Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Empik.com
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Witaj, Rekrucie! Witamy serdecznie na naszym forum. Musisz się zarejestrować, by móc korzystać z forum. Jeżeli jesteś już zarejestrowany biegnij się zameldować!
Pseudonim Zapisz login
Hasło
   
Forum
 Pion Gier Fabularnych > Sesje RPG
        Sesje w toku: > Vyprawa
               Vyprawa
Vyprawa
Autor Post
09.12.2008 13:59

Użytkownik jest offline XeroBoy
Szeregowy
Służba Zasadnicza


Liczba postów: 2689
Stara Gwardia
Intro
Szeregowy Damon otwarł oczy i od razu tego pożałował. Pył bursztynowej pustyni, którą ktoś nazwał planetą, wciskał się dosłownie wszędzie. A Szeregowy Damon miał już nie tylko pył ale i całą misję w dupie, a każdy poranek witający promieniami czterech wściekle czerwonych słońc i pyłem wciskającym się pod powieki wcale nie poprawiał jego samopoczucia. Prawdę mówiąc miał wszystkiego dość.
Łączność z bazą utracił dwa miesiące temu, od czasu do czasu docierały do niego niezrozumiałe raporty odległych stacji nadawczych, przez większość czasu słyszał szum... lecz od wczoraj coś się zmieniło. Na wszystkich częstotliwościach była tylko cisza. I to go niepokoiło.Został tu wysłany w roku, który teraz nazywamy rokiem "zero". Miał odpowiadać za bezpieczeństwo bazy Komandorii Wywiadu, lecz nie tylko bazę lecz także samą Komandorię strzeliła cholera - z tego co Szeregowy wiedział, cholera strzeliła wszystko.Słońca zaczynały swoją piekielną zabawę, która każdego dnia doprowadzała go do szaleństwa, musiał udać się do centrum nadawczego i uruchomić przesłony, inaczej w ciągu godziny z całego przyczółka nieistniejącej już dziś jednostki zostałby sam pył. Komandoria Komandorią, ale przysięgał posłuszeństwo dowódcy. Nie ważne czy martwy, czy na wakacjach - Szeregowy Damon doskonale wiedział co należy do jego obowiązków.
Powoli wyczołgał się z pryczy w śmierdzący rozkładem i starym smarem świat swojej enklawy. Codziennie witał go ten sam widok nigdy nie uruchomionych maszyn wiertniczych, kapsuł tlenowych i urządzeń, co do których przeznaczenia Damon nie mógł być do końca pewien. Był za to pewien, że musi się udać na mostek i opuścić przesłony, bo za chwilę pierdolone słońca zrobią z tego pierdoloną frytkę.
I dzień prawdopodobnie upłynąłby mu na drapaniu się po dupie oraz oglądaniu starych filmów propagandowych Sieci, lecz tym razem nie było mu to dane.
Odebrał sygnał z Bazy Głównej.
Zaczęli nadawać.
"Idzie wojna." - Pomyślał Szeregowy i zapalając papierosa zaczął kręcić gałkami radioodbiornika by wyeliminować trzaski pustyni...



__________________________________________________
XeroBoy | Dowódca Wywiadu MSV www.valkiria.net

QcV!



