Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Duchy przeszłości
Sztuka teatralna w klimatach Warhammera
 20-04-2005, 16:07
 Xaplan
 1672 x przeczytano

---------- AKT I ----------

Zima w Imperium,
Przyciemniony pokój w starym zamczysku,
Przedzielony bordową, grubą kotarą w połowie
Jedyne światło to świeca woskowa
ustawiona na biurku. W oknach zasłony bordowe,
umeblowanie skromne, gustowne: drewniane biurko,
krzesła, komoda i szafy, niewielki barek i kilka zakurzonych
butelek po bretońskich winach. Starszy mężczyzna, czytający książkę
przy biurku. Dziwne cienie na ścianach


CZYTAJĄCY

Ach i znów mnie nawiedzacie! Odejdźcie! Pozostawcie mnie z księgą rodu mego!

GŁOSY

Ależ drogi przyjacielu nie przeszkadzaj sobie. cienie na ścianach poruszają się My tylko chcemy patrzyć na Ciebie – głosy milkną, nagle jeden dodaje ostatniego, który pozostał w rodzie.

CZYTAJACY

Tak więc może rodu mego historia któraś was zainteresuje? Wiele ich mam i mogę wam podarować w zamian za kilka chwil spokoju i uwagi. W księdze tej zawarłem ich wiele, w głowie zawartych więcej jest jeszcze.

GŁOSY

cienie zamilkły, przestały poruszać się po ścianach
Drogi nasz towarzyszu, chętnie... chwila przerwy i choć z wielką łatwością w umysł Twój wnikamy, posłuchamy tego, czego jeszcze nam nikt inny nie opowiedział. Cóżeś w księdze tej wyczytał?

CZYTAJĄCY

Księga ta rodu mego zamożnego – rodu herbu czarnego Kurka, rodu czystego i pięknego, nieskażonego niczym, rodu mego chwila przerwy, po czym łkając – rodu Fejellnaara.

GŁOSY

chwila ciszy po czym widać, że cienie przybierają postać ludzi siedzących na krzesłach
Słuchamy tego, czym dziś nas uraczysz.

CZYTAJĄCY

Niegdyś, gdy jeszcze Sigmar nie był bogiem, a jedynie bohaterem, mój ród zakładano. Założył go zapomniany już dziś Adalfrid – najstarszy ojciec. Gdy Adalfrid osiedlił się na ziemiach dziś zwanych Bretonią, jeszcze ludzie nie znali prastarej rasy wampirzej. Jeszcze nikt nie wiedział o nas nic, ale już wtedy ludzie byli głupcami i pozostawali w Chaosie.

GŁOS

jeden głos – wyższy od innych, głos żeński
Ludzka głupota istniała zawsze: czy to za czasów powstawania tej cywilizacji, czy to za czasów gdy elfy były w stanie ludzi nauczyć czegokolwiek, czy to za czasów, gdy krasnoludowie jeszcze rasą byli na tyle liczną, aby powstać przeciw ludziom. Niestety, nikt tedy nie targnął się na ludzką głupotę. Teraz za to wszyscy po kolei pokutują i pokutować będą.

CZYTAJĄCY

podchodzi do barku, otwiera jedną z butelek i nalewa czerwonawej substancji
(prawdopodobnie wina) do srebrnego kielicha

siadając
Nie zapominajmy o tym, że to od ludzi pochodzimy i to od nich się wywodzi nasza rasa. Gdyby nie oni nie mielibyśmy raison d’etre..


