Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
29-06-2006, 11:18 | 4101 x przeczytano | Lite

Na imię jej Lara. Lara Croft. To właśnie ona uważana jest za ikonę gier komputerowych. W przeróżnych rankingach popularności wyprzedza nawet takich kozaków jak Pac-Man czy Mario. Po nieudanej szóstej części, zatytułowanej The Angel of Darkness, wydawca serii zrezygnował z usług Core Design i następnego Tomb Raidera stworzyło już studio znane m.in. ze świetnego Legacy of Kain – Crystal Dynamics. Już na wstępie mogę powiedzieć, że twórcy dali czadu i Legenda wyszła im niebywale dobrze. Ba, niektórzy nawet twierdzą, że lepiej niż kultowa część pierwsza.

Fabuła nowego Tomb Raidera zaskakuje już od samego początku. Przede wszystkim nie jest ona w żaden sposób powiązana z poprzednimi częściami. Programiści z Crystal Dynamics postanowili opowiedzieć historię panny Croft całkowicie na nowo. W czasie zabawy nasze oczy ujrzą kilka ciekawych retrospekcji z życia Lary. Dowiemy się m.in. co stało się z jej rodzicami. Wspominki z przeszłości należy potraktować jednak w kategoriach dodatkowych smaczków, bowiem fabuła kręci się wokół niszczycielskiego artefaktu, który – jak łatwo się domyślić – nie może dostać się w niepowołane ręce. Nasze zadanie polega rzecz jasna na jego odnalezieniu.
Tomb Raider: Legenda

Dłubać w uchu na oczach tysięcy fanów! Fe!

Podczas zabawy odwiedzimy różne egzotyczne lokacje. Pospacerujemy po boliwijskiej świątyni ukrytej głęboko w dżungli, powspinamy się (dosłownie!) po wieżowcu Yakuzy w samym sercu Tokio, porozglądamy się w niecodziennym angielskim muzeum. Zawitamy nawet do Kazachstanu, gdzie mieściła się tajna radziecka baza wojskowa. Na małą różnorodność miejscówek narzekać – jak widać – nie możemy. Co więcej, pojawiły się typowe dla Tomb Raidera lokacje – wszelkiej maści grobowce, starożytne ruiny i wszystko inne, co z serią kojarzyło się nam od zawsze.

Na rozgrywkę składa się kilka istotnych elementów. Pierwszym, który przewija się najczęściej, jest tak zwana eksploracja otoczenia. Zazwyczaj naszym celem jest dotarcie z punktu startowego do określonego miejsca. Oczywiście Lara nie byłaby sobą, gdyby pokonywała ten dystans w sposób „normalny”. Zresztą takie rozwiązanie znacząco utrudnili nam panowie z Crystal Dynamics. Dlatego też musimy wykorzystywać różne drążki, liny, wnęki i inne „wytwory” otoczenia. Przy tworzeniu tego elementu, programiści odpowiedzialni za grę inspirowali się cyklem Prince of Persia, co widać gołym okiem. Przeskakiwanie z drążka na rurkę, z rurki na linę, z liny na drążek itd., itd., robi niemiłosierną frajdę. Warto zaznaczyć, że panna Croft zawsze nosi przy sobie magnetyczny hak. Z jego pomocą z łatwością może pokonywać drobne przepaści czy przyciągać liczne, porozstawiane tu i tam interaktywne obiekty. Nie zawsze twórcy prowadzą nas za rączkę. Zdarzają się sytuacje, w których, mimo tego że zawsze do celu prowadzi tylko jedna ścieżka, musimy wcześniej ową drogę znaleźć, co nie zawsze jest łatwe.
Tomb Raider: Legenda

Na co się tak patrzysz?

