Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Third Eye
 29-12-2007, 16:09
 Xaplan
 3029 x przeczytano

Deszcz obmywał anielską twarz, zalewając wystającego z pełnych męskich ust papierosa. W uszach słuchać było Możdżera, Danielssona i Fresco grających cover Nirvany.
„Jak ja mam kurwa dość” – anioł włożył rękę do kieszeni szukając swojej ukochanej Zippo. Była tam, poczuł zimny, chromowany metal w dłoni. Zgrabnie wyjął zapalniczkę z kieszeni, odpalając kolejnego papierosa – nigdy nie przepadał za odpalaniem jednego od drugiego. Każdy musiał być odpalany z osobna. Ruszył w końcu poprzez mokre, późnojesienne ulice Wrocławia. „Jak ja mam go kurwa dość!” – znów pomyślał o swoim najbliższym człowieku. Idąc tak zorientował się, że właściwie skończyły mu się papierosy i przydałoby się kupić chociaż paczkę – to może być długa noc.
 
            - Marlboro Light poproszę – wycedził schylając się z bólem w plecach w stronę miniaturowego okienka w punkcie Ruchu.
            - Sześć siedemdziesiąt – miła starsza pani popatrzyła na spód paczki.
            - O tanio pani ma. Dwie poproszę w takim wypadku.
            - Wie pan co – ekspedientka pogrzebała chwilę pod blatem oddzielającym ją od miniaturowego okienka. – To ostatnie po starej cenie, chce pan drugie za osiem dwadzieścia?
            - Że co? – popatrzył na nią ze zdziwieniem. – Osiem dwadzieścia? Toż to półtorej złotego podwyżki!
            - A co ja? Z rządu jestem? Mówią „za osiem dwadzieścia” to po tyle sprzedaję. Sama się na najtańsze przerzuciłam, jak mnie Caro czerwone podrożały! To ta cholerna Unia!
            - A daj już pani obie – machnął ręką obojętnie. „Tyś chyba ocipiał” – skierował swoje myśli w stronę nieba. Jasnodowodzący już dawno zapomniał o tym, co to pieniądze, a raczej ich zarabianie. Stąd boska sakiewka nie należała wcale do najpełniejszych, ponoć jeden z informatyków na dalekim zachodzie miał więcej pieniędzy, niż sam szef. Stąd też średnie przydziały w anielskim fachu wynosiły mniej więcej tyle, co średnia krajowa w danym państwie. Na szczęście przestali zakazywać dorabiać…

Stróż zapłacił za chwilę trującej przyjemności i ruszył dalej w pomarańczowe od ulicznych świateł miasto. Lekko mżyło, a z ciemności bił niesamowity chłód. Anioł Stróż miał dziwne wrażenie, że mimo nocy, jest jak za dnia – tam, gdzie panuje cień jest zimno, tam, gdzie przyświecają lampy roztacza się aura ciepła. „Dziwna noc” powiedział pod nosem, niechcący ściągając na siebie uwagę młodej kobiety. Miał wrażenie, że coś mówiła, ale nie był pewien, w uszach dudniła mu właśnie jedna z jego ulubionych piosenek ostatnich dni – Firebreather. Szybko ocenił czy warto wyciągać tę słuchawkę, czy nie.
 
