05-07-2004, 23:12
Flint 2016 x przeczytano
“Herbata z kwiatem paproci” to debiutancka powieść Michała Studniarka, z wykształcenia historyka, z zawodu tłumacza a z zamiłowania twórcy opowiadań fantastycznych (między innymi publikowane w Clicku Fantasy teksty z cyklu “Nekropolice”). Książka ta ukazała się nakładem Agencji Wydwaniczej Runa.
Gdybym miał wskazać utwory podobne do omawianej pozycji, bez wahania wskazałbym teksty Neila Gaimana – a konkretnie “Nigdziebądź” i “Amerykańskich Bogów” (choć wiem z pewnego źródła, że nie jest ona nimi inspirowana; zresztą to widać). Również u Studniarka mamy do czynienia z funkcjonującymi równolegle dwoma miastami – zwykłą Warszawą przyszłości (w okolicach roku 2025) i Warszawą, którą zamieszkują istoty rodem ze słowiańskiej mitologii – domowiki, chiały i płanetnicy, usiłujący jakoś znaleźć swoje miejsce w zupełnie im obcej rzeczywistości. To opowieść o władczyni elfów Goplanie, uwięzionej na Ziemi przez swego męża, Oberona, który z kolei rezyduje w magicznej krainie elfów po Tamtej Stronie – i planuje tryumfalny powrót do naszego świata. To właśnie na linii Goplana – Oberon rozgrywa się główny konflikt tej opowieści, konflikt zresztą nieledwie tragiczny – bo oboje mają swoje, niewątpliwie słuszne racje, choć, z drugiej strony, Oberon nie gra swoimi kartami uczciwie.
Wydarzenia oglądamy oczami Adama Chorsa, młodego dziennikarza jednego z warszawskich tygodników, ekonomisty – czyli, zdałoby się, sztywniaka i ścisłowca do szpiku kości. To jednak właśnie do niego, w wyniku pewnego zbiegu okoliczności (choć, z drugiej strony – wcale nie wiadomo, czy zbiegu) zgłaszają się po pomoc uwięzione po Tej Stronie elfy, które zginą, jeśli Oberon nie zdejmie magicznej bariery oddzielającej dwa światy. Z początku podejrzewający jakiś szwindel, a później, w miarę doświadczania coraz bardziej nieprawdopodobnych wydarzeń zaangażowany w sprawę bohater musi więc pomóc domowikowi zwanemu Rumcajsem odnaleźć Oberona i namówić go do pogodzenia się z Goplaną. Jak łatwo się domyślić, nie będzie to proste.
W opisanej przeze mnie fabule drzemie olbrzymi potencjał, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, ze Michał nie wykorzystał go w wystarczającym stopniu – zwłaszcza, że potraktował świat bardzo pretekstowo, wykorzystując klasyczny, cyberpunkowy sztafaż – a mimo to nie nadał swemu dziełu jakiegoś determinującego rysu – czy to powieści akcji, czy to komedii, czy też refleksyjnej baśni. Najbliżej książce do tej ostatniej kategorii, a jednak i jej wymogów nie spełnia dostatecznie – stąd dominujące uczucie, które pozostaje po lekturze, to niedosyt. Szkoda wielka, bo widać, ze Michał pisać potrafi, a tworzeni przez niego bohaterowie są naprawdę ciekawi i wielowymiarowi – zwłaszcza Adam, który z pozoru wydaje się być postacią strasznie tekturową (i jest to efekt zamierzony) a okazuje się być człowiekiem z krwi i kości, niepozbawionym wad, ale i mającym swoje zalety. Jednak postacią, która zdobyła moją największą sympatię, jest stary znawca herbat, zwany Koneserem – czytelnikom radzę, by śledzili jego losy z uwagą – warto.
Mam autorowi za złe, że jego książka jest cokolwiek przegadana i sceny akcji, które aż proszą się, by je rozpisać, zajmują tak mało miejsca. Nie jestem miłośnikiem literatury spod znaku "łubudubu", ale mimo wszystko książki oparte na samych dialogach i opisach są cokolwiek nudne.
Niemniej lekturę “Herbaty” wspominam bardzo miło, bo to przyjemna, ciepła książka, w przedziwny sposób napełniająca optymizmem – i już choćby po to tylko warto po nią sięgnąć.
redakcja: Sandur
Autor: Michał Studniarek
Wydawca: Agencja Wydawnicza RUNA
Oprawa: miękka
Liczba stron: 336
Cena: 25,50 PLN
|