09.12.2008 13:59

Użytkownik jest offline XeroBoy
Szeregowy
Służba Zasadnicza


Założyciel tematu

Liczba postów: 2689
Stara Gwardia
Intro II
Bladoróżowe słońce układu CH-101 nie wzeszło jeszcze nad zamglonymi wzgórzami planety nazwanej oficjalnie jedynie skomplikowanym ciągiem znaków alfanumerycznych, a wśród żołnierzy nieoficjalnie znanej jako Ta Pieprzona Dziura. Szeregowy Ekelmann otworzył przekrwione oczy i zaklął. Piękny sen minął bezpowrotnie. Dziewczyna z jego snu: drobna, gorąca i mrucząca przybrała swoją rzeczywistą postać - sześciedziesięciotonowego czołgu rakietowego M-14 Fireblazer, rozgrzewającego swoje sprzężone silniki Diesla. "Przynajmniej, kurwa, nie zmarzłem" - pomyślał i wygramolił się niezgrabnie ze swojego legowiska, sprytnie rozłożonego pomiędzy gąsienicami bojowej maszyny.
Poczekał chwilkę, aż ziemia przestanie wirować dookoła niego. Siedzieli całą kompanią wsparcia w tymczasowej bazie zaopatrzeniowej nr 42 już trzeci miesiąc, ciągle w pogotowiu, ciągle oczekując na nieprzyjaciela, który zdaniem wywiadu miał nadciągnąć w ciągu najbliższych czterdziestu ośmiu godzin. W miarę upływu dni napięcie ustąpiło miejsca irytacji, ta frustracji, aż w końcu pozostało tylko znudzenie. Na szczęście chłopaki z rozpoznania znaleźli wrak rozbitego cruisera czterdzieści klików na NW.
Nocą, dwa dni temu wspólnymi siłami wycięli palnikami i przywlekli do obozu zbiorniki po paliwie i chłodnice. Wystarczyło trochę popracować ze spawarką i zainstalować gazowy palnik. Po nalaniu wody, wrzuceniu podwędzonych z kantyny drożdży i "pożyczonych" ze skrzyni ze stemplem Kadm. Morgany kilku kilogramów cukru i aparatura ruszyła miło bulgocząc. Znalezione w tejże skrzyni ulotki propagandowe Terror Fantastica znakomicie uszczelniły aparaturę. Cały wczorajszy dzień upłynął im na strojeniu maszyny, co przyniosło ze sobą nieubłagane skutki: pod czaszką Szeregowego Ekelmanna tańczyły całe korowody małych kotków w wojskowych glanach, wystukując rytm interesującego jiga.
Niezawodna manierka przyniosła ulgę. Choć woda była nieco zatęchła, pomogła. Zresztą i tak większość z jej zawartości rozlała się po twarzy i pociekła po koszuli, pod pancerz skafandra. Szeregowy Ekelmann westchnął z ulgą, ale chwila błogości pękła niczym mydlana bańka. Za kadłuba czołgu wybiegł w pełnym pędzie i niepełnym ekwipunku jakiś spanikowany poborowy krzycząc: "Idą! Idą! Są ich tysiące!". Szeregowy Ekelmann skrzywił się, odkaszlnął i krzyknął ochrypłym głosem: "Zamknij mordę baranie!" - po czym skrzywił się jeszcze bardziej, gdy słuchawki hełmu powtórzyły jego okrzyk wprost do uszu. Zdziwiony zogniskował wzrok na panelu hełmu i zauważył migającą lampkę nadawania. Przeniósł wzrok nieco niżej i przypomniał sobie, że poprzedniego dnia zalepił gumą do żucia przycisk nadawania wbudowanej radiostacji, odcinając w ten sposób irytujące raporty o niczym, które co chwila przerywały ciszę radiową. Zeskrobał gumę paznokciem i jego uszy zalała powódź nakładających się komunikatów, huków eksplozji, rozpaczliwych wołań o pomoc i wykrzykiwanych bezładnie rozkazów. Byli atakowani!
Jednym szarpnięciem chwycił kaem i osadził go na wspomaganym chwycie na pancerzu, po czy wybiegł na drugą stronę czołgu, stając na krawędzi okopu. Przed jego oczami rozpościerał się apokaliptyczny widok. Horda setek, tysięcy nieprzyjaciół praktycznie wdarła się już do obozu. Nie mieli ze sobą pojazdów ani ciężkiego sprzętu, co zapewne utrudniło ich wykrycie, ale było ich tak wielu, że wyraźnie zyskiwali przewagę. W dodatku oprócz karabinów wielu z nich niosło wyrzutnie rakiet ppanc - z bliskiej odległości były one w stanie unieruchomić nawet czołg. Jedna z takich rakiet przemknęła wysokim łukiem obok wyjąc i ciągnąc za sobą smugę dymu. Zakręciła nagle w powietrzu i zanurkowała na dół wpadając w otwarty właz Fireblazera. Huknęło, błysnęło, buchnął kłąb dymu. Czołg podskoczył na kilka centymetrów w górę, po czym opadł z powrotem na miejsce. Na szczęście nie wybuchła amunicja.
Nieco ogłuszony Szeregowy Ekelmann stał jak skamieniały. Chciał się ruszyć, chciał uciekać, ale nogi go nie słuchały. "Podobno tak się czasem zdarza ze strachu, że człowiek traci nad sobą panowanie. Ale jeśli się nie ruszę, to zaraz zostanie ze mnie mokra plama." Spróbował ruszyć jeszcze raz, ale nic nie pomogło. "Może jestem ranny. Dostałem odłamkiem w kręgosłup i mnie sparaliżowało!" - pomyślał przerażony. Spojrzał w dół i odetchnął. Z ulgą. Był cały. Tylko podrzucony eksplozją czołg opadł na taśmę mocującą osłony goleni battledressu. Szarpnął się raz, drugi, po czym z przerażającą jasnością pojął beznadziejność swojej sytuacji. Był sam, w środku obozu pełnego setek wrogów, przygwożdżony do ziemi sześćdziesięcioma tonami stali. "O*cenzura*ja pierdolę" wyszeptał pobladłymi ustami. Jeden z przeciwników zauważył go i wskazał kolegom. Kilkadziesiąt niezbyt odległych sylwetek zaczęło biec w jego stronę.
Szeregowy Ekelmann poderwał do góry kaem i wcisnął spust. W wyświetlaczu pojawiło się zapytanie systemu: "PROSZĘ OZNACZYĆ CEL DLA SKO". Zaklął. Wcisnął przycisk lokowania. "BŁĄD AUTOMATYCZNEGO LOKOWANIA NR 20: LICZBA CELÓW PRZEKRACZA 256. JEŚLI CHCESZ RĘCZNIE WYBRAĆ CELE, WCIŚNIJ 1. JEŚLI CHCESZ ZALOKOWAĆ PIERWSZYCH 256 CELÓW, WCIŚNIJ 2. JEŚLI CHCESZ ANULOWAĆ OPERACJĘ, WCIŚNIJ 9". Zaklął szpetnie. Wrogowie byli już niecałe sto metrów od niego. Rozpaczliwie wcisnął "2". "CELE ZALOKOWANO. ABY ROZPOCZĄĆ PROWADZENIE OGNIA, POTWIERDŹ OPERACJĘ WPROWADZAJĄC SWÓJ PIN". Zaklął jeszcze szpetniej, Wstukał kod. "ZŁY PIN. SPRÓBUJ JESZCZE RAZ" Wrogowie byli może z pięćdziesiąt metrów. Nie strzelali. Na gadzich mordach widać było satysfakcję. Pierwsi z nich sięgnęli po krótkie bułaty. Wstukał kod jeszcze raz. "ZŁY PIN SPRÓBUJ JESZCZE RAZ" Czterdzieści metrów. Wypiął karabin z mocowania, chwycił oburącz za lufę i potężnym zamachem znad głowy uderzył o kadłub czołgu. System celowniczy rozprysnął się na tysiąc odłamków szkła i elektroniki. Wrogowie byli o dwadzieścia metrów. Przyklęknął niezgrabnie i ponownie wcisnął przycisk spustu. Zaiskrzyło, napęd zapiszczał chwilę na jałowych obrotach, ale w końcu zaskoczył. Najbliższy z nieprzyjaciół był już zaledwie o kilka kroków, gdy kaem zaczął wypluwać z siebie trzydzieści pocisków na sekundę. Szeregowy Ekelmann przeciągnął ogień bez celowania, na wysokości bioder, szerokim wachlarzem od lewej do prawej, kosząc szeregi wrogów. Pomogło to tylko na chwilę, bo nadciągnęła następna fala. Karabin warczał, wrogowie nadciągali i padali, skrzynka z amunicją stawała się coraz lżejsza. Zrozpaczony przestał strzelać gdy w taśmie pozostało może z dziesięć nabojów. "Może lepiej... ostatni nabój..." - przemknęło mu przez myśl, gdy doznał nagłego olśnienia. Szerokim zamachem uderzył się dłonią w czoło. "Jestem idiotą!" - krzyknął radośnie, po czym obrócił karabin lufą w dół i krótką serią odstrzelił więżącą go taśmę. Cisnął pozbawioną amunicji broń i na czworaka wpełzł pod czołg.
W samą porę. Niemal dosłownie kilka sekund później eskadra bombowców szturmowych Valkirii, które nie odnalazły błędnie oznaczonych na mapach celów przelatywała tędy wracając z nieudanej misji do bazy. Słysząc rozpaczliwe wezwania o pomoc przez radio zdecydowali zrzucić swój ładunek tutaj. Potężne maszyny przemknęły nad obozem lotem koszącym, zrzucając bomby termiczne i odłamkowe na wszystkie strony. Nieprzyjaciel przestał istnieć. Tymczasowa baza zaopatrzeniowa nr 42 również.
Szeregowy Ekelmann wygrzebał się spod spalonego czołgu. Wokół leżały setki spalonych, ciał, szczątki sprzętu i zapasów, porozbijane i porozrzucane, dymiły jeszcze. Nareszcie zrobiło się cicho, choć od smrodu kręciło się w głowie. Szeregowiec Ekelmann przedarł się przez gruzowisko, wyminął spalone namioty, coraz szybszym krokiem przedarł się przez okop i dotarł do ukrytego pomiędzy krzakami schronu. Niestety. Widok zmroził jego serce. Jedna z bomb spadła bezpośrednio w wywietrznik. Ze schronu, ani z aparatury nie pozostało nic, oprócz słabego aromatu unoszącego się w powietrzu. Szeregowiec Ekelmann podniósł pięść w kierunku nieba, po jego zakurzonej twarzy potoczyła się łza, pozostawiając za sobą rozmazaną smugę. "Skurwysyny!" - załkał - "Skurwysyny, nie daruję wam tego!".
Tego dnia, ziarno zdrady zostało zasiane w jego sercu




