Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Do wsi przyszła zaraza, czyli witaj, wesoła przygodo!
12-09-2005, 11:45 | 8580 x przeczytano | Andrzej Pilipiuk
Wstęp.
Zasadniczo nie znam się na RPG, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć, czy opisana tu przygoda da się zagrać. Nie wiem co gorsza, na ile jest ona kompatybilna z systemem Dzikie Pola (podręcznika nie przeczytałem). Zostaliście ostrzeżeni!

Graczy sadzamy najlepiej przy stole. Będą potrzebne: szable, pochodnie, miska, płachta, pies, bogato zaopatrzony ogródek z ziółkami, duży szklany gąsior, piec, kamień, kawałek papieru, gęsie pióro, inkaust, oraz jeden przedstawiciel mniejszości narodowej w stroju etnicznym. Inne rekwizyty i coś do popicia wedle uznania.
Z magnetofonu puszczamy brzękot cynowych pucharów, stukot glinianych mis o drewniane stoły, gulgotanie piwa i miodu w gardzielach, rżenie koni za ścianą, zapach świeżego obornika. Przepraszam, to ostatnie nie z magnetofonu. (W obornik można zaopatrzyć się na wsi. Przechowywany w szczelnie zakręconym słoiku nie powinien zwietrzeć.)
Siedzicie w karczmie, gdzieś na kresach, jest połowa siedemnastego wieku. Możecie być szlachtą lub chłopami pańszczyźnianymi, w zależności od ilości gotówki i postawionych na stole przed grą trunków. (Jeśli przyjmiecie rolę chłopów pańszczyźnianych, będziecie prekursorami! Twórcy systemu Dzikie Pola stawiali raczej na szlachtę.) Siedzicie i gawędzicie, przedstawiciel mniejszości dolewa wam piwa, miodu lub podłej gorzałki pędzonej na zapleczu. (Na marginesie przypominam, ze pędzenie bimbru jest obecnie zakazane i można za to dostać nawet pięć lat. Nabywanie i przechowywanie bimbru na razie nie jest karalne.) O czym to ja? Aha. Uczoną dysputę o wdziękach okolicznych panien na wydaniu (chłopek, wdów, sierot etc. niepotrzebne skreślić), przerywa wam donośny łomot. To przez okno, wyłamując małe okrągłe placki szkła (zwane gomółkami) oprawione w ołów wpada kamień i ląduje pomiędzy wami na stole, roztrącając wasze kubki, rynki z pieczonym mięsiwem czy gliniane patelnie na trzech nóżkach (przed sesją obejrzyjcie sobie w muzeum archeologicznym). Któryś z was, a najlepiej Mistrz Gry podnosi kamień i zdejmuje z niego pergamin. (W siedemnastym wieku papier był już w powszechnym użyciu, ale pergamin brzmi bardziej dumnie.) Na kartce starannym pismem półanalfabety naniesiono krótką a treściwą informację. „Do wsi przyszła zaraza!” (Aha. Jeszcze jedno, wykrzykników wówczas nie stosowano.) Ta informacja powoduje, że wszyscy zrywacie się z miejsc i krzyczycie na karczmarza, aby czym prędzej podał najmocniejszą wódkę, celem oczyszczenia dróg oddechowych, gardła i przełyku od bakcyli. (Na marginesie. Bakterie jako takie odkryte zostaną dopiero w 1858 roku i nadal przez szereg lat uchodzić będą za niesprawdzoną hipotezę naukową.)
Karczmarz biadoli nad wybitym oknem i dopiero po dłuższej chwili zaczyna wydawać żądany specyfik. Oczka mu przy tym biegają na boki, a wy już wiecie, ze cenę wybitego okna doliczył właśnie do waszego trunku. Ale przecież nie będziecie się targować, zdrowie ważniejsze. (Jeśli chcecie się targować, to na końcu w tabelce podaję rodzaje używanych pieniędzy i ich siłę nabywczą.).
Ludzie wykształceni oczywiście nie dadzą się nastraszyć byle żartownisiowi. Zanim podejmiecie radykalne kroki celem walki z zarazą, trzeba koniecznie sprawdzić, czy faktycznie nadeszło morowe powietrze. W tym celu zastosujemy wysoce naukową metodę opisaną już w 1591 roku przez J. Umiastowskiego.

Powietrze zwykle wkradało się do Polski od strony Turcji i Azji. Poprzednie oznaki ukazania się tej srogiej klęski były: ognie napowietrzne, a po nich zaraz następowała mgła gęsta przy mocnych wiatrach od południa i wschodu. Jedną z oznak zewnętrznych było także, jeżeli na wiosnę mało dżdżu padało z zimnem, a kwiaty wcześniej niż w czasie właściwym wschodziły.

