Weszłam do kina, by pozbierać ulotki najnowszych filmów i rozeznać się, co w trawie piszczy. Z całej garści papierków moją uwagę przykuł jeden - Walc z Baszirem. Czytam: „Złoty Glob dla najlepszego filmu zagranicznego 2009”, „Nominacja do Oscara”, „Przesłanie o absurdzie prowadzenia wojen rzadko kreślone jest w tak odważny sposób”, „Artystyczny wybór Flomana przydaje temu uniwersalnemu i poruszającemu filmowi apokaliptycznego i surrealistycznego wymiaru.”. Zafascynowana opisami, obrazami, kompozycją ulotki, jej odmiennym materiałem, powzięłam sobie za swój obowiązek zapoznanie się z tą produkcją. Być może są to małe, błahe powodziki, lecz silnie zasugerowały mi, że w tym filmie COŚ musi być.
Nie myliłam się.
Kino wojenne nie jest tym, przed czym z chęcią zasiadam, a wręcz staram się go unikać. Jednak tu mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej poważniejszym niż film o wojnie. Jest to coś a la podróż do wnętrza własnej psychiki, własnej pamięci. Pragnienie odzyskania czegoś ważnego, co się zatraciło, na świadomość czego trzeba być przygotowanym.
W barze spotkało się dwóch znajomych z czasów wojny w Libanie – Ari i Boaz. Jeden zwierza się drugiemu ze snu, który śni mu się codziennie, w niezmienionej formie od przeszło dwóch lat. 26 psów warczących, krzyczących: „Dajcie nam głowę Boaza.” Jakie ma powiązania ta nocna wizja z przeżyciami wojennymi? Znacznie większe, niż śmiemy przypuszczać.
Spotkanie po 20 latach z jednym z kamratów, uświadamia Ari'emu jak nikłe są jego wspomnienia z tego okresu, a zwłaszcza z jednej, okrutnej misji w Sabra i Shatila. Postanawiając odzyskać swoje wspomnienia, odwiedza innych byłych żołnierzy. Podczas jego wizyt poznajemy, zawsze z pierwszoosobowych relacji, przeżycia i tragedie zwykłych żołnierzy. Układanka zaczyna się powoli wyjaśniać odsłaniając piekło z jakim przyszło się zetknąć młodym, niespełna 18-letnim wówczas, chłopcom.
Film jest swoistym wyznaniem reżysera, oczyszczeniem. Wybierając formę animacji o bardzo charakterystycznej kresce, mieszając ze sobą wizje z rzeczywistymi wydarzeniami, miał możliwość uwidocznienia bezsensowności wojny i nadania niespotykanego nigdzie wcześniej połączenia filmu dokumentalnego z dramatem. Psychodeliczny obraz nakłania do wierzenia, iż pokazywane zdarzenia są zwykłą fikcją, wymysłem, imaginacją. Każdy wolałby wierzyć, łącznie z bohaterami, iż to jedynie ludzki umysł jest w stanie stworzyć tak okrutne wyobrażenia, a nie sam człowiek w otaczającym go świecie.
Z sali wyszłam przygnębiona, przerażona tym, co robi wojna ze zwykłym człowiekiem, który ma jeszcze tysiące pomysłów na życie i infantylnej radości z dnia codziennego. Jest to doskonały film z wykorzystaniem innowacyjnych rozwiązań, które nadają onirycznych cech wymieszanych z bestialską rzeczywistością. Polecam.
Autorka: Joanna „Pandzia” Sapeta
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski
Tytuł: Walc z Baszirem
Tytuł oryginalny: Waltz with Bashir
Reżyseria: Ari Folman
Scenariusz: Ari Folman
Obsada: Ari Folman, Ron Ben-Yishai, Ronny Dayag, Dror Harazi, Yehezkel Lazarov, Mickey Leon, Ori Sivan, Zahava Solomon
Muzyka: Max Richter
Rok: 2008
Kraj: Izrael Francja, Niemcy
Gatunek: Wojenny, dramat, animacja, biograficzny, dokumentalny
Czas trwania: 90 min.