__________________________________________________
XeroBoy | Dowódca Wywiadu MSV www.valkiria.net

QcV!



09.12.2008 14:00

Użytkownik jest offline XeroBoy
Szeregowy
Służba Zasadnicza


Założyciel tematu

Liczba postów: 2689
Stara Gwardia
Intro III
Baza orbitalna SX34 jest najdalej wysuniętym przyczółkiem w Galaktyce Militarnej Sieci Valkiria. Dalej już lecieć się nie da, miliardy parseków pustej przestrzeni kończą się plamą, która w Głównej Bazie Terminalu figuruje jako Układ Podświetlny P. Nikt nie wie skąd się wzięła ta durna nazwa, ostatni z szalonych naukowców spośród tych, których zadaniem było badanie terenów rozciągających się poza SX34 zmarł kilka lat temu. Podobno odgryzł sobie stopę z nerwów w trakcie pisania raportu na temat Układu P. Niektórzy mówią, że ze szaleństwa, inni zaś że powodem była wściekłość wywołana materią Układu P.

Jedyną pracą naukową napisaną na temat tego miejsca jest "Przestrzeń cenzurowana, czyli tam, gdzie bogowie moderują ciemność by zbyt ciemną nie była". Autor nieznany.


Pułkownik Luber służył na bazie orbitalnej SX34 dopiero od dwóch lat. Sam młody co prawda nie był - właściwie to zbliżał się już do wieku, w którym jego służba mogła więcej zaszkodzić niż pomóc MSV. Miał więc prawo do podejrzeń w kwestii powodów, którymi kierował się Komandor wydając mu tutaj przydział.

Poza nim w bazie służyło 40 innych żołnierzy, głównie obsługa techniczna i pięciu ochroniarzy. Resztą zajmowały się boty oraz proste androidy, które rzadko kiedy kto widział. Kiedyś SX34 potrafiła dokować do pięciu niszczycieli MSV lub dwa okręty flagowe Komandorii. Być może potrafiłaby pełnić funkcję dokującą i dziś, lecz od 30 lat żaden okręt nie zawitał w te rejony galaktyki...
Aż do dziś.

