Slaider 01

Slider 02

Slider 03

Slider 04

Slider 05

Slider 06

Slider 07

Slider 08
02-12-2006, 18:03 | 3810 x przeczytano | Islam Gerej III
to jest wsi opisanie i dyariusza pomysłu podsunięcie

Czołem, Waszmościowie!
Zapraszam, zapraszam, tutaj do alkierza, może chętni na miód lub porządny warecki browar, kłaniam się…Łukasz Marek Wrona herbu Topór, czołem! O, widzę, że już dużą kompanię mamy, może mogę się z wami podzielić moją jakże wesołą nowiną…tak? Wybornie! No to zaczynam…


Wiosek w naszej ojczyźnie co niemiara, bez liku, więcej niźli gwiazd na bezchmurnym niebie lub rodzajów trunków w krakowskim szynku. Sami przecie nie na jednej siedzicie, a jeśli by tak było – to fora ze dwora, bom nie z chudopachołkami chciał gadać. O! widzę, iż nikt nie wyszedł, zacnie, co by się działo, jakby magnaci i karmazyni w jednym alkierzu z gołotą siedzieć musieli. Ale wracając do wątku, Bóg takiego psikusa nam uczynił, że prowincje tak wymieszał, że jedne bogate inne zaś biedą cuchną, to samo więc musi się tyczyć wiosek. I tak, nie równać kamiennych i ceglanych pruskich majątków z wzniesionymi z mułu i pokrzyw ukraińskich chutorów. Ale w sumie ja też nie o tym chciałem. Mianowicie, nie dalej jak miesiąc temu nabyłem od pewnego szlachetki dobrze prosperującą wieś. Ów właściciel na gwałt czerwońców potrzebował, chyba jakiś dług na nim ciążył, razem z wierzycielami – bynajmniej nie garstką ospałych mołojców. Więc gotówką zapłaciłem, akt własności otrzymałem, nazwy się dowiedziałem – Chabówka. Tedy ruszam obaczyć nową ziemię.


Z Krakowa do onej miejscowości jest nie więcej jak pół dnia konnej jazdy, więc na wstępie już wielki pożytek, blisko na targ, by płody sprzedawać. Jadąc od północy, często przecinamy parowy, wąwozy, przekraczamy w bród małe rzeczki. Wszystko to po to, by za chwilę stanąć w małej aczkolwiek mocno rozciągniętej w terenie wiosce. Objeżdżając ją wkoło, widzimy opatulający ją od wschodu na wysokim wzniesieniu gęsty las z podniszczonym tartakiem, w którym od lat już nie wytwarzają desek. Po przeciwnej stronie zaś przepływa znaczna rzeka Rabą zwana, nad którą wznosi się zamieszkiwany przez Berkowskich młyn. Podobno kiedyś byli tu panami i nawet dwór z czeladzią posiadali, lecz poprzedni właściciel jakieś pergaminy znalazł i kaduka im zasadził, dwór paląc i młyn z tysiącem beczek wody dziennie w dzierżawę puścił. Mojego hajduka na rozmowę do nich wysłałem. Co się okazało? Choć czynsz dalej płacić będą, na złość użytku z posiadanego dobra czynić nie będą. Trza się będzie z szablicą do nich w gości przejść.


Dalej jadąc w głąb wsi, minąłem kilka chłopskich domostw, bardzo przyzwoitych i zamożnych, oczywiście jak na chłopskie warunki. Następnie drewniana kapliczka, z cennym obrazem św. Józefa, prowadzącego za wodze osiołka z żoną swą. Szkoda, bo jakem się wywiedział, plebana we wsi nie ma i wierni do sąsiedniej miejscowości, to jest Rabki muszą co niedziela chadzać, a gorliwsi i co dzień. Ale za to, ku uciesze reszty pospólstwa, karczmę mamy. Dużą, piętrową, bowiem Chabówka na ważnym szlaku leży z Tater do Krakowa, a idąc szerzej – z Hellady do Chłańska. Często więc zatrzymują się w niej liczni kupcy, panowie magnaci co z wojaży wracają oraz liczne chłopstwo, co cuda obaczyć jedzie na Jasną Górę. Szynkuje w niej Azbek Szaka…coś tam, Ormianin w każdym razie i dobrze, bo Żyda na zagrodzie bym nie zdzierżył i znów u księdza z zabójstwa trza by się spowiadać.

