia i swych bezimiennych bohaterów, wystawiają tu warty złożone z żołnierzy wyszkolonych w najlepszych kompaniach reprezentacyjnych, częstokroć uroczyście zmieniane. Co więcej, Lud pozwala im odprawiać na terenie otaczającym caern własne rytuały! Albin powiedział mi, że ludzkie rytuały, mimo że nie mające takiej mocy jak rytuały Ludu, wiążą się mocno z ich emocjami, a co za tym idzie i samą Umbrą, więc również zasilają caern. Gdy zapytałem czemu caern nie jest w ogóle strzeżony roześmiał się serdecznie. Wyjaśnił mi, że na terenie placu zawsze jest obecny ktoś ze szczepu, i tylko, jak sam mogłem się przekonać, dobrze się kryją. Dodatkowo w miarę możliwości w skład żołnierskich wart włączani są Krewniacy, tak Tubylców Betonu, jak i Gnatożui, jako że jest to jedno z niewielu miejsc gdzie cichną wszelkie waśnie między naszymi plemionami. Jedyne warty w sercu caernu pełnione są w Umbrze, tam odbywają się rytuały i zebrania Ludu, caern w Tellurii pozostawiony jest jako wyraz szacunku i wdzięczności ludziom.

Tak, moi przyjaciele, gdy usłyszałem to wszystko byłem równie zaskoczony jak wy. Ale, pomyślcie, czy nie jest to coś wspaniałego? Po raz pierwszy od zakończenia Impergium Lud wyciąga rękę w stronę ludzi i nie może być zawiedziony efektami tej współpracy. Wiele z Dzieci Gai mówiło o powrocie rasy ludzkiej na łono Gai i być może mają rację twierdząc, że ludzkość nie została jeszcze utracona na rzecz spleconych w śmiertelnym uścisku Żmija i Tkaczki. Widziałem tam rzeczy które mogłyby nawrócić niejednego Czerwonego Szpona. Ludzi wspierających garou. Rozmawiających z duchami caernu, choć bez słów, to przy pomocy własnych skomplikowanych rytuałów i naprawdę silnych emocji. Garou, które respektowały ich prawo do niezależności, nie żądając niczego w zamian. Miejsce w którym czułem się jak w domu, gdzie w końcu obie części mej natury, wilcza i ludzka odnalazły spokój.
Teraz wiem dlaczego zostałem posłany do Domu Niezapisanych Imion. Przyłączyłem się do tamtejszego szczepu by móc świadczyć o istnieniu drogi do współistnienia obu gatunków. Być może kiedyś naprawimy nasze błędy i zdołamy ściągnąć nasze odwieczne maski..."


Ocena artykułu:
Ten artykuł jak dotąd oceniło 2 żołnierzy, średnia ocena: 4.5.
Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

  • Warning: Smarty error: unable to read resource: "rpg/intercom_main.tpl" in /home/mainterm/www/class/tpl/Smarty.class.php on line 1088

    Warning: Smarty error: unable to read resource: "rpg/intercom_main.tpl" in /home/mainterm/www/class/tpl/Smarty.class.php on line 1088
   $$5#3... transmisja przerwana...