Tak więc panowie bracia, kmiecie, czy kim tam jesteście, wysilajcie przymroczoną miodem pamięć, jak to wyglądała wiosna tego roku. Jeśli nic wam do podchmielonych łbów nie przyjdzie, należy przeprowadzić drugi eksperyment.

/.../ Najpewniejszym dowodem istnienia powietrza jest następująca próba: zbierano rosę w naczynia i dawano do wypicia psu pragnącemu, jeżeli ten zaraz po tem zdychał, było to niezawodnym znakiem tej klęski”

Tylko uważajcie, żeby was nie dopadło towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami, albo bojówka sponsorowana przez Zielone Brygady. Jeśli nie macie psa, możecie zaeksperymentować na chłopie (o ile zaliczacie się do szlachty), albo na pijanym panu, jeśli zaliczacie się do stanu kmiecego. Na karczmarzu odradzamy próbowanie, bo kto wam będzie dolewał? Poza tym mniejszości narodowe zasadniczo są mało wdzięcznym materiałem badawczym. Ktoś mógłby was oskarżyć o rasizm.
Jeśli zawitała do waszej wsi dżuma, macie około 50% szans, że się nie zarazicie. (choć na przykład w Wenecji i Mediolanie epidemie w połowie XVII wieku zabijały nawet 90% ludności). Dla określenia kto się zaraził a kto nie, rzućcie kostką. Ci z was, którzy wyrzucą nieparzystą liczbę oczek, są zdrowi, pozostali niestety zarażeni. W waszych czasach nie dysponujecie niestety przeciwciałami, surowicami, antybiotykami, sulfamidami etc., ale nie upadajcie na duchu. Dżuma, choć niebezpieczna, nie jest chorobą w stu procentach śmiertelną. Wasz system immunologiczny jest w stanie pokonać bakcyle... a, przepraszam, bakcyli jeszcze nie odkryto.
No więc, dzięki modlitwom choroba może wyjść z waszego ciała, pozostawiając w nim duszę. Określmy wasze szanse. Jeśli na skórze pojawiły wam się wrzody, z których cieknie czarna ciecz, a po obu stronach szyi ropa rozerwała wam węzły chłonne tworząc rozległe rany, możecie uważać się za szczęśliwców. Dopadła was zwyczajna dżuma, tzw. czarna śmierć, morowe powietrze. W takim przypadku, o ile nie chorowaliście wcześniej na żadną chorobę absorbującą siły odporne organizmu, macie 3% szans na samoistny powrót do zdrowia! Dla zbadanie czy wyzdrowieliście, rzućcie dziesięć razy kostką dziesięciopolową, jeśli trzy razy wypadnie jedynka, jesteście wyleczeni. jeśli nie wypadnie - sorry, Winnetou!

W przypadku, gdy kostka powie wam, że jesteście chorzy, a nie zaobserwujecie żadnych niepokojących objawów poza dusznością, można powiedzieć, że macie pecha. Dopadła was odkryta dopiero w XIX wieku postać dymieniczna dżumy. Rozwija się ona w płucach zarażonego i jest bardziej śmiercionośna niż zwyczajna. Ale nie martwcie się. Mimo wszystko macie szanse powrotu do zdrowia! Szansa ta wynosi aż 0,5%. W celu określenia rzucamy kostką...
Chorych, jak już wspomniano, nie jesteście w stanie wyleczyć, zaś eutanazja uważana jest w tych czasach za grzech. Jednak nie przejmujcie się. Za zabójstwo Pana Brata przewidziano łagodną karę. Rok i sześć niedziel odsiadki w wieży. Wylądowanie w lochu stanowić może dobre zabezpieczenie przed kontaktem z chorymi, a zanim was wypuszczą, zaraza przejdzie. Jeśli planujecie dłuższą kwarantannę, to warto wiedzieć, że za zabójstwo dokonane w miejscu publicznym otrzymacie podwójny wymiar kary. Jeśli nie decydujecie się skracać cierpień panom braciom, jedziemy dalej. Aha, jeszcze jedno. Jeśli jesteście chłopami i skrócicie cierpienia szlachcicowi, to niestety niezależnie od szlachetnych pobudek czynu, czeka was drewniane podwyższenie i psychopata w czerwonym kapturku (bez wilka).
Co należy zrobić, aby zabezpieczyć się przed zarazą? Po pierwsze, można zabarykadować się w domu. Dzięki podzieleniu Warszawy na sektory odgrodzone palisadami, zimą 1624/25 udało się uzyskać rekordowo niską liczbę zgonów. Tylko 17% mieszkańców miasta.
Ten wariant jednak dla graczy nie jest chyba najlepszy. Po drugie, można zastosować środki profilaktyczne. W tym celu będziemy potrzebowali ogródka i słoja, oraz najlepiej klucza do oznaczania roślin łąkowych lub inne podobne dzieło z dziedziny botaniki. A więc:

Wziąć pączków świeżych piołunu wielkiego, piołunu małego, rozmarynu, szałwi, ruty, miękiszu, każdego po łutów 3, kwiatu lawendowego łutów 4, czosnku pół łuta, dzięglu 2 łuty, tatarskiego ziela, cynamonu, goździków, muszkatołowych gałek, każdego po pół łuta, octu winnego najtęższego garniec [30 litrów]. Te wszystkie preparata pokrajać, potłuc i w szklany gęsior z tym octem pomieszać dobrze zawiązać pęcherzem, i niech przez 12 dni na słońcu stoi a gdyby słońca nie było, to w piasek lub w popiół gorący wstawić i potem mocno przecedzić i wycisnąć. Dopiero kamfory jeden łut w wódce rozpuścić i do tego wyż wymienionego octu dodać. Tym się umywać, na czczo po łyżeczce zażyć. Nos i gębę tym nacierać i zawsze nosić w balsamce przy sobie, dla częstej wąchania sposobności” - jak radził krakowski medyk Petrycy

Przypuszczalnie u karczmarza, jeśli wcześniej dowiedział się o nadciąganiu zarazy, można tenże preparat nabyć. Nie macie już pieniędzy? Trzeba było mniej pić, albo lepiej się targować! Może da na kredyt, ale nie liczcie na to. Ryzyko wynosi około 50% procent, więc połowę preparatu musiałby spisać na straty... a rozumiecie teraz, dlaczego na kredyt jest trzy razy drożej? Z drugiej strony, może opłaca się pisać weksel? Jeśli i wy i karczmarz macie po 50% szans uniknięcia zarazy, to ryzyko że, będziecie musieli spłacić dług wynosi raptem nieco ponad 25%!
Nasuwa się wam zapewne zrozumiale pytanie, czy preparat ten jest skuteczny. Hmm... Jak by to powiedzieć. Odkażanie wyziewami octu górnych dróg oddechowych może chronić was częściowo przed dżumą przenoszoną drogą kropelkową. Poza tym ocet jako lekarstwo jest bezwartościowy. Na marginesie uwaga do graczy. Ocet jako taki przy wdychaniu podrażnia błony śluzowe, prowadzi do silnych bólów głowy, a nawet uszkodzeń mózgu, jak przy wąchaniu butaprenu. Zażywanie doustne może upośledzić pracę wątroby i nerek oraz doprowadzić do częściowego obumarcia flory bakteryjnej w żołądku. Podobno w Norwegii istniał lek umożliwiający powrót do zdrowia nawet osobom już chorym. Biorąc jednak pod uwagę, ze czarna śmierć zabiła tam 3/4 populacji, nie bierzcie tych plotek poważnie. Jeśli nęcą was opuszczone domy i porzucone mienie, wyjątkowo skutecznym środkiem odkażającym jest proch armatni, którego cienką warstewkę należy rozsypać na podłodze i podpalić. Gryzący dym wypędzi powietrze.

Z zarazą można oczywiście walczyć także w inny sposób. Jak wiadomo, morowe powietrze wedle jednych autorytetów przychodziło z wiatrem, ale bardziej światli lekarze, np. nadworny medyk Zygmunta III Wazy - Perlati, zbadawszy rzecz dogłębnie, orzekli, ze ciągnie za grupami ludzi. W skrajnych przypadkach zaraza jest wywołana przez ludzi. Którzy roznoszą ją świadomie i celowo. A zatem szable w dłoń (chłopom pańszczyźnianym przypominamy, że szable to broń szlachecka, doradzam więc pobranie kos, sierpów, młotów i cepów) i hajda na zarazę! Zadanie jest proste, należy wytłuc wszystkich obcych. Graczy o orientacji antysemickiej informuję, że prześladowania ich "ulubionej" mniejszości podczas zaraz były na porządku dziennym. Wybiegając nieco w przyszłość można też wziąć przykład z dziewiętnastowiecznych chłopów rosyjskich i ścigać lekarzy przysłanych do walki z zarazą. Po lasach mieszkają różne "mądre babki", możecie skorzystać z ich pomocy lub spalić wiedźmy na stosie. A może zapolujecie na Dziewicę Moru? Można ją łatwo rozpoznać: chodzi ubrana na czerwono, rzuca czerwony cień, który nie zupełnie pasuje do jej postaci, ma blisko siebie osadzone oczy i zrośnięte brwi. Pozostałe przygody, jak sądzę, wymyślicie sobie sami.
Gdybyście chcieli rozegrać przygodę w mieście, może będziecie mieli szansę zaobserwować nadejście powietrza. Szczury dotąd spokojnie żerujące w rynsztokach i w zaułkach ulic nieoczekiwanie będą zdychać i krwawić z pysków. U zwierząt tych dzięki pewnym różnicom fizjologicznym dżuma rozwija się głównie w płucach, powodując pękanie pęcherzyków i silny krwotok prowadzący do zadławienia i śmierci zwierzęcia. Choroba przenosi się na ludzi poprzez ugryzienia pcheł, lub wdychanie wraz z kurzem zakażonych szczurzych odchodów. Nie macie pcheł? Nie wciskajcie kitu! W siedemnastym wieku każdy mieszkaniec naszego kraju miał pchły. (Oj, polemizowałbym! J W I poł. XVII w. higiena wśród warstw zamożniejszych stała jeszcze na dość wysokim poziomie. - przyp. M.M.) Pomiędzy ludźmi dżumę przenosić mogą także wszy i pluskwy. No cóż, jeśli uważacie, że lepiej nie nosić na sobie takiej menażerii, udajcie się do zawodowej iskarki, która w ciągu godziny oczyści wasze włosy z większości pasożytów. Tylko czy warto? Jak to, nie rozumiecie? Czyżbyście nie wiedzieli, że jeszcze w początkach dziewiętnastego wieku wzajemne iskanie się było ulubioną pieszczotą zakochanych, mającą w dodatku silny wydźwięk erotyczny?
No to na zakończenie garść cen, żebyście mogli się targować.

