Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Erudyta Herburt, uczony warchoł
09-12-2005, 09:07 | 6829 x przeczytano | Komuda

Jan Szczęsny Herburt był jednym z nielicznych chyba przykładów uczonego warchoła. Ten urodzony w latach siedemdziesiątych XVI wieku wychowanek hetmana Jana Zamoyskiego, człowiek znany z zamiłowania do sztuki, miłośnik nauki, wydawca dzieł Wincentego Kadłubka i Długosza, był jednocześnie uciążliwym dla sąsiadów awanturnikiem. Herburt rokoszanin, Herburt - autor swej biografii „Herkules”, Herburt — najlepszy przyjaciel Stanisława Diabła Stadnickiego, jawi się jako postać zaiste niezwykła. Ten wichrzyciel i gwałtownik trzymał na swoim zamku wspaniałe rzeźby i obrazy, zachwycał się pięknem sztuki, a jednocześnie więził w lochach swoich sąsiadów. Herburt jako jedyny chyba spośród szlachty województwa ruskiego stał się apologetą Stadnickiego, którego jeszcze w czasie rokoszu zwał „Decjuszem polskim” i którego śmierć przyprawiła go o wielką melancholię. Nasz bohater sam często określał się mianem człowieka mającego wielką ogładę. Sąsiedzi byli jednak o nim zgoła odmiennego zdania. „Herburt, praw, wolności, swobód, pokoju pospolitego, jurysdykcji wszelakich, zwierzchności, magistratu, dawnych i świeżych uniwersałów i wszystkich naszych porządków w Rzeczypospolitej gwałtownik i wzgardziciel” — pisał o nim Jan Wojewódka, dworzanin kasztelana przemyskiego Stanisława Stadnickiego.

Herburt przeszedł jedną z najwybitniejszych szkół politycznych, jaka tylko mogła być w dawnej Rzeczypospolitej — na dworze kanclerza Jana Zamoyskiego. Młodzieniec ów, zaprawiony w rycerskim rzemiośle, zręczny i silny, był przez długi czas zaufanym człowiekiem Zamoyskiego. W roku 1596 prowadził Herburt wraz z innymi komisarzami Rzeczypospolitej układy z legatem papieskim w sprawie utworzenia ligi chrześcijańskiej przeciwko Turcji. W roku 1595, w więc o rok wcześniej, wyprawił się na czele własnej chorągwi na Wołoszczyznę wraz z Zamoyskim i Żółkiewskim.

Bez wątpienia Szczęsnego Herburta czekała wielka przyszłość polityczna, tym bardziej, iż sam Zamoyski polubił bardzo rycerskiego młodziana. Według samego Herburta pomiędzy nim a hetmanem „urosła taka przyjaźń, że się zdało, iż niebo obalone przerwać jej nie miało”. Jednak z czasów przebywania na dworze Zamoyskiego Herburt urósł bardzo w dumę i pychę, tak iż jak napisał o nim później Samuel Maskiewicz był to „człowiek wielkiej presumpcji o sobie, nikomuż pod słońcem świata przed sobą i w urodzeniu i w dowcipie pierwszeństwa nie dając”. Być może też ta właśnie pycha spowodowała, że Herburt rozstał się w końcu z Zamoyskim i począł zabawiać się w politykę na własną rękę.
Siedzibą Herburta był leżący na południu Rzeczypospolitej Dobromil, który szlachcic ów wydarł gwałtem wdowie po swym krewnym — Stanisławie Herburcie. Gdy w roku 1601 Stanisław nagle umarł, Herburt, korzystając z pomocy swego teścia Janusza Zasławskiego, wpadł do Dobromila. Ledwie ludzie Herburta uderzyli na zamek, zdobyli go, splądrowali, zajęli także cały klucz dobromilski. W taki oto sposób stał się pan Szczęsny posiadaczem ogromnego majątku, który jednak szybko roztrwonił. Już umierając, Herburt siedział po uszy w długach, a swemu synowi pozostawił włości w doszczętnej ruinie.

