Dość długo przyszło czekać czytelnikowi na kolejną „fabryczną” antologię z udziałem użytkowników Fahrenheita. Poprzednia – Kochali się, że strach – pojawiła się przecież dwa lata temu i zyskała bardzo dobre opinie, a konkurs na forum serwisu do recenzowanego właśnie zbioru opowiadań rozpisany był już dawno. No, ale „co się odwlecze…”, „jak się człowiek spieszy…” i takie tam. W końcu słowo książką się stało i zamieszkało między nami. Nawiedziny trafiły na rynek, a przeciętny zjadacz chleba spokojnie mógł oddać się lekturze. Tylko że tym razem, poprzeczka z oczekiwaniami wywindowana została sakramencko wysoko, ponieważ wiadomo już było, że „ci z Fahrenheita” to nie byle kto i pisać potrafią…
Rozpoczyna N. Garczyńska bardzo króciutkim opowiadaniem pt. Humoresca Nocturna, które jest monologiem pewnego ducha. Jest zabawnie, krótko, a przede wszystkim zaskakująco, co przy takich szortach sobie cenię niezwykle. (80%)
Następnie, w dobrym humorze przechodzimy do tekstu Hanny Fronczak - Themooniada, czyli cztery dni we Wspanialewie Górnym. To opowieść o prowincji, głębokiej prowincji, w zasadzie o zadupiu strasznym, gdzie poznajemy dość osobliwą, zamkniętą społeczność.
Ach. Wyraziste, wręcz przerysowane postaci, przygody godne samego Wędrowycza i dużo humoru. Człowiek nawet nie wie, kiedy dochodzi do końca opowiadania i z żalem musi się pożegnać z przezabawnymi bohaterami Wspanialewa Górnego. Pozostaje mieć nadzieję, że Hanna Fronczak wykorzysta ten pomysł do napisania powieści, bo szkoda byłoby zmarnować potencjał tkwiący w tej historii. (85%)
Pozostajemy nadal na prowincji w klimatach raczej wesołych, bo oto przed nami pojawia się Krzysztof Baranowski ze swoją Leśniczówką „Zadupie”. Tekst o tyle fajny, że napisany formą nietypową. To zebrane w nawiedzonej chacie duchy opowiadają pewną historię, w zasadzie przekrzykując się wzajemnie, przez co opowiadanie o przeciętnej fabule wydaje się być wcale nieprzeciętnym. (80%)
Kolejne opowiadanie również zaliczyć można do tych z gatunku humorystycznej fantastyki. Otóż Anna Zgierun w Howling success przedstawia odwieczny problem winy i kary w dość nietypowy sposób - narzekających na swój los dwóch duchów. Spośród tego zabawnego zrzędzenia przeziera jednak drugie dno, zdecydowanie bardziej moralizatorskie, uświadamiając czytelnikowi oczywiste prawdy. (80%)
Duchy Barbary Smęder zaprezentują nam dwóch kuzynów w wesołym dialogu (z niekoniecznie wesołymi konsekwencjami) na temat istot niematerialnych. Co wyniknie ze starcia dwóch skrajnych poglądów? Sprawdźcie sami (80%)
Ostatnią opowieścią, która w sposób humorystyczny wyczerpuje temat duchów są Nawiedziny Marty Kisiel. Historia o nawiedzonym burdelu zwala z nóg, zarówno swoją pomysłowością, humorem i sprawnością literacką. To opowiadanie, choć długie, czyta się na jednym wdechu. Jak dla mnie, to najlepszy tekst w całej antologii i ciężkim grzechem byłoby po niego nie sięgnąć. (100%)
Druga połowa książki to już teksty poważne, w których tematy „okołoduchowe” traktowane są serio. Zaczyna Radosław Scheller swoim Chcesz się zabawić?, gdzie poznamy pewnego nieśmiałego studenta i jego problemy z dziewictwem.