Koło 14 czasu głównego został wezwany przez automat na mostek. Ktoś żądał połączenia. Pułkownik sprawdził kody nadawcy - było to niemożliwe. Ktokolwiek to był, system identyfikował go jako okręt typu R1. A R1, potężne jednostki międzygalaktyczne od parunastu lat nie były już używane. Luber słyszał kiedyś, iż w Kwatera Główna dysponuje jednym, nie wiadomo jednak gdzie aktualnie się znajduje, nikt go też nie widział. Równie dobrze można mówić, że Kwatera Główna posiada kontakt z Admirałem Ekusem. Kolejna gówno-prawda stworzona przez Propagandę.
Ale Luber nie mógł nie przekonać się na własne oczy - nacisnął czerwoną kontrolkę i uruchomił terminal satelity. Miał obraz.

Okręt R1 przypominał niewielką kostkę metalu na ekranie, żarzącą się słabą poświatą koloru pomarańczowego. Obiekt był oddalony od satelity od setki lat świetlnych, Luber zdawał sobie sprawę, iż z bliska okręt może być rozmiarów Niszczyciela MSV USS-V4, głównej jednostki militarnej MSV.
Nawiązano łączność.
Twarz, która się mu ukazała... Luber ją już gdzieś widział. Być może w archiwach Propagandy lub pośród galerii Komandorów czy Kontradmirałów. Gdzieś ją widział, nie mógł jej jednak rozpoznać.
- Tu jednostka specjalna UR44-KBZ. Proszę o zezwolenie na dokowanie. - Głos mówiącego nie był młody, lecz pełen siły. Luberowi coś nie pasowało w jego wyglądzie, jakiś element nie pasował do pięknego obrazka. I nie chodziło tutaj o cudowne pojawienie się okrętu R1 od strony nieznanej przestrzeni - w tej kwestii Pułkownik podejrzewał, iż jeżeli ten okręt gdzieś był i coś robił, jest to objęte tak ścisłą tajemnicą, że lepiej dla niego by nigdy się nie urodził, niż aby miał wiedzieć cokolwiek na ten temat. Chodziło o coś innego... co? Nie wiedział.
- Tu dowódca bazy SX34, nie słyszę was wyraźnie lecz melduję odbiór prośby na dokowanie. Pozwolenie zostanie niezwłocznie udzielone, jak tylko komputer pokładowy określi dokładnie przynależność Waszej jednostki do struktur MSV celem identy... - Nie dane mu było dokończyć, rozmówca ostro uciął meldunek.
- Milczcie żołnierzu. Niezwłocznie należy udzielić nam zezwolenia na dokowanie. Kończy się nam paliwo oraz zapasy powietrza, nie mamy czasu na identyfikację, czy co tam sobie wymyśliliście. Opuście osłony i przygotujcie śluzy powietrzne, będziemy u was za 15 minut i wolałbym, aby wszystko odbyło się bezproblemowo. I migiem, żołnierzu! - Oficer był śmiertelnie poważny. Luber nie potrafił określić jego stopnia, zapomniał nawet oto zapytać. Domyślał się jednak, iż lepiej nie pytać o stopień kogoś, kto dowodzi okrętem o mocny przekraczającej możliwości połowy floty MSV.
Wyprężył się jak struna i nacisnął odpowiedni przycisk na konsoli. Osłony zostały opuszczone. Zerknął w obraz z satelity - okręt wypełniał cały ekran, równie dobrze mógłby oglądać blat konsoli w tysiąckrotnym powiększeniu.
Gdy Luber wysiadał z windy 20 minut później, by przywitać nowo przybyłych wiedział już, co było nie tak z tym oficerem.

Symbol Valkirii na jego klapie był czarny.



__________________________________________________
XeroBoy | Dowódca Wywiadu MSV www.valkiria.net

QcV!



10.12.2008 23:38

Użytkownik jest offline XeroBoy
Szeregowy
Służba Zasadnicza


Założyciel tematu

Liczba postów: 2689
Stara Gwardia
Wstęp
The story begins...
Czas
Od czasu, gdy okręt ToFu opuścił doki Bazy Głównej minęło już 12 lat. Ściśle rzecz biorąc - 12 lat, 3 miesiące, dwa tygodnie i dwadzieścia jeden godzin plus trzy minuty. Tyle przynajmniej wskazuje zegar zamieszczony na pamiątkę tego wydarzenia w hali audiencyjnej Imperium.

