Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Pamiętnik - część pierwsza. Burzliwe losy między wojnami
 18-03-2006, 19:39
 Xaplan
 4526 x przeczytano

Władca Zimy opisał nam życie żołnierza Imperium. Wojownika lekkiej jazdy, obrońcy granic Ostlandu. Ja spróbuję pokazać Wam żołnierza, ale od innej strony – dezertera, który ucieka podczas jednej z krwawych bitew na północy Imperium. Opiszę Wam jego losy – co działo się z takim jednym Hansem Kellerem, łucznikiem czwartego regimentu strzelców Białego Wilka. Pozwolę sobie jednak nastawić ten opis na postać, na psychikę żołnierza, która w odróżnieniu od WZ nie ma budowy cepa, a jest trochę bardziej świadoma. Szczególnie, że mamy drugą edycję i warto zwrócić uwagę na to, jak czują się mieszkańcy Imperium w świecie, który pozostał im do przeżywania po Inwazji Chaosu.
 
Nie mam jednak zamiaru czynić z trepa magistra i opowiadać o wywodach filozoficznych, gdyż minęłoby się to z celem. Chcę Wam pokazać chłopaka, który wychował się na wsi lub w mieście, o życiu szlachty ma niewielkie pojęcie, a stoi na straży wiosek i miasteczek w Middenlandzie. Żołnierz to nie myśliciel, ale także żołnierz, to nie goblin (tutaj mógłby się Hipiss obrazić...).
Zaczynamy:
 
Imperium, rok taki jak zazwyczaj podczas Waszych sesji. Koń idzie pewnie przed siebie, nieugięcie przez dziki, ciemny i nieprzyjemny Drakwald. Koń? Zaraz, zaraz... jaki koń? Ano tak, koń sierżanta. Wy przecież macie jasny rozkaz: „Zapierdalać do Hoffen i wzmocnić garnizon”. „Zapierdalać” oznacza tutaj tyle samo, co „dotrzeć”, a to jak, nikogo nie obchodzi. Można oczywiście jechać konno, ale który z czwartego regimentu ma konia? No dobra Johan ma... no i co? No i to, że może go zastawiać w kości, bo ma kasztankę ładniejszą i lepiej utrzymaną od tej sierżanta, a za to się należy w mordę. A jak nie w mordę, to przynajmniej nie wypada jechać konno, kiedy reszta grupy idzie pieszo, tylko sierżant jedzie konno. To tak, jakby miał naszyte serce w płomieniach na piersi, zamiast białego wilka. W sumie to za to można dostać więcej niż w mordę, a później do dołu kloacznego. Taki jeden Otto kiedyś tam wylądował. Od kilku miesięcy nikomu nie chce się tam podejść, aby pomóc mu wyjść...
 
No więc koń drepcze, słońca jak zwykle nie ma, bo jesień i prędzej do deszczu, niż do słońca. Ale nie pada, tylko lekko zawiewa i mrozi po łokciach. Ten dech Ulryka jak zwykle gdzieś się kryje. Ponoć sam Ulryk gna gdzieś tutaj po lasach i gwałci co ładniejsze ze wsi. A jak we wsi nie ma ładniejszej, to zakłada jej na twarz worek od mąki i gwałci. A jak we wsi jest tylko jedna i to ta najbrzydsza, to wtedy ona czeka na niego z workiem. Jak niechcący trafi tam, to cap mu go na twarz i... i ona go gwałci. No nieważne.
 
Ustalmy: Jest las, lekko mży, wiatr powiewa, ale nie udaje mu się przebić przez wasze skórzane buty i kaftany. Trochę ta mżawka denerwuje, ale najbardziej chyba sierżanta, bo to on ma na sobie napierśnik. Niechby tak biedny chłop zardzewiał. A jakby wtedy jeszcze gobliny wpadły. Głupie, to może by go za ki posążek wzięły. Taki jak ten, co koło Nordvorposten wziął udział w bitwie. Tam dziadka wuj ponoć nogę stracił. Ale to goblini i orcy byli, a nie inne. No dobra... cisza i już.
 
To Hoffen, to jakieś zadupie. Niby miasto, co to kiedyś było stanicą, ale jak tego bronić? Chałupy dookoła muru, a reszta palisadą otoczona. Dawno żem takich dziwów nie widział, ale za to widziałem Fridę – ładna, a wieśniaczki lubią wojskowych. Może jest tu jakaś frau i prowadzi burdel? Oby.
 
Ten stary fircyk ładnie się wyrobił. Starszy na oko od Sigmara, a nosi się jak jakaś panna na wydaniu. Powitał naszego sierżanta, a strzelać kazali nam przy tym butami i dumnie stać. Tylko chłopy na tyłach nie strzymali i jak się obrócił któryś raz to Hoffer pękł śmiechem i cały drugi rząd za nim. Za to ich sierżant po mordach otrzaskał i do dziury kloacznej kazał Gustava i Otta wrzucić. Biedni, bo tutejsi korzonki z lasu jedzą i srają śmierdząco.
 