To tyle z takiego ogólnego opisu, no i jak Panowie Bracia – wydaje się korzystny zakup, czyż nie? Od pisarza, którego stary właściciel trzymał, dostałem solidnie opracowany zapis dóbr i spis wszystkich dusz w folwarku. Tak też przytoczę wam niektóre paragrafy, byście porównali z waszymi majątkami.

I tak, 4 pańskie a prawie 20 kmiecych łanów ziemi, dwa tuziny dymów – jak wspominałem majętnych, 266 dusz, bardzo dużo dzieciarni, ale to dobrze, będzie miał kto za lat parę w polu robić. Postanowiłem, iż cztery dni z łana chłop pańszczyznę będzie odrabiał, mało tego – skoro zamożni, to złotego czynszu płacić będą i daninę na próg czterech złotych ustanowiłem. Głównie w zwierzynie, a bom zapomniał dodać, iż tu przebogata okolica i raj dla łowczych i myśliwych. Tak nawiasem, to rzecz jasna zapraszam waszmościów na polowanie, do moich nowych lasów. Więc w zającach, ale i też hodowlanych bestyjkach, to jest gęsiach, kurach czy od czasu do czasu jakimś cielątku. Oczywiście u nas, co ja gadam…u Mnie! Zboża najwięcej zbieramy, tedy nie kryję, że i tego dobra z kilka korców muszą mnie oddawać.

Wracając do tego Azbeka, tak żem się z nim ugadał, iż 8 czerwońców winien mi płacić, od tego nie zbiednieje, gości ma pod dostatkiem, więc zastanawiam się, czy jeszcze więcej od niego nie pobierać – jak myślicie, przyjaciele? A teraz wam powiem, na jaki koncept żem wpadł. Wyimaginujcie sobie, waszmościowie, że w miejscu, gdzie trakt najbliższy rzece jest, mam zamiar celną komorę wznieść, by opłaty (w wysokości dwóch groszy) za użytkowanie mej drogi pobierać. Zastanawiacie się: a czemu to akurat przy rzece, hę? A bo zważcie, iż kilka kroków dalej zastawię drogę, rozkopię, pniakami zagrodzę i na nowo w stronę rzeki poprowadzę. Tam zaś prom ustanowię – 3 grosze od głowy za przewóz na drugą stronę. Ale przecież człek chce z powrotem na trakt wrócić, którym zamiar miał jechać, proszę bardzo – znów promem na Chabówkę, 5 groszy i jesteśmy kilkadziesiąt sążni za zablokowaną drogą. Jak łatwo wyliczyć, cała ekspedycyja będzie wzbogacać moją sakiewkę o całe dziesięć groszy. Ma się głowę do gospodarowania, jużem chłopom kazał roboty rozpocząć.


Oprócz tego do folwarku należy stadnina, Żurem zwana a w niej tuzin wierzchowców, większość dobrej kondycji, więc czasem jakiś pan zechce w przejeździe zakupić któregoś rumaka, czy to dzianeta lub bachmata. W piśmie od pisarczyka stały jeszcze jakoweś cyfry i liczby, co za dochody uważam, ale mierne one były w poprzednich latach – widać gospodarz kpem był.

