Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Wywiad z Jackiem Piekarą
13-09-2006, 22:26 | 9062 x przeczytano | Marchew
Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem, jakiego serwisowi Valkiria Network udzielił Jacek Piekara. Znajdziecie w nim informacje o planach wydawniczych, anegdoty z życia pisarza, a nawet dyskusję na temat Boga...
Rozmowę przeprowadził Tomasz „Marchew” Marchewka.


Marchew: Jacek Piekara - pisarz, dziennikarz, zapalony gracz komputerowy, kinoman, miłośnik pięknych kobiet. Nie zapomniałem o niczym? Wydajesz się być człowiekiem renesansu, jak znajdujesz na to wszystko czas?

Jacek Piekara: Dodajmy „homo politicus” oraz fanatyk historii. Ale nie przesadzajmy z tym „człowiekiem renesansu”. Nie maluję, nie śpiewam, nie gram na żadnym instrumencie, nie tworzę projektów wielkich wynalazków. Powtórzę to co powtarzam w wielu wywiadach: uważajmy na słowa, gdyż podlegają dewaluacji. Kiedy w stosunku do różnych ludzi czy ich dokonań widzę określenia takie jak „człowiek renesansu”, „gwiazda”, „kultowy utwór”, to po prostu śmiech mnie porywa i trwoga. Kultową piosenką jest Obława Jacka Kaczmarskiego, czy We are the champions Freda Mercury, a nie piosneczki Dody, lub innego Frankensteina popkultury. Gwiazdami są Jack Nicholson, Robert de Niro, lub Michelle Pfeiffer, a nie byle polski aktorzyna z telenoweli, czy uczestnik tanecznego show. Kultowym pisarzem na polskim rynku jest Sienkiewicz, który u współczesnych sobie wzbudzał takie emocje, o które każdy dzisiejszy twórca mógłby się tylko modlić. Do dzisiaj, po stu latach od opublikowania Trylogii, mówimy „sienkiewiczem”, a stworzeni przez tego pisarza bohaterowie żyją w świadomości przeciętnego Polaka.


M: Jakbyś się w takim razie określił?

JP: Jestem człowiekiem pióra, mającym dość szerokie spektrum zainteresowań. Najlepiej powiedzieć, że jestem osobą ogromnie ciekawą świata. Ale nie „jajogłowym”, ślęczącym przy komputerze lub książkach. Prowadzę normalne, aktywne życie. Pływam, chodzę na siłownię, bawię się w nocnych klubach. W przyszłym roku zamierzam znaleźć wreszcie czas na poświęcenie się sportom ekstremalnym, takim jak rafting i kitesurfing. Chcę zrobić profesjonalne licencje nurkowe. U wielu polskich artystów widzę, że świat ich przeraża. Żyją w swoich wieżach z kości słoniowej, odseparowani od zwykłego życia. Ja się od życia nie separuję, ja je pożeram…


M: Jedna z Twoich ostatnich książek, Przenajświętsza Rzeczpospolita, była zdecydowanie mocnym uderzeniem wycelowanym w naszą rodzimą rzeczywistość. Piętnujesz nepotyzm, brak honoru, łapówkarstwo… Powieść, jak przystało na mocną treść, budzi spore kontrowersje. Spotkałeś się z ekstremalnymi reakcjami czytelników?

JP: Tak, Marcin Wolski były działacz PZPR i pieszczoszek komuchów, a obecnie ulubieniec nowej władzy, porównał mnie do Jerzego Urbana, przyznając zresztą, że książki nie przeczytał. Nie splunąłbym mu w twarz, tylko dlatego, że szkoda byłoby mi śliny. Z drugiej strony znakomity artysta Maciej Maleńczuk poświęcił tej powieści swój felieton i napisał, że jest to najlepsza książka, jaką ostatnio miał w rękach. Generalnie reakcje recenzentów oraz czytelników były dużo bardziej pozytywne niż się spodziewałem, zważywszy na niezwykłą brutalność powieści, zwłaszcza w sferze języka. Prostak zauważy w tej książce jedynie t.zw. „mocne sceny”, ktoś o bardziej wysublimowanym intelekcie dostrzeże, że jest to powieść o nieszczęściu, które spotyka ludzi. O rozpaczliwym pragnieniu dobra, piękna, lepszego życia… O tym, że nawet łajdak może zostać zbawiony.


