Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Duchy Przeszłości
Sztuka teatralna
 21-09-2005, 13:10
 Xaplan
 4903 x przeczytano

 ----- AKT I -----
 
[Zima w Imperium,
Przyciemniony pokój w starym zamczysku,
Przedzielony bordową, grubą kotarą w połowie.
Jedyne światło, to świeca woskowa
ustawiona na biurku. W oknach zasłony bordowe,
 umeblowanie skromne, gustowne, drewniane biurko,
 krzesła, komoda i szafy niewielki barek i kilka zakurzonych
butelek po bretońskich winach. Starszy mężczyzna czytający książkę
przy biurku. Dziwne cienie na ścianach]
 
CZYTAJĄCY
 
Ach i znów mnie nawiedzacie! Odejdźcie! Pozostawcie mnie z księgą rodu mego!
 
GŁOSY
 
Ależ drogi przyjacielu nie przeszkadzaj sobie. [cienie na ścianach poruszają się] My tylko chcemy patrzyć na Ciebie – [głosy milkną, nagle jeden dodaje] ostatniego, który pozostał w rodzie.
 
CZYTAJĄCY
 
Tak więc może rodu mego historia która was zainteresuje? Wiele ich mam i mogę wam podarować w zamian za kilka chwil spokoju i uwagi. W księdze tej zawarłem ich wiele, w głowie zawartych więcej jest jeszcze.
 
GŁOSY
 
[cienie zamilkły, przestały poruszać się po ścianach]
Drogi nasz towarzyszu chętnie... [chwila przerwy] i choć z wielką łatwością w umysł Twój wnikamy chętnie posłuchamy tego, czego jeszcze nam nikt inny nie opowiedział. Cóżeś w księdze tej wyczytał?
 
CZYTAJĄCY
 
Księga ta rodu mego zamożnego – rodu herbu czarnego Kruka, rodu czystego i pięknego, nieskażonego niczym, rodu mego [chwila przerwy, po czym łkając] – rodu Fejellnaara.
 
GŁOSY
 
[chwila ciszy po czym widać, że cienie przybierają postać ludzi siedzących na krzesłach]
Słuchamy tego, czym dziś nas uraczysz.
 
CZYTAJĄCY
 
Niegdyś, gdy jeszcze Sigmar nie był bogiem, a jedynie bohaterem, mój ród zakładano. Założył go zapomniany już dziś Adalfrid – mój najstarszy ojciec. Gdy Adalfrid osiedlił się na ziemiach dziś zwanych Bretonią, jeszcze ludzie nie znali prastarej rasy wampirzej. Jeszcze nikt nie wiedział o nas nic, ale już wtedy ludzie byli głupcami i pozostawali w Chaosie.
 
GŁOS
 
[jeden głos – wyższy od innych, głos żeński]
Ludzka głupota istniała zawsze: czy to za czasów powstawania tej cywilizacji, czy to za czasów gdy elfy były w stanie ludzi nauczyć czegokolwiek, czy to za czasów, gdy krasnoludowie jeszcze rasą byli na tyle liczną, aby powstać przeciw ludziom. Niestety nikt tedy nie targnął się na ludzką głupotę. Teraz za to wszyscy po kolei pokutują i pokutować będą.
 
CZYTAJĄCY
 
[podchodzi do barku, otwiera jedną z butelek i nalewa czerwonawej substancji
(prawdopodobnie wina) do srebrnego kielicha]
[siadając ]
Nie zapominajmy o tym, że to od ludzi pochodzimy i to od nich się wywodzi nasza rasa. Gdyby nie oni nie mielibyśmy raison d’etre..
 
 
GŁOS
 
[poruszenie się jednego z cieni, niepewna gra, świeczka mało co nie gaśnie]
Mimo wszystko to ludzie winni są naszej egzystencji więc niech oni odpowiedzą za to, co uczynili, na nas już czas. My zostaliśmy przez nich zapomniani i tylko nieliczni ludzie umieją sobie o nas przypomnieć, ale tylko wtedy, kiedy my tego zechcemy. Nigdy indziej. Owo zapomnienie ma jak najwięcej stron dobrych... lepiej, ażeby nas nie znali, niż wiedzieli o nas i nas nie nękali
 
