Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Gwiezdne Wojny: Epizod VIII: Ostatni Jedi - recenzja filmu
18-12-2017, 13:11 | 2579 x przeczytano | Drag

[UWAGA SPOILERY!]

Po każdych nowych Gwiezdnych Wojnach wychodzę z kina mocno zmieszany, raczej rozczarowany niż zadowolony i to uczucie zmienia się in plus, im dalej po seansie. Potem idę ponownie, już wiem czego się spodziewać i dobre wrażenie wygrywa. Tak było z prequelami, tak było z Przebudzeniem Mocy i Łotrem Jeden. Tak jest i teraz. Właśnie wróciłem z repety Ostatniego Jedi i jest Moc.

Gwiezdne Wojny wychodzą ze strefy komfortu

Cześć ósma to był wielki test Disney’a. The Force Awakens rozbudził apetyt fanów, ale to Ostatni Jedi miał dać odpowiedź, czy ta przygoda ma ręce i nogi. Z jednej strony fani mieli cichą nadzieję na film, który będzie jakościowo podobny do Imperium Kontratakuje, z drugiej strony kalka Epizodu V była najmniej pożądaną rzeczą, a to dlatego, że właśnie Przebudzenie Mocy za bardzo podobne było do Nowej Nadziei. Nie ma kopii, jest coś kompletnie innego.


Czy jest to złe rozwiązanie? Na pewno niespodziewane. Nietypowa konwencja filmu nie jest wadą, jest dowodem, na wyjście ze strefy komfortu. Pragnęliście głośno czegoś nowego, ale w gruncie rzeczy liczyliście na wysokiej jakości odgrzewanego kotleta? Nic z tych rzeczy. Jest inaczej i każdy człowiek, który uważa siebie za fana sagi, mógł, chociaż nie musiał, czuć się dziwnie.

Oglądając nowe Star Wars zapomniałem, że to, jakby nie było, bajka tyle, że w kosmosie; są dobrzy, źli, są rycerze, jest księżniczka, ale to wciąż bajka, tyle, że z laserami i statkami kosmicznymi - a to oznacza, że logice i strategii trzeba dać urlop, wysłać na L4. Zapomnijcie o statystykach z podręczników RPG, zapomnijcie o fizyce, tutaj często nie występuje albo występuje w swojej gwiezdnowojenne wersji. Wiecie: dźwięk i grawitacja w kosmosie, strzały laserowe lecące parabolą – rzeczy, po których nauczyciel fizyki dostaje zawału serca. Ale nic to! Dajcie się porwać opowieści pana Ryana Johnsona i niech ona wciągnie Was po same uszy. Mi się przy pierwszej próbie udało tylko trochę, przy drugiej na pełnym luzie i bez spiny - było wyśmienicie.

Jestem fanem świadomym. Wiem, że fani SW do kina pójdą, dlatego rozumiem zabiegi zastosowane w Przebudzeniu Mocy: nowe postaci, wątki humorystyczne i te kierowane dla najmłodszych. Fanów SW do kina gonić nie trzeba, trzeba natomiast (głównie wg księgowych Disney’a) zasiać miłość do Gwiezdnej Sagi i potem zbierać plony w postaci sprzedanych zabawek i gadżetów. Może się to nie podobać fanom wychowanym na Trylogii z lat ‘80 czy twórczości Zahna, poniekąd nawet rozumiem te bóle, pretensje i żale. Nie przeszkadzają mi wątki humorystyczne, nie burzą klimatu, nie przeszkadzają mi Porgi, które wypozycjonowane są na najmłodszą falę fanów. Ciesze się, że ta epopeja jest kontynuowana w postaci niezłych filmów, a nie gwałcona kolejnymi fabularnymi gniotami z Yuuzhan Vongami na czele, czy toną innych beznadziejnych powieści.


Fani dokładnie wiedzieli czego oczekują, dlatego tak często hejtowane są wszystkie filmy SW przez fanów SW, bo każdy przez lata oczekiwań zaprojektował w głowie swoją własną wizję, swoje historie, które nie mają szans w konfrontacji z filmem stworzonym przez kogoś innego i z inną wizją. Mówili, że chcą zaskakujących zwrotów akcji, ale tak na serio po cichu liczyli na ograne schematy – Luke wytrenuje Rey? Ona przekabaci Kylo Rena / Bena Solo na jasną stronę? W części kolejnej zobaczymy wielki finał, gdzie zabijają Snoke’a? Plus jakiś wątek miłosny. Pewnie myśleliśmy, że po drodze zginie Leia (w końcu Carrie Fisher już nie ma wśród nas) i może jakimś cudem wróci Han? Twórcy Ostatniego Jedi zakpili z nas okrutnie, sprzedali nam solidnego plaskacza i całe szczęście!