M: Z tego, co wiem, projekt powstał dość wcześnie – Przenajświętszą zacząłeś pisać przed wybuchem kilku ze współczesnych politycznych afer. Jak przyjąłeś to, że część Twojej kreacji może być aż tak bliska prawdy?

JP: Zarys świata, pierwsze sceny i pierwszych bohaterów wymyśliłem jeszcze na początku lat 90-tych. Potem pliki leżały przez całe lata na twardym dysku komputera aż wreszcie zdecydowałem się wrócić do tej historii. Jednak chciałbym mocno zaznaczyć jeden fakt: Przenajświętsza Rzeczpospolita nie jest pamfletem politycznym wymierzonym w grupy, środowiska, partie, czy konkretnych ludzi. To antyutopia opowiadająca o alternatywnej Polsce, przy której nasz realnie istniejący kraj jest istnym rajem. A wielkie afery polityczne i obyczajowe zdarzają się wszędzie: w ONZ, we Włoszech, we Francji, w Niemczech, w Belgii, w Wielkiej Brytanii, nie mówiąc o Rosji, Ukrainie czy innych państwach III świata.


M: W wielu utworach odwołujesz się do tematyki metafizycznej. Zależy Ci na tym, żeby czytelnik zastanowił się nad tym, w co wierzy i dlaczego, być może otworzył oczy, czy raczej jest to po prostu temat bliski sercu?

JP: Zawsze współczułem ateistom, gdyż od kiedy pamiętam, istnienie nadprzyrodzonej istoty, czy istot oraz życia po śmierci było dla mnie oczywistością. Ja rzeczywiście często zadaję pytania dotyczące kwestii duchowych. Skąd się wzięliśmy, komu służymy, jaki jest wpływ naszego postępowania na świat, jakie są nieprzekraczalne granice człowieczeństwa, dokąd zmierzamy, czy nasze uczynki zostaną osądzone, a jeśli tak to przez kogo? W zeszłym roku o mało nie zginąłem w zamachu terrorystycznym. Zabrakło, jak kto woli, stu metrów lub pięciu minut. Takie zdarzenie budzi pokorę… Opowiem Ci niesamowitą historię i z ręką na sercu przysięgam, że jest to prawda, tylko prawda i szczera prawda. Na drugim roku studiów bawiliśmy się z przyjaciółką w grę polegającą na zadaniu pytania, a potem otwarciu na oślep Biblii i wskazaniu palcem konkretnej linii. Zadałem pytanie „czy Bóg istnieje?” i kiedy otworzyłem oczy mój palec dotykał zdania „JA JESTEM”. Można dostać wyraźniejszy sygnał?


M: Najnowszy zbiór opowiadań Świat jest pełen chętnych suk zbiera znakomite recenzje. Znów jednak pojawia się kontrowersja, być może prowokacja. Bo dlaczego przy tak szerokim spektrum poruszanych tematów (pojawia się historia, Bóg, znakomicie przemyślana Planeta Masek) akurat tamto opowiadanie wybrałeś jako tytułowe?

JP: Bo to jest kapitalny, dynamiczny tytuł. W dodatku taki, obok którego tylko niewiele osób przejdzie obojętnie. Wydawnictwo patrzyło na ten pomysł sceptycznie, proponując tytuł Piękna i Bestia. Ale chyba przyznasz, że nie ma on tej samej siły nośnej. W dodatku można patrzeć na niego nie tylko z męsko-damską dosłownością.


M: W opowiadaniu Zielone pola Avalonu przywołujesz postać Anne Rice. Czym się kierowałeś? Słabością do dzieł autorki, taki prywatny hołd?

