Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Heroes & Generals

Jeśli tak jak ja lubisz klimat II wojny światowej to koniecznie zainstaluj tę grę! Jestem pewien, że się na niej absolutnie nie zawiedziesz.

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Avatar - recenzja
26-12-2009, 16:14 | 6277 x przeczytano | Craven
James Cameron to wyrachowana bestia. Raz na 10 lat wstrząsa kinem. W latach 80tych stworzył genialny sequel Obcego, w 90tych zachwycił świat sequelem swojego Terminatora. Po tym jak Titanic kasowo wdeptał w ziemię całą konkurencję (i wciąż, po kilkunastu latach inflacji, nawet nie zbliżył się do jego wyniku) kazał na siebie czekać. Ale teraz, na kilka dni przed końcem kolejnej dekady dostarczył kolejny film. Nie wiem czy Avatar podzieli wynik kasowy poprzednika, z pewnością jednakże Cameron raz jeszcze wstrząsnął przemysłem. Nie ma drugiego takiego filmu. Fani Bergmana, horrorów, komedii romantycznych – wszyscy powinni wybrać się do kina, chociażby po to, żeby zachwycić się wyprawą na Pandorę. Avarar nie jest pozbawiony wad, nie jest filmem wszechczasów, ale czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy i pewnie nie zobaczymy przez kolejne lata.

W czasie zawrotnych czterech lat produkcji Cameron stworzył szereg narzędzi na potrzeby swojego opus magnum. Nawet z tymi narzędziami miną lata zanim znajdzie się utalentowany reżyser z taką wizją, rozmachem i umiejętnością stworzenia tak niezwykłej przygody, by stawić czoła temu filmowi. Dlatego zachęcam, cieszcie się nim, póki można go zobaczyć na wielkim ekranie z trójwymiarową głębią jakiej jeszcze nie było. Wiem, że ta prosta historyjka może nie być w gustach każdego, ale nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby żałować seansu Avatara.

Więc jakie są grzechy tego filmu? Brak czasu. Te dwie godziny i czterdzieści minut, jest tak naładowane Pandorą, akcją, pięknem, emocjami i… wszystkim, że jest pewne wrażenie pośpiechu. Ten film powinien trwać trzy i pół, może nawet cztery godziny. Dla niektórych postaci po prostu brakuje czasu, pewne fragmenty fabuły są pospieszne. Aż prosi się o kilka dodatkowych scen dla każdego by całość była pełniejsza. Może jeszcze jakieś detale mogłyby być lepsze, ale tylko to warto wspomnieć. Film nie jest przeładowany prostym przesłaniem, ma kilka przeciętnych linii dialogowych i całą masę świetnych dialogów.

Avatar dowodzi, że Cameron potrafi wyciągnąć to co najlepsze z każdego aktora. Gdyby niektórym dać więcej czasu mogliby tu zagrać role swojego życia. Rewelacyjnie spisuje się Stephen Lang, jako kawał bezwzględnego i niepowstrzymanego skurwiela. Zupełnie inny jest Selfrige grany przez Giovanni’ego Ribilisi – kolejna perełka, niestety upchana do kilku minut czasu ekranowego. Nawet Michelle Rodriguez, której nigdy nie lubiłem, udało się wzbudzić moją sympatię. Weaver w roli naukowca z charakterkiem spisuje się pysznie a jej awatar jest idealnie podobny do młodszej wersji aktorki. Raz jeszcze szkoda pośpiechu w przedstawieniu jej relacji z głównym bohaterem. Worthington dostarcza idealnej kreacji dla tej historii. Odważny ale niezbyt rozgarnięty. Ciekawski, czasem robi dokładnie to czego chciałaby widownia, pokazując coraz więcej piękna Pandory, kiedy myszkuje dookoła z łobuzerskim uśmiechem. Zdecydowanie ma urok. Zoe Saldana zasłużyła sobie by być pierwszą aktorką nominowaną za grę poprzez cyfrową postać. Oczywiście jestem pewien, że żadnych nominacji nie otrzyma. Tak czy inaczej jej postać to 100% Camerona. Silna rola żeńska, jednak nie pozbawiona kobiecości i pewnej delikatności. Do tego atrakcyjna nawet mimo niebieskiej skóry.