GŁOS

poruszenie się jednego z cieni, niepewna gra, świeczka mało co nie gaśnie
Mimo wszystko to ludzie winni są naszej egzystencji, więc niech oni odpowiedzą za to, co uczynili, na nas już czas. My zostaliśmy przez nich zapomniani i tylko nieliczni ludzie umieją sobie o nas przypomnieć, ale tylko wtedy, kiedy my tego zechcemy. Nigdy indziej. Owo zapomnienie ma jak najwięcej stron dobrych... lepiej, ażeby nas nie znali, niż wiedzieli o nas i nas nękali

CZYTAJĄCY

pijąc napój z kielicha, z lekką goryczą patrzy na cienie
Jak już rozpocząłem pozwólcie mi skończyć.
Wuj Adalfrid miał dwoje synów i jedną córkę. Ci zaś mieli każde po synu i córce, które też mieli po synu i córce. A wszystko to na przestrzeni ponad dwóch tysięcy lat. Moi rodzice także mają syna i córkę. I w ten sposób rasa nasza przetrwała. Odnalezienie doskonałego syna zabrało mym rodzicom o wiele mniej, niż dobranie prawidłowej córki. Krew ma szlachetna płynie w żyłach ojca, który wypił ją i oddał mi swej odrobinę. Matka ma zwróciła krew swą mej siostrze, a ta oddała jej swojej część.
Ten prastary rytuał...

GŁOS
tym razem niski i basowy,
wyraźnie zrywając się i występując przed innych

Ten prastary rytuał wymyśliliście tylko po to, aby zachować waszą rasę i tylko on jest waszym celem. Nic innego tacy jak ty nie robią, nie chcą robić i nie zrobią. Wszystko opiera się tylko na jednej głupiej zależności – albo ów rytuał, albo śmierć i to wszystko, co was czeka!

CZYTAJĄCY

z gniewem
Nie mów mi co mam robić, bo mam już sześć wieków za sobą i doskonale wiem, co znaczy ten rytuał dla mej rasy. Nie mów mi, co mam robić, bo stojąc naprzeciw mnie jesteś tylko małą istotą, której życie mogę zdmuchnąć ot tak – jak ową świecę. Nie nauczaj mnie, nie masz już czego.

ściana na kilka chwil staje się ciemniejsza, po czym rozsuwają się
zasłony, okna otwierają i cienie opuszczają pomieszczenie;
do środka wpada potężny podmuch wiatru, gasi świecę


CZYTAJĄCY

powoli zbliża się do kotary przedzielającej pokój
Czemu to spotkało akurat mnie?
łkając
Dlaczego?!

przesuwa kotarę, ujawnia się druga część pokoju, w której leży
martwa dziewczyna

Dlaczego okazałem się być niezdolny?!
Zawiodłem...

---------- AKT II ----------

Zima w Imperium,
okolice wielkiego zamku, otoczonego lasem,
po leśnej drodze idzie młody wojownik, odziany
w kolczugę, z mieczem przy pasie, otulony w skórzany płaszcz


WOJOWNIK

śpiewa pieśń
A pieśni te stare,
Za polem, za lasem,
Czas zimy nadchodzi,
Wszystkich nas ochłodzi
Zimy tej tchnienie
Na Ulryka skinienie
I ludziom straszna
Zima ta sroga
Na pewno w ofiary nie będzie uboga

GŁOSY

cicho, spokojnie, zza drzew
Dokąd to wojaku? Czyż nie za daleko zapędziłeś się w tej srogiej godzinie?
Droga ta ciężka, jeszcze samotnie spotka Cię co złego, polegniesz sromotnie

WOJAK

dobywa miecza z pochwy, rozgląda się wokół,
przestraszony, szuka wroga

Ujawnij się! Pokaż się! Nie tchórz, nie kryj swego oblicza

GŁOSY

głośniej, donośniej
Nie mam ci ja oblicza dobry podróżniku. Jam nie istota Tobie podobna
Ja nie stąd pochodzę, ja nie tu rodzony!

WOJAK

niepewnie, trzyma miecz w pogotowiu, cały czas obserwuje okolicę
Jeśliś nie z tego świata to kim jesteś? Czego spokój mój mącisz swą wyklętą obecnością? Odejdź zjawo, odejdź maro!