JP: Tam jest więcej podobnych „przymrużeń oka”. Główna bohaterka nazywa się Rose, w hołdzie dla powieści Stephena Kinga Rose Madder i mieszka na Elm Street, a więc na znanej z cyklu horrorów ulicy Wiązów, gdyż w jej domu właśnie od lat trwa przerażający koszmar.


M: Wracając do wspomnianych opowiadań o agencie O’Reillym z Planety Masek. Podobno namawiano Cię już nie raz do rozbudowania tego wątku. Pozwolę sobie dołączyć do tej grupy krzyczącej – jeszcze, jeszcze! A tak bardziej serio, czerpałeś z jakiś orientalnych kultur tworząc własne zależności społeczne? Niektóre skojarzenia nasuwają się same…

JP: Może Cię zaskoczę, ale pisząc opowieści o Taurydzie wcale nie myślałem o dawnej Japonii, chociaż teraz tak właśnie kojarzy się to wielu Czytelnikom. A co do kontynuacji… Pierwszy raz powiem to oficjalnie: jednak powstanie zbiór opowiadań, których akcja toczyć się będzie na Planecie Masek. Przez wiele lat uciekałem od tego tematu, teraz jednak zdecydowałem, by powrócić do świata pięknej i groźnej Taurydy. Namawiali mnie na to wszyscy: Czytelnicy, wydawca, recenzenci. I to nie jest też tak, że będę pisał tylko i wyłącznie pod presją rynku, bo po pierwsze wykreowałem uniwersum, w którym dobrze się czuję, a po drugie agent O’Reilly to postać mająca wiele wspólnych cech ze znanym z trzech książek inkwizytorem Mordimerem Madderdinem.


M: Ano właśnie. Przejdźmy zatem do tematu, który chyba przysporzył Ci najwięcej fanów, czyli do cyklu o inkwizytorze. Możesz przybliżyć jak jawi się przyszłość opowieści o Mordimerze? Ile tomów opowiadań, powieści?

JP: Pod koniec października ukaże się zbiór Łowcy dusz. Na Gwiazdkę pojawi się dwutomowy wybór wcześniej opublikowanych opowiadań zatytułowany Wąż i gołębica. Czytelnicy dostaną również wznowienia wszystkich tomów, przeredagowane i w nowej szacie graficznej. Na jesień 2007 roku planowana jest natomiast powieść Czarna śmierć, opowiadająca o podróży inkwizytora przez alternatywną Europę pustoszoną straszną zarazą. A trzeba tu powiedzieć, że czasy wielkich epidemii to czasy niezwykłe. Czasy obfitujące we wstrząsające wydarzenia oraz ujawniające w ludziach zarówno pierwiastki szatańskie, jak i boskie. W 2008 roku pojawi się natomiast powieść Rzeźnik z Nazaretu opisująca ostatnie tygodnie życia Jezusa, przedstawiająca apostołów, Piłata, żydowski Sanhedryn, terrorystów z sekty zelotów itp. itd. Powieść będzie ściśle oparta na przekazach ewangelicznych, zarówno z ewangelii kanonicznych, jak i apokryficznych i do pewnego momentu będzie fikcją historyczną, a nie fantastyką.


M: Na ile Rzeźnik z Nazaretu powiązany będzie ze światem wykreowanym w opowiadaniach o inkwizytorze? Można będzie go traktować jako związaną z nimi opowieść?

JP: W pewnym sensie tak. Rzeźnik z Nazaretu pokaże jakie zdarzenia zapoczątkowały istnienie świata znanego z opowiadań o inkwizytorze.


M: Spodziewasz się, że Rzeźnik wzbudzi sensację? Jakby na to nie patrzeć, jest to dość delikatny temat.

JP: Moim zdaniem nie ma tematów tabu. Tabu stworzyliśmy my sami, my sami je możemy przełamać. Na przykład w dziejach ludzkości był taki okres, kiedy ukazanie się kobiecej łydki spod sukni uważano za szczyt perwersji! O wszystkim można rozmawiać, liczy się tylko język tej rozmowy.