Wtedy w ruch idzie sprytna lornetka, którą, podobnie jak magnetyczny hak, Lara ma zawsze zaczepioną w okolicach swoich zgrabniutkich pośladków. Oprócz zwykłego przybliżania widoku, oferuje ona (lornetka, nie Lara i jej „najbardziej kusząca, tylna część ciała”!) specjalny tryb, w którym wskazuje obiekty, z którymi można (tj. zazwyczaj trzeba) coś zrobić. W tym momencie do akcji powinno wkroczyć logiczne myślenie, co niekiedy – gdy patrzymy na Larę – proste nie jest. Mówiąc najkrócej, musimy rozwiązać typowe dla Tomb Raidera zagadki. W odpowiedni sposób przesuniemy skrzynie, przeturlamy duże, kamienne kule, a czasem nawet przestawimy dźwigienki. Haczyk tkwi jednak w tym, że często trzeba owe obiekty najpierw zdobyć. Nie muszę mówić, że może i widzimy je gołym okiem, ale znajdują się w – początkowo – nierealnych do zdobycia miejscach. Dla seksownej pani archeolog nie ma jednak rzeczy niemożliwych i dobrnie w każdą, nawet wcześniej niezdobytą przez człowieka lokalizację. Mówiąc krócej, poziom trudności, jak i sama konstrukcja zagadek, zadowoli każdego, nawet najbardziej krytycznego miłośnika talentu panny Croft.

Tomb Raider bez potyczek przy użyciu broni palnej, nie byłby tą samą grą. Dobrze wiedzieli o tym panowie z Crystal Dynamics i zaserwowali nam bardzo przyjemne elementy zręcznościowej strzelanki w stylu Total Overdose. Podczas walki z przeciwnikiem mamy tzw. automatyczne celowanie, czyli ściślej rzecz ujmując, komputer sam namierza punkty, w które strzelamy, pozostawiając nam możliwość pociągania za spust i – co już mniej ważne – przełączania wybranych przez niego celów. System sprawdza się znakomicie, czego przykładem jest moja osoba. Nigdy nie przepadałem za shooterami, obojętnie w jakiej formie zostały one przygotowane. Po zabawie z Tomb Raider: Legend moje odczucia obróciły się mniej więcej o sto osiemdziesiąt stopni i w tym momencie chętnie sięgnąłbym po tytuł, w którym zastosowano podobne rozwiązania.
Tomb Raider: Legenda

Nie tylko Lara jest atrakcyjna

Lara nie dysponuje szerokim uzbrojeniem. Zawsze ma do dyspozycji dwa nieśmiertelne pistolety oraz możliwość zabrania pozostawionym za sobą truposzom jedną broń „długolufową” (najczęściej występują karabiny, nieco rzadziej shotguny) oraz do czterech granatów. Te ostatnie szczególnie przydają się, gdy przeciwnicy kryją się za różnymi przeszkodami, które uniemożliwiają otwartą wymianę ognia. Wystarczy wtedy rzucić granat w odpowiednie miejsce i po kilku sekundach usłyszymy wybuch i jęk umierających żołnierzy. Często zdarzają się jednak sytuacje, w których jesteśmy otoczeni przez oponentów. W takich momentach niezbędna okazuje się wcześniej wspomniana broń palna. W czasie strzelaniny warto jednak pamiętać, że nie wolno stać w jednym miejscu – inaczej szybka śmierć gwarantowana. Cały czas należy być w ruchu, lekarstwem na pałętającą się kule są rzecz jasna zgrabne obroty i równie płynne skoki. Można pokusić się też o trochę fantazji, bowiem odbijając się od wroga, automatycznie inicjujemy tryb bullet-time, który ostatnio wkroczył do gier komputerowych na dobre. Okazjonalnie pojawiają się stojące działka maszynowe, które w znaczący sposób pozwalają na rozprawienie się z nadbiegającą ze wszystkich stron hołotą. Ciekawym pomysłem jest wprowadzenie do gry czegoś na wzór Gravity Guna z Half-Life’a 2. Potężne działo nie przypomina wyglądem swojego odpowiednika z dzieła Valve, ale przysparza równie wiele frajdy.

Pozostając ciągle przy klimatach sielankowo-strzelankowych, warto poruszyć temat oponentów. Natrafimy nie tylko na niesprzyjających nam żołnierzy, którzy grzeszą całkiem znośnym AI. Pojawią się też dzikie zwierzęta – jak lamparty czy jaguary. Mogą sprawić one trochę kłopotu, zwłaszcza że za bardzo nie boją się wystrzałów i atakują naszą biedną bohaterkę od razu, gdy ją zobaczą. Najlepszy sposób na agresywne kociska, to znalezienie dogodnej, wysoko położonej i niedostępnej miejscówki. Najbardziej wymagającymi przeciwnikami są jednak – o, ironio – bossowie. Zazwyczaj dysponują jakąś tajną, śmiercionośną bronią i rzadko kiedy wystarczy wpakowanie w nich dużej ilości ołowiu, i trzeba wymyślić inny sposób. Rozgarnięci gracze długo główkować nie będą, ale reszcie kilka momentów może sprawić wiele przykrości.
Tomb Raider: Legenda

