23-04-2005, 13:32
Modilus 1857 x przeczytano
Miami to już ósmy z kolei dodatek do popularnej gry fabularnej Neuroshima i nieodmiennie ukazał się nakładem wydawnictwa Portal. Żeby szybko podsumować „hardware” i przejść do ważniejszych spraw, dodam, że miękka okładka kryje 194 strony mięcha tekstowo-rysunkowego i ani krzty tabelki.
To co jest, jak tabelek nie ma? I po co właściwie komuś dodatek bez tabelek?! Mając świadomość wagi tych pytań postaram się odpowiedzieć na oba.
Przede wszystkim Miami odstaje dość mocno od szablonowego dodatku do systemu RPG. Miast odrobiny opowiadań, sporej ilości materiałów dla graczy, ciekawych przedmiotów, mapek i scenariuszy, znajdziesz tam gawędę. Jest niejako opowieścią, w której kilku miejscowych prowadzi Cię po Florydzie. Co daje taka budowa? Klimat! Naprawdę doskonały klimat Miami! Żaden bezosobowy narrator, ani sto tysięcy tabelek, nie mogłoby wprowadzić czytelnika w ten świat tak głęboko, a wierz mi, że jest w co. Ale o tym za moment.
Zatem narrator nie jest bezosobowy, lecz są jacyś goście, którzy opowiadają różne historie. W takim razie nie mógł wystarczyć jeden koleś? Otóż nie. Każdy z nich postrzega Miami trochę inaczej, a co za tym idzie - Ty, czytelniku - możesz spojrzeć na nie z kilku różnych stron. Oczami faceta z północy, który przyjechał tu wiedziony iluzją, oczami twardziela z Florydy, gardzącego miastem Miami, a nawet z perspektywy 10-letniego chłopaka – Jose, potrafiącego zabić aligatora nie włócznią, ale gadulstwem. Będziesz mógł zasięgnąć języka w miejscowych barach, jak również posłuchać krążących plotek, z których niemal każda nadaje się na przygodę. Co można by uznać za minusy takiego rozwiązania? Miami nie podaje informacji na tacy, i jak już się rzekło, nie ma tabelek. Dlatego czytając dodatek, dobrze jest po prostu robić sobie notatki.
O ile taka budowa była mocno zarysowana w Detroit, gdzie materiały dla graczy zdominowano opowieściami, to Miami jest jedną wielką opowieścią. Jeżeli więc czytałeś Detroit i odpowiadał Ci taki styl, wiesz co polecam! (Lub czego nie polecam, jeżeli przez Detroit ledwo udało Ci się przebrnąć).
Gadam i gadam, a konkretów prawie nie ma. Czym w końcu jest Miami? Dżunglą. Ogromną, cholernie zmutowaną dżunglą, pełną bagien, robactwa, gadów i potworów, które nie mają nawet nazw. Jest piekłem dla mas niewolników, którzy w upale i 100% wilgotności harują na plantacjach od świtu do nocy, cały czas czując bat dozorcy na swoich plecach. Jest śmiercią za życia dla wszystkich chorych ma dżumę, trąd, czy inne zmutowane paskudztwa, których wyrzuca się ze środowisk ludzkich w strachu przed zakażeniem. Jest walką o życie dla prostych ludzi, którzy pozostawieni bez wyjścia, sprzedają własnych braci handlarzom niewolników. Jest wielką polityką dla mafijnych bossów, którzy z najwyższych pięter wieżowców kierują losami tysięcy ludzi. Jest przygodą dla piratów wypływających z Kuby, Jamajki i Karaibów w poszukiwaniu lepszego życia. Jest polowaniem dla twardzieli, którzy z kubańskim cygarem w zębach zabijają dziesięciometrowe krokodyle nożem i robią sobie z ich skór buty. Jest muzyką i tańcem, gdy tylko zapadnie zmierzch i ludzie wyjdą na ulicę bawić się do upadłego, a bębny grzmią w całej puszczy do rana. Jest rajem setek kwiatów i kolorowych ptaków. Jest wreszcie i tajemnicą, którą Neodżungla kryje głęboko wśród drzew – krwawe rytuały Voodoo i ciała, które nie posiadają już dusz, ślepo posłuszne swojemu mistrzowi.
Słowem, Miami jest pozycją absolutnie obowiązkową dla Storytellerów. Polecam każdemu MG, który nawet odstresowujące strzelanie do mutków woli osadzić w klimatycznej sesji. Da się w nim rozegrać zarówno dobrą sesję grozy, polityczną intrygę, neuroshimową depresję, jak i barwną przygodę a’la Indiana Jones. Zależy to tylko od twojej koncepcji Czytelniku – czy wybierzesz Rtęć, Stal, Rdzę czy Chrom.
Może nie nazwałbym tego wadą, lecz jest jedna kwestia, o której trzeba pamiętać, zastanawiając się nad kupnem Miami. To nie jest dodatek, który kupuje się w sobotę o 15, jeżeli o 17 zaczyna się sesja. Na tą książkę trzeba mieć czas. Miami tworzy wyśmienity klimat, ale tylko pod tym warunkiem.
Na koniec mogę już tylko życzyć owocnych łow...o jakie ładne buty z krokodyla!
Redakcja: Kirien
|