M: Do bardzo lubianych postaci zaliczają się drugoplanowi bohaterowie inkwizytorskiego cyklu, czyli bliźniacy oraz Kostuch. Zamierzasz rozbudować ich wątki w przyszłych książkach? Ujawnić jak Mordimer Madderdin trafił na kamratów?

JP: Drugie wydanie Sługi Bożego zostanie rozszerzone o opowiadanie Czarne płaszcze tańczą. Tam właśnie jest opisane, jak inkwizytor spotyka Kostucha. Czytelnicy zrozumieją między innymi dlaczego Kostuch nienawidzi kobiet, unika kąpieli, czy skąd pochodzi przerażająca blizna na jego twarzy oraz dlaczego inkwizytor zawsze wyobraża sobie, iż pod tą blizną kłębią się glisty.


M: Spędziłeś kilka lat na recenzowaniu gier komputerowych, niektóre z tych tekstów obiły się sporym echem w środowisku (chociażby pamiętna recenzja Starcrafta). Nie myślałeś, by kiedyś napisać książkę lub opowiadanie, które czerpałyby z Twojego doświadczenia jako gracza?

JP: Nie kilka, a dokładnie czternaście. Nigdy nie liczyłem artykułów o grach komputerowych, które napisałem. Jeśli powiem, że zebrało się ich grubo ponad tysiąc, to na pewno nie minę się z prawdą. Gdybym miał czas chętnie napisałbym powieść, której akcja toczyłaby się w świecie Wizardry. To jedno z najwspanialszych uniwersów stworzonych przez twórców gier: niezwykle umiejętne połączenie mrocznej fantasy z rozbuchaną space operą.


M: Bardzo modne stały się ostatnio pytania o metodę twórczą i inspiracje. Nie odmówię sobie tej przyjemności – masz jakieś szczególne upodobania w tym temacie? Zdarza Ci się wstać w nocy żeby zanotować nagłe olśnienie?

JP: Inspiracją może być wszystko. Film, tekst innego autora, notka prasowa, tekst piosenki, a nawet jej muzyczny klimat, rozmowa z drugą osobą… Bo ważne jest to pierwsze rzucone ziarenko, które zresztą może zakiełkować, ale równie dobrze może nie zakiełkować. Podam jeden przykład. Kiedyś syn mojej byłej narzeczonej przeczytał nam na głos informację prasową o pewnym Chińczyku, który wygrzebywał trupy z grobów i mielił kości, używając ich potem jako leczniczej mikstury. To był pierwszy impuls do napisania opowiadania Kości i zwłoki.


M: Tworzysz wedle ściśle określonego planu? Czy czasami bohaterowie biorą sprawy we własne ręce i ogłaszają bunt – „nie panie pisarz, tak to nie będzie”?

JP: Pisarz jest dowódcą wojska, tworzonego przez jego bohaterów. Wojsko, w którym panuje anarchia nie jest wojskiem, lecz bezładną zbieraniną. Czasami, niestety, trzeba poświęcić bohatera dla dobra utworu i kilka takich wypadków mam na swoim koncie. Po prostu dobrzy, prawi ludzie wygrywają tylko w komediach romantycznych, a nie w realnym świecie.


M: Kolejne z pytań, które pewnie już słyszałeś, ale zachowujących wieczną aktualność – którego ze swoich bohaterów darzysz największą sympatią?

JP: Chyba nikt się nie zdziwi, jeśli powiem, że inkwizytora Mordimera Madderdina, który jest już czymś więcej niż tylko wymyśloną postacią. Natomiast bardzo lubię również niektórych bohaterów innych utworów. Na przykład Deidre Rose z Zielonych pól Avalonu – dziewczynę, która potrafiła odmienić swoje życie i stanąć twarzą w twarz z niszczącym ją koszmarem, pisarza Konrada Piotra z Przenajświętszej Rzeczpospolitej, egzorcystę Trondheima z Opętania, barona Vardesaavre z opowiadania Krew, śmierć i świt… No i oczywiście Alexa ze Świata pełnego chętnych suk, chociażby dlatego, że w jego historii jest wiele epizodów żywcem zaczerpniętych z mojego życia.


