09-05-2004, 14:25
Godryk 2164 x przeczytano
Weź kilka - kilkanaście rozbudowanych wątków fabularnych i mapę nieznanej krainy; posiekaj na kawałki, wymieszaj i odstaw na chwilę. Gdy się połączą, dodaj panteon kilkunastu bóstw, dorzuć zbierane przez stulecia okruchy wielu kultur i podgrzewaj, często mieszając. Gdy zacznie wrzeć, dopraw do smaku, przelej na karty papieru i podziel całość na kilka tomów. Podawaj kolejno, utrzymując czytelników w niepewności...
Taki przepis przyszedł mi do głowy, gdy kilka lat temu przeczytałem "Zbójecki gościniec". Fantastykę czytam od - och, ćwierćwiecza bez mała. Czytywałem Tolkiena, Norton, LeGuin, Sapkowskiego... i wydawało mi się, że już wszystko widziałem. "Zbójecki gościniec"? Nic szczególnego. Quest w świecie pełnym swojskich, słowiańskich nazw; zbój, wojowniczka, wiedźma; chlastanie szarszunem kogo popadnie; trochę magicznych stworów. Właściwie na tym zamierzyłem sobie poprzestać: nie lubię powieści pełnych keczupu, w dodatku ten wydumany, wzięty z kapelusza system dwunastkowy - to duże minusy. Na plus natomiast zapisałem bardzo wyważoną stylizację języka.
Biorąc rok później do ręki "Żmijową harfę" byłem pewien, że wiem, jak dalej potoczy się opowieść. Lecz już po kilku stronach naprędce dopasowany schemat zaczął trzeszczeć. Kilka postaci okazało się być kimś zupełnie innym. Szarka z bezlitosnej wojowniczki stała się dziewczyną znikąd, walczącą o swą tożsamość z oplatającą ją pajęczyną wzorów, utkaną przez nie wiedzieć kogo. Stanąłem wraz z nią wśród zwierciadeł Nim Nemruta i znienacka... zakochałem się: w Szarce, w Krainach Wewnętrznego Morza, a nawet - Greg, nie bij! - w autorce, zdolnej do stworzenia tak zagmatwanej fabuły. Nagle pojąłem, że dziwnie splecione wątki mają gdzieś swój koniec i początek, bałagan to pozory, a sama opowieść jest skomplikowaną sagą o miłości, przeznaczeniu i poświęceniu.
Na "Letni deszcz" czekałem długo, rzucone po drodze "Opowieści z Wilżyńskiej Doliny" okazały się przekąską, zaostrzającą tylko apetyt - odnalazłem w nich kilka fragmentów puzla, ale dalej żadnej odpowiedzi. Gdy wreszcie dostałem książkę, rzuciłem się na nią - i poległem na początku szóstego rozdziału. Cofnąłem się do początku. Zapisałem kilka kartek notatek, przystąpiłem do rekonstrukcji mapy (całkiem chybionej). Owszem, część wątków ułożyła się już na swoich miejscach, ale najważniejsze pytania pozostały.
Już w prologu dotychczasowa fabuła wywraca się do góry nogami - zbój Twardokęsek ma młodą, kochającą żonę. Co więcej, spotykamy go w Staroźrebcu, pod światynią Zird Zekruna, gdy u mincerza Lubichy, bijącego spichrzańską monetę, popija skalmierskie wino. Należy mu się, bo właśnie obronił Staroźrebiec przed atakiem heretyków. Zaraz, zaraz: Twardokęsek? Broni miasta? Co się stało?!...
Cóż, Ania Brzezińska jak zwykle wpuszcza nas w maliny. Oczywiście, w drodze do wyjaśnienia zagadki natkniemy się na dalsze niespodzianki: pojawienie się kolejnego boga, wyrżnięcie w pień połowy drugoplanowych bohaterów, wynalezienie armaty. Ale dowiemy się także, że nawet największy łotr może mieć kochającą rodzinę i dobre serce, że wszystkie szwarccharaktery mają swoje racje, że działają z wiarą w słuszność swoich dokonań i zamierzeń. I że, być może, żadne z kluczowych dla opowieści pytań nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Zresztą, powiedzmy sobie szczerze: wbrew deklaracjom autorki, saga o Twardokęsku nie jest literaturą rozrywkową. A raczej - nie jest to rozrywka lekka, łatwa i przyjemna. Miłośnik heroic fantasy, przyzwyczajony do linearnej fabuły, rzuci książką o ścianę najdalej po dwóch rozdziałach(1). Początkowo porównywałem sagę o Twardokęsku do sagi o wiedźminie. Jednak wkrótce przekonałem się, że świat Wewnętrznego Morza jest dużo bardziej złożony; bohaterowie - całkiem nieprzewidywalni, a dobro i zło - nie istnieją.
Czy rację ma Zird Zekrun, który pragnie powrotu Stworzycieli, czy Selveiin, marząca o powrocie żmijów?... Gdy poznajemy historię Szarki, rodzą się następne zagadki. Czy Szarka to Sharkah, czy Llostris? Odpowiedź będzie zaskakująca... Twardokęsek, dawny zbój, zostaje niechcący przywódcą powstania i sprawia się dzielnie. Tyle że ten przywódca powstania wciąż myśli o skoku wszechczasów - na skarbiec rdestnickich kapłanów Bad Bidmone. Co przeważy? Nie wiemy... Czyja misja jest ważniejsza - Szarki czy Koźlarza? Widzieliśmy, jak wygląda ostatnia scena sagi - iście kobieca przewrotność autorki wmontowała ją w opowieść o Babuni Jagódce. Ale co z tego? Ta scena niczego nie wyjaśnia...
Wiemy jedno - znów nadszedł czas przemian. Odchodzą bogowie, tak jak kiedyś odeszli Stworzyciele. Do stołu gry zasiedli Zird Zekrun i Delajati - ale i Wężymord, i Szarka, i Selveiin mają własne wizje. Społeczeństwa rozwijają się i dojrzewają, powstała republika kupiecka, nadchodzi rewolucja przemysłowa - lecz z drugiej strony nadciągają heretycy pana Krzeszcza; Servenedyjki tylko czekają, aby zaprowadzić swój porządek; znów podnosi się kurzawa Birghidyo... Czyje decyzje zaważą na losach tego świata?
"Letni deszcz. Kielich" w zamierzeniu autorki jest książką samodzielną; nie wymaga znajomości poprzednich dwóch tomów. Wynikło to z różnych zawirowań, nie mających nic wspólnego z fabułą - zmiana wydawcy, kwestie praw autorskich. Szkoda; gdyby nie to, książka byłaby gotowa ponad rok wcześniej. Być może jednak z tych samych przyczyn powstanie nowa, rozszerzona wersja "Zbójeckiego gościńca". Przydałoby się, bo w porównaniu z zakończeniem, początek sagi wydaje się teraz bardzo skrótowy i niepełny.
------
(1) Sprawdzone doświadczalnie na grupce kilku ochotników(2).
(2) Żaden z ochotników nie odniósł obrażeń podczas czytania tekstu.
Autor: Anna Brzezińska
Wydawca: Agencja Wydawnicza Runa
Oprawa: miękka
Liczba stron: 592
Cena: 32,50 PLN
Redakcja: Flint
|