Sytuacja geopolityczna
Dwa lata po tym jak Yahooz zerwał swoją odznakę z Imperium znikły wszelkie znaki Molocha. Jedynie na Drakonii, która dzięki przebiegłości księgowych P-Konfederacji przeszła w jej ręce, pozostały ostatnie przyczółki Machin. Planeta utraciła swą neutralność, a P-Konfederacja weszła w otwarty konflikt zbrojny z Imperium. Wojna trwa nieprzerwanie już od 10 lat i doprowadziła do całkowitego wyniszczenia wielu układów gwiezdnych po obu stronach konfliktu. Szczególnie wielkie wydają się być straty Imperium, które po odlocie okrętu TF zostało skażone plagą dezercji. Oczywiście wszystkich dezerterów wyłapano oraz stracono, co dało efekt w postaci ogromnych braków kadrowych na podstawowych poziomach struktur Imperium. Brakowało nie tylko Szturmowców MSV, lecz nawet wyższej rangi oficerów.
W piątym roku konfliktu stracił on na sile. P-Konfederacja także odniosła duże straty, lecz spowodowane one były głównie wewnętrzną polityką. Wielki Duce, Naczelnik Konfederacji - Seji uciekł poza granice znanego świata i niewielu o nim więcej słyszało. Tym samym przestał ciążyć na nim wyrok dezintegracji wydany przez MSV na niego za dezercję.
Wielu innych przywódców Konfederacji także odeszło w niebyt, na ich miejsce pojawili się jednak nowi - specjalnie wyhodowane androidy, które były zaprogramowane zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym. Głosiły jedną P-rawdę i jedną P-olitykę, świat Konfederacji przestał być konfliktowy. Androidy zaczęły nim rządzić, a z ich kalkulacji wynikało, iż wszelkie konflikty zewnętrzne są bezcelowe i nie opłacają się w żaden sposób. Wprowadzono więc politykę niejawności działań, która okazała się obosieczna, ponieważ uderzyła głównie w ludzi służących Konfederacji. Archiwa MSV wskazują, iż pewna ich część duszona i oszukiwana regularnie przez system wymyślony przez Androidy także postanowiła odejść, budząc tym samym wewnętrzne konflikty... które i tak zostały cięte dzięki moderacji prywatnych kanałów nadawczych.
Nie lepiej sytuacja miała się po stronie Imperium - Wielki Admirał wraz z Imperatorem całkowicie odmienili swe oblicze. Imperator stał się bezsilny, wszelka władza należała niemal wyłącznie do Wielkiego Admirała, zwanego także Arcykłamcą...


Inne informacje
Aethan znikł i nikt go więcej nie widział - kilka razy odebrano na jego kanale komunikacyjnym informacje o gotowości pomocy Imperium w tych trudnych czasach wojny, lecz Wielki Admirał stanowczo odmówił podając w wątpliwość jego kompetencje.

Tereny niegdyś podzielone pomiędzy Konfederację a Imperium zostały niemal całkowicie zniszczone - podczas Pierwszej Bitwy Galaktycznej większość z nich została unicestwiona na wskutek pomyłki działowego pokładu niszczyciela międzygalaktycznego Proto3 należącego do elitarnych sił MSV.

Komandor Woskar powrócił do służby w siłach Imperium, lecz jego jaźń uległa wielkiemu wypaczeniu. Po nocach śnią mu się krojone psy, kocie mózgi, a myśli o wizycie w prosektorium wywołują u niego szaleńcze napady radości.
Niedawno ukazał się tomik jego wierszy, oto dwa spośród nich:

W burzową noc otulon w koc
Z kośćmi mych pacjentów
Zanurzę w muł, w oczodół - wół
Zimna pornografia.

Wybroczyn wrzód wyrzuca wprzód
I z trupa ropny strup,
Czerepu chrzęst z pogańskich fiest.
.jest zupa.

W swym szaleństwie pozostaje jednak nadal wierny Imperium jako jeden z niewielu Komandorów. Poza nim ze Starej Gwardii Imperium służy niewiele osób...

Bow

Główny Cenzor Imperium także opuścił jej tereny, w jej sercu mieszkała już jedynie zimna nienawiść i żądza zemsty. Wszystko co miała przepadło, jej córka zginęła - nie ma już nic do stracenia... Chodzą słuchy, iż ktoś ją ostatnio widział na rubieżach Imperium w okolicach niezamieszkałego pasma asteroid wokół planety Drabia.



__________________________________________________
XeroBoy | Dowódca Wywiadu MSV www.valkiria.net

QcV!



13.12.2008 01:38

Użytkownik jest offline Harvezd
Szeregowy
Służba Zasadnicza


Liczba postów: 118
Mięso armatnie
Harvezd
Przez szyjkę rozbitej butelki grogu przebiegł karaluch. Ominął zręcznie fragmenty rozbitego denka butelki i zniknął pod dywanem. Po chwili wyłonił się spod niego i lawirując pomiędzy różnego rodzaju śmieciami wyrastającymi przed nim niczym Himalaje przed Buddą dotarł do plamy rozlanego alkoholu. Wystawił czułki i po ich kilku nerwowych ruchach zdecydowanie odbiegł w przeciwną stronę z planem prospekcji obiecujących czeluści pod łóżkiem.
Gdy insekt zniknął w okolicy nogi łóżka siedzący na podłodze po przeciwnej stronie pokoju mężczyzna wrócił do czytania raportu na przenośnym ekranie dotykowym. Uważnie po raz czwarty przeczytał treść wiadomości. Po chwili rzucił touch-padem w kąt. Ciężkim wzrokiem zmierzył ukryty pod przezroczystym plastikowym pokrowcem czarny płaszcz wiszący w szafie z wyłamanymi drzwiami.
-Ekel miał rację. Skurwysyni. - zachrypnięty głos przerwał ciszę.
Czasomierz zmienił godzinę, odliczając w dół do ustawionego alarmu.
Czas nadchodził.


__________________________________________________
Były Komandor i Newsman Komandorii Tibia MMORPG (K-177)
Były Kontradmirał i Sekretarz Redakcji
Oficjalny Troll (VT-003)

22.08.2005 07:55 Aethan
A czy ktoś mi cokolwiek powiedział o stronie Tibii?? Czy Harvezd nie ma mojego gg?