            - Przepraszam? – powiedział wciskając pauzę.
            - To ja przepraszam – słodki zapach właśnie wdzierał mu się do nosa, a kiedy doszedł do niego głos, Stróż poczuł jak cały sztywnieje.
            - Tak… to ja przepraszam – powiedział udając nieśmiałość. Dawno nie był z kobietą. Czuł jak coraz bardziej sztywnieje.
            - Ależ nie ma za co – zamrugała oczami. Miała w sobie radość, jej głos, ruchy, blond loki. Anioł poczuł jak czas zwalnia. Nie, to nie było odczucie, wiedział, że w tej chwili czas stoi a on ma tą właśnie chwilę na zrobienie czegoś, czegokolwiek. Dalej sztywniał, musiał się lekko skulić, aby nie dać znać po sobie niczego.
            - Emm – uśmiechnął się w iście magiczny sposób. Wiedział doskonale, że to działa na wszystkie kobiety. Wiedział doskonale, że w ten sposób wyrwie każdą. – Nazywam się Filip.
            - Tak? – popatrzyła na niego pytająco. I…? – patrzyła nadal niepewnie.
            - I… - poczuł jak czerwienieje. „Co jest?” – zapytał sam siebie. – I znam urocze miejsce niedaleko stąd gdzie możemy w spokoju.
            - Ale widzi pan, ja się spieszę – nieznajoma znów zamrugała oczami.
            - Już nie. Widzi pani, ja też się właśnie spieszyłem, ale kiedy ujrzałem tą anielską postać przed sobą, doszedłem do wniosku, że ten cały pośpiech może mi właśnie zrujnować życie – zaczerwienił się najładniej jak tylko potrafił. Przypominał sobie w głowie zapachy, które mogłyby mu pomóc.
            - Rozumiem… - cały czas patrzyła na niego uważnie, mrugając co jakiś czas. Stróż miał wrażenie, że próbuje go zahipnotyzować. Wiedział, że Aniołom to nie grozi, ale wiedział też, że ta kobieta ma w sobie coś nadzwyczajnego. Czuł bijącą od niej energię, nie wiedział tylko na ile ta dziwna energia jest dobra, a na ile zła.
Nie minęło dużo czasu, kiedy znalazł się z Kingą na w jej mieszkaniu. Anioły już tak mają – łatwiej. Rozbierał ją pospiesznie, czując, że sztywnieje. Czuł jej pocałunki na szyi, kiedy rozpinał delikatny koronkowy stanik, odpinał pasek i ściągał spodnie. Powietrze tańczyło razem z nimi. Oboje szaleli za sobą. Ta noc była ich – kochali się długo i mocno, niczym zwierzęta. Kinga i jej Anioł Stróż.
 
***
 
Wrocław o poranku smakował znakomicie. Stróż zatrzymał się przy sprzedawcy słodkich bułek i wyskubał z portfela kilka złotych na śniadanie. Szedł uśmiechnięty, jesienny wiatr sprawiał wrażenie wiosennego podmuchu. Deszcz nie był wcale zimny i nieprzyjemny – był ciepłym letnim opadem. Zapalił papierosa – dopiero teraz przypomniał sobie, że przez cały wieczór i całą noc nie zapalił ani razu. Uśmiechnął jeszcze szerzej. W jego głowie rosło słońce, a w brzuchu wierciły się iskierki.
 
Złapał autobus na Krzyki i rozsiadł się wygodnie na niewygodnym siedzeniu. Nie przeszkadzała mu starsza pani, która umościła się z trudem obok niego. Nie zwrócił uwagi na to, że z powodzeniem mogłaby zajmować dwa miejsca i wiercąc się, czy wpadając na niego przy każdym zakręcie próbowała mu o tym przypomnieć. Miał to absolutnie gdzieś. On dalej dobrze się bawił, widział Kingę i uśmiechał się w głowie. Ciągle czuł na sobie jej zapach, jej perfumy, pot, jej ciało. Co chwila przechodziły go dreszcze. „Ludzie są wspaniali” – pomyślał wlepiony siłą w szybę.
 
Wysiadł na pętli i ruszył w stronę blokowiska. Blokowiska, które codziennie powodowało w nim poczucie winy i niechęci. Zawsze sobie wypominał, że gdyby nie był leniwy, załatwiłby lepszą robotę Tomkowi. Tomek był dobrym chłopakiem. Nie był ofiarą życiową, nieźle się uczył, skończył dobre studia, znalazł pracę w biurze, wziął kredyt na mieszkanie i zaczął poszukiwać swojej przyszłej żony. W tym celu udawał się co weekend do centrum z dwiema stówkami w kieszeni, aby wypić, poznać kogoś i w końcu – nie wrócić samemu na noc do domu. Nigdy mu się to za bardzo nie udało – raz faktycznie sprowadził kobietę do domu, ale ta po fakcie zażądała właśnie dwóch stówek.
„Ciekawe co u Tomka” – Stróż popatrzył w okno na trzecim piętrze. Było uchylone, ze środka dobywała się muzyka. Wyostrzone zmysły nie wyłapały niczego więcej. Ruszył przyspieszonym krokiem w stronę mieszkania swojego podopiecznego. Kucnął za jednym z pawilonów i po chwili leciał już w powietrzu, jako gołąb. Usiadł na balkonie sąsiadki i zaczął nasłuchiwać. Wiedział, że Tomek jest w środku, czuł bicie jego serca. Z tak bliska mógł odczytać jego myśli, ale podczas pierwszej próby nieomal spadł z balkonu. Uderzyła go fala poalkoholowego bełkotu zmieszanego z niechęcią i rozczarowaniem. Poczuł też w ustach krew. „Idiota” – pomyślał przelatując na swój balkon. Wszedł do domu przez uchylone drzwi i szybko powrócił do swojej ludzkiej postaci. Włączył telewizor, aby zobaczyć co naprawdę dzieje się z Tomkiem. Ten leżał wsparty o muszlę w toalecie. Podłoga wokół pełna była wymiocin i krwi. Podopiecznym Stróża co chwilę wstrząsały dreszcze.
 
