Jakub Małecki zaznaczył swój byt na rynku literatury grozy jakieś dwa lata temu. Najpierw były trzy opowiadania w magazynach literackich, później w antologii Trupojad pojawiło się kolejne, by potem zabłysnąć dwiema, bardzo dobrymi książkami - Błędy oraz Przemytnik cudu. W międzyczasie, gdzieniegdzie można było wyłowić pojedynczy tekst autora. Teraz do księgarń trafił zbiór aż siedemnastu opowiadań pt. Zaksięgowani.
Opowiadania wydają się być zupełnie niezwiązane ze sobą, ale w trakcie czytania odkrywamy misterne połączenia między nimi. Wszystkie dotyczą ludzi i tego, co ich spotyka w życiu. Małecki kuje swoim bohaterom los (a może to bohaterowie kują swój, a Małecki jedynie to opisuje?) czasami błahy, czasami zakręcony, nawiedzany nierzadko przez element nadprzyrodzony, ale także przez samą wyobraźnię i charakter postaci. Teksty przenikają się i czasami w jednym możemy odkryć fragmenty innego, by w końcu spotkać się na dobre w finale.
Autor często w swoich opowiadaniach prezentuje ludzi młodych, w pogoni za karierą, których życie złamał wyścig szczurów. Przedstawia pracowników banków, agentów ubezpieczeniowych, sprzedawców w salonach - ludzi, którzy narażeni są na obcowanie z klientem, ludzi którzy często wykonują zawód wbrew sobie. W końcu przecież pieniądze przestają być ważne a liczy się to, kim zostaje się po takim stresie. Czy z człowieka wyjdą w końcu najgorsze cechy? Czy może pozostanie przy swojej godności? Co tacy karierowicze w ogóle myślą o swoich klientach? Jest to warte zastanowienia.
Pomysły pisarza często przerażają, czasami wzbudzają lekki uśmieszek, niekiedy zaś obrzydzają. Ale jedno jest pewne - dla mnie Małecki jest mistrzem absurdu. Jego wizje, choć czasami zupełnie niedorzeczne, idealnie współgrają z prezentowaną treścią. Nie ma tu zgrzytów i zastanawiania się, dlaczego autor w tym przypadku dokonał takiego wyboru, a nie innego. Jeśli w tekście pojawia się np. Szklany Kazimierz czy Rozpłaszcz, to w jakimś celu. Wszystko tutaj pasuje do siebie. Galeria dziwactw jest ogromna i nie mam pojęcia, skąd w głowie Małeckiego tyle pomysłów, ale ponoć on sam też tego nie wie.
Jeśli miałbym wybrać dwa skrajne opowiadania, chociaż stanowią jedną całość jako tekst, ale każde jest także jakby osobnym dziełem, to jako najsłabsze wymieniłbym Oszronione palce magików. Jak dla mnie ma zbyt banalne zakończenie i w tym jedynym przypadku bardzo przewidywalne. Spodziewałem się tutaj mocnego uderzenia, a dostałem zwyczajny koniec. Najlepszym zaś opowiadaniem, oczywiście według mnie, jest Za godzinę powinna tu być - poruszające do głębi, wzruszające i totalnie odjechane, w którym autor pokazuje swój kunszt w pełnej krasie.
Znając już twórczość Małeckiego liczyłem przynajmniej na teksty dobre, klimatyczne i oczywiście zakręcone. Te siedemnaście krótkich opowiadań przemieliło jednak mój mózg pozostawiając papkę, z której ciężko coś wyżąć. Autor, pisząc z pozoru o rzeczach błahych, zwyczajnych, potrafi tak nakręcić czytelnika, stworzyć mu taki klimat, że życie od razu wydaje się trudniejsze, a odbiorca przytłoczony i zdołowany. To nie jest lektura rozrywkowa, to książka, która obedrze Was z nadziei i przytłoczy ciężarem powagi, a przede wszystkim nie pozwoli o sobie zapomnieć przez długi czas.
Autor:
Marcin „Sharn” Byrski
Redakcja:
Michał „Wiewiór” Musiał
Dziękujemy wydawnictwu Powergraph za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
| Zaksięgowani |

|
Tytuł: Zaksięgowani
Autor: Jakub Małecki
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 125 x 195 mm
Liczba stron: 320
Seria: Fantastyka z plusem
ISBN: 978-83-61187-14-1