CZYTAJĄCY
 
[pijąc napój z kielicha, z lekką goryczą patrzy na cienie]
Jak już rozpocząłem pozwólcie mi skończyć.
Wuj Adalfrid miał dwoje synów i jedną córkę. Ci zaś mieli każde po synu i córce, które też mieli po synu i córce. A wszystko to na przestrzeni ponad dwóch tysięcy lat. Moi rodzice także mają syna i córkę. I w ten sposób rasa nasza przetrwała. Odnalezieni doskonałego syna zabrało mym rodzicom o wiele mniej, niż dobranie prawidłowej córki. Krew ma szlachetna płynie w żyłach ojca, który wypił ją i oddał mi swej odrobinę. Matka ma zwróciła krew swą mej siostrze, a ta oddała jej swojej część.
Ten prastary rytuał
 
GŁOS
[ tym razem niski i basowy,
wyraźnie zrywając się i występując przed innych]
Ten prastary rytuał wymyśliliście tylko po to, aby zachować waszą rasę i tylko on jest waszym celem. Nic innego tacy jak ty nie robią, nie chcą robić i nie zrobią. Wszystko opiera się tylko na jednej głupiej zależności – albo ów rytuał, albo śmierć i to wszystko, co was czeka!
 
CZYTAJĄCY
 
[z gniewem]
Nie mów mi co mam robić, bo mam już sześć wieków za sobą i doskonale wiem, co znaczy ten rytuał dla mej rasy. Nie mów mi, co mam robić, bo stojąc naprzeciw mnie jesteś tylko małą istotą, której życie mogę zdmuchnąć ot tak – jak ową świecę. Nie nauczaj mnie. Nie masz już czego.
 
[ściana na kilka chwil staje się ciemniejsza, po czym rozsuwają się
zasłony, okna otwierają i cienie opuszczają pomieszczenie
do środka wpada potężny podmuch wiatru, gasi świecę]
 
CZYTAJĄCY
 
[powoli zbliża się do kotary przedzielającej pokój]
Czemu to spotkało akurat mnie?
[łkając]
Dlaczego?!
 
[przesuwa kotarę, ujawnia się druga część pokoju, na której leży
martwa dziewczyna]
Dlaczego okazałem się być niezdolny?!
Zawiodłem...
 
----- AKT II -----
 
[Zima w Imperium,
okolice wielkiego zamku, otoczonego lasem,
po leśnej drodze idzie młody wojownik, odziany
w kolczugę, z mieczem przy pasie, otulony w skórzany płaszcz]
 
WOJOWNIK
 
[śpiewa pieśń]
A pieśni te stare,
Za polem, za lasem,
Czas zimy nadchodzi
Wszystkich nas ochłodzi
Zimy tej tchnienie
Na Ulryka skinienie
I ludziom straszna
Zima ta sroga
Na pewno w ofiary nie będzie uboga.
 
GŁOSY
 
[cicho, spokojnie, zza drzew]
Dokąd to wojaku? Czyż nie za daleko zapędziłeś się w tej srogiej godzinie?
Droga ta ciężka, jeszcze samotnie spotka Cię co złego, polegniesz sromotnie.
 
WOJAK
 
[dobywa miecza z pochwy, rozgląda się wokół,
przestraszony, szuka wroga]
Ujawnij się! Pokaż się! Nie tchórz, nie kryj swego oblicza.
 
GŁOSY
 
[głośniej, donośniej]
Nie mam ci ja oblicza, dobry podróżniku. Jam nie istota Tobie podobna.
Ja nie stąd pochodzę ja nie tu rodzony!
 
WOJAK
 
[niepewnie, trzyma miecz w pogotowiu, cały czas obserwuje okolicę]
Jeśliś nie z tego świata to kim jesteś? Czego spokój mój mącisz swą wyklętą obecnością? Odejdź zjawo! Odejdź maro!
 
GŁOSY
 
[ciszej, chichocząc]
Jam ci nie zjawą, marą też nie.
Jam jest twą myślą, niespokojne brzmienie...
 