Akrobatyka to jej drugie imię

Podczas zabawy pojawi się kilka fajnie zrealizowanych przerywników, w których troszeczkę Larą popływamy lub… pojeździmy motorem. O ile to pierwsze wydaje się mało atrakcyjne, o tyle to drugie wypada – rzekłbym – intrygująco. W praktyce sprawdza się całkiem dobrze, chociaż wiele do życzenia budzi model jazdy wyżej wspominanym wehikułem. Całość prezentuje się jednak bardzo apetycznie. Pokonujemy bardzo długie odcinki, zazwyczaj przeszkadzają nam w tym żołnierze jadący na motorach lub strzelający do nas z bagażnika samochodu terenowego. Dodatkowo musimy omijać różnorakie przeszkody i uważać na czyhające się tuż obok przepaści i zwężania trasy. Co ciekawe, w pewnym momencie ścigacz posłuży nam do wykonania bardzo interesującego zadania, nie będę go jednak zdradzał, żeby nie psuć Wam zabawy.

Największy zgrzyt wywołało u mnie sterowanie. Z początku wszystko wygląda standardowo – operujemy WSAD-em, okolicznymi klawiszami oraz myszką. Niestety, później dochodzą niefortunnie usytuowane przyciski, jak [K] odpowiadające za wyrzut granatu czy [Delete] służące do włączania latarki. Jakby jeszcze tego było mało, osoby posiadające gamepada, mogą sobie jedynie pomarzyć o wygodnym sterowaniu tym kontrolerem. W opcjach nie da się bowiem skonfigurować go w sensowny sposób. Załóżmy jednak, że się ze wszystkim uporaliśmy. Teraz na drodze komfortowej zabawy staje szalejąca kamera. W wielu sytuacjach miałem ogromne kłopoty z odpowiednim jej ustawieniem. Po dłuższym machaniu myszką dojdziemy jednak do porządnego rezultatu i na większy okres czasu będziemy mogli grać w satysfakcjonujących warunkach.
Tomb Raider: Legenda

Raz, dwa, trzy. Zginiesz Ty!

Tomb Raider: Legenda to pierwszy tytuł, z jakim się spotkałem, w którym większość cut-scenek jest interaktywna. Polega to mniej więcej na tym, że w czasie trwania filmiku w pewnym momencie pojawi się tajemnicza strzałka. Za pierwszym razem, nie wiemy, co jest grane – Lara ginie i po zabawie. Dopiero później zaczynamy sobie uzmysławiać, że jest to zapewne informacja dla nas. Potem zaskakuje nas co innego – filmiki zamieniają się w całe sekwencja naciskania kursorów! Oczywiście bez przesady, nie musimy tutaj popisywać się refleksem i zręcznością, ale uwaga i skupienie są jak najbardziej wskazane. Patent bardzo mi się spodobał i mam szczerą nadzieję, że pojawi się również w innych grach.

Nowe przygody Lary Croft wydała w polskiej wersji językowej firma Cenega. W pudełku znajdziemy oczywiście wyczerpującą instrukcję, dodatkowo wydrukowaną na wysokiej jakości papierze. Miłą niespodzianką był dla mnie kupon zniżkowy na wyroby jednej z najprężniej działających na rynku polskim pizzerii. Polski dystrybutor zdecydował się na wersję kinową (polskie napisy), co jest całkowicie zrozumiałe, bowiem oryginalni lektorzy spisali się znakomicie. Większych błędów tłumaczenia w grze lub w instrukcji nie znalazłem, ogólnie lokalizację oceniam bardzo dobrze.