22.08.2005 11:21ARTUT
Ja jestem w stanie zaoferować, że do końca sierpnia postawię stronę Tibii, Starcrafta i Star Wars. Choćbym po nocach siedział.
14.12.2008 13:22

Użytkownik jest offline Wiewiór
Kontradmirał
Służba Zasadnicza


Liczba postów: 2699
Stara Gwardia
Wiewiór

Młody, niedawno mianowany kontradmirał przechadzał się po mostku błyszczącego jeszcze od nowości okrętu Hjalmar, nad którym w całości sprawował pieczę. Był zadowolony z aktualnego biegu wydarzeń - z wyróżnieniem ukończył Szkołę Międzygwiezdną, dzięki czemu szybko trafił na najlepsze okręty MSV, skąd po niewiele ponad półtora roku jako adiutant został przeniesiony na Hjalmara i mianowany dowódcą tego potężnego niszczyciela - jednego z niewielu, jakie pozostały po wyniszczającym konflikcie z Konfederacją w stoczniach MSV. Wszystko to wydawało mu się jednak dziwne. Niewiarygodnie szybki awans działał jak mocny alkohol - uderzał do głowy, ale dawał też poczucie nieśmiertelności i własnej wartości. Młodego kontradmirała zastanawiał jednak fakt, czemu swoje najwyższe szlify odbierał z rąk admirała Cravena, który pełnił obowiązki Wielkiego Admirała przez niemal rok, a nie admirała ARTUTa czy tak, jak było to kiedyś - z rąk samego Imperatora. Wiewiór był dręczony wieloma myślami dotyczącymi MSV, ale ciągle z młodzieńczym zapałem (wszak do tej pory zdarzało mu się jedynie rozbijać szajki gwiezdnych szmuglerów, a o siły Konfederacji otarł się jedynie raz czy dwa) odrzucał wszelki defetyzm - niepokojące informacje, skrzętnie usuwane z publicznego obiegu przez Wydział Propagandy, docierały jednak i do niego...

- Świat jest nasz! - krzyknął kontradmirał Wiewiór, po czym zamilkł na długo zastanawiając się, czy faktycznie tak jest.


__________________________________________________
http://questforbest.pl/
14.12.2008 16:00

Użytkownik jest offline aQn
Szeregowy
Rezerwa

Liczba postów: 27
Żółtodziób
aQn

Szeregowy aQn miał tego serdecznie dość. Korzystając z zamieszania wywołanego przez trwającą już od nastu, czy tam dziesięciu lat wojny - postanowił wybrać się na wakacje. Oczywiście miał swój przydział, stopień, obowiązki, bla bla bla ale aktualnie mu to zwisało - a konkretniej: miał to w dupie. Wybierał się odwiedzić Polterię!
I aż do dziś pomysł ten wydawał się mu V-zajebisty. Już w porcie lotniczym, gdy bramka na lotnisku ryknęła, coś zdawało się mu nie tak. I nie chodziło tutaj o tych wszystkich ubranych na różowo radosnych gejów (oksymoron!)... Poproszono go do oddzielnego pokoiku, gdzie kazano się rozebrać i stanąć w rozkroku...
To, co działo się później wolał pominąć milczeniem - takiego upokorzenia nie przeżył od czasu, gdy w koszarach upadło mu mydełko pod prysznicem. Po wszystkim dyżurny portu lotniczego dał mu klapsa w pośladek i radośnie krzyknął:
- Witamy na Polterii!
Jak tak miało być dalej, to wolał wrócić do koszar. Szczególnym strachem napawał go widok bramek przed każdym sklepem, urzędem, pocztą, restauracją... Jak sobie pomyślał, co trzeba zrobić aby zarejestrować się w hotelu, zjeść obiad w knajpie i skoczyć po piwo do sklepu... Nie, wolał o tym nie myśleć.



__________________________________________________
Apage Satanas!
14.12.2008 22:19

Użytkownik jest offline Narmo
Pułkownik
Służba Zasadnicza


Liczba postów: 1040
Weteran
Narmo
Malutki pokoik mieścił zaledwie pryczę i szafę schowaną we wnęce. Niewielkie drzwi naprzeciw wejściowych kryły kibel i prysznic. Naprzeciw łóżka znajdował się ekran i wysuwany blat z klawiaturą, który służył również za stolik (w tym momencie niepotrzebny i schowany w ścianie). Na pryczy leżała kobieta, z jedną ręką pod głową, drugą trzymała nad sobą swój beret. Zamyślona wpatrywała się w czerwony znak Valkirii wyszyty na czarnym materiale, jednocześnie mnąc go lekko. Wtem rozległ się dźwięk budzika. Westchnęła cicho. Wstała, wygładziła mundur i wcisnęła beret mocno kręcone włosy.
- Sierżant Narmo na służbie, ech - mruknęła cicho i wyszła.
Przecież kadra oficerska zawsze wcześniej wstaje...