M: Nie żałujesz, że porzuciłeś, jak sam mówisz, „świetlaną karierę prawnika”? Wszak nie samymi różami żywot pisarza usłany…

JP: Nie, tego nie żałuję. Natomiast trochę żałuję, że zajmowałem się jako dziennikarz głównie sprawami szeroko rozumianej pop kultury, a tymczasem we mnie tkwi polityczne zwierzę! Szkoda, że nie udało się tych rzeczy połączyć. Niezwykle cenię sobie Rafała Ziemkiewicza jako politycznego komentatora oraz wybitnego publicystę i żałuję, że nie było mi dane poważnie zająć się podobną problematyką. Cóż, jak widać Bóg miał dla mnie inne plany…


M: O tym, że nie uda Ci się już przeprowadzić wywiadu z Hitlerem – wiadomo z noty w książkach. Jakie masz marzenia zawodowe, możliwe do zrealizowania?

JP: Powiedziałbym, że wynika to nie tyle z noty w książkach ile z faktu, że Hitler nie żyje :). Jeśli zaś chodzi o zawodowe marzenia, to mam dwa projekty książek nie fantastycznych, których akcja toczy się w ostatnich dniach istnienia III Rzeszy. Bardzo bym chciał te projekty zrealizować, choć będą wymagać ogromnych badań researcherskich.


M: Czy masz ulubionych autorów? Fascynacje literackie?

JP: Przeżyłem wstrząs po obejrzeniu Pulp Fiction. Scenariusz i dialogi w tym filmie są tak niewiarygodnie doskonałe, że po obejrzeniu go poczułem się jak karzełek. Jestem pewien, że więcej o sztuce filmowej nauczyłbym się jako pucybut u Tarantino niż jako drugi reżyser u Wajdy. O fascynacjach literackich mógłbym mówić dłuuugo, więc ograniczę się tylko do fantastyki. Neil Gaiman jest pisarzem, przed którym chylę czoła. I bynajmniej nie przed przereklamowanymi Amerykańskimi bogami. Koralina, Nigdziebądź oraz Gwiezdny pył są po prostu arcydziełami. Nie tylko z uwagi na maestrię techniczną, ale z tego powodu, że kiedy czytałem te powieści to czułem, że próbują zmieniać moje życie na lepsze. Gaiman jest dla mnie apostołem dobra i miłości. Zawsze kiedy kończę czytać jego ksiązki, wiem że chciałbym być lepszym człowiekiem niż jestem w rzeczywistości.


M: Śląski Klub Fantastyki przyznał Ci antynagrodę Złotego Meteora. Z jakiego powodu?

JP: Jako redaktor naczelny magazynu Fantasy dopuściłem do publikacji tekst obnażający kulisy przyznawania nagrody im. Janusza Zajdla. Nie byłem pierwszy. Maciej Parowski i Marek Oramus, ludzie o których można wiele rzeczy dobrych i złych powiedzieć, ale których uważam za uczciwych, od dawna mówili o „przekrętach” dotyczących tej nagrody. Brak jawności głosowań, kupowanie ludzi za wódkę, zastraszanie lub nakłanianie do zaznaczenia konkretnej osoby. Po prostu zebrała się grupa cynicznych hosztaplerów, którzy żerują na trupie biednego Zajdla niczym żarłoczne zombie. Dziwię się tylko dlaczego wdowa po autorze bierze udział w tych żenujących spektaklach. Poza tym co to za nagroda, o której przyznaniu decyduje ankieta zrobiona wśród niewielu ponad stu osób, tak jak to miało miejsce w czasie Polconu w Elblągu? Albo kiedy nominacje do nagrody zyskują książki, które sprzedały się w nakładzie kilkuset egzemplarzy?