Serio ostatni Jedi?

Nowe Gwiezdne Wojny to ponownie walka dobra ze złem, to ponownie nadzieja, szlachetność, tylko w nowym wydaniu. Czy lepszym? Niech każdy oceni. Ja po wyjściu z seansu, o czym wspomniałem we wstępie, byłem raczej sceptyczny. Teraz wiem, że drogą jaką obrał Johnson (a za nim Kathleen Kennedy, namaszczona przez Disney’a szefowa LucasFilm) to niezła droga. Ona musi być wyboista, bo fani są niewiarygodnie wymagający i nie da się zadowolić w pełni wszystkich. Mogli iść na łatwiznę, poszli pod prąd. Nie bez potknięć, ba! Wręcz z kilkoma wielkimi potknięciami, ale mimo wszystko z twarzą. Mam trochę zastrzeżeń do wątków fabularnych, niektóre luki są idiotyczne, ale to są Gwiezdne Wojny! Tutaj pluszowe misie pokonują doborowe wojska, tutaj wieśniak z zadupia rozwala superbroń zdolną niszczyć planety, tutaj jest tajemnicza, magiczna Moc, której nikt dokładnie nie potrafi zgłębić, a każdy w internetach zachowuje się jakby był co najmniej mistrzem Yodą.

Łyżka dziegciu, czy może chochla?

Żeby nie było za słodko, lista rzeczy, których nie rozumiem albo są głupie (jeżeli nie oglądałeś filmu, teraz koniecznie naciśnij CTRL+W):

1. Pościg. Rozumiem, że okręt, który ma wielkość kilku miast, jest wolniejszy od mniejszego krążownika i nie dogoni go, ale po to ma setki myśliwców i jednostki wspomagające, które mogą to zrobić - myśliwce, kanonierki, są też torpedy – hello?

2. Poe Dameron dokonał buntu na pokładzie, za co jest kara śmierci bez sądu, a on prawie dostał buziaka od obu Pań i leczenie o jakim beneficjenci NFZ mogą pomarzyć. Gdyby nie jego działania, gdyby nie Finn i Rose i ich akcja na Canto Bight (planecie z Casino Royale hehe) Ruch Oporu wyszedłby z opresji, bo ludzie bezpiecznie wylądowali by na planecie Krait, a First Order pognałby za krążownikiem, zniszczyłby go (bo idiota Kylo Ren nie dokonałby abordażu celem weryfikacji) i był święcie przekonany, że Rebelia zdechła, a ona w rzeczywistości spokojnie by się przegrupowała.

3. Od kiedy w SW są sami homo-sapiens?! Pamiętacie pałac Jabby albo kantynę w Mos Eisley? W Rebelii są niemal sami ludzie a przecież to nie-ludziom powinno najmocniej zależeć na walce z rasistowskim Imperium/Nowym Porządkiem. Rozumiem, że twórcy filmu odeszli od CGI i każdego stworka trzeba fizycznie zbudować, ale chyba warto?

4. Po co śmigacze w finalnej bitwie zahaczały i grunt i robiły czerwony pył? To niby miało zakłócać radary wroga (wg spekulacji fanów), ale w sumie było niepotrzebne, albo nie wyjaśniono tego?
Nie czepiam się o wątki Mocy, jak chociażby przebywanie w przestrzeni kosmicznej. To Moc, to Star Wars, tutaj fizyka i logika jest mocno umowna.

Epilog

Ostatni Jedi bezapelacyjnie ma klimat Gwiezdnych Wojen. Nie jest bez wad, ale to jest solidna produkcja i nic dziwnego, że reżyser filmu stworzy kolejną (oderwaną od Skywalkerów) trylogię Star Wars. Pamiętajcie, że to są Gwiezdne Wojny, bajeczka raczej dla młodszej widowni, postarajcie się z niej wycisnąć maksimum, cieszyć się i nie psujcie radości i zabawy innym. Przez te dwie i pół godziny zamieńcie się w chłopaka / dziewczynę, która lata temu po raz pierwszy, z rozdziawioną paszczą i zaszklonymi oczami, oglądała Gwiezdną Sagę. Potraficie? Ja potrafię i tego Wam życzę.

 

Przemek "Drag" Esik

 


Informacje dodatkowe:
 
 

 


 
18-12-2017, 13:13 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4702
Przemek, kolejna zajebista gwiezdnowojenna recenzja Twojego autorstwa. Świetnie się to czyta :D


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.