Jest szybko, dynamicznie i niepokojąco. Jest też tajemniczo, a napięcie trzyma do samego końca, nie pozwalając oderwać się czytelnikowi na moment od tej bardzo dobrej historii. (90%)
Pełna napięcia, akcji i tajemniczości jest także opowieść Martyny Raduchowskiej pt. Shade, która rozgrywa się w walijskim domu zamieszkiwanym głownie przez studentów. Jeżeli dodam do tego, że jedna z bohaterek ma zdolności magiczne, które pomogą pewnemu zamieszkującemu tam szamanowi, to powinno to zachęcić większość czytelników. (80%)
Maciej Żytowiecki w swojej Legendzie domu na wzgórzu przedstawia w zasadzie prostą, wręcz banalną historię o trójce młodych ludzi w nawiedzonym budynku. Nie byłoby w tym za grosz odkrywczości, gdyby nie fakt, że narratorem w tej opowieści jest sam dom, co zmienia diametralnie punkt widzenia i odbioru opowiadania. (80%)
Jako że cały zbiór poświęcony jest nawiedzeniom, przychodzi w końcu czas na prawdziwy horror. Definicją prawdziwości w tym przypadku jest dla mnie fakt, że podczas czytania odczuwam niepokój, włos mi się jeży na karku i chociaż troszkę się boję. Tomasz Kilian w swoim opowiadaniu Dom nad przepaścią spisał się znakomicie z powierzonego mu zadania. Faktycznie podczas lektury włos się jeżył, gdzieś przemknęło uczucie strachu, a przede wszystkim autor wywołał u mnie totalne uczucie beznadziejności i przygnębienia. (90%)
Ostatni tekst z „domem” w tytule to po prostu… Dom Aleksandry Zielińskiej, w którym poznamy pewną niewidomą dziewczynę wysłaną na służbę do tajemniczego pana. Co ją tam czeka?
Opowiadanie pod względem językowym jest dobrze napisane i tyle dobrego mogę o nim powiedzieć. Niestety pomysłowość i fabuła stoją na poziomie co najwyżej przeciętnym. Najnormalniej w świecie historia ta jest nudna, tak oczywista i czerpiąca z wyeksploatowanych tematów, że szybko chce się przejść dalej. (50%)
Kolejne opowiadanie to Do głębi serca Andrzeja W. Sawickiego, przedstawiające podziemny świat zwany Domem, w którym mieszkają od wieków ludzie ocaleni z zagłady. Świat ten rządzi się oczywiście swoimi prawami, a gdy dwójka młodych ludzi nie bardzo chce je zaakceptować zaczyna się jazda…
Pomysł genialny i niesamowicie wciągający. Człowiek zatapia się w wizję Sawickiego i rozpływa w niej, chłonąc kolejne zdania. Ale… Właśnie pojawia się pewne „ale”. Otóż jakieś ogólne i bardzo mgliste podobieństwo do Seksmisji wcale mi nie przeszkadzało, natomiast już bardzo dużo cech wspólnych z filmem Miasto Cienia (City of Ember) zdecydowanie tak. Nawet nie wiem, czy autor widział ten obraz, ponieważ przeszedł on u nas prawie bez echa i być może to tylko zbieg okoliczności i pomysłów. Niestety ja go widziałem przed przeczytaniem opowiadania i dlatego, choć bardzo dobre, wydało mi się ono wtórne. (70%)
Zbiór kończy Zapach prawdziwych róż Karoliny Majcher, który także przedstawia społeczność zamkniętą w domu. Jest to wizja zupełnie inna niż ta zaprezentowana w poprzedniej historii, ale także potrafi człowiek pochłonąć całkiem i wypluć na końcu niczym zmiętą kartkę. Autorka zaciekawia, niepokoi, a przede wszystkim zaskakuje. (85%)
Podsumowując, Nawiedziny to zbiór bardzo dobry, który nie zawodzi pokładanych w nim oczekiwań. Teksty są na wysokim poziomie językowym i widać ogrom pracy redakcji w nie włożony. Nie da się także ukryć, że autorzy mają po prostu talent, a to, że jedno opowiadanie nie przypadło mi do gustu należy traktować jako subiektywne odczucie. Koniec końców, jeśli kiedyś przez myśl mi przyszło, aby posłać jakieś swoje wypociny do konkursu Fahrenheita, to teraz wiem, że za cienki jestem. Całości dopełniają oczywiście rewelacyjne ilustracje mojego „fabrycznego” ulubieńca, czyli Dominka Brońka. Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić tę antologię jako bardzo dobry pomysł na Mikołaja.
Autor: Marcin „Sharn” Byrski
Redakcja: Michał „Wiewiór” Musiał
Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
| Nawiedziny |

|
Tytuł: Nawiedziny
Autorzy: Andrzej W. Sawicki, Aleksandra Zielińska, Marta Kisiel, Karolina Majcher, Martyna Raduchowska, Hanna Fronczak, Krzysztof Baranowski, N. Garczyńska, Tomasz Kilian, Radosław Scheller, Barbara Smęder, Anna Zgierun, Maciej Żytowiecki
Wymiary: 125 x 205 mm
Liczba stron: 448
Oprawa: miękka
Seria: Antologie
ISBN-13: 978-83-7574-090-5