Ma się rozumieć, iż Herburt nie usiedział spokojnie na swych włościach. Już w roku 1603 rozpoczął wojnę z Porudeńskimi i Korytkami. Walki z Porudeńskimi z Bonowa trwały przez sześć lat. Ostatecznie dopiero w 1609 roku Herburt odniósł ponury tryumf. Jego porucznik — Abramowski napadł z sabatami węgierskimi na Bonów, zdobył go, złupił i spalił. Bracia Porudeńscy, Stanisław i Piotr, musieli ratować się ucieczką.
Podobna historia jak z Porudeńskimi, miała miejsce ze Stanisławem Korytkiem w Dmytrowicach. Herburt napadł go niespodziewanie z hajdukami. Gdy Korytko odparł pierwszy atak, Herburt dokonał drugiego zajazdu, tym razem na czele chłopów, zaciągniętych żołnierzy i sabatów. Tym razem zdobył dwór w Dmytrowicach, złupił go i spalił.

Kolejny konflikt wywołał Herburt z jednym z najspokojniejszych mieszkańców Ziemi Przemyskiej — Stanisławem Wapowskim. Wapowski nigdy nie wadził nikomu, wystarczyło jednak, iż jego włość — Wołostków graniczyła z dobrami Herburta. Wnet uczony warchoł zajechał Wapowskiego, powywracał słupy graniczne, włączył spory szmat ziemi do swojego starostwa. Wapowski uciekł się do trybunałów, jednak Herburt szydził z ich wyroków, czując się bezpiecznym na Dobromilu.
Awantura z Wapowskim wywołała prawdziwą burzę w rodzinie Herburtów, bowiem większość jej przedstawicieli — poza Szczęsnym — była dość spokojnego charakteru. Mikołaj Herburt, wojewoda ruski, starszy brat Szczęsnego, wysłał do niego listy z napomnieniami. Posłaniec jego zastał ponoć Szczęsnego nad łacińskimi księgami. A odpowiedź jaką dał Szczęsny Mikołajowi sama w sobie świadczy o wielkiej erudycji autora. — Ja nie wojuję — odpowiadał nasz bohater — teraz doma mieszkam, według stanu i powołania mego zacnego; przestrzegam, aby nic mi gwałtem nie brano, gdyż ja też nic nikomu nie odbiorę. Brat, choć starszy, nie ma się rzucać z ostrością niebraterską. Znane z łaski Bożej imię i cnota jest moja po wszystkim świecie, raczy Król Jegomość nasz miłościwy Pan wiedzieć, co o mnie w chrześcijaństwie i pogaństwie przedniejsi ludzie z łaski Bożej dzierżą... Uczyłem się z młodu i teraz się uczę tego, co Africanus umiał, co Temistokles, co Consalvus, co Philibertus Sawojczyk, co naszych wieków i tych dni u nas kanclerz, a w Rzeszy Georgius Basta umie.

Już wkrótce po zwadach z sąsiadami znalazł sobie Szczęsny Herburt prawdziwie wielkiego wroga. Przy tym przeciwniku bladła moc i znaczenie wszystkich sąsiadów z ziemi przemyskiej. Herburt wystąpił bowiem przeciwko samemu królowi Zygmuntowi III Wazie i wkrótce przyłączył się do rokoszu wymierzonego przeciwko władcy. Gdy w obozie pod Sandomierzem zgromadzili się rokoszanie, przyprowadził ze sobą około tysiąca żołnierzy. Gdy jednak rokosz rozpadł się, Herburt wrócił w rodzinne strony z wojskiem. Widząc klęskę w otwartym starciu, postanowił spróbować partyzantki.

Zaraz po przyjeździe w przemyskie, Herburt wypowiedział wojnę Stanisławowi Stadnickiemu kasztelanowi przemyskiemu (nie był to oczywiście Diabeł z Łańcuta lecz jego krewny). Herburt, który miał jakiś drobny rankor do kasztelana, usiłował zrazu schwytać go w zasadzce, gdy jednak ta się nie udała, zaatakował Chotyniec, w którym schronił się Stadnicki. Kasztelan bronił się w nim dzielnie, gdy jednak Herburt nakazał podpalić zabudowania, Stadnicki rozpoczął odwrót z dworu, w czasie którego został schwytany przez Herburta. Stary kasztelan został później osadzony w loszku pod Małnowem.

W całej Rzeczypospolitej zawrzało. Stadniccy poczęli zbierać się do kupy, rozwścieczeni klęską krewniaka. Brat Stanisława — Adam, kasztelan sanocki zaczął szybko zbierać wojsko i szlachtę. Król wydał natychmiast uniwersał, aby Herburt rozpuścił swoje wojska. Ma się rozumieć, iż Herburt ani myślał go słuchać. Już wkrótce zresztą kilku magnatów podjęło się rokowań. Wojewoda trocki Aleksander Chodkiewicz, kasztelan poznański Jan Ostroróg i kasztelan wołyński książę Aleksander Ostrogski udali się do Małnowa, gdzie rozłożył się Herburt ze swoimi ludźmi. Tutaj mieli okazję, by spotkać się ze Stadnickim, który był tak przerażony postępowaniem Herburta, że zgodził się na wszystkie warunki swego pogromcy. Herburt wypuścił go zatem z więzienia, a Stadnicki, który zapewne odstąpił Herburtowi duże sumy pieniędzy i włości, zaprzysiągł warunki ugody. Był w niej oczywiście także znamienny punkt, w którym kasztelan przemyski zaprzysiągł, iż nie będzie podejmował żadnych wojennych kroków przeciwko Herburtowi.

Jeśli Szczęsny myślał, że wszystko zostało już załatwione, to mylił się, bowiem Stadnicki ani myślał puścić płazem tej zniewagi. Zaraz po podpisaniu ugody, wniósł w grodzie przemyskim protestację przeciwko Herburtowi, twierdząc, że wszystkie warunki ugody zostały na nim wymuszone siłą. Wnet po stronie brata opowiedział się kasztelan sanocki Adam, który podburzył szlachtę przemyską i wyruszył na włości Herburta.
Tego uczony warchoł się nie spodziewał. Obawiając się walki w otwartym polu, uszedł wraz z żoną i dziećmi do Lwowa. Adam Stadnicki zajął tymczasem Dobromil, spustoszył włości Szczęsnego, rozbił dwór w Mościskach, a potem ruszył do Lwowa. Mieszczanie obawiali się jednak krewkiego kasztelana i zawarli przed nim bramy miasta. Stadnicki rozpoczął zatem oblężenie Lwowa, ustawił działa na wzgórzu św. Jura, złupił i splądrował przedmieścia miasta. Wreszcie, gdy wyczerpał wszystkie prośby i pogróżki pod adresem mieszczan, ustąpił od oblężenia, wnosząc jedynie protestację przeciwko Herburtowi. Herburt ma się rozumieć czytał pismo Stadnickiego i wpisał swoją odpowiedź do ksiąg grodzkich zaraz za obelgami kasztelana. „Nie tyle oburzam się na ciebie — potwarco — pisał — ile boleję nad Ojczyzną, że cię ma w liczbie senatorów. (...) Zbłaźniłeś się sromotnie pode Lwowem, ze wstydem spod murów jego odchodzisz i ty — o gorzka ironio! — masz być następcą takich bohaterów, jak Kmitowie, jak Herburtowie i Drohojowscy!

Na rewanż czekał Herburt kilka miesięcy. Już na początku 1607 roku Szczęsny zebrał około 700 hultajów i dopadł z nimi ludzi Stadnickiego w Niżankowicach, pobił ich i rozpędził. Kasztelan ledwie zdołał schronić się do zamku przemyskiego, umocnić go i obwarować. Herburt przyszedł szybko pod zamek, nakazał oblegać go i ostrzeliwać, niewiele jednak wskórał. Całą swoją złość wylał zatem na Niżankowicach, które doszczętnie złupił. Ze Stadnickimi było jednak bardzo niebezpiecznie zadzierać, bowiem już w kilka dni po zwadzie w Przemyślu, pan Adam pobił ludzi Herburta, a samego schwytał i uwięził. 16 lutego 1607 roku Herburt musiał z wielkim upokorzeniem wykupić się z niewoli. W akcie ugody musiał zgodzić się na anulowanie wszystkich protestacji, które wniósł przeciwko Stanisławowi Stadnickiemu, rozpuścić własne wojsko, a także odsiedzieć dwa lata w wieży. Stadniccy zmusili zapewne Herburta do obietnicy wypłaty wielkich sum pieniędzy, upokorzyli go bardzo. I — jak to zwykle bywało — skończyło się tylko na upokorzeniu. Herburt bowiem bynajmniej nie poszedł do celi, ani nie ustąpił Stadnickim ani na piędź. Wybuchł bowiem znowu rokosz przeciwko królowi. Herburt zatem bez przeszkód zaciągnąć mógł znowu wielkie kupy swawolnego hultajstwa. Z takim wojskiem ruszył nasz bohater pod Guzów, gdzie w lipcu doszło do starcia z siłami królewskimi. Herburt nie okazał się bynajmniej bohaterem. On, który lubił porównywać się do antycznych bohaterów, sam pierwszy rzucił się do ucieczki. A potem schwytany został przez żołnierzy Zygmunta III Wazy i wraz z Prokopem Pękosławskim osadzony w więzieniu, gdzie przebywał długo, opuszczony przez wszystkich, zrujnowany. Nikt, absolutnie nikt, nawet jego teść kasztelan krakowski Jerzy Zbaraski, nie śmiał ująć się za wichrzycielem Herburtem. Wszystko wskazywało zatem na to, iż Szczęsny da w końcu głowę pod toporem kata. Nie mając zaś czasu na warcholenie, siedząc w wieży, doskonalił się Herburt w pisaniu. Tu właśnie napisał swoją autobiografię, opatrzoną jakże znamiennym tytułem „Herkules”, a także liczne pisma i memoriały. W trakcie odsiadywania wieży, miał ponoć Herburt święte wizje, a także szukał pociechy w astrologii i kabale. Ni stąd ni zowąd w pismach Szczęsnego pojawiły się więc motywy łaskawości, dobrotliwości i przebaczenia. „Łaska króla dla nas więźniów i powrót nas ukontentowanych między bracią, niepodłe lekarstwo na te wszystkie mieszaniny” - pisał. „Spróbować przeciwko uniwersałom dobrotliwości, przeciwko zajazdom miłości, przeciwko wojskom niewinności, a poddanym okowy zdjąć z nóg, a włożyć na serca” — napominał delikatnie, czując zapewne nad swym karkiem ciężar katowskiego miecza. Na koniec Herburt począł prosić samego króla o dopuszczenie go do łaski ucałowania ręki królewskiej. O czasach rokoszowych pisał już nie inaczej niż jako o „czasiech nieszczęsnych, które wspomnieć strach, a wymówić przykro”.

Zygmunt III Waza znudził się chyba uniżonymi suplikami Herburta, bowiem w roku 1609 ułaskawił go w końcu, jednak pod upokarzającymi warunkami, na które Herburt musiał przystać. Po pierwsze zatem miał sądzić go o zdradę stanu sąd sejmowy, musiał poddać się wyrokom wszystkich innych osób, które kiedyś ograbił lub najechał. Herburt miał też pozostawać w granicach kraju, a od swojego Dobromila nie mógł oddalać się więcej niż na 7 mil.
Szczęsny Herburt do końca swego życia pozostał skrytym przeciwnikiem króla. Siedząc w swym zrujnowanym Dobromilu wyczekiwał tylko na chwilę, w której powrócić mógłby na scenę polityczną. Jeszcze w roku 1612, gdy w Rzeczypospolitej szalała konfederacja wojskowa, namawiał konfederatów, by „z chorągwiami szli na Warszawę”, żołnierze nie usłuchali go jednak. Herburt wdał się zatem w mistycyzm, miał jakieś widzenia, urządzał nabożeństwa na górze chełmskiej, co doprowadziło do konfliktów z duchowieństwem. Opuszczony przez wszystkich, zrujnowany, umarł pan Szczęsny 31 grudnia 1616 roku, nie dożywając lat pięćdziesięciu. Jego jedyny syn — Jan usiłował początkowo pójść w ślady ojca. W roku 1620 urządził bowiem zajazd na dwór Adama Goreczkowskiego. Otrzymał za to infamię, ale glejt królewski dał mu później ochronę przed prawem. Tym niemniej majątku uchronić już nie zdołał. W roku 1622 stracił Dobromil i wszystkie wsie. Chwała Herburtów zgasła odtąd na zawsze.

Redakcja: MMochocki


Informacje dodatkowe:
 

Ocena artykułu:
Ten artykuł jak dotąd oceniło 5 żołnierzy, średnia ocena: 4.2.
 


 
12-04-2006, 10:13 | nightfox | Komentarzy w sumie: 2
Nie omieszkam użyc tego w biesiadach


 
09-12-2005, 15:28 | MMochocki | Komentarzy w sumie: 312
Pierwotnie opublikowane w Portalu #11.


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.