GŁOSY

ciszej, chichocząc
Jam ci nie zjawą, marą też nie.
Jam jest twą myślą, niespokojnym brzmieniem...

glos się ulatnia... Głosy odchodzą pomiędzy drzewa

WOJAK

przestraszony nasłuchuje, po czym pyta drżącym głosem
Czego chcesz ode mnie, czyś jest mi przestrogą, czy może z pomocą nadchodzisz? Kim jesteś? Wróg czy przyjaciel... jeśliś wróg na końcu ostrza mego skończysz (tylko dojrzę Cię), jeśliś przyjaciel wejdź spokojnie w granice pochodni mej, abym mógł zobaczyć twarz twą...
jego głos spokojnie rozpływa się pomiędzy drzewami,
zrywa się mocny wiatr, co chwila uderza śnieg, dziwne wycia po lesie,
mija kilka chwil, Wojak uspokaja się, chowa miecz i idzie w przód

mówi do siebie
Zamek na wzgórzu widzę, jeśli dziś tam dotrę o nocleg poproszę
Jeślibym nie dotarł... zagubiony pomiędzy drzewami wielkiego lasu umrę i
dla wilków będę pożywieniem...
rusza w drogę

GŁOSY

pędzą po lesie, przechodzą pomiędzy sobą,
mijają zamarznięty strumień, tańczą wokół drzew
pieśń rozpoczyna jeden z trójki


GŁOS 1

wysoki – damski
O Zimo kochana, pani oto służebnica twa
Ulryk twym mężem, jam córką waszą
Tańczę z wiatrem – synem Twym...

GŁOS 2

męski, niski, basowy
Ojcze mój ojcze – panie wilków
Pozwól zjednoczyć się z braćmi mymi
Niechaj w tańcu porwą mnie w górę
Niechaj z nimi w dal odejdę
GŁOS 3

dzieci – chłopiec i dziewczynka
Bracie nasz wietrze,
Dziadku nasz mrozie
Do was się uciekamy prośby te zanosząc
Pozwólcie nam ukojenie znaleźć
W lesie tym wielkim...

GŁOS 1,2,3

razem, chór
Ojcze Ulryku ty nas przywiodłeś
Ty nas śmiertelnymi uczyń...
Zginąć nam pozwól... odejść
W dal wieczną...

WOJAK

głosy tu docierające zdają się mieszać z wiatrem
razem staja się jakby smutnym gwizdem przez
wiatr niesionym


Zdawać by się mogło, że wiatr pieśń smutną niesie
Czyżby znów ma głowa figle mi płatała?
Czyżbym znów siebie sam oszukał?
Może to był znak jakiś?
Może pan zimy czuwa nade mną?
staje w miejscu, obraca się w tył i patrzy przez kilka
chwil dokładnie za siebie

Czyżbym pozostawił za sobą coś, co zabrać powinienem?
odchodzi, idzie dalej w stronę zamku

---------- AKT III ----------

Zima w Imperium,
gdzieś wysoko w górach,
podmuchy wiatru
padający śnieg


WIATR

nie ma nikogo na scenie,
głosy zza sceny

Spotkałem dziś na drodze podróżnika...
w zamyśleniu
Dawno takich tu nie widziałem...

ŚNIEG

również nikogo nie ma,
głos zza sceny

Też go spotkałem, był przerażony,
Widziałem, jak oszalał, chciał walczyć z powietrzem

WIATR

już pewniejszym głosem
Nie, on nie oszalał... z kimś rozmawiał
Nie wie sam z kim, nie wiem ja z kim...
chwila milczenia
Odwiedziłem dziś zamek... byłem w pokoju pana
Widziałem go w rozpaczy i smutku
Widziałem go w beznadziei
Widziałem, że czas jego nadejdzie...
Był sam, sam ze sobą rozmawiał
Myślami głośno wymieniał się z trupem
Na wielkim łożu...