Objęliśmy kwatery i raz nas na strzelanie rzucił. Mieli tam dwie powiązane z siana kukły. Każdy strzelił sobie po dwa razy i ani razu nie trafił. Sierżant szybko zrobił się na mordzie czerwony, a fircyk pomerdał tylko głową. Cośmy się później przy piwie uśmiali. Jak to on mówił... „panie generale zaraz zobaczy pan, jak czwarty regiment strzelców roznosi te kukły w strzępy”, „panie generale, raczy pan wybaczyć, po tygodniu marszu i elf nie trafi drzewa w lesie”. A fircyk mu na to: „chuje pan gadasz! Toć moja piechota lepsza od nich w strzelaniu!”
 
Później sierżant przyszedł do kwater i bić się z nami chciał. Ale Grubas uspokoił go zastępując drzwi i zasłaniając brzuszyskiem. Taki ten nasz oddział. Największe nieudaczniki Imperium. Chuje i dziwki Starego Świata, jak Tomas sobie nazywał nasz oddział.
 
No... nie mówiłem Wam jeszcze? Ze śmiechu tośmy szczali po gaciach. Drugi tydzień siedzimy w wiosce i po stołkach pierdzimy tak, że niektóre to już od smrodu powyginało. A tu... jak se wspominam, to mnie śmiech bierze. Jedzie pięciu konnych. Brama otwarta, to wjeżdżają do wioski. Zaszli do karczmy i tam burdę robią. Mieli szczęście, że fircyk zabrał swoich w teren, a my ćwiczyliśmy na drugim końcu Hoffen. Karczmarzowi gębę obili i ogień podłożyli. Wyjeżdżają ze środka, a my stoimy na murze. Sierżant wydarł mordę i kazał im się zatrzymać w imieniu Cesarza. A ci na koń i gnają. No to my na żywym celu – pierwsza salwa poszła niemal równo. To ich chyba obudziło. Strzały śmignęły przed nimi. I dopiero wtedy jakiś mały się obrócił i jak nas zobaczył, to się zatrzymał. Zawołał swoich a ci jak nas zobaczyli to im aż gęby pootwierało. Później zresztą sierżant im te gęby obił, zanim nie wrzucił psich synów do dziury i kratą nie nakrył. Ale mieliśmy ubaw. Komu się szczać zachciało, to szedł do nich, a nie do dziury kloacznej. I tak ze dwa tygodnie szczaliśmy na nich, a jak fircyk wrócił, to ich obwiesił w imieniu cesarza.
 
No i tak przez kolejne dwa tygodnie nie było już wesoło. Trening rano, opierdalanie się w dzień, a wieczór w karczmie. Żadnej Frau nie było. Fircyk zabronił. Ale za to Frida okazała się kochać żołnierzy a szczególnie puszczanie się z nimi. Żal mi dziewczyny, bo mogła znaleźć dobrego męża – nie pijaka i nie żołnierza, a tak każdy miał od niej co chciał. A to wszystko dla armii Imperium. Chociaż może i miała rację. Czasy niepewne, a przyjemności z życia tyle tylko, co chłop jej dał. No właśnie... któryś wziął ją nie w czasie i pod koniec zimy chodziła już z ogromnym brzuchem, do którego mogło przyznać się pół regimentu, w tym ja na czele. Na młodego Feliksa to się nas trochę złożyło.
 
Raz nas stary posłał w teren i kazał po śniegu biegać. On, chuj jeden na koniu se jechał, a my jak psy w zaspach się kopaliśmy. Zmarzłem jak cholera i niemal mi fujara do nogi przymarzła. Przez dwa dni martwiłem się, czy będę kiedyś ojcem, ale zaraz Helga przyszła mi z ratunkiem i ogrzała mnie jak trzeba.
 
Tak przezimowaliśmy. Burdy w karczmie podczas gry w kości nie były już niczym ciekawym, a stary tylko przesiadywał z fircykiem i całymi dniami radzili o Imperium. Co oni wiedzą? Krew mnie czasem zalewała, bo nic nie robiłem i siedziałem w kwaterze. Tylko Henrik przychodził raz na jakiś czas. Udawał, że umie czytać, ale na cały regiment to tylko ja i Felix umieliśmy. Nie wiem też, czy sierżant wiedział, jak się znaki stawia. Henrik chciał, abym go uczył, ale tumana czegokolwiek poza jedzeniem, sraniem i naciąganiem cięciwy nie dało się nauczyć. Nie był głupi, ale leniwy. Nie chciało mu się. Pisać to by nawet świnię nauczył. Przyniósł mi kiedyś te książkę, co mu ojciec dał przed odejściem do wojska. Na końcu nabazgrał kilka słów, które zapamiętam do końca życia:
 
Chłopiec odchodzi ku wojnie
Znajdziesz go w szeregach śmierci
Ojcowski miecz przypasał sobie
Młodzieńczą procę pozostawił za sobą
 
„Ziemio pieśni!” zaśpiewał bard
Choć cały świat zdradził cię,
Jeden miecz będzie bronił twych praw,
Jedna wierna harfa będzie chwalić cię!
 
