Kiedy przeczytałem pierwszą część przygód Gamedeca, nie mogłem wyjść z podziwu dla umiejętności Marcina Przybyłka. Trzeba, moim zdaniem, wielkiego kunsztu, aby wprowadzić czytelnika w świat przyszłości zupełnie odmienny od naszego, a całą historię opowiedzieć tak umiejętnie, aby odbiorca nie zgubił się w potoku neologizmów i abstrakcyjnych zdarzeń. Druga część, oprócz kolejnej dawki emocji, przyniosła wiele pytań, które dręczyły mnie przez bardzo długi czas.
W Gamedec: Zabaweczki. Błyski mogę z ulgą stwierdzić, że wiele z nich jest wyjaśnionych. Akcja zaczyna się w chwilę po wylądowaniu grupki bohaterów na nowej planecie. Przez kolejne kilkadziesiąt stron Torkil (a co za tym idzie i my) jest bombardowany natłokiem nowych pojęć, które, muszę przyznać, na mimo iż na początku uciążliwe, są widać potrzebne i stają się jasne z biegiem akcji. Dzieje się naprawdę dużo. Nasz ulubiony Gamedec czując ciężar odkrycia sekretów firm Mobillenium i !LivE!w jednej chwili odcina wszelkie kontakty z resztą przyjaciół i postanawia przeciwstawić się im samotnie. W tym momencie zdarzenia nabierają szaleńczego tempa, Torkil staje się detektywem na Ziemi, gwiezdnym badaczem w kosmicznej otchłani i szpiegiem w szeregach giganta przemysłowego w jednym. No, może nie w jednym.
Kolejne „wejścia” w akcję powieści przedzielane są jak zwykle reklamami i wiadomościami telewizyjnymi. Na Ziemi robi się coraz bardziej niebezpiecznie, wybuchają bunty przeciwko najbogatszym mieszkańcom globu. Na Gai za to ludzie próbują przystosować się do nowych warunków, nowego sposobu pomiaru czasu, którego zaakceptowanie nie jest aż tak oczywiście proste jak się wydaje. W tym miejscu muszę uznać wielką dbałość o szczegóły Marcina; zadbał o takie detale jak problemy z przeliczaniem czasu w przepisach kulinarnych na nowe jednostki, co wprawiło mnie w niebywałą radość, pomyślałem o tym parę stron przed przeczytaniem wzmianki.
Czytelnikowi Zabaweczek polecałbym odświeżenie sobie wcześniejszych pozycji z serii. Cała masa neologizmów sprawia, że człowiek czytający tę książkę po długim odpoczynku od historii będzie się gubił w określeniach – sam autor przyznaje, że cykl pomyślany jest tak, aby czytać go jako całość. Rozważania w tym tomie przechodzą w pewnym momencie w filozoficzną rozprawę, która dla mnie trudnym orzechem do zgryzienia, jednak po drugiej lekturze tomu stwierdzam, że jest to integralna część, bez której opowieść nie mogłaby się rozwinąć.
Uważam Zabaweczki. Błyski za naprawdę udaną kontynuację przygód Torkila Aymore'a. Myślę, że warto było na nią czekać tyle czasu, a jedynym zmartwieniem jest odliczanie czasu do wyjścia drugiej części Zabaweczek – Sztormu. Tak drodzy czytelnicy, tom został rozbity na dwie części z powodów objętościowych, a zawieszenie akcji wywołuje głód fabularny u każdego fana serii.
Autor: Michał „Zolt” Sobiech
Redakcja: Michał „Wiewiór” Musiał
Dziękujemy wydawnictwu superNOWA za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.
| Gamedec #3: Zabaweczki. Błyski |

|
Tytuł: Gamedec #3: Zabaweczki. Błyski
Autor: Marcin Przybyłek
Oprawa: miękka
Liczba stron: 528
ISBN: 978-83-7578-007-9
Zobacz recenzję: Gamedec #2: Sprzedawcy lokomotyw