 Niż o sumach, wolę ja napomknąć o dworze, jaki zastałem w Chabówce. Wznosi się on przy Worwówce (tak ten kawałek wsi chłopi zowią), na pagórku przecinanym przez malutki strumyczek, wpadający potem do rzeki. I mniej więcej tak wygląda: Z zewnątrz jak zwykły średnio majętny, z drewna rzecz jasna, z bocznymi alkierzami, piętrowy, para kolumienek przed wejściem i z masywnymi a obronnymi drzwiami, co dziwuje mnie, bo tu okolica spokojna. Po boku stajnia, lamus niewysoki, obora i łaźnia na uboczu. Wokoło pełno małych działkowych ogródków z kwiatami i warzywami, te już z tyłu dworu, by goście po marchewkach nie deptali. Stajnia zaś, mówiąc dokładniej, cztery konie mieści, ale bardzo cherlawe, mówię! Właściciel o nic tu nie dbał, toż to chłopy chyba lepiej żyły. A jak się sprawa ma wewnątrz…tu już lepiej, sprzętów co niemiara, trochę sztuki na ścianach i mebli po pokojach, a i piwniczka należycie zaopatrzona. A właśnie, zapraszam waszmościów do mnie na biesiadę, pokosztujecie moich nowych nabytków! Tedy licząc mam: kilkanaście srebrnych tac i talerzy, trochę pozłacanych kufli, oraz multum zwykłych a przeróżnych dzbanów i kufli. Piękny zrobiony z dębowego drewna antałek, naznaczony wizerunkiem Dionizosa, patrona pijanic i moczymordów. Sprowadzone z Wenecji krzesło, dwa tutejsze lecz porządne stoły, kredensik, zgrabną komódkę, ściany w kobiercach, bynajmniej nie osmańskich, siłę ksiąg w osobnym gabineciku. A nadto potężny arsenał, rzec by można Wawelska zbrojownia, widać tamten gospodarz bać się czego miał, a raczej kogo. Trochę szablic, osobliwy rapier, berdysze dla hajduków oraz mnóstwo broni palnej, to jest pistoletów, samopałów, a nawet jeden niderlandzki muszkiet, oj, potężna to broń. Dziwuję się, iż gospodarzyna tego nie sprzedał, by gotówkę zdobyć, tylko całą wieś za grosze puścił, spieszno mu musiało być.


Dość już tego chwalenia się o sprzętach, Żydzie! miodu dolej, byle szybko! A wam, kompani, o służbie coś opowiem. Pierwej po przyjeździe wszystkich ze dwora usunąłem i swoich począłem na funkcje obsadzać. Sześciu chłopa z okolicznych wsi poprzydzielałem na stajennych, parobków czy sługusów, urodziwą niewiastę do kuchni dałem, Józia jej jest a z Rdzawki pochodzi, przednie kucharzy jeno niemowa z urodzenia. Mając dobre serce, po dwa złote na święty Marcin płacić im będę, a co!
Trudniejsza sprawa się ma ze szlachtą, co mi potrzebna do pomocy we dworze. Prócz pisarza, którego jako jedynego ostawiłem i łowczego, com się na niego natknął po lesie spacerując, nie mam oficjalistów dworskich. Tedy tuszę, że waszmościowie kogoś mi polecicie, bo byle hreczkosieja nie chcę, ale i jezuickiemu wychowankowi też podziękuje, jeszcze mi majątek roztrwoni. A wracając do łowczego, okazało się, iż to Wołoszyn, który od wiosen paru po tych okolicach się błąka, lasy pierwszorzędnie zna i w arkanach myśliwstwa prym wiedzie. Byłoby lepiej, jakby szlachcic, ale trudno, Hrvat (bo tak się zowie) z cieszynką cuda zdziałać potrafi, a o zabawę na łowach zadbać też umie.

No jesteś, Żydzie, teraz dopiero? Nic, tylko batożkiem dostaniesz, jak skończę…zaraz, przecie jam wszystko już opowiedział. No, chamie, szykuj grzbiet! A to co, kogoś do karczmy nowego przyniosło, zaraz obaczymy, czy godny zaproszenia do alkierza. Hej! Toż to mój rękodajny, Stefan Mikołajczyk, a co on tu do licha robi, przecie we wsi miał siedzieć?!
- Panie Łukaszu, nieszczęście… rezuny majątek palą, chłopów biją i dwór chcą zdobyć. Jakiegoś Worwę chcą dopaść!
- Co waść mówisz, Worwę? Toż to poprzedni gospodarz, na niebiosa! Panowie, ślijcie po Tęczyńskiego, niech paliki każe stawiać na tych hultai. A teraz do wsi, ratować dobytek!



Kłaniam się
Łukasz Marek Wrona h.Topór



Redakcja: Łukasz „Mol” Pleśniarowicz


Oceń artykuł
Ten artykuł jak dotąd oceniło 4 Sarmatów, średnia ocena: 4.8.
 
Skomentuj
Nie posiadzasz uprawnień by dodawać komentarze.