Będziesz miał kaca jełopie jeden. Znów zachlałeś. Jesteś żałosny – rzucił w stronę zwijającej się na ekranie postaci. Wyłączył telewizor i po chwili znalazł się w łazience. Popatrzył na swoje odbicie w lustrze – ciemne plamy wokół sutków, o których nie miał pojęcia przypominały siniaki. Dopiero po chwili dopatrzył się zaczerwienienia nad jedną z brodawek – wyraźnego śladu po zębach. Uśmiechnął się do swoich wspomnień. Rozebrał się do naga, zdjął skrzydła i wszedł pod parującą wodę. Stał tak kilkadziesiąt minut. Zmywał z siebie zapach Kingi. Umył dokładnie włosy, kilka razy nakładał na gąbkę żel i przemywał się dokładnie. Mimo ostrego męskiego zapachu, który bił od żelu pod prysznic, ciągle czuł Kingę w powietrzu. Zamykał na chwilę oczy i widział ją przed sobą – taką jak wczoraj i dzisiaj, nagą, gotową na wszystko. Znów uśmiechał się do swoich myśli. Bycie śmiertelnikiem nie jest takie złe – mówił do siebie stojąc pod gorącym strumieniem wody. Może zostawię je na zawsze, albo poproszę o przeniesienie na jakiś czas? Po co mi skrzydła i to wszystko, co ma mi pomagać ratować ludzi? Przecież radzę sobie i bez tego. Woda skapywała mu z długich włosów oblepiających kark i policzki, spływających do połowy pleców. Nadal głośno myślał a z każdą myślą czuł się jak nowonarodzony.
 
Tomek obudził się uwieszony na muszli. Jego najlepsze jeansy i ukochana koszulka z Jimem Morissonem przypominały śliniak. Wszędzie wokół pełno było rzygowin. „Ech… narozrabiałem” pomyślał w lekkim zamroczeniu. Dochodził do siebie – myśli spływały do głowy niczym fale rzeki, wpływającej do morza. Przypomniał sobie gdzie pił, z kim, później taksówka, później… co było później? Zgon! – nagłe oświecenie zabolało w głowie niczym cios obuchem. „Zaliczyłem zgona” pomyślał radośnie i pacnął bezwładnie na podłogę.
Stróż uruchomił telewizor, przełączył na ulubiony kanał, popatrzył chwilę i zaczął szukać telefonu. Wiedział, że zapowiada się kolejny nudny dzień – Tomek nie był w stanie zwojować niczego więcej, niż poobijać się po drodze do łóżka. Telefon leżał w kieszeni ciemnoniebieskiego płaszcza. Owinięty w kartkę z dziewięcioma magicznymi cyframi i samotnym „K” na końcu. Anioł uśmiechał się cały czas, kiedy czytał cyfry jednocześnie wklepując je w telefon.
 
- Tak? – lekko zaspany i zdenerwowany, ale znajomy głos odezwał się po drugiej stronie.
- Cześć, Kinga, tutaj Filip – Stróż poczuł denerwujące wiercenie w brzuchu.
- A cześć – w głosie dziewczyny zabrzmiała przyjemna nuta.
- Jak się czujesz? Masz jakieś plany na dzisiejsze popołudnie?
- Chyba dobrze, dochodzę jeszcze do siebie – Kinga zaśmiała się filuternie. – Dzisiaj… jestem troszkę zajęta w dzień, ale wieczorem możemy spotkać się, jeśli masz czas.
- Jasne – Anioł uśmiechnął się szerzej. – O której mam przyjść?
- O dziewiątej ?
- Dobrze. Do zobaczenia. Uważaj na siebie.
- Pa, Tygrysku.
 
Anioł Stróż opadł na kanapę ociężale. Nie przepadał za pierwszymi rozmowami po pierwszej nocy. Zawsze miał wrażenie, że kogoś skrzywdził i starał się nie odzywać, ale tym razem nie potrafił powstrzymać się od sięgnięcia po telefon. Coś go kusiło, coś mówiło, że to jest najlepsze, co może zrobić.
 
