Dawno, dawno temu Egmont zaczął wydawać mangi. Jaka to wtedy była nowość! Zwłaszcza, że pozycje z Kraju Kwitnącej Wiśni wydawały wówczas tylko JPF i Waneko. Teraz Egmont z lekka przystopował i kończy zaczęte długie serie. Jedną z nich są właśnie Skrzydła Serafina, które, o ile dobrze pamiętam, zaczęto wydawać, gdy seria była w trakcie rysowania. Skutkiem tego jest fakt, że kolejne tomy ukazują się w naszym kraju z dużym opóźnieniem.
Dziesiąty tom to blisko 300 stron wypełnionych rysunkami o pięknej kresce, dopracowanych kadrach i starannym cieniowaniu. Pod tym względem nie ma się do czego przyczepić, bo manga jest cudna. Co prawda wielkie biusty bohaterek trochę za bardzo rzucają się w oczy, lecz za to faceci mają na co popatrzeć. Jak na Egmont wydanie stoi na wysokim poziomie, papier jest dobrej jakości, a literówek praktycznie nie ma. Nawet okładka jest estetyczna i nie wstyd ustawić tomik na półce (jak to czasem bywa przy Inu-Yashy).
O czym opowiadają Skrzydła Serafina? Przybliżę Wam trochę, bo chyba wcześniej recenzji tej serii nie było. Otóż mamy daleką przyszłość, w której na Księżycu zbudowane zostało miasto. Było jeszcze jedno miasto, lecz przez pewien wypadek uległo zniszczeniu. Okazuje się też, że znaleziono statek obcych, który bardziej przypomina żywą istotę niż pojazd. Dochodzimy tu do sedna, gdyż przy okazji znaleziono też tzw. emblematiksy oraz sentinele, które są w jakiś sposób żywe. Ludzie, którzy zginęli w wypadku, w jakiś dziwny sposób nadal żyją i od tej pory dysponują swego rodzaju mocą.
Najlepsze w tym jest to, że czytając serię wcale fabuła tak prosto nie wygląda. Wszystko widzimy z punktu widzenia Sunao, chłopaka, który przyleciał na Księżyc pożegnać przyjaciółkę z dzieciństwa. Zginęła ona w wypadku kilka lat wcześniej, lecz spotyka ją... żywą! I chociaż nasz bohater sporo dorósł, to Kei nadal jest tak młoda jak ją zapamiętał z dzieciństwa. Dodatkowo jeszcze wraz z nią zjawia się Miss M-Zak, która jest już dojrzałą kobietą, choć tak naprawdę jeszcze kilka lat temu była dzieckiem. Do tego dochodzi Azoto, forma życia w postaci ciała stałego, która żywi się życiem. A stosunki dyplomatyczne Ziemia-Księżyc też nie są najszczęśliwsze.
Wymienione wyżej wątki to tylko szczyt góry lodowej, którą znajdziecie w tym i pozostałych tomach. Akcja zostaje mocno popchnięta naprzód. Wszystko zawisa na włosku. Kei i Apep razem stają do walki, Miss M-Zak staje do walki z „A”. Cóż powiedzieć więcej? Mnóstwo akcji, efektów specjalnych, trochę krwi i szaleństwa w księżycowej scenerii. Jak dla mnie bomba, zwłaszcza, że nie spodziewałam się takiego przebiegu akcji te kilka lat temu, gdy brałam do ręki pierwszy tom. Przeczytajcie, oceńcie. Jak dla mnie jest to jedna z lepszych mang wydawanych przez Egmont. Szczerze polecam!
Autorka: Anna „Narmo” Owarzany
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
| Skrzydła Serafina #10: Nowe wcielenie |

|
Tytuł: Skrzydła Serafina #10: Nowe wcielenie
Scenariusz: Toshiya Takeda
Rysunki: Hiroyuki Utatane
Przekład: Alex Hagemann
Oprawa: miękka
Liczba stron: 280
Wymiary: 115 x 180 mm
ISBN: 978-83-237-3690-5