[glos się ulatnia... Głosy odchodzą pomiędzy drzewa]
 
WOJAK
 
[przestraszony nasłuchuje, po czym pyta drżącym głosem]
Czego chcesz ode mnie, czyś jest mi przestrogą, czy może z pomocą nadchodzisz? Kim jesteś? Wróg czy przyjaciel... jeśliś wróg na końcu ostrza mego skończysz (tylko dojrzę Cię) jeśliś przyjaciel wejdź spokojnie w granice pochodni mej, abym mógł zobaczyć twarz twą...
[jego głos spokojnie rozpływa się pomiędzy drzewami,
zrywa się mocny wiatr, co chwila uderza śnieg, dziwne wycia po lesie,
mija kilka chwil, Wojak uspokaja się, chowa miecz i idzie w przód]
[mówi do siebie]
Zamek na wzgórzu widzę jeśli dziś tam dotrę o nocleg poproszę
Jeślibym nie dotarł... zagubiony pomiędzy drzewami wielkiego lasu umrę i
dla wilków będę pożywieniem...
[rusza w drogę]
 
GŁOSY
 
[pędzą po lesie, przechodzą pomiędzy sobą,
mijają zamarznięty strumień, tańczą wokół drzew
pieśń rozpoczyna jeden z trójki]
 
GŁOS 1
 
[wysoki – damski]
O Zimo kochana, pani oto służebnica twa
Ulryk twym mężem, jam córką waszą
Tańczę z wiatrem – synem Twym...
 
GŁOS 2
 
[męski, niski, basowy]
Ojcze mój ojcze – panie wilków
Pozwól zjednoczyć się z braćmi mymi
Niechaj w tańcu porwą mnie w górę
Niechaj z nimi w dal odejdę
 
GŁOS 3
 
[dzieci – chłopiec i dziewczynka]
Bracie nasz wietrze,
Dziadku nasz mrozie
Do was się uciekamy prośby te zanosząc
Pozwólcie nam ukojenie znaleźć
W lesie tym wielkim...
 
GŁOS 1,2,3
 
[razem, chór]
Ojcze Ulryku ty nas przywiodłeś
Ty nas śmiertelnymi uczyń...
Zginąć nam pozwól... odejść
W dal wieczną...
 
WOJAK
 
[głosy tu docierające zdają się mieszać z wiatrem
razem staja się jakby smutnym gwizdem przez
wiatr niesionym]
 
Zdawać by się mogło, że wiatr pieśń smutną niesie
Czyżby znów ma głowa figle mi płatała?
Czyżbym znów siebie sam oszukał?
Może to był znak jakiś?
Może pan zimy czuwa nade mną?
[staje w miejscu, obraca się w tył i patrzy przez kilka
chwil dokładnie za siebie]
Czyżbym pozostawił za sobą coś, co zabrać powinienem?
[odchodzi, idzie dalej w stronę zamku]
 
 ----- AKT III -----
[Zima w Imperium,
gdzieś wysoko w górach,
 podmuchy wiatru
padający śnieg]
 
WIATR
 
[nie ma nikogo na scenie,
głosy zza sceny]
Spotkałem dziś na drodze podróżnika...
[w zamyśleniu]
Dawno takich tu nie widziałem...
 
ŚNIEG
 
[również nikogo nie ma,
głos zza sceny]
Też go spotkałem, był przerażony,
Widziałem, jak oszalał, chciał walczyć z powietrzem
 
WIATR
 
[już pewniejszym głosem]
Nie, on nie oszalał... z kimś rozmawiał.
Nie wie sam z kim, nie wiem ja z kim...
[chwila milczenia]
Odwiedziłem dziś zamek... byłem w pokoju pana
Widziałem go w rozpaczy i smutku.
Widziałem go w beznadziei.
Widziałem, że czas jego nadejdzie...
Był sam, sam ze sobą rozmawiał
Myślami głośno wymieniał się z trupem
Na wielkim łożu...
 
ŚNIEG
 
[w zamyśleniu]
Choćbyśmy i chcieli sprawy te
Pozostawić musimy...
Nie pozwolono nam ingerować w ich czyny
Sami się o to prosili... teraz mają co chcieli...
Głupcy... ludzie głupcami są...
Lecz nigdy zrozumieć tego nie zechcą...
 
WIATR
 
[ukazując lasy, pola, wsie, rzeki]
Oto ich Świat...
[w zamyśleniu]
Oto miejsce, które należy do nich.
Nie jest ich własnością, ukradli je innym...
Tak jak nam chcą wydrzeć władzę nad tym, co nasze
Głupi jesteśmy [chwila namysłu,
po czym dodaje] ale wieczni...
 