Boskie cele – czasem w przygodach pojawiają się elementy boskie. Nie mówię tutaj (tylko) o Cthulhu, ale o większości systemów, mamy pełen panteon boski w D&D, WFRP, praktycznie we wszystkich systemach jest jakiś bóg, który mniej lub bardziej wpływa na życie ludzkości. No właśnie – bóg pojawia się przed postacią gracza, jej plemieniem, podczas wizji narkotykowej, kiedy ten pada z wycieńczenia itd. Albo też wysyła anioła, demona, jakiegoś posłańca, który przemówi w jego imieniu: co trzeba zrobić, gdzie pójść, kogo załatwić i tym podobne. Oczywiście gracz wie, że nie może kwestionować nakazów boskich. Bóg nie prosi, bóg rozkazuje. I zawsze ma rację… ale czy na pewno? Niekoniecznie. Co, kiedy bóg próbuje za pomocą BG zrobić coś, co nikomu niczego nie daje? Albo wysyła go na misję, która może bóstwu tylko zaszkodzić? Kiedy po prostu się myli i gracz (bo w końcu po to dał ludziom/elfom/czymkolwiek jesteś wolną wolę – abyś mógł podążać albo nie) musi podjąć decyzję: czy podążać ślepo za wolą istoty wyższej, czy podjąć własną decyzję i zrobić coś „tak jak powinno być” wedle sumienia gracza?
 
Spotkali się tego wieczoru, podobnie jak następnego i kolejnego. Mimo tego, że jesień z dnia na dzień coraz bardziej atakowała chłodnym wiatrem i przedzierającym się przez każdą osłonę deszczem Stróż przez ostatnie dni odnosił wrażenie, że rozpoczyna się wiosna. W powietrzu unosił się zapach wiosny. Anioł był w wielu krajach, ale w Polsce wiosna pachniała najciekawiej – była inna, specyficzna. Było ją widać i czuć. Każdy jej powiew, promyk, każdą cząstkę jej rodzącej się zieleni.
Stróż szedł w stronę mieszkania Kingi. Wyjął z wewnętrznej kieszeni paczkę papierosów i włożył jednego do ust. Nagle uświadomił sobie, że Kinga nie lubiła go, kiedy całował ją po papierosie. Zauważył, że ostatnio zaczął mniej palić „Może uda się rzucić?” – pomyślał. Nagle poczuł wibrację w kieszeni jeansów – dostał smsa. Nie zdążył jednak rzucić okiem na wyświetlacz, a wpadł na Tomka. Szybko popatrzył na to, z kim się zderzył.
 
            - Cześć sąsiad. Sorry, że… - nie dokończył.
            - Cześć – Tomek odpowiedział oschle, wyminął Stróża i ruszył z pośpiechem przed siebie.
            - Tomek! – Anioł krzyknął za znajomym, ale nie doczekał się odpowiedzi. Stał chwilę wpatrzony w szybko znikającą sylwetkę Tomka, po czym wzruszył ramionami i zaczął czytać wiadomość. „ Cześć Filip. Przykro mi, ale chyba nie mogę się z Tobą spotkać dzisiaj i jutro. Chyba w ogóle nie mogę. Postaram się odezwać za jakiś czas. K.”
Stróż stał jak wryty. Zapalił papierosa, później jeszcze trzy. Stał tak w miejscu, czując jak robi mu się coraz zimniej. Jak pod płaszcz wdziera się zimne, jesienne powietrze. Jak krople chłodnego deszczu uderzają go w twarz, przebijają ubranie, powodując gęsią skórkę i dreszcze. W końcu podjął decyzję.
 
Wieczorem Anioł Stróż wrócił do domu. Szedł niespiesznie, paląc papierosa za papierosem. Skrzydłami zahaczał o szyldy sklepowe. Deszcz nadal padał natrętnie wdzierając się pod ubranie. Wiatr ustał na chwilę, ale Stróż wiedział, że to nie jest długa chwila wytchnienia. W uszach rozbrzmiewała mu Anathema „A Fine Day to Exit”. – Tak, to dobry dzień, aby wyjść – powiedział pod nosem. Papieros przemókł, odpalił drugiego, tym razem skrył go w dłoni. W głowie miał pustkę, od czasu do czasu nawiedzały go różne myśli, tak samo szybko odchodziły w niepamięć. Miał to szczęście, że jako Stróż potrafił zapomnieć o Kindze, o tym, że miała być dziewczyną Tomka. O tym, że miał tego dopilnować, a nie rozpieprzyć. W końcu o tym, że był Aniołem Stróżem, który nie wypełnił swojej misji. Więcej – udało mu się utracić podopiecznego. Na rzecz największego przeciwnika Boga.
 