__________________________________________________
Wyciągnięte z V-skojarzeń

Death Metal, skóra i różowy podkoszulek -> Narmo (?)
sługa cienia -> Narmo

17.12.2008 16:10

Użytkownik jest offline XeroBoy
Szeregowy
Służba Zasadnicza


Założyciel tematu

Liczba postów: 2689
Stara Gwardia
XeroBoy

Kontradmirał usiadł ciężko w fotelu przed terminalem. Sprawy nie miały się dobrze. Od trzech dni przegrywali, a to właściwie nie tylko "niedobrze", ale wręcz: przejebane. Imperium dostawało w dupę na planecie Syntiats 4, będącej księżycem Omegi 3 - gazowej kuli na granicy z P-Konfederacją.
Wszystko szło dobrze, aż za dobrze. Okręt wojenny w towarzystwie pięciu lżejszych jednostek przedzierał się w stronę Syntiats 4 niszcząc po drodze drobne jednostki Konfederacji. Gdy jednak tylko znalazł się w pasie asteroid otaczających planetę, został zaatakowany... i to nie przez śmieszne jednostki Konfederacji, które nawet w grupie nie stanowią poważnego zagrożenia. Problem w tym, że okręty Imperium zostały zaatakowane przez wroga niespodziewanego - potężne krążowniki Międzygwiezdnej Gildii Handlowej. Oczywiście Gildia nigdy nic z Handlem nie miała wspólnego, lecz złoto-niebieskie MGH błyszczące na burtach okrętów były powodem do dumy dowódców. Samo MG zbyt wiele skojarzeń nasuwało...
Wzięty z zaskoczenia niszczyciel nie miał szans, jednostka Imperium została w ciągu kilku minut zamieniona w gwiezdny pył.
XeroBoy wszystko to widział na ekranach w swojej bazie - Kwatera Główna Wywiadu Militarnej Sieci Valkiria odpowiadała ostatnio także za ruchy jednostek bojowych MSV. I dlatego właśnie Kontradmirał był taki zły - nie z powodu przegranej bitwy, lecz z powodu swej odpowiedzialności za to wydarzenie.

P-Konfederacja weszła w sojusz z MGH, sojusz ten został ochrzczony nazwą "Układu P", a główną jednostką sojuszu był okręt GildGeist (GG). Tyle Wywiad wiedział.

Nie można było jednak zarzucić XeroBoyowi braku przewidywalności. Pół roku temu nadał sygnał do okrętu TF, udało się mu namierzyć ich częstotliwość. Zastanawiał się co napisać, czy prosić ich o powrót, czy też z nich drwić, wysłać propagandę, czy prawdę, rozmawiać czy raportować... Długo nie myślał, wiadomość brzmiała:
Pomocy. Imperium Was potrzebuje.


__________________________________________________
XeroBoy | Dowódca Wywiadu MSV www.valkiria.net

QcV!



17.12.2008 21:27

Użytkownik jest offline Nurglitch
Szeregowy
Służba Zasadnicza

Liczba postów: 12
Kot
Rzeczywistość błysnęła czerwonymi światłami. Admirał Zdzisław Pedomiś zamrugał ciężko powiekami. "Światłami, powiekami. Powiekami, światłami" - pomyślał głupio. Wewnętrzny redaktor zachcihotał i nie chciał się zamknąć. Pamięć pulsowała przez chwilę na jałowym biegu. Wiedzione instynktem ciało obróciło się samo, stopy dotknęły zimnej podłogi. Admirał, ociekając płynami anabiotyzera usiadł na krawędzi kapsuły. Czerwone światła mżyły wokół, świeciły diody zasilania awaryjnego, które mogło starczyć na dwieście lat. Anabioza. Hibernacja.

Obudzili go, czyli flota musiała zbliżać się do celu. Tak? Więc dlaczego wokół nie było lekarzy? Czemu nie przeprowadzono poprawnej procedury resus? Pedomiś spojrzał na wyświetlacz kapsuły. Pusty. Martwy. Lampka zasilania była martwa. Admirał obudził się po prostu dlatego, że anabiozer wysiadł, padło zasilanie. Ktoś za to odpowie!

Gnany furią wyszedł z kabiny anabiozy zupełnie nagi i wlokąc za sobą rurki złącz IV i ociekając ciągle gęstym żelem antykoagulantów ruszył korytarzem.
Pustym.
Ciemnym.
Co się stało? Jego flagowy okręt, krążownik klasy NAMBLA powinien być ludny, rojny pracującymi w pocie czoła marynarzami, rozbrzmiewający nieustannym tupotem butów, mżący tysiącem świateł. Był pusty i ciemny, martwy. Co się stało?
Zdzisław pełnym furii ruchem starł z twarzy pajęczynę w którą właśnie wszedł. Rozwarły się przed nim wrota opustoszałego pomostu bojowego. Na środku stał jego tron, łącza MIU wyciągnięte zapraszająco, gotowe do podpięcia się do mózgu. Przynajmniej to pracowało jak powinno - wzdłuż głównego kabla rdzeniowego świecił rząd zielonych świateł kontrolnych.