ŚNIEG

w zamyśleniu
Choćbyśmy i chcieli sprawy te
Pozostawić musimy...
Nie pozwolono nam ingerować w ich czyny
Sami się o to prosili, teraz mają co chcieli...
Głupcy... ludzie głupcami są
Lecz nigdy zrozumieć tego nie zechcą

WIATR

ukazując lasy, pola, wsie, rzeki
Oto ich Świat...
w zamyśleniu
Oto miejsce, które należy do nich.
Nie jest ich własnością, ukradli je innym
Tak jak nam chcą wydrzeć władzę nad tym, co nasze
Głupi jesteśmy chwila namysłu,
po czym dodaje
ale wieczni...

ŚNIEG

patrząc w niego, w chmury
Oto i nasz problem!
Wieczni przez co skazani na dolę
I niedolę... na to, żeby patrzyć na Świat i...
chwila myśli
Aby przypominać niemych sędziów
Możemy patrzeć, możemy oceniać
Wyroki nasze nie liczą się władzy nie mamy
Władza w rękach bogów... a ci nam nigdy jej nie odstąpią
Jest jednak w nich coś ludzkiego!

WIATR

przelatując pomiędzy drzewami w
ciemnym lesie

Nie stawaj wobec bogów!
Nie sprzeciwiaj się im!
Oni są w stanie pozbyć się Ciebie i mnie i
Wszystkiego co nas otacza!
Nie warto... lepiej żyć, wyrokować
Patrzeć i obserwować...
To nam pozostało to nam będzie przyszłe
Chodźmy poszukać owego podróżnika
Ktoś musi dotrzymać mu towarzystwa

---------- AKT IV ----------

Zima w Imperium,
ogromny zamek, w którym rozbrzmiewa
dźwięk dzwonu, pokój, otwarte okno, padający śnieg,
wiejący wiatr, pomieszczenie takie, jak
w akcie pierwszym – pokój Czytającego




CZYTAJĄCY

na dźwięk dzwonu.
Ze zdziwieniem, do siebie

Goście?! Tutaj?! Dziś?!
opuszcza pomieszczenie, schodzi po
schodach do wrót zamczyska, otwiera wrota,
na widok podróżnika wita go i wskazuje
aby ten wszedł do środka, po czym mówi

Wejdź do środka,
Na dworze zimno, a u mnie znajdziesz i
Ciepłe posłanie i strawę jaką dobrą

WOJAK

wchodzi do środka
Witajcie panie, przepraszam, że nachodzę w noc taką
Ale jako jedyne schronienie Twój dwór zobaczyłem.
Jeśli łaska noc spędzę, o świtaniu odejdę.

CZYTAJĄCY

Drogi podróżniku, w mych progach jesteście gościem
Nader miło widzianym. Pozostaniesz tu ile zechcesz

WOJAK

odkładając swe rzeczy na bok
Dzięki Ci panie za ratunek.
Wieś miała być po drodze, lecz teraz jeno zgliszcza
Pozostały po niej
Iść dalej musiałem.
We wsi ruinach pozostać – śmierć
Droga niepewna... może i zbawienna

CZYTAJĄCY

Droga zbawienną się okazała
Dotarłeś tutaj i bezpiecznym jesteś, pozwól się na chwil kilka opuścić.
Przygotuję kolację, abyś panie z głodu w mych progach nie umarł,
Tymczasem przy ogniu zasiądź i ogrzej się trochę. Zimno wokoło, a tylko przy ogniu
Znajdziesz trochę ciepła
szybko odchodzi, znika za jednymi z drzwi

WOJAK

obchodzi wielką salę wokół, podchodzi do paleniska
tam siada na jednym z foteli, ogrzewa się przy ogniu, rozkłada
przemoczone ubiory nad ogniem


CZYTAJĄCY

po kilku chwilach wraca, zbiera rzeczy podróżnika, po czym pyta
Drogi gościu mój wybacz, ale dopiero za chwil kilka podam Ci do stołu,
Powiedz mi jak tam na trakcie? Kogoś spotkałeś? Coś widziałeś?
Ciekaw jestem, dawno nie byłem w drodze i chciałbym abyś podzielił się ze mną
Opowieścią z podróży.