Trudno w tym miejscu powstrzymać i nie przeskoczyć do wizualnej strony filmu. Avatar przebija to co kiedykolwiek widziało kino. Nie wiem gdzie poszło niemal trzysta milionów na nowego Supermana, wiem w co wpompowano podobną kwotę na dzieło Camerona. Ten film sprawia, że rewelacyjny Davy Jones wygląda jak rozgrzewka a Gollum robi się po prostu śmieszny. Na’vi i awatary są całkowicie rzeczywiste. Najdrobniejsze niuanse ekspresji aktorów są oddane doskonale. Neytiri jest oczywiście najdoskonalsza, ale moje obawy, że postacie inne niż główni bohaterowie będą niedopracowani okazały się mylne. Widziałem film już dwukrotnie i nie widziałem jednego niedopracowanego Na’vi w jakimkolwiek kadrze. Na tym jednak nie koniec. Niesamowite widoki, wiarygodna fauna i flora, nawet latające góry prezentują się tu realnie. Cameron przyzwyczaił nas również do tego, że sprzęt w jego filmach wygląda świetnie – teraz jest nie inaczej. Widać, że to pewne wariacje na temat sprzętu z wojny wietnamskiej, ale to tylko dodaje uroku. Do tego dorzucono jeszcze mechy, które po na pierwszych fotach wywołały u mnie mieszane uczucia, film jednak całkowicie mnie do nich przekonał. Ta cała wizualna uczta, wymieszana z talentem Camerona do przedstawiania prostych i oklepanych historyjek daje niezapomniane wrażenia. Napiszę to znowu – dopiął swego. Oglądanie Avatara jest jak sen na jawie.

Szczególnie jeśli dorzucimy do tego najlepsze, najbardziej dopieszczone 3D jaki widziałem. Cameron używa tego narzędzia w sposób przemyślany i dojrzały. Nie ma wciskania niczego widzowi w oczy, jest za to cudowna głębia. Reżyser nie chciał, co chwilę przypominać widzowi tandetnymi zagraniami, że film jest trójwymiarowy. Widać, że kręcąc filmy dokumentalne opanował to narzędzie i doskonale sobie z nim radzi. Film nie wychodzi do widza, tylko wciąga go swoją głębią.

Żeby dopełnić zachwytów nad oprawą należy teraz wspomnieć o muzyce Jamesa Hornera. Nie ma w niej za grosz oryginalności, ale to cudowny, niezwykle bogaty i świetnie ilustrujący ten film soundtrack. Jest w nim masa różnych brzmień i nastrojów, sprawnie połączonych motywem przewodnim. Przy tych zaletach, wtórność jest trzeciorzędna. I co tu dużo mówić –najważniejsze jest to, że ta kompozycja po prostu działa w kinie i dokłada się do niesamowitego widowiska.

Cameron jak zwykle świetnie się sprawuje w scenach akcji. Dynamiczne, nie przekombinowane (a przynajmniej nie bardzo), angażujące. Jeśli ktoś śledził sieciowy hype, to może oczekiwać zbyt wiele od finałowej bitwy, która tylko i wyłącznie wymiata na całego. Nie wypala gałek ocznych, nie urywa głowy, nie leczy raka. Znowuż jednak – jest tam szajs, którego jeszcze w kinie nie było. Zresztą reżyser dobrze sobie radzi nie tylko z akcją ale i z wątkami przygodowymi i romansowymi.

Tekst i tak rozciągnął mi się ponad miarę, dlatego spróbuję dokonać jakiegoś podsumowania. Avatar to wielka wyprawa i co tu dużo mówić – chcę go obejrzeć ponownie, pomimo dwóch seansów. Chcę wrócić na Pandorę. To też wielka przygoda i kawał niesamowitego filmoróbstwa. Reżyser oczarował sprawnie realizując utarte schematy, umieszczone na odległej planecie, jednocześnie wynosząc wizualną warstwę filmów na nowy poziom, tak jak zrobił to przy drugim Terminatorze i jak uczynił Spielberg swoimi dinozaurami. James Cameron przywrócił najprawdziwszą magię do kina.

Autor: Mateusz "Craven" Wielgosz
Korekta: Marta "pasior" Albrecht



Tytuł:
Avatar
Tytuł oryginału:
Avatar 
Reżyseria:
James Cameron 
Scenariusz:
James Cameron 
Muzyka:
James Horner 
Obsada:
Sam Worthington, Zoe Saldana, Sigourney Weaver, Stephen Lang, Michelle Rodriguez, Giovanni Ribilisi, Joel Moore, CCH Pounder, Wes Studi, Laz Alonso 
Kraj produkcji:
USA, Nowa Zelandia  
Rok produkcji:
2009 
Czas projekcji:
162 min

Recenzje można też zobaczyć na blogu autora klikając tutaj.

