22-07-2005, 01:33
mormir 2195 x przeczytano
Ekipa Portalu pisała Miami... Pisała, pisała, aż w końcu napisała. Przy okazji napisali przygodę - Zaginione Miasto. Miami okazało się kawałkiem dobrego i solidnego tekstu, tak samo i opisywana tutaj przeze mnie mini-kampania. Podobnie jak Zabić Szczura, ma 50 stron, ale jest o wiele lepsza.
Kiedy tylko dostałem dodatek, zabrałem się za czytanie. Z braku czasu nie udało mi się go skończyć jednego dnia, choć pewnie gdybym mógł, zrobiłbym to.
Zacznijmy więc od początku. Biorę książeczkę do ręki i widzę okładkę. Ma ona bardzo ładną grafikę, spośród dotychczasowych dodatków do Neuroshimy - jedną z lepszych. Przewracam stronę i kiedy widzę wymienionych autorów ilustracji, już wiem (i się nie mylę), że grafiki będą stać na bardzo wysokim poziomie. Nie ma ich znowu aż tak wiele, ale w przygodzie liczy się treść, a nie obrazki.
Przygoda jest podzielona na dwie części. Da nam to w sumie dwie sesje. Ta pierwsza będzie o wiele dłuższa od drugiej, ale tak naprawdę, wystarczy trochę wczucia i można spokojnie sobie zrobić ze trzy cztero lub pięciogodzinne sesje. Pieniądze, jakie dajemy za ten dodatek, są naprawdę warte wydania.
Pierwsza przygoda (Uczniowie Eliasza), a w sumie epizod, dzieje się głównie w Miami i bliskich okolicach. Nie martw się – ja też nie czytałem jeszcze Miami, ale nie widzę problemu, dla którego nie mógłbym poprowadzić tej przygody. Wystarczy najzwyklejsza wizja okolicy, jaką dostarcza podręcznik podstawowy. Większość wydarzeń i tak będzie się dziać na peryferiach miasta, więc wystarczy nam klimat Neodżungli i przygód rodem z Indiany Jonesa. Końcówka pierwszej części to głównie akcja w dżungli.
Druga część dzieje się już w tytułowym Zaginionym Mieście. Jest krótsza, ale jeszcze bardziej przypomina Indianę. No bo co tu ukrywać, ZM jest na nim bardzo wzorowane, a także na innych filmach tego typu. I trzeba przyznać Marcinowi Blasze, że całkiem fajnie mu to wyszło.
Zaczyna się spokojnie, nagle bohaterowie tłuką pewien posążek i wpadają w wir akcji. To początek kłopotów z Nazistami i sekciarzami. W wydarzenia angażuje się pewien mafiozo z Miami, choć szybko wypada z gry. Dalej standardowo, choć mimo wszystko ciekawie. Jest mapa, są ci źli, oczywiście są i bohaterowie. Każdy dąży do odkrycia Zaginionego Miasta i tego, co ono w sobie skrywa. Przygoda jest wypełniona zwrotami akcji i przyjemnymi odskoczniami.
Zaginione Miasto czyta się szybko i przyjemnie. Marcin z reguły pisze dobrze, a ZM na pewno nie jest wyjątkiem. Jeżeli ktoś ma trochę wolnego czasu, może bez problemu łyknąć całość na raz. Tekst jest napisany dobrym stylem i nie przynudza. Wszystko jest bardzo dobrze opisane. Dodatkowe, jak zawsze, w tekst wciśnięte są ramki, które zawsze zawierają masę informacji, których nijak nie szło sensownie umieścić w treści.
Na końcu chciałbym opisać najważniejszy aspekt tej (i każdej innej) przygody. Chodzi mi, oczywiście, o liniowość. Otóż, tutaj miłe rozczarowanie. Przygoda pozostawia dużo swobody graczom, przy czym autor tekstu i tak z gracją przygotował nas nawet na ich najgłupsze zagrania. Początkujący MG nie powinien stracić głowy. Gracze natomiast mogą się często popisać inwencją lub stanąć przed wyborem, który zadecyduje o dalszych losach przygody. Jest to jedna z tych przygód, które nie są ograniczeniem dla postaci, a zarazem lekko się je prowadzi mistrzowi.
Zaginione Miasto to zdecydowanie warta uwagi oferta Portalu. Trzeba także dodać, że Zabić Szczura przy tym dodatku jest totalnie zbite – ZM to nieporównywalnie lepszy produkt. Jest to pozycja na tyle godna uwagi, że każdy fan Neuroshimy powinien się w nią zaopatrzyć. W dodatku cena – 16 zł, na pewno jest warta uwagi. Ze swojej strony mogę dać temu produktowi najwyższe oceny. W skali szkolnej 5+. Miłośnicy Indiany Jonesa będą wniebowzięci.
Plusy:
- naziści, mutanci, sekciarze, a wszyscy rzucają sobie kłody pod nogi
- drużynowy cwaniak też będzie miał coś do roboty
- ilustracje
- cena
- klimat Indiany Jonesa
Minusy:
- zakończenie zrobiło się trochę liniowe
- bohaterowie wpadają w wir wydarzeń i tak jakoś nagle zapominają o swoim zleceniodawcy
Redakcja: Marek "Mar_cus" Szumny
|