Winda skrzypiała ze smutkiem. Mimo, że sprawiała wrażenie starej, wjazd na 5 piętro zajmował jej niecałe pół minuty. Anioł wspiął się po drabince prowadzącej na dach, odsunął pokrywę i wyskoczył na wyłożoną papą płaską powierzchnię. Z tej wysokości widział odległe o kilka kilometrów centrum miasta. Przeszedł się chwilę po dachu, upajając jesiennym widokiem żyjącego studenckim czwartkiem Wrocławia. Z daleka widział odległą Katedrę na Wyspie, oświetlony Ratusz w rynku. Stał tak jeszcze kilka chwil, w końcu zdjął skrzydła, odłożył na bok i podszedł do jednej z krawędzi.
 
Zmiany – a co, jeśli wysłany przez Boga anioł, demon, posłaniec nie wykona swojej misji. Albo podczas jej wykonywania nagle zmieni zdanie i zacznie zamiast pomagać niszczyć życie BG? Nie chodzi mi tutaj o istotę, która jest przeciwnikiem BG, raczej o kogoś, kto przybywa po to, aby wesprzeć BG i nagle pojawia się impuls, który zmienia jej patrzenie na sprawę, zmienia ustosunkowanie do niej i pomocnik staje się utrapieniem. Nadnaturalnym utrapieniem? Może BG postara się pomóc / przekonać posłańca do swoich racji. A co, jeśli idzie o wyższe uczucia – o miłość. Jak Bohater może rywalizować z aniołem? Ma raczej małe szanse. Ale zawsze warto próbować. Coś bardzo niekonwencjonalnego?
 
Kinga siedziała zapłakana na łóżku. Dzisiejsze wiadomości dosłownie zwaliły ją z nóg. Nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. „Tomek i Filip… znali się? Jak to możliwe?” – cały czas walczyła z pytaniami i pustką w głowie. Zasłoniła okna w domu i ułożyła się na łóżku. Zmęczona całym tym dniem nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. W końcu usnęła. Miała piękny sen: Filip ubrany w zbroję - jak rycerz, zlatywał na anielskich skrzydłach do bram piekielnych, aby odebrać Tomka z rąk Szatana.
 
Gdy się obudziła o poranku, powiesiła nad wejściem do pokoju mały, złoty krzyżyk, który dostała kiedyś od cioci na komunię.
 
Szok – w życiu ludzi (powiedzmy poprawnie politycznie: humanoidów) mają miejsce zdarzenia, które potrafią zmienić ich życie – taki szok, który powoduje, że nagle zaczynasz dostrzegać coś, czego nigdy wcześniej nie widziałeś. W życiu BG też może zdarzyć się coś takiego. Takie „oświecenie”, które powoduje, że zaczyna postrzegać świat innym. Coś się w nim otwiera. Nowa ścieżka.
So good to see you.
I've missed you so much.
So glad it's over.
I've missed you so much.
Came out to watch you play.
Why are you running away?
Prying open my third eye.
So good to see you once again.
I thought that you were hiding.
And you thought that I had run away.
Chasing the tail of dogma.
I opened my eye and there we were.
So good to see you once again
I thought that you were hiding from me.
And you thought that I had run away.
Chasing a trail of smoke and reason.
Prying open my third eye”
 
Miłego eksperymentowania
Tekst autorstwa TOOLa – „Third Eye” z płyty „AEnima”
 
Autor: Robert „Xaplan” Gala
Redakcja: Kornel „Hipiss” Bielawski

Informacje dodatkowe:
 
 

Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   



Witamy w serwisie II Wojna Światowa.

wwii.valkiria.net

* * *

Zapraszamy do zapoznania się z najnowszą aktualizacją serwisu II Wojna Światowa:

"Historia drugiej wojny światowej 1939-1945" - recenzja książki




Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie



Czy zauważyłaś/eś zmianę w szybkości działania serwisu?

Tak. Działa znacznie szybciej.
8  Głosów (36%)
Tak. Jest OK.
3  Głosów (13%)
Nie. Działa tak samo.
2  Głosów (9%)
Nie. Działa wolniej.
4  Głosów (18%)
Nie mam zdania.
5  Głosów (22%)

Ankieta wygasła

Archiwalne

Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 54

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3505980
Dziś gości: 84
Ten miesiąc: 38100
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 386