Informacje dodatkowe:
 
 

 


 
31-12-2009, 21:24 | Ardelin | Komentarzy w sumie: 189
Też przez myśl mi przemknęło, że fabuła może być specjalnie taka prosta. Widz jest tak zaprzątnięty tym, co widzi i czego doświadcza, że może i lepiej, iż nie musi skupiać jeszcze szczególnie uwagi na wątkach fabularnych. Poza tym, historia faktycznie jest przewidywalna i mało odkrywcza, ale mnie i tak w jakiś sposób ujęła. Takie baśniowe, disneyowe sf ;)

A wrażenia wizualne są... nie do opisania! Nie żałuję pieniędzy wydanych na IMAX. :)


 
31-12-2009, 13:18 | offca | Komentarzy w sumie: 14
magia magia magia. Cudowny jest ten film. Fakt, fabułę przewidziałam w pierwszych 5 minutach filmu, ale dzięki temu mogłam spokojnie i bez stresu zanurzyć się w świat Pandory i poddać się temu wszystkiemu bez reszty. Może specjalnie ta fabuła taka? I bardzo się cieszę, ze nikt niczym we mnie z ekranu nie rzucał, za to ja poczułam się jak Na'vi w sercu lasu. Genialne. I wygląda na to, że mogę podpisać się pod powyższą recenzją :)


 
30-12-2009, 06:14 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1070
Alleluja!
Czekałem z przeczytaniem tego tekstu, aż nie zobaczę na własne oczy. No i zobaczyłem. Mogę zgodzić się z Cravenem w 100%. Ten film jest piękny, mimo prostej fabuły (która podsunęła mi jedno skojarzenie - Tańczący z wilkami) daje tak po gałach, że szkoda gadać. To trzeba zobaczyć. Wgniata w fotel, a te prawie 3 godziny przelatują jak mgnienie oka. I rację miał Craven mówiąc, że tak musieli czuć się ludzie w 1977 kiedy puszczono im epokowe dzieło niejakiego Georga L. Magia kina wróciła!


 
30-12-2009, 02:01 | Craven | Komentarzy w sumie: 1722
I jak było?


 
27-12-2009, 20:09 | Ardelin | Komentarzy w sumie: 189
Ha! No zobaczymy. Rezerwacja na środę w IMAXie zrobiona <zaciera łapki i cieszy michę>


 
26-12-2009, 22:21 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4671
Pudło, wcale nie byłem cicho... odstrzeliłem po wyjściu z sali kilkakrotnie ten sam numer podbiegając do kogoś znajomego i drąc ryja - "STARY! To było niesamowite!!!". Ludzie uśmiechali się ze zrozumieniem a ja słysząc "Mi też się podobało..." odpowiadałem: "Tobie też chciało się sikać przez cały film, i też poczułeś tę niesamowitą ulgę po wyjściu z ubikacji?" :)


 
26-12-2009, 21:21 | Craven | Komentarzy w sumie: 1722
Artuś był bardzo grzeczny na filmie, mordka mu się zamknęła jakby nie był sobą...

W nagrodę dostanie linka skoro tak mu się podoba ludzki sprzęt:
http://www.youtube.com/watch?v=Bv3lRl8HO9M


 
26-12-2009, 20:39 | Mustafa | Komentarzy w sumie: 416
No cóż, będę musiał w poniedziałek wybrać się do Bydgoszczy i obejrzeć :)


 
26-12-2009, 19:26 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4671
AAAaaa... zapomniałem o jednym. Film ma jedną zasadniczą wadę... plakaty. Są absolutnie paskudne w porównania do piękna i geniuszu tego filmu.


 
26-12-2009, 19:24 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4671
Świetna recenzja ale to u Cravena standard... :)

Film jest absolutnie genialny!!! Na pewno zachwycą się nim wszyscy i starzy i młodzi, i kobiety i mężczyźni...

Ja zakochałem się bez pamięci w wizji pojazdów i techniki. Te mechy, transportowce, śmigłowce... palce lizać :)


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   $$5#3... transmisja przerwana...