21-04-2004, 00:24
Flint 2547 x przeczytano
Długo przyszło czytelnikom czekać na ostatni tom trylogii Anny Brzezińskiej, bo jakieś trzy lata. Teraz jednak „Letni deszcz” wreszcie trafił do księgarń – ale pod inną banderą (niegdyś Supernowa, teraz AW Runa), innym tytułem zbiorczym („Saga o zbóju Twardokęsku”) i, żeby nie było za łatwo, podzielony na dwie części (pierwszą, o której teraz mowa, noszącą podtytuł „Kielich” i liczącą sobie blisko 600 stron i drugą, „Sztylet”).
Zanim zacznę omawiać tę pozycję, chciałbym wszystkich czytelników in spe ostrzec: zabieranie się do lektury bez znajomości dwóch poprzednich tomów mija się z celem; najlepiej byłoby sobie przypomnieć zarówno „Zbójecki gościniec”, jak i „Żmijową harfę”, bo fabuła sagi jest naprawdę mocno poplątana i te mgliste pojecie o tym, co działo się w poprzednich częściach, a które ostało się w głowie po tych trzech latach przerwy zdecydowanie nie wystarcza, o czym przekonałem się na własnej skórze.
Tak czy inaczej, już sam tytuł zbiorczy dostarcza klucza do interpretacji – to nie złowieszcza przepowiednia i okrutny plan boga Zird Zekruna, a także spisek mający na celu go powstrzymać stanowią główną oś fabuły. To perypetie Twardokęska, zbójeckiego herszta z Przełęczy Zdechłej Krowy, który, w wyniku zbiegu okoliczności (a może przeznaczenia?) trafił w świat boskich intryg i niezwykłych bohaterów, którzy swym postępowaniem wpływają na przyszłość ludzkości. I w tym właśnie świecie zbójca (który zresztą nagle i wbrew własnej woli okazuje się należeć do starego, szlacheckiego rodu) zbiera dawnych kompanów z Przełęczy i postanawia ukraść skarbiec rdestnickich kapłanów, ukryty w obozie Koźlarza, przywódcy żalnickiej rebelii.
Okazuje się jednak, ze będzie to dość skomplikowane, bo żalnicki kniaź darzy Twardokęska zaufaniem i – gdy wraz z Szarką, która powraca z pobytu w Suchywilkowym zamku i jaśminową wiedźmą, wyrusza na spotkanie z bratem – na czas swojej nieobecności przekazuje mu dowództwo nad rebeliantami. Jest to początek legendy o zbójeckim hetmanie i jego znajomości z żalnicką szlachtą.
To, co opisałem powyżej, to jedynie drobny fragment tego, co czeka czytelników na kartach „Letniego deszczu. Kielicha” – bo dzieje się tam naprawdę dużo, zwłaszcza w drugiej połowie książki, kiedy wydarzenia nabierają morderczego wręcz tempa. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że Brzezińska wyjaśnia cokolwiek lub pozwala choć z grubsza przewidzieć zakończenie trylogii – nic z tego. Całość rozstrzygnie się dopiero w „Sztylecie”, na który już ostrzę sobie zęby, bo zapowiada się pasjonujące starcie, w którym zmierzy się wiele sił – Zird Zekrun i Mroczek, Koźlarz i Szarka, Zarzyczka i Wężymord, wreszcie pan Krzeszcz i jego horda fanatyków – a w tym tumulcie świeżo ożeniony Twardokęsek spróbuje dokonać skoku życia. Oj, będzie się działo.
Cóż, może dość już o fabule, bo i tak zbyt wiele powiedziałem (ale nie dość, by można było zrezygnować z lektury) – czas na kilka słów o największej zalecie sagi Brzezińskiej – o kreacji świata i bohaterów. Nie będę daleki od prawdy, jeśli powiem, że nie było jeszcze w polskiej fantastyce świata stworzonego z takim rozmachem, a jednocześnie tak bogatego w szczegóły. Świat Krain Wewnętrznego Morza jest niezwykle skomplikowany, żyjące w nim nacje (i ich bogowie) połączone są skomplikowaną siecią zależności, świat ów ma niezwykle bogatą historię, pełną czynów chwalebnych i (głównie) potwornych i zdradzieckich. I owa historia jest istotna, bo ma wpływ na postępowanie ludzi w tym świecie żyjących, czasem zresztą wbrew ich woli. Bogactwo tej kreacji oszałamia – również dlatego, ze autorka wymieszała epoki historyczne i obok średniowiecznych niemalże rycerzy czy wojowniczych band heretyków spotkamy odpowiednik staropolskiej szlachty; koktajl ów jest, o dziwo, nie tylko strawny, ale wręcz smakowity – i podziwianie świata stanowiło dla mnie podczas lektury przyjemność tej samej miary, co poznawanie misternie splecionej fabuły.
Jeśli zaś chodzi o bohaterów, to można ich nie lubić, ale nie da się zaprzeczyć, że skonstruowani są doskonale – i to nie tylko postaci pierwszoplanowe, ale również te poboczne – wszyscy sprawiają wrażenie, jakby byli żywymi ludźmi z krwi i kości, a nie wydumanymi, papierowymi konstrukcjami. Bohaterowie mają swoje wady i zalety, uczucia i przemyślenia – i nawet czarne charaktery nie są do końca złe – a może są, ale z własnej perspektywy postępują słusznie? Ciężko stwierdzić, zupełnie jak w życiu.
Warsztat autorki jest bardzo dobry. Jako mediewistka z wykształcenia nie ma problemów ze stylizacją i stosuje ją z wielką wprawą i smakiem, „doprawiając” zarówno wypowiedzi bohaterów, jak i samą narrację. Nie ułatwia to co prawda lektury, ale sprawia, ze całe dzieło nadaje o wiele bardziej spójny komunikat.
Na koniec wypada powiedzieć jedno: „Letni deszcz. Kielich” to nie jest książka dla każdego. To epos fantasty utrzymany w nietypowej poetyce, napisany mocno stylizowanym i niełatwym językiem i o skomplikowanej, wielopoziomowej fabule. Miłośnikom produkcyjniaków podpiętych pod systemy RPG tudzież fantasty awanturniczej (czy też, uogólniając, czytelnikom, którzy przedkładają czystą akcję i stosy trupów nad dobrą opowieść) saga Brzezińskiej raczej nie przypadnie do gustu.
Tym jednak, którzy poszukują inteligentnej, ambitnej fantasty, książkę zdecydowanie polecam.
Zalety:
skomplikowana, wciągająca fabuła
oszałamiająca kreacja świata i bohaterów
napisana świetnym językiem
Wady:
zdecydowanie nie dla każdego
Autor: Anna Brzezińska
Wydawca: Agencja Wydawnicza Runa
Oprawa: miękka
Liczba stron: 592
Cena: 32,50 PLN
Redakcja: Harvezd
|