Dla wielu, seria Need for Speed umarła śmiercią naturalną parę ładnych lat temu. Stało się to w momencie, gdy zamiast zabawy prawdziwymi supersamochodami, zaoferowano nam wyścigi tuningowanymi golfami, będącymi spełnieniem marzeń nawiedzonych szpachlarzy z okolic Wyszkowa. Jednak po ostatniej odsłonie serii z włóknem węglowym w nazwie, nawet szerokie gremium odbiorców z Radomia powiedziało stanowcze dość. Nadszedł czas na radykalne zmiany.
Pro Street czerpie po trosze z każdej z poprzednich odsłon wszystko to, co najlepsze, wnosząc przy tym znaczny powiew świeżości, do nieco zastałej w swoim złudnym poczuciu doskonałości serii. Co prawda, całkiem spora garstka dresowozów, jak i możliwość pieszczenia ich kielnią i tekturą się ostała, jednak powrót do korzeni i udostępnienie kilku prawdziwych supersamochodów jak Porsche, Lamborghini czy Pagani z pewnością ucieszy wielu. Ostały się również znane dobrze wszystkim tryby zabawy, ze świetnym dragiem czy driftem na czele, podobnie jak tryb kariery znany chociażby z Most Wanted. Jednak na brak nowości i udoskonaleń z pewnością nikt przy zdrowych zmysłach narzekać nie może.
Zacznijmy od tego, że gra (podobnie jak i ten tekst) z pewnością nie przypadnie do gustu małoletnim wielbicielom wszelakich Undergroundów, lecz – nie oszukujmy się – nie z myślą o nich Pro Street został stworzony, chociaż i ta grupa odbiorców nie powinna w jakiś szczególny sposób narzekać czy lamentować. Jednak najważniejszym, bezsprzecznie jest, iż wszyscy wyznawcy Porsche 2000, wraz ze mną na czele, doczekali się w końcu Need for Speeda, o jakim zawsze marzyli.
W porównaniu do kilku poprzednich odsłon serii, Pro Street znacznie spoważniał. Nie jest to już ta sama trywialna zabawa, polegająca na odpicowaniu fury a’la american gangsta, wciśnięciu pedału gazu do dechy i dalej niech się dzieje wola nieba… Model jazdy został na tyle zmodyfikowany, by dawać przeogromną przyjemność z jazdy zarówno śliniącym się na widok Lamborghini małolatom, jak i nieco bardziej zaawansowanym graczom, wyposażonym w całkiem niezły kontroler z literką „L” na wieńcu. Z pewnością mniej doświadczonym graczom pomogą wszelkie systemy wspomagające, jak system stabilizujący tor jazdy, ABS, czy w końcu „narysowane” na torze linie, wskazujący właściwy tor jazdy.
No właśnie. I tu mamy pierwsze zasadnicze novum. Koniec z wyścigami przez pola, łąki, zatłoczone ulice, czy bezsensowne uganianie się po lasach z wyznającą jedyną, słuszną ideologię policją (kupą mości panowie, kupą!). Mało, że akcja dzieje się przede wszystkim za dnia, to przeniesiona została w najbardziej odpowiednie miejsce dla gier wyścigowych – na tory wyścigowe właśnie. Co niektórzy mogą zacząć w tym momencie jęczeć, że jak to, że profanacja i w ogóle. Jednak uwierzcie mi na słowo – wyszło to jedynie samej grze na dobre. Tym bardziej, że o profesjonalnych wyścigach, jak chociażby w Toce, możemy w zupełności zapomnieć. Nadal do czynienia mamy z autami stricte cywilnymi, które jednak możemy poddawać dowolnym modyfikacjom.
Tuning, owszem, nadal jest. Zmieniła się jednakże zasadniczo filozofia poddawania naszych wozidełek szeroko idącym modyfikacjom. Nie chodzi już o jak największy lans, niby na odpuście w Łochowie, gdzie po zamontowaniu fortepianu na miejscu tylnej kanapy dostawaliśmy mega fajne, czaderskie gwiazdki, a jeśli ktoś już miał spoiler wielkości osiedlowej ławki, to już w ogóle był King of da Hałs. Co prawda nadal możemy bez większego problemu zamontować sobie coolerskie spinnery, skrzydło od jambo jeta na tylnej klapie, oraz wylot wydechu wielkości rury kanalizacyjnej, jednak niespecjalnie o to tu chodzi. Zwłaszcza, że wszelkie modyfikacje wpływają nie tylko na wygląd samochodu, lecz także na jego osiągi. Dzięki temu, wszystkich maniaków wielkości z pewnością zasmuci fakt, iż wypasiony spoiler na klapie ukochanego golfa będzie musiał niestety zostać zredukowany do granic rozsądku w zderzeniu z jednym z bardziej oczywistych praw natury – aerodynamiką. No chyba, że dla kogoś zimny łokieć ważniejszy jest niż dobra lokata na zakończenie wyścigu. Oczywiście nieco przesadzam, jednak musimy być świadomi, iż wszelkie modyfikacje, którym poddamy nasze wypieszczone autko, wpływają zasadniczo na osiągi samochodu. Miłym akcentem jest także to, iż wszelkie dodatkowe elementy nadwozia, możemy modyfikować w pewnym stopniu w tunelu aerodynamicznym, przystosowując je do pełnienia odpowiednich zadań, czyli zwiększenia docisku osi, czy też uzyskania bardziej opływowych kształtów, co odbije się oczywiście na prędkości maksymalnej.