M: W takim razie, jaka nagroda jest najbardziej prestiżowa?

JP: Jedyną prawdziwą nagrodą jest sprzedany nakład. Jeśli Czytelnicy wolą wydać 30 złotych na moją książkę niż pójść do kina, kupić wódkę, pizzę, czy książkę innego autora to to właśnie liczy się dla mnie najbardziej. Jedno jedyne głosowanie na świecie jest szczere i jest to głosowanie portfelem.


M: Na zakończenie: podsumowanie i wspomnienia. Czy możesz nam opowiedzieć jakąś ciekawą anegdotę ze swojej pracy dziennikarsko - literackiej?

JP: Kilka lat myślałem nad pewnym utworem o magicznej przyjaźni łączącej bardzo niezwykłą dziewczynkę ze zrezygnowanym i nieszczęśliwym mężczyzną. Ale poza ogólnym zarysem pomysłu nie byłem w stanie ruszyć dalej. I nagle, pewnego wieczoru, wszedłem do wanny, a wychodząc z niej po sześciu godzinach (tak, tak!) miałem już niemal każdą scenę i każdy dialog zapisane w pamięci. Pozostało to tylko przelać na papier. A jak zadanie się powiodło, Czytelnicy zobaczą jeszcze w tym roku w powieści Alicja ma 13 lat i jej kontynuacji Alicja i Ciemny Las. To historie o wielkiej przyjaźni, wielkiej miłości i bezgranicznym poświęceniu. Sadzę, że Czytelnicy zobaczą w nich kogoś zupełnie innego niż autora inkwizytorskiego cyklu.


 


 
24-09-2006, 13:53 | XeroBoy | Komentarzy w sumie: 1286
sądem go... :/


 
24-09-2006, 12:12 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4706
W związku z prośbą Piotra W. Cholewy, prezentuję jego odpowiedź na zarzuty, które pojawiły się w wywiadzie:

------------

Jacek Piekara po raz kolejny wypowiada na temat nagrody kłamstwa i niejasne insynuacje.

Po publikacji wspomnianego przez niego artykułu (od którego odcięła się sama autorka, publicznie pisząc, że redakcja - ingerując w jego treść - zmieniła jego sens i przesłanie), poprzedni wydawca magazynu Fantasy przyznał, że opublikowany tekst narusza prawo i zdecydował się zawrzeć ugodę z fanami, wpłacając na fundusz Nagrody 1000 zł.

Powtarzane przez Jacka Piekarę kłamstwa naruszają dobra osobiste zarówno Pani Jadwigi Zajdel jak i fanów fantastyki głosujących na Nagrodę Zajdla (jest ich o wielu więcej niż stu, którą to liczbę wymyślił Jacek Piekara), dlatego nie wykluczamy wystąpienia przeciwko niemu na drogę prawną.

Piotr W. Cholewa
Wiceprezes Śląskiego Klubu Fantastyki


 
15-09-2006, 23:59 | Hipiss | Komentarzy w sumie: 650
Dobry sposób żeby zamknąć Hipissowi usta - zamiast recenzji pojawił się wywiad :P

Świetna sprawa!


 
15-09-2006, 17:02 | Mol | Komentarzy w sumie: 187
Rzeczywiście świetny wywiad! :)


 
15-09-2006, 16:42 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4706
Teraz bym chętnie zobaczył wywiad z Komudą i z Pilipiukiem.


 
15-09-2006, 12:13 | Micronus | Komentarzy w sumie: 363
Bardzo ciekawy wywiad.


 
14-09-2006, 18:52 | XeroBoy | Komentarzy w sumie: 1286
Nie no Marchew, super robota!
Więcej, więcej, więcej!


 
14-09-2006, 18:16 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4706
Znakomity wywiad, świetne pytania, ciekawy rozmówca! Kawał dobrej roboty! Lubię dobre wywiady z ludźmi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia.


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.