W grudniu ubiegłego roku światło dzienne ujrzała całkiem niezła antologia grozy Trupojad. Nie ma ocalenia, wydana przez Red Horse z prac nadesłanych na konkurs. Zgłoszeń było dużo i do druku zaklasyfikowano aż 31 historii. W Trupojadzie pojawiło się ich 15, a resztę postanowiono opublikować w drugim tomie – Pokój do wynajęcia. Jako że jestem wielkim zwolennikiem krótszych form literackich, z niecierpliwością czekałem na ten tomik.
Podobnie jak w przypadku pierwszej części, po przeczytaniu dałem sobie jeden dzień przerwy i chwyciłem za spis treści, aby zbadać swoje odczucia. I znowu wyszło, że część opowiadań podobała mi się bardzo, inne mniej, ale i nie wszystko przypadło mi do gustu. W zasadzie to normalne i ta recenzja jest moją własną, czysto subiektywną opinią i pewnie znajdzie się niejeden, który będzie miał zupełnie odmienne zdanie.
Zacznijmy od tych najlepszych. W pierwszym tomie poruszyły mnie dwie opowieści; tutaj były aż trzy, które stawiam na pierwszym miejscu. Kraina Sebastiana Imielskiego to strasznie smutna opowieść o śmiertelnie chorych dzieciach ze szpitala, które zmagając się z własnymi, fizycznymi słabościami, walczą o resztkę życia, jaka im pozostała. Bohaterka Starego lasu Agnieszki Majchrzak także jest jeszcze dzieckiem. Niestety musi przeciwstawić się dziwnym zjawiskom, jakie mają miejsce w domu jej ciotki. To klasyczna opowieść grozy, może z nieco oklepanym pomysłem, ale za to wykonana po mistrzowsku, powodująca nadmierną potliwość dłoni. Trzecią historią z tych najlepszych jest Nie oglądaj się za siebie Marka Sobolewskiego. Świetna, zgrabnie napisana, z niezłą fabułą, niesamowitymi zwrotami akcji, zazębiającymi się alternatywnymi wydarzeniami i okraszona hinduską mitologią – to naprawdę mocne opowiadanie. Wszystkie trzy teksty możecie czytać w ciemno.
Drugie miejsce na podium zajmują cztery opowiadania, obok których też nie można przejeść obojętnie. Worek Adriana Miśtaka to zabawna, choć makabryczna historyjka, która potrafi zaskoczyć. Tytułowy Pokój do wynajęcia Tomasza Golisa oraz 2:31 Tomasza Fenske są ciekawymi, typowymi współczesnymi opowieściami grozy. Obie są lekko skażone japońskimi horrorami, co dodaje im tylko uroku. Ciekawie też prezentuje się Paweł Paliński swoim tekstem Krawaty Koltaya. Podobnie jak w opowiadaniu z pierwszego tomu, również i w tym umiejscawia akcję w USA, przedstawiając tym razem nietypowe hobby pewnego emigranta. Może Krawaty… nie porywają tak jak poprzedni tekst tego autora, ale są równie ciekawe i zgrabnie napisane.
Wśród opowiadań wartych uwagi wymienić trzeba Królową jednego wieczoru Pawła Dałka i Październikową opowieść Daniela Grepsa. Pierwsze to opowieść o rozwydrzonym bachorze, który zalazł za skórę rodzicom. Ten tekst śmiało mógłby zostać zekranizowany jako jeden z epizodów Opowieści z krypty. Drugie opowiadanie przedstawia koszmar pewnego człowieka po spotkaniu nieznajomego w barze. Tutaj nasuwały mi się skojarzenia ze Sztormem stulecia Stephena Kinga.
Niestety w antologii znajdziemy też sporo przeciętniaków, takich jak Tylko ciało Ewy Mroczek – historyjka o pewnej pogromczyni nieumarłych, Testament ciotki Stefanii E. K. Jozpasa – o pazernym krewnym, Powrót do domu Marcina Dobrowolskiego – o zepsutym samochodzie i drodze przez las, Uważaj! Nadchodzi burza Aleksandry Zielińskiej – o strzegących nas zwierzętach oraz Cena sztuki Marcina Kryszczuka – o pragnieniu miłości i pewnym obrazie. To w sumie nie są złe opowiadania, ale zabrakło w nich czegoś, co przykułoby uwagę na dłużej, zaciekawiło, dało czytelnikowi do myślenia.
Bardzo słabo wypadł Potwór Krzysztofa Gonerskiego. Historia o dzieciaku i jego strachu przed czymś złym, czającym się pod łóżkiem jest zbyt infantylna i banalna, żeby zrobić na mnie wrażenie. Kiepski pomysł, akcja bez polotu i marniutkie zakończenie sprawiły, że to opowiadanie wypadło prawie najgorzej.
Właśnie. Prawie. Na koniec zostawiłem sobie tekst duetu Kyrcz & Radecki – Zmysły. Może to i dobrze napisane opowiadanie, może miało być śmiesznie, zabawnie, zaskakująco. Może ja po prostu jestem za stary, chociaż lubię obleśne żarty, ale jakieś wysmakowane, zmyślne. Dla mnie ta historia to żenada. W zasadzie pomysł godny chłopaków z osiedla, popijających piwko na ławce. Do tego można się domyślić zakończenia po kilku zaledwie stronach, chociaż wydaje się tak głupie, że człowiek spycha je gdzieś do podświadomości, nie wierząc, iż o to chodzi. Cóż. Bywa…
Podsumowując, Pokój do wynajęcia to kolejna niezła antologia na naszym rynku. I jak to w zbiorach opowiadań bywa, każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie. Poznaliście moją, subiektywną opinię, Wasza może być zupełnie inna. Z tych dwóch tomów zebrałoby się kilka naprawdę bardzo dobrych tekstów. A pozostałe? Może nie wypadły najlepiej, ale nie żałuję, że dane mi było się z nimi zapoznać. Łukasz Orbitowski napisał we wstępie do tej pozycji, że Polacy dopiero uczą się stawiać pierwsze kroki w literaturze grozy i to widać. Mam nadzieję, że te kroki zamienią się w niedługim czasie w szybki chód, a potem w bieg. Wszystko na to wskazuje. Cieszy mnie jeszcze jedno. Mianowicie to, iż konkursy literackie spotykają się z tak dużą odezwą, że jest sporo ludzi, którym chce się pokazać kawałek swojego wnętrza, w tym przypadku tego mrocznego. Polecam!
Autor:
Marcin „Sharn” Byrski
Redakcja:
Łukasz „Mol” Pleśniarowicz
Dziękujemy wydawnictwu Red Horse za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.
| Pokój do wynajęcia |

|
Tytuł: Pokój do wynajęcia
Autor: Antologia
Wymiary: 125 x 195 mm
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-60504-94-9
Zobacz recenzję: Trupojad. Nie ma ocalenia