WOJAK

ze zniechęceniem, ledwo powstrzymując ziewanie
Panie drogi... trakt się nie zmieni nigdy. Zawsze będzie nieprzyjazny dla nas – podróżników, zawsze groźnie jest podróżować samemu. Ja niestety muszę dotrzeć do miasta stołecznego. Pora ta... Pora w drogę zła – jak najbardziej... to zimno, to zmęczenie szybciej człekowi doskwiera.
Wiele wsi już nie ma, zgliszcza pozostały... nikt już ich nie chroni, wojska graniczne zajmują się nie tym, co powinny robić. Mordują się ludzie z ludźmi nawzajem, a wroga nie ma kto przegnać na wieki...

CZYTAJĄCY

wychodzi na chwilę, po czym wraca z wielką tacą, na której znajduje się pieczone kurcze,
a także z butlą wina i kielichem

Zasiądź panie do stołu. Smakuj, niechaj moje jadło siłą Cię napełni, a ja tymczasem
Pójdę przygotuję pomieszczenie dla Ciebie, abyś był przyjęty godnie.

WOJAK

na widok jedzenia nie zwraca uwagi na pana domu. Zasiada do stołu i czym prędzej je

CZYTAJĄCY

wraca po pół godzinie, zastaje podróżnika we śnie,
zanosi go do komnaty na górze, kładzie na łożu obok ciała dziewczyny
po czym przysysa się do jego dłoni i pije zeń krew
skończył, mówi do siebie

Krew świeża, słodka, dawno nie smakowana przeze mnie
Niechaj odrobinę jeszcze uszczknę...
wbija kły w szyję podróżnika,
sączy krew dalej


---------- AKT V ----------

Zima w Imperium,
pomieszczenie, w którym stoi Czytający,
okno otwarte, wewnątrz wieje Wiatr i pada do środka Śnieg


WIATR

ze smutkiem na twarzy
do Śniegu

I tak oto przyjacielu
Kolejna dusza ludzka opuściła ten padół...
Dla jej dobra raczej, niźli dla krzywdy jej wielkiej

ŚNIEG

ze smutkiem w głosie
Dla dobra jej to uczynił
Dla dobra ludzi zabijać ich winni
Dla dobra ludzi i Świata całego

---------- EPILOG ----------

Zima w Imperium,
Przyciemniony pokój w starym zamczysku,
Przedzielony bordową, grubą kotarą w połowie
Jedyne światło, to świeca woskowa
ustawiona na biurku. W oknach zasłony bordowe,
umeblowanie skromne, gustowne: drewniane biurko,
krzesła, komoda i szafy, niewielki barek i kilka zakurzonych
butelek po bretońskich winach. Starszy mężczyzna czytający książkę
przy biurku. Dziwne cienie na ścianach


CZYTAJĄCY

Ach i znów mnie nawiedzacie! Odejdźcie! Pozostawcie mnie z księgą rodu mego!

GŁOS WOJAKA

Ależ drogi przyjacielu nie przeszkadzaj sobie. cień na ścianie porusza się
Ja tylko chcę patrzeć na Ciebie po chwili zamyślenia ostatniego z rodu...

---------- KONIEC ----------



Redakcja: Saovin

Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   



Witamy w serwisie II Wojna Światowa.

wwii.valkiria.net

* * *

Zapraszamy do zapoznania się z najnowszą aktualizacją serwisu II Wojna Światowa:

"Historia drugiej wojny światowej 1939-1945" - recenzja książki




Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie



Czy zauważyłaś/eś zmianę w szybkości działania serwisu?

Tak. Działa znacznie szybciej.
8  Głosów (36%)
Tak. Jest OK.
3  Głosów (13%)
Nie. Działa tak samo.
2  Głosów (9%)
Nie. Działa wolniej.
4  Głosów (18%)
Nie mam zdania.
5  Głosów (22%)

Ankieta wygasła

Archiwalne

Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 52

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3509791
Dziś gości: 82
Ten miesiąc: 3190
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 119