ŚNIEG
 
[patrząc w niego, w chmury]
Oto i nasz problem!
Wieczni przez co skazani na dolę
I niedolę... na to, żeby patrzyć na Świat i...
[chwila myśli]
Aby przypominać niemych sędziów
Możemy patrzeć, możemy oceniać...
Wyroki nasze nie liczą się, władzy nie mamy.
Władza w rękach bogów... a ci nam nigdy jej nie odstąpią...
Jest jednak w nich coś ludzkiego!
 
WIATR
 
[przelatując pomiędzy drzewami w
ciemnym lesie]
Nie stawaj wobec bogów!
Nie sprzeciwiaj się im!
Oni są w stanie pozbyć się Ciebie i mnie i
Wszystkiego co nas otacza...
Nie warto... lepiej żyć, wyrokować...
Patrzyć i obserwować...
To nam pozostało to nam będzie przyszłe...
Chodźmy poszukać ów podróżnika...
Ktoś musi dotrzymać mu towarzystwa...
 
----- AKT IV ----- 
 
[Zima w Imperium,
ogromny zamek, w którym rozbrzmiewa
dźwięk dzwonu, pokój, otwarte okno, padający śnieg,
wiejący wiatr, pomieszczenie takie, jak
w akcie pierwszym – pokój Czytającego]
 
 
 
CZYTAJĄCY
 
[ na dźwięk dzwonu.
Ze zdziwieniem, do siebie]
Goście?! Tutaj?! Dziś?!
[opuszcza pomieszczenie, schodzi po
schodach do wrót zamczyska, otwiera wrota,
na widok podróżnika wita go i wskazuje
aby ten wszedł do środka, po czym mówi]
Wejdź do środka,
Na dworze zimno, a u mnie znajdziesz i
Ciepłe posłanie i strawy jakiej dobrej...
 
WOJAK
 
[wchodzi do środka]
Witajcie panie, przepraszam, że nachodzę w noc taką
Ale jako jedyne schronienie Twój dwór zobaczyłem.
Jeśli łaska noc spędzę, o świtaniu odejdę.
 
CZYTAJĄCY
 
Drogi podróżniku w mych progach jesteście gościem
Nader miło widzianym. Pozostaniesz tu ile zechcesz...
 
WOJAK
 
[odkładając swe rzeczy na bok]
Dzięki Ci panie za ratunek.
Wieś miała być po drodze, lecz teraz jeno zgliszcza
Pozostały po niej
Iść dalej musiałem.
We wsi ruinach pozostać – śmierć pewna...
Droga niepewna... może i zbawienna
 
CZYTAJĄCY
 
Droga zbawienną się okazała
Dotarłeś tutaj i bezpiecznym jesteś pozwól się na chwil kilka opuścić.
Przygotuję kolację, abyś panie z głodu w mych progach nie umarł,
Tymczasem przy ogniu zasiądź i ogrzej się trochę. Zimno wokoło, a tylko przy ogniu
Znajdziesz trochę ciepła
[szybko odchodzi, znika za jednymi z drzwi]
 
WOJAK
 
[obchodzi wielką salę wokół, podchodzi do paleniska
tam siada na jednym z foteli, ogrzewa się przy ogniu, rozkłada
przemoczone ubiory nad ogniem]
 
CZYTAJĄCY
 
[po kilku chwilach wraca, zbiera rzeczy podróżnika, po czym pyta]
Drogi gościu mój wybacz, ale dopiero za chwil kilka podam Ci do stołu,
Powiedz mi jak tam na trakcie? Kogoś spotkałeś? Coś widziałeś?
Ciekaw jestem, dawno nie byłem w drodze i chciałbym abyś podzielił się ze mną
Opowieścią z podróży.
 
WOJAK
 
[ze zniechęceniem, ledwo powstrzymując ziewanie]
Panie drogi... trakt się nie zmieni nigdy. Zawsze będzie nieprzyjazny dla nas – podróżników zawsze groźnie jest podróżować samemu. Ja niestety muszę dotrzeć do miasta stołecznego. Pora ta... Pora w drogę zła – jak najbardziej... to zimno, to zmęczenie szybciej człekowi doskwiera...
Wiele wsi już nie ma, zgliszcza pozostały... nikt już ich nie chroni, wojska graniczne zajmują się nie tym, co powinny robić. Mordują się ludzie z ludźmi nawzajem a wroga nie ma kto przegnać na wieki...
 