Zacznijmy od pieniędzy. Około 1624-26 roku, gdy dżuma pustoszyła nasz kraj, 1 dukat bity ze złota miał wartość ok. 172 groszy. 1 talar bity ze srebra - 90 groszy. Występowały też monety srebrne: póltalar - 45 gr., Ort - 18 gr., Szostak - 6 gr., trojak 3 gr., półtorak - 1,5 gr., 1 grosz. Grosz dzielił się na 3 szelągi bite z miedzi, a każdy szeląg na trzy denary.
Czeladnik dziennie mógł zarobić 5-7 gr., Mistrz murarski ok. 20-30. Beczka piwa kosztowała ok. 36-120 gr., garniec czyli ok. 30 litrów ok. 3 gr. Taka sama ilość gorzałki 6-9 groszy. Na zagrychę polecam kurę - ok. 2 gr., funt wołowiny - ok. 2-5 gr. Lub kopę (60 szt.) jaj za ok. 6-10 gr.

Redakcja: MMochocki

Informacje dodatkowe:
 

Ocena artykułu:
Ten artykuł jak dotąd oceniło 8 żołnierzy, średnia ocena: 5.4.
 


 
27-06-2006, 15:46 | Pippin | Komentarzy w sumie: 2
Bardzo przyda mi się spis cen i system pieniężny przez Szanownego Autora podany.
A sam tekst mi się spodobał, pewno z powodu częstej przez Autora używanej dwuznaczności i nawiązań. Na przygodę też odpowiednie, dajmy odpocznąć Panom Braciom od ciągłych walk (no, chyba że wybiorą oni bardziej drastyczne podejście do sprawy).


 
16-09-2005, 09:13 | Armand de Morangias | Komentarzy w sumie: 434
Hmm, można z tego zrobić ciekawą przygodę. Ja to widzę tak: W gospodzie przebywa akurat ktoś mądry i doświadczony (a przynajmniej mający takową wśród miejscowych reputację), który ucisza panikę i nakazuje wywalić pospólstwo za drzwi i zabarykadować się w karczmie z resztą szlacheckiej braci - jeśli gracze należą do uprzywilejowanej warstwy społeczeństwa, czeka ich długa izolacja od świata, klaustrofobia i wzajemna nieufność (w końcu nie wiadomo, czy któryś z bywalców już nie jest zarażony). Jesli natomiast nieszczęśni gracze od Chama swój ród wywodzą, no cóż, pozostaje im walczyć o przeżycie na zewnątrz. Być może, jak przystało na praojców Solidarności, skrzykną się przeciwko jawnej niesprwiedliwości i wezmą karczmę szturmem? Może zechcą zakraść się do niej po cichu, by "podebrać" karczmarzowi zapas cudownej driakwi? To oczywiście tylko kilka możliwości, że nie wspomnę o niekończonej mnogości perypetii.

Ciekawy i bardzo inspirujący materiał.


 
13-09-2005, 05:55 | Juzbek | Komentarzy w sumie: 26
...jako przygoda raczej się to nie nadaje do zastosowania, bo po pierwsze brak tu jakiejś fabuły, a po drugie gracze nie lubią, kiedy ich postacie giną, zwłaszcza w podobnych przypadkach. No, ale jest pare fajnych informacji o zarazach i rozpoczęcie z wrzuconym kamieniem też mi się podoba.


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   $$5#3... transmisja przerwana...