Cała gra polega na uczestniczeniu w kolejnych tzw. dniach wyścigowych, stworzonych na wzór zalegalizowanych amerykańskich oraz japońskich wyścigach street racerów. Podczas każdego z dni, weźmiemy udział w cyklu kilku zawodów. Są to znane wszystkim dobrze drag, drift, grip (stary circuit), czy speed. Każdy z trybów dzieli się jeszcze na kilka pomniejszych wariacji, ale ogólnie zasada dla każdego z nich pozostaje taka sama. Jako, że tryby te różnią się od siebie często dość diametralnie, wymusza to od nas posiadania w garażu, co najmniej jednego samochodu do każdej z dyscyplin, poddanego odpowiednim modyfikacjom, spełniającym wymagania danego typu zawodów.
Ogólnie gra z pewnością do najprostszych nie należy. Jeśli zaś gramy na najwyższym poziomie trudności, z wyłączeniem wszelkich wspomagaczy, zaczyna robić się naprawdę interesująco. Komputerowi oponenci w ciemię bici nie są, przez co w późniejszych etapach gry, bez samodzielnej zabawy nastawami zawieszenia, turbo, czy skrzyni biegów (a możliwości takie jak najbardziej są) możemy mieć poważne problemy z utrzymywaniem się na czele stawki ścigantów. Zupełnie inne podejście do rozgrywki wymusza także wprowadzenie kolejnego, nowego/starego elementu, którym są zniszczenia. Tym razem mało, że nie działają stricte kosmetycznie, to nieco mocniejszy „dzwon” jest w stanie poważnie nas spowolnić, a chwila nieuwagi kosztować skasowanie całego wozu! Wielbiciele obijania się o bandy, czy hamowania przed zakrętem uderzając w kufer innego wozu nie mają tu czego szukać, tym bardziej, że naprawy przed każdym wyścigiem kosztują i to wcale nie mało.
Gra posiada wręcz wspaniałą oprawę graficzną, którą dopełnia rewelacyjnie dobrana ścieżka dźwiękowa, pełna cięższych i bardziej dynamicznych kawałków. Wspomnieć należy także o genialnym wręcz dźwięku samych aut, gdzie przy dobrych głośnikach z subwooferem pięciuset konne doładowane Subaru Impreza naprawdę jest w stanie zrobić kolosalne wrażenie na wszystkich znajomych.
Pomimo wielu zalet, Pro Street jeżdżącym ideałem jednak nie jest. Jedną z bardziej karygodnych rzeczy, która rzuciła mi się w oczy już przy okazji wersji demo, jest brak możliwości obejrzenia powtórki wyścigu! Zupełnie tego nie rozumiem, gdyż przy tak rewelacyjnej grafice, dynamicznych i efektownych wyścigach, oraz świetnym modelu jazdy, aż chciałoby się obejrzeć z zewnątrz, jak tym efektownym wejściem na ręcznym w ostatnią agrafkę dokopaliśmy konkurentom. Niezbyt miłym faktem pozostaje także ten, iż po raz kolejny przy wyborze kamery, nie dane nam jest skorzystać z tej umieszczonej w kokpicie. Być może niektórzy zdążyli już do tego przywyknąć, jednak pamiętając świetną jej pracę i radochę, jaką widok ten dawał chociażby w Porsche i wcześniej, jakoś nie mogę pojąć, że skoro prawie już 10 lat temu bez większego wysiłku dało się to zrobić, to dlaczego, do ciężkiej cholery, dziś przerasta to prostych programistów największego dystrybutora gier na świecie!?
Jednak nawet te drobnostki nie są w stanie zepsuć wręcz rewelacyjnego wrażenia, jakie gra na mnie wywarła. Najlepszą rekomendacją jakąś mogę dziś jej dać jest ta, iż jako jedyna, była w stanie oderwać mnie skutecznie na parę ładnych dni od znakomitego Wiedźmina. Jak dla mnie – bezapelacyjnie najlepsza odsłona serii. Zaraz po Porsche rzecz jasna.
Autor: Piotr “Coswort” Porucznik
Redakcja: Marcin “Sharn” Byrski
| Need for Speed: ProStreet |

|
Wymagania: 2.8GHz lub szybszy (Vista - 3.0 GHz); 512 MB RAM (Vista 1 GB RAM); HDD 8.1 GB (16 GB wymagane dla wersji elektronicznej); napęd DVD 8x; Karta Graficzna – 128 MB z Pixel Shader 2.0 (tylko AGP i PCIe); Karta Dźwiękowa - Kompatybilna z DirectX 9.0c
Graliśmy na: Inlet Core 2 Dou 2,66; 2 GB RAM DDR OCZ; Zotac GeForce 8800 GT; Logitech momo force
I: wziuuuuuuuuuuuuuuuummm….