CZYTAJĄCY
 
[wychodzi na chwilę, po czym wraca z wielką tacą, na której znajduje się pieczone kurcze,
a także z butlą wina i kielichem]
Zasiądź panie do stołu. Smakuj, niechaj moje jadło siłą Cię napełni, a ja tymczasem
Pójdę przygotuję pomieszczenie dla Ciebie, abyś był przyjęty godnie.
 
WOJAK
 
[na widok jedzenia nie zwraca uwagi na pana domu. Zasiada do stołu i czym prędzej je]
 
CZYTAJĄCY
 
[wraca po pół godzinie, zastaje podróżnika we śnie,
zanosi go do komnaty na górze, kładzie na łożu obok ciała dziewczyny
po czym przysysa się do jego dłoni i pije zeń krew
skończył, mówi do siebie]
Krew świeża, słodka, dawno nie smakowana przeze mnie...
Niechaj odrobinę jeszcze uszczknę...
[wbija kły w szyję podróżnika,
sączy krew dalej]
 
----- AKT V ----- 
 
[Zima w Imperium,
pomieszczenie, w którym stoi Czytający,
okno otwarte, wewnątrz wieje Wiatr i pada do środka Śnieg]
 
WIATR
 
[ze smutkiem na twarzy
do Śniegu]
I tak oto przyjacielu...
Kolejna dusza ludzka opuściła ten padół...
Dla jej dobra raczej, niźli dla krzywdy jej wielkiej
 
ŚNIEG
 
[ze smutkiem w głosie]
Dla dobra jej to uczynił...
Dla dobra ludzi zabijać ich winni...
Dla dobra ludzi i Świata całego...
 
----- EPILOG -----
 
[Zima w Imperium,
Przyciemniony pokój w starym zamczysku,
Przedzielony bordową, grubą kotarą w połowie
Jedyne światło, to świeca woskowa
ustawiona na biurku. W oknach zasłony bordowe,
 umeblowanie skromne, gustowne, drewniane biurko,
 krzesła, komoda i szafy niewielki barek i kilka zakurzonych
butelek po bretońskich winach. Starszy mężczyzna czytający książkę
przy biurku. Dziwne cienie na ścianach]
 
CZYTAJĄCY
 
Ach i znów mnie nawiedzacie! Odejdźcie! Pozostawcie mnie z księgą rodu mego!
 
GŁOS WOJAKA
 
Ależ drogi przyjacielu nie przeszkadzaj sobie. [cień na ścianie porusza się]
Ja tylko chcę patrzeć na Ciebie [po chwili zamyślenia] ostatniego z rodu...
 
----- KONIEC -----
 
Redakcja: Hipiss
 

Informacje dodatkowe:
 

Komentarze:


 
13-02-2006, 11:56 | avakarian | Komentarzy w sumie: 16
Pomysł bardzo mi się podoba i w sesji chyba wykorzystam, ale brak tu głepszej płęty, związku brak. |Przynajmniej ja to tak widze. Ale ogólenie rzecz biorąc Podobało mi się :)


 
22-09-2005, 09:37 | Furiath | Komentarzy w sumie: 12
ale nie przebrnałem przez całość. Bardzo nie lubię czytac sztuk. Ale pomysł przedni.


 
21-09-2005, 16:17 | Hipiss | Komentarzy w sumie: 650
Czy ktoś kiedyś widział sztukę teatralną w klimaciorze Warhammera? Ja nie :D



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   



Witamy w serwisie II Wojna Światowa.

wwii.valkiria.net

* * *

Zapraszamy do zapoznania się z najnowszą aktualizacją serwisu II Wojna Światowa:

"Historia drugiej wojny światowej 1939-1945" - recenzja książki




Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie



Czy zauważyłaś/eś zmianę w szybkości działania serwisu?

Tak. Działa znacznie szybciej.
8  Głosów (36%)
Tak. Jest OK.
3  Głosów (13%)
Nie. Działa tak samo.
2  Głosów (9%)
Nie. Działa wolniej.
4  Głosów (18%)
Nie mam zdania.
5  Głosów (22%)

Ankieta wygasła

Archiwalne

Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 46

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3509788
Dziś gości: 79
Ten miesiąc: 3187
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 119