Padł w objęcia fotela jakby witał się ze starym przyjacielem. Rzeczywistość błysnęła i rozwinęła się w siatki obrazowania bojowego, nakresy kursów i prędkości, metamatematycznych opisów krzywizn przestrzeni, drżących plam namiarów i kontaktów. To była rzeczywistość w której admirał naprawdę żył, owa wirtualna plansza na której przesuwał pionki, grzmiał rozkazami, ganił opornych, nagradzał wiernych. Tknięte jego myślą radary ożyły śląc aktywne impulsy w przestrzeń. Nawet jeśli jakaś katastrofa dotknęła jego własny krążownik, reszta floty na pewno była w pobliżu, gotowa na rozkazy, na obruszenie swojego straszliwego gniewu gdzie tylko wskaże palcem. Wkrótce pałające sznury plazmy wyciągną się na dziesiątki tysięcy kilometrów, wyplute z silników idącej pełnym ciągiem bojowym floty. Pod myślokomendami Pedomisia rozbłyskiwały kolejne ikony, na nakresie pojawiały się okręty, niosące komandorie. Rozkazy rozbiegły się z potężnego okrętu flagowego, umysł admirała pracował już pełną mocą, nakazując stany alarmowe, wzywając dowódców i wyższych oficerów do zameldowania się i nawiązania łączności.
Minęło dziesięć minut.
Minęło dwadzieścia.
- Erm... halo? Jest tu kto? Hallo?!
Nie odpowiedziały nawet echa. Setka pustych, zarośniętych pajęczynami okrętów płynęła przez przestrzeń donikąd, niosąc setki ton pajęczyn, tysiące ton kurzu i miliony pająków.

-----

Komunikator błysnął dwa razy. Odstawiła kieliszek.
- Kto to?
- Sprawdzę - odpowiedziała. Spojrzała na ekran.
- Ty, popatrz - podała mu komunikator.
- "Pomocy. Imperium was potrzebuje". Co to ma być? Od kogo to?
- Od tego, no... pamiętasz?
- Nie. Czekaj, coś... Valkiria? Coś takiego kiedyś było...
- Tak, taki klub dla dzieci, jakaś świetlica czy coś.
- To co, pijemy?
- Pijemy.


__________________________________________________
17.12.2008 22:24

Użytkownik jest offline XeroBoy
Szeregowy
Służba Zasadnicza


Założyciel tematu

Liczba postów: 2689
Stara Gwardia
XeroBoy
Przez moment ekrany w kwaterze głównej WMSV rozbłysły wściekle zielonym światłem, generator mocy wściekle zabuczał, a światła w całej bazie przygasły.
Ktoś podłączył się do systemu, wszystko oszalało - wskaźniki nie potrafiły namierzyć sygnału, alarmy wszystkich układów wspomagania ryknęły wściekle zgłaszając przeciążenie systemu, spod panelu bojowego uniosła się smużka dymu... i wszystko zgasło.
"Kurwa jego mać, w dupę bez wazeliny awansowana." - Zabłysnął Kontradmirał nową myślą.
Coś lub ktoś nagle podłączyło się do systemu, coś jak gdyby... Musiał to sprawdzić.

Aktywność zarejestrowano w okolicach układu AX Imperium - szerzej znanym jako "złomowisko". Pozostałość po latach świetności, strasząca tysiącami pustych, rdzewiejących okrętów, przerażająca milczącymi okrętami flagowymi i wygaszonymi na wieki jednostkami bojowymi. Cmentarz.
XeroBoy był tam tylko raz, na początku swej służby, jeszcze jako Szeregowy. W milczeniu przemierzał hale wypełnione komorami hibernacyjnymi. Setkami tysięcy komór. Widział zamrożonych admirałów, komandorów, widział miliony kabli ciągnących się po pokładach okrętów, które pobłyskiwały trupim błękitem. Linie, podtrzymujące życie.

Ktoś musiał się przez przypadek przebudzić, jakiś stary ramol wyszedł z psychoprzestrzeni z powodu przepicia, podłączył się do systemu i wywalił bezpieczniki. Ktokolwiek to był - świeć Imperatorze nad jego psyche, niech spoczywa w pokoju okryty blaskiem swej dawnej chwały, znanej jedynie im oraz Archiwom.

Mimo wszystko Kontradmirał wstał i oddał hołd:
- Chwała Ci, kimkolwiek byś nie był.

Lecz coś mu mówiło, że z hibernacji wyrwany nie został zwykły szeregowy. Jakaś część duszy mówiła mu, że to musiał być ktoś, kto pożerał przeciwników na śniadanie...



__________________________________________________
XeroBoy | Dowódca Wywiadu MSV www.valkiria.net

QcV!



21.12.2008 23:50

Użytkownik jest offline Narmo
Pułkownik
Służba Zasadnicza


Liczba postów: 1040
Weteran
Sierżant stała przed Kontradmirałem XeroBoyem. Nie był on jej przełożonym, lecz cóż. Kontradmirał to kontradmirał, a ona była zaledwie sierżantem. XeroBoy przyjrzał się jej dokładnie. Według raportów WMSV była zadowolona ze swego stopnia i niezbyt ambitna, ale jedno przemawiało na jej korzyść. Wywiązywała się ze zleconych jej zadań. A tego właśnie było mu trzeba...

Gdy Narmo wychodziła z gabinetu Kontradmirała, jej twarz była nieruchoma niczym maska. Jej myśli były zaprzątnięte otrzymanym zadaniem, lecz żadna nie brała pod uwagę niepowodzenia misji. W wewnętrznej kieszeni munduru znajdował się glejt otrzymany od XeroBoya.

"Taa..." - przebiegło jej przez myśl - "Zaczniemy od spakowania się, a potem poszukamy transportu. Droga Narmo, koniec słodkiego lenistwa."


__________________________________________________
Wyciągnięte z V-skojarzeń

Death Metal, skóra i różowy podkoszulek -> Narmo (?)
sługa cienia -> Narmo

Skocz do:
 
Forum
 Pion Gier Fabularnych > Sesje RPG
        Sesje w toku: > Vyprawa
               Vyprawa