Chłopiec padł, ale wroga szabla
Nie może pokonać tej dumnej duszy,
Harfa którą kochał już więcej nie zagra,
Gdyż na kawałki rozdarł jej struny,
 
I powiedział: „Żadne łańcuchy nie skalają cię,
Twej duszy miłości i odwagi!
Pieśń stworzona dla czystych i wolnych
Nigdy nie zabrzmi w niewoli!*
 
Na wiosnę, kiedy byliśmy już w dziesięciu ojcami (a nie zmieniło to faktu, że Frida znów się puszczała). Przysłali nam nowych ludzi. Szósta Nordlandzka kompania była drużyną niezapomnianą. Chłopi do wszystkiego – do walki, do picia i do modlitwy. Była to jedyna drużyna, która poruszała się konno. Naprawdę świetni ludzie.
 
No i kurwa stało się. Miasto stało w ogniu, ludzie ponadziewani na pale, powywieszani przez palisadę, kobiety gwałcone na naszych oczach, a my nie mogliśmy nic zrobić. Orkowie wpadli do Hoffen jak zaraza. Na nic się zdały próby atakowania. Ilu byśmy nie posłali za mury, tylu nam chuje martwych przerzucili do nas, albo na palach ponabijali przed główną bramą, abyśmy widzieli. Czułeś kiedyś, że nie ma odwrotu? Czułeś ten strach? Co ja pierdolę!? Żołnierz Imperium nie może odczuwać strachu. A te chuje z Middenheim wysłali nam konnych na pomoc. Ani koni, ani jeźdźców nikt nigdzie nie widział.
 
Niewiele się później wydarzyło. Pamiętam tylko, jak oni leniwie czekali, aż my się podusimy w środku ich smrodem. Koniec końców sierżant wypieprzył nas na mury i kazał strzelać podpalonymi strzałami, aby spalić chałupy i tych psubratów. No i tyle nam się udało...
 
Później był las, szaleńcza pogoń do Augsbard, a z drogi niewiele pamiętam. Tyle tylko, że jak się obudziłem nad rzeką, to Hans i Grubas leżeli trupem. A, i jeszcze ten krasnolud... Nie mówiłem Wam o krasnoludzie? To powiem następnym razem, jak odpocznę.
 
* Oryginalny tekst nosi tytuł Minstrel Boy, autorstwa Thomasa Moore, 1779-1852 tłumaczenie nie zostało wzbogacone o US Civil War verse. Tłumaczył: Autor.
 
 
Redakcja: Hipiss

Informacje dodatkowe:
 
 

Komentarze:


 
06-04-2006, 20:00 | Angran | Komentarzy w sumie: 1
Tekst jest naprawdę bardzo fajny i ciekawy. Osobiście uważam że przekleństwa w opowiadaniu dodają uroku (chodzi tu w końcu o zwykłego wojaka) . Czekam na kolejną część :)


 
31-03-2006, 15:12 | Hipiss | Komentarzy w sumie: 650
Podoba mi sie ten tekst. Pomimo wielu przekleństw, które, o ile mi wiadomo, z czasem będą znikać, ma w sobie taki nietypowy charakter. Oto Stary Świat zaczyna biec własnym życiem, jego mieszkańcy naprawdę czują i myślą. Podejmują decyzje - często dramatyczne, błędne. Każdego dnia muszą mierzyć sięz ich skutkami. Dlatego czekam na kolejnączęść :)



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   



Witamy w serwisie II Wojna Światowa.

wwii.valkiria.net

* * *

Zapraszamy do zapoznania się z najnowszą aktualizacją serwisu II Wojna Światowa:

"Historia drugiej wojny światowej 1939-1945" - recenzja książki




Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie



Czy zauważyłaś/eś zmianę w szybkości działania serwisu?

Tak. Działa znacznie szybciej.
8  Głosów (36%)
Tak. Jest OK.
3  Głosów (13%)
Nie. Działa tak samo.
2  Głosów (9%)
Nie. Działa wolniej.
4  Głosów (18%)
Nie mam zdania.
5  Głosów (22%)

Ankieta wygasła

Archiwalne

Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 53

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3509787
Dziś gości: 78
Ten miesiąc: 3186
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 119