Wszystkie tygryski, które coraz bardziej się denerwują z powodu braku opisu wyglądu Larry Croft po drobnym liftingu, mogę uspokoić. Właśnie teraz – tak, dokładnie w tej chwili – poruszymy temat jak prezentuje się pani archeolog w Tomb Raider: Legenda. Przede wszystkim… panna Croft ma wszystko to, co mieć powinna, na swoim miejscu. Informacje o rzekomej rezygnacji z postaci kobiecej, na rzecz bohatera płci męskiej, okazały się błędne i bezpodstawne. Dwa największe atuty Lary zostały pomniejszone do w miarę naturalnych rozmiarów, chociaż nadal wprowadzają niektóre panie w niemałe kompleksy. Również od tyłu bohaterka programu prezentuje się rewelacyjnie… i zachęcająco. Sylwetka seksownej pani archeolog, podobnie jak w przypadku dwóch dużych „atutów”, została urealniona, chociaż nadal mam wrażenie, że co najmniej dwa żebra graficy z niej wycieli. Co więcej, twórcy przygotowali kilkanaście różnych strojów dla Lary, więc kiedy tylko zechcemy, przenosimy się do jej posiadłości i zabawimy się w… przebieranie naszej ulubienicy. Mam nadzieję, że mój opis narobił Wam apetytu, a jeśli nie, to wystarczy spojrzeć na załączone screeny.
Tomb Raider: Legenda

Zawsze mażyłem o wdrapaniu się na maszt

Pozostańmy jeszcze w temacie oprawy wizualnej. Ktoś zapyta, czy akapit wyżej był o graficznych możliwościach nowego TR-a. A ja mu odpowiem na to, że jak najbardziej. Lara nie wyglądałaby tak, jak wygląda, gdyby nie wytężone prace ludzi za nią odpowiedzialnych. Nie wiem, z ilu polygonów składa się jej postać, ale gdy na nią popatrzymy, to sprawia wrażenie jak najbardziej… ludzkie. Znakomity efekt, jaki wytwarza aura panny Croft, psuje trochę poziom technicznego wykonania otoczenia. Dżungla wygląda świetnie, ale już zamknięte pomieszczenia w Japonii albo wagon kolejowy w Kazachstanie diametralnie odbiegają od niej jakościowo. Są bowiem kwadratowe i brzydkie, na pierwszy rzut oka nie odstają poziomem od gier z przed kilku lat. Na całe szczęście, więcej jest momentów, w których oprawą wizualną jesteśmy wręcz oczarowywani. Jak łatwo się domyślić, graficy zastosowali masę przeróżnych efektów, które zmieniają Tomb Raider: Legenda w piękną pozycję. Wystarczy popatrzeć, jak mokra Lara wychodzi z wody. W jakiejże innej grze było to tak rewelacyjnie pokazane? Dla posiadaczy najmocniejszych kart graficznych przygotowano specjalną opcję – ‘next-generation’. Różnica jakości po włączeniu tej funkcji jest ogromna, chociaż polemiki na temat tego, czy wprowadza one zmiany na lepsze, czy raczej na gorsze, na forach dyskusyjnych nie brakuje. Polski wydawca postanowił jednak nie drażnić ko… graczy i postanowił z tej opcji… zupełnie zrezygnować. Może doszedł do wniosku, że w naszym biednym kraju mało który gracz posiada karty graficzne za parę tysięcy złotych?

Kolejna sprawa – animacja ruchów głównej bohaterki. Po prostu palce lizać, z jaką gibkością i elastycznością Lara wykonuje obroty na drążku, jak zaczyna bujać się na linie. Jestem po prostu wniebowzięty! Poziomem wykonania animacji Tomb Raidera przewyższają chyba tylko wspominane już przygody Księcia z Persji.

W najnowszych przygodach panny Croft zastosowano również bardzo dobry silnik fizyczny. Nie jest to może Havok, ale wykorzystanie wspomnianego już Gravity Guna dobitnie o tym świadczy. Najpierw przyciągamy przedmioty do siebie, by później z impetem wystrzelić je w osłaniających się przeciwników. Owszem, potrzeba poświęcić chwilę czasu na naukę obsługi tego urządzenia, ale później jest już sielanka na całego. Fizyka występuje również podczas normalnej rozgrywki. Niektóre elementy da się zniszczyć, inne w realistyczny sposób są przez nas przesuwane (np. skrzynie nie „wędrują” jak dawniej po liniach prostych, a w dowolnym kierunku), natomiast większość ruchomych przedmiotów możemy poczęstować zdrowym kopniakiem.
Tomb Raider: Legenda

Achtung, achtung. Koniec drogi za trzy sekundy!

Oprawa audio nie szokuje tak, jak grafika, ale również może budzić podziw u konkurencji. Muzyka w odpowiednich momentach buduje napięcie, a – dajmy na to – przy rozwiązywaniu zagadek – relaksuje. Dźwięki wystrzałów i wybuchów są na pewno poprawne. Nie rozpoznaję broni po dźwięku, który wydaje, ale to, co słyszałem w grze, wydawało się odzwierciedlać to, z czego, i do czego w danym momencie strzelałem. Jak już wspominałem, angielscy lektorzy spisali się na medal. W świetny sposób odzwierciedlają osobowości, pod które udzielają głosu.

Tomb Raider: Legenda to gra zdecydowanie za krótka. Jako osoba niedoświadczona w tego typu pozycjach ukończyłem program w niecałe dziesięć godzin. Wyjadacze i wielbiciele serii zrobiliby to pewnie w znacznie krótszym czasie. Mimo niedługiej zabawy i tak uważam, że tytuł warty jest swojej ceny i każdy, dosłownie każdy, kto chce się poddać dobrej rozrywce, powinien już teraz pobiegnąć do sklepu w celu zakupienia produktu. Jeszcze raz polecam i mam szczerą nadzieję, że będziecie bawić się przy najnowszych przygodach panny Croft równie dobrze, jak ja.


Informacje dodatkowe:
 
Producent  
Wydawca  
Dystrybutor  
Premiera  
 26 maja 2006
Platforma  
 

Ocena:
 
Ogólna
90%
 
Ocena końcowa: 90%
 

Wady i zalety:  
 
- seksowna Lara Croft główną bohaterką
- wyśmienita grafika (poza kilkoma wyjątkami)
- animacja
- fizyka obiektów
- elementy platformowe
- motor
- zręcznościowy styl strzelania
- mega-hiper-niesamowity gameplay
- dobra oprawa dźwiękowa
- fabuła

 
 
- sterowanie
- praca kamery
- wysokie wymagania sprzętowe
- 10 GB wolnej przestrzeni dyskowej
- niektóre elementy oprawy graficznej toporne
- długość gry
- brak opcji ‘next-generation’

 

Wymagania:
 
Niezbędne do gry:


Procesor Pentium 3 1 GHz (lub kompatybilny), 256 MB RAM, 64 MB karta graficzna zgodna z DirectX 9.0, 9,9 GB HDD, Windows 2000/XP, DVD-ROM x8

Testowaliśmy używając:

Pentium 4 2,4 GhZ, 512 RAM, GeForce FX 5200 256 MB, Windows XP


 


 
10-07-2006, 05:49 | Luckash | Komentarzy w sumie: 39
i o to chodzi :)


 
09-07-2006, 19:42 | Lite | Komentarzy w sumie: 98
Luckash: Owszem, nie jest to super dopracowany element gry, ale moim zdaniem urozmaica on zabawę. Oczywiście, to co dla jednych jest miłe, innym może się nie podobać, ale to już inna sprawa.


 
08-07-2006, 14:30 | Luckash | Komentarzy w sumie: 39
Tomb Raidery zawsze lubilem. Fakt wymagania w postaci 10 gB miejsca na dysku to lekka przesada, dlatego skusilem sie na wersje konsolowa. Legend to po prostu kawal swietnej gry. Szczegolnie po ostatniej nieudanej probie wskrzeszenia Lary (Tha Angel of Darkness - porazka :|). Powrot do korzeni serii jesli chodzi o lokacje (w wiekszosci), nowe patenty, swietne sterowanie (na konsoli, na PC nie sprawdzalem) - wszystko to sprawia, ze nowego TR sie po prostu chlonie. Nie zgadzam sie tylko, ze "motor" to plus, bo wg mnie to najbardziej skiepszczony i wkurzajacy element w w TR:L.


 
01-07-2006, 15:47 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4702
Obszerna recenzja! Dobra robota! Ja akurat za Tomb Raiderem nigdy nie przepadałem...


 
01-07-2006, 00:23 | Bartek | Komentarzy w sumie: